Ciąg dalszy...
Rodzeństwo - Bieda, czy skarb?
Matko… - powiedziałam, łapiąc się za brzuch. Swym odgłosem wyraźnie wskazywał, że potrzebuje coś przekąsić. Pobiegłam do jednego z lokali. Co za niespodzianka, siostrunia z chłopaczkiem - parsknęłam śmiechem, podchodząc od strony jej pleców.
- Cześć Lenka. Czołem Thomas.
Pomachałam mężczyźnie, szczerząc przy tym ząbki. Dobrze widzieć, że siostra wybrała sobie porządnego chłopaka.
- Cześć, cześć. Dawno się nie widziałyśmy, co tam powiesz?
- Ogólnie, powolutku i do przodu. Trochę Was ostatnimi czasy zaniedbałam.
- No dokładnie, w ogóle się z rodziną nie spotykasz.
Powiedziała dość wyniosłym tonem.
- Racja, przepraszam. LSPD wymaga dużo czasu i braknie mi go dla Was.
- No cóż, zgadamy się jeszcze mam nadzieję?
- Tak, tak. Na pewno. Właśnie.. będzie okazja.
- O czym mówisz?
Jej mina bardziej wskazywała podejrzenia wobec mnie niż zwykłą ciekawość.
- Ojciec przyjechał do miasta.. Podobno zostanie na stałe, więc będziemy się spotykać do woli.
- Przy.. Przyjechał.
Otworzyła buzię i delikatnie zachwiała się w bok. Moja reakcja była podobno, z tym ze upuściłam telefon.
- Podobno nawet sama do niego dzwoniłaś i o tym nie wiesz?
Dodałam, opierając się dłonią o kanapę, gdy do lokalu wszedł mój znajomy Jack Colinbridge. Rozejrzał się uważnie dookoła, zatrzymując wzrok na naszej dwójce.
- Em.. Dwie McFly? Z którą pracowałem w szpitalu?
Fakt - jesteśmy podobne, ale żeby aż tak? Podniosłam paluszek do góry.
- Pewnie ze mną, choć i ona kiedyś robiła.
- No co zrobić, jesteśmy podobne z tym, że ty brzydsza.
- Znalazła się żartownisia, wolę być brzydsza niż durniejsza.
Oboje weszłyśmy w fazę śmiechu. Od tego czasu, zawsze jak mnie mylą na ulicy pytam się o którą chodzi używając powyższych epitetów. Pogawędziłyśmy jeszcze trochę, wdając się w temat z chłopakami. W lokalu oprócz nas było jeszcze kilka osób, które zwrócone w naszym kierunku, obserwowały całą rozmowę. Finalnie skończyliśmy na tym, jaka to ja jestem zła “latając z kwiatka na kwiatek” - Lenka wypowiedziała to dość pewnie. Sęk w tym, że to nie ja od nich odchodzę, a doliczyłam ich jedynie trzech. To tak dużo? Zaśmiałam się, prosząc od sprzedawcy donuta, którego po paru minutach otrzymałam w reklamówce. W tej samej chwili weszła Jasmine McFly - kuzynka, która niedawno przyjechała nas odwiedzić. Jack odwrócił się i stanął niczym słup.
- Trzy? No to już przesada.
Uśmiechnęłyśmy się do niego, następnie z każdą osobną się pożegnałam i ruszyłam do wyjścia. Warto posiedzieć z bliskimi - potrafią urozmaicić najgorszą burze.

Ostatni patrol...
Ten dzień był kumulacją wszystkich myśli. Tych dobrych, jak i tych gorszych. Zaczęło się od patrolu na służbie LSPD. Postanowiłam wraz z Grantem wyruszyć na PCJ”otkach w poszukiwaniu agresywnych zachowań w mieście. Jeździliśmy sporo czasu - może przez to, że wróciłam po wolnym, a nie da się ukryć, trochę zatęskniłam za pościgami, czy prowadzeniem rozpraw. Wieczorem stanęliśmy przed granicą Los Santos. Grant w tym czasie zszedł z motoru i wkropił sobie do oczu jakiegoś preparatu.
- Wszystko gra? Przepraszam za ten gaz.. Nie chciałam żeby tak to wyszło.
- Wyszło, jak wyszło - nie cofniemy czasu.
Widziałam na jego twarzy lekki niepokój. Racja, nie cofniemy. Byłoby wtedy zbyt pięknie. Weszliśmy ponownie na motory, zapięłam kask i zmierzyłam go wzrokiem.
- Znajdę Ci najlepsze krople z LSMC, obiecuję.
Uśmiechnęłam się w jego stronę, on natomiast nie tryskał szczęściem. W sumie mu się nie dziwię. Kiwnął głową w moją stronę i ruszyliśmy na stację, w celu naprawienia pojazdów. Byłam zdenerwowana. Mieliśmy wolną chwilę, chciałam ją wykorzystać i omówić pewną decyzję. Nabrałam powietrza w płuca i powiedziałam prosto z mostu.
- Grant.. Bo ja… Będę rezygnować.
- Nie gadaj głupot, nie rezygnujesz ani teraz, ani później.
- Lubię LSPD, patrole i to wszystko.. gdybym mogła bym została na wieki. Tylko brakuje mi czasu.. On jest największym problemem.
Wzruszyłam ramionami.
- Ale przemyślę wszystko, może.. może jeszcze zmienię zdanie.
Pojechaliśmy na MD HQ, następnie odstawiliśmy motory przed siedzibą, a ja wsiadłam w blistę i ruszyłam w kierunku domu. Z przyzwyczajenia wzięłam telefon i odblokowałam szybkę. W tamtej chwili, jak dobrze pamiętam nie kierowały mną żadne emocje. Wręcz przeciwnie, moja uczucia były neutralne. Zatrzymałam się jedynie na chodniku i oparłam głowę o siedzenie. No cóż, stało się - szepnęłam. Najwidoczniej tak miało być. Przeczytałam informację ze strony LSPD, jak się okazało wyrzucili mnie wraz z Grantem za spędzanie czasu w innym mieście.. Chyba tak mogę to nazwać. Wysłałam mu notkę, po czym rzuciłam telefon na drugie siedzenie w samochodzie. Czy to było sprawiedliwe? Moim zdaniem nie. Tak naprawdę nie bolało mnie to, że wyrzucili tylko w jaki sposób. Zobaczyłam wtedy, że każdy mimo wszystkiego pilnuje swojego stołka. Powiedziałam sobie, że nie będę próbować wracać, nawet.. nie chcę. Parę kolejnych dni byłam lekko podenerwowana, właściwie rozczarowana… To chyba dobre określenie… Jak widać, nie można każdemu ufać.

Sprawy nabierają obrotu...
Obudziłam się na łóżku obok Charliego. Ten mierzył mnie wzrokiem przed dłuższy czas, trzymając dłoń i delikatnie ją przytulając do klatki piersiowej. Jeszcze wtedy nie wiedział co się stało. Myślałam, jak mu to powiem.. Wstaliśmy z łóżka, przebraliśmy się, a ja zaczęłam przeglądać się w lustrze. Objął mnie przez szyję, tak że jego dłonie wisiały skrzyżowane na mostku.
- Charlie bo…
- Bo?
Pocałował mnie w głowę.
- Bo.. Jest sprawa.
Opuściłam wzrok na ziemię. Wtedy poczułam powagę sytuacji, która mimo tego, że była zgodną z przyszłą decyzją cały czas pulsowała w mojej podświadomości.
- No słucham.
- Wyrzucili mnie z LSPD..
- Ciebie? Jakim to prawem? Co się stało?
Bym powiedziała, że długa historia - jak to zawsze rozpoczynam znajomym i przyjaciołom, ale ta była zupełnie przeciwna.
- Za dużo czasu poza miastem.. Aktywność. Nie wiem jak to nazwać.
- Ty przecież codziennie na patrole jeździłaś.
- Wiem, wiem - no oprócz ostatniego tygodnia, zabrakło mi czasu.
Objął mnie i przytulił tak mocno, że prawie brakło mi tchu. Potrzebowałam się komuś wygadać, ale to chyba normalne.. Tak sądzę.
- Będzie dobrze. Nie przejmuj się.
- Nie przejmuję, trochę mnie to zabolało, ale już jest lepiej. Będę mieć więcej czasu dla LSMC.
Ruszyliśmy w kierunku samochodu i udaliśmy się nim na patrol do powyżej wymienionego miejsca. Akurat zabrzmiał dzwon, sugerujący o trwającej rozprawie więc bez dłuższego rozmyślania udaliśmy się do sądu. Moje emocje ustały, poczułam się dużo lepiej po rozmowie, a zarazem bardziej pewnie. Jednak to co się zdarzyło później pomieszało mi całkowicie w głowie, odwracając wszystko do góry nogami. Bowiem po rozprawie spotkałam znajomego - Charliego Vella. Poznałam go podczas rozmowy w Buon Appetito wraz z moją rodziną, Lenką i Jasmine McFly. Charlie wyszedł na zewnątrz, natomiast ja zamieniłam z nim dwa zdania - chciał mnie zaprosić na wypad, jednak wiadomo - mimo, że chłopak nie ściana, ja szanuję związki i nie chcę żeby coś wpłynęło na nasze relację z mężczyzną. Odmówiłam. Ten jednak przytulił mnie na pożegnanie. I tutaj zaczęły się problemy - w tej samem sekundzie wszedł Charlie i popatrzył na całe zajście z otwartą buzią.
- Em, to nie tak jak myślisz.
Nie odezwał się tylko ruszył w kierunku wyjścia. Czemu jak chce dobrze, zawsze mi się obrywa? Nie mam pojęcia, ale mam wrażenie że fatum ze mną nie współpracował. Ruszyłam oczywiście za nim, wsiadłam do karetki i pojechaliśmy na HQ. Próbowałam mu wszystko wytłumaczyć, jednak omijał mnie wzrokiem i siedział cały czas w milczeniu. Spartoliłam.. - myślę, nabierając głębokiego wdechu. Gdy dojechaliśmy wsiadł do samochodu i odjechał. Pisałam do niego SMS’y, dzwoniłam. Na próżno. Wpierw myślałam, że żartował, w końcu to co się stało było bardziej z przypadku - jakkolwiek to brzmi. Jednak minął dzień, a atmosfera się nie zmieniała. Wtedy uświadomiłam sobie, że naprawdę go zabolała sytuacja i trzeba to wszystko odkręcić. Tylko jak odkręcić przytulanie obcego faceta w sądzie? Miał prawo być zły, zresztą jakby była odwrotna sytuacja pewnie również bym nie skakała z radości. Wpadł mi do głowy pewien pomysł…
"Każdy dobry związek powinien mieć jedną dobrą kłótnie"
Po południu ruszyłam na zakupy. Weszłam do sklepu i rozejrzałam się po półkach. Co by mu kupić.. W sumie wiedziałam, że będzie to najłatwiejszy punkt w całych przeprosinach. Gorzej natomiast będzie z przemową, jak i ogólnym podsumowaniem pomiędzy “wybaczam”, a milczeniem. Chciałam, żeby ten prezent był jedynie dodatkiem do całości. Pochwyciłam z półki zegarek marki Rolex i zabrałam go do właściciela sklepu, prosząc o wygrawerowanie imienia “Charlie” na tarczy. Ten oczywiście za dodatkową dopłatą spełnił moją prośbę i po paru minutach otrzymałam pięknie ozdobiony zegarek. Zapakowałam go do kwadratowego pudełeczka i włożyłam do torebki. Oby się wszystko udało.. Nie miałam już siły po tym wszystkim. Teraz stracenie chłopaka byłoby najgorszą opcją, prawdopodobnie gdyby tak się stało - odeszłabym z miasta, opuszczając rodzinę i pracę. Mogłoby to kosztować wiele błędów.. Na szczęście odpisał, że może się spotkać za parę minut w domu. Ruszyłam samochodem, szybko zapinając pasy i na pełnym gazie jadąc do chatki ponownie zerknęłam na telefon. Zatrzymałam się. Powrót do LSPD? Właśnie dostałam informację o pomyłce co do wylotu i ofertą ponownego dołączenia do szeregów. Zbyt dużo rzeczy stało się w tym samym czasie, jednak nie czekałam ani minuty dłużej, tylko położyłam telefon na desce rozdzielczej i wysiadałam z samochodu, kierując się do wejściowych drzwi. Zauważyłam, że najbardziej zależy mi na pogodzeniu się z Charlim i nie miałam miejsca na więcej przemyśleń. Ten siedział na kanapie, stanęłam na przeciw jej. Zaczęłam się odrobinę stresować, bałam się że źle zareaguję na to co powiem.
- Charlie.. Widzisz, to co się zdarzyło w sądzie.. Wiem, że to był mój błąd i wyglądało to dosyć nieciekawie. Poza tym nie dziwię się, że jesteś zły - zapewne ja będą w odwrotnej sytuacji poczułabym się tak samo. Jednak kocham Cię i nie chcę przez głupotę psuć naszych relacji, za to co się stało bardzo przepraszam, nawet nie miałam czasu myśleć o powrocie do LSPD bo chciałam się tylko z tobą pogodzić..
Pogadałam jeszcze przez chwilę i położyłam na stole kwadratowe pudełeczko. Mężczyzna przez całe moje przemówienie milczał i nie wykazywał żadnych emocji, które sugerowałyby o zaniknięciu sprawy. Pochwycił je i rozszerzył, zerkając do środka.
- Livia.. Chodź tutaj.
Poklepał miejsce na kanapie i złapał zegarek, delikatnie przekładając go na lewej ręce.
- Jest piękny, ale nie musiałaś kupować mi prezentów. To prawda - trochę się zdenerwowałem po tym co się stało w sądzie, ale to co dla mnie zrobiłaś przez ten czas uświadomiło mi, jak Tobie na mnie zależy. Wiem, że trochę przesadziłem..
Czyli nie jesteś zły? - zapytałam, opierając głowę o jego ramię.
- Nie, nie. Nie byłem nawet tak bardzo, jak wyglądało. Uznajmy, że tego nie było tylko proszę Ciebie - nie przytulaj i nie całuj już więcej obcych facetów, okej?
Zaśmiałam się - cały Charlie. Kiwnęłam głową, po czym mężczyzna zbliżył swoje usta do moich i oddałam się namiętnemu pocałunkowi. W godzinach wieczornych rozważyłam powrót do LSPD. W sumie - sama jeszcze nie wiem jak postąpię, zobaczymy później…
Wypadek, czyli jak o wszystkim zapomnieć...
Następny dzień również nie był kolorowy. Co prawda pogodziłam się z Charlim, ustaliłam pewne rzeczy co do powrotu do szeregów.. Tylko co z tym wszystkim, jeżeli straciłam pamięć? Otóż po południu idąc w kierunku Play’a uderzył we mnie radiowóz. Pamiętam tylko, że upadek był bardzo bolesny. Mężczyźni zaczęli różnymi sposobami przywracać mnie do życia, zaczynając od klepania po policzku, a kończąc na wiadrze wody - może odrobinę przesadziłam. W tym czasie towarzyszył mi również Mateo Valenti - V’ce Commander LSMC, od którego zresztą znam moje zachowanie i mogę je opisać w biografii. Miałam przecięty łuk brwiowy i ranę w okolicy głowy, jednak całość nie wyglądała tak groźnie jak się o niej słyszy. Wszystko by było w porządku, gdyby nie fakt że straciłam pamięć. Dosłownie - nie pamiętałam tego co stało się przed wypadkiem. Spotkałam się z przyjaciółmi - Nadią Falcone, psychologiem w szpitalu i jej mężem. Moje zachowanie już z początku sugerowało o jakiś nieprawidłowościach, jednak nie można oczekiwać powagi od osoby, która nic nie pamięta. Otóż rozmawialiśmy wtedy o Charlim - podobno bardzo chciałam go poznać. Pytałam, czy jest przystojny - defacto wyjaśnili mi, że jest zakręcony tak samo jak ja. Pojechałam do domu z Mateo, który bacznie obserwował moje czynności i starał się mnie chronić, za co mu dziękuję bo bez niego nawet nie trafiłabym do własnego mieszkania. Tam się posprzeczałam z Charlim - SMS”ował, gdy ja po wypadku leżałam i pobierałam leki. Trochę mnie to zabolało. Pojechałam samochodem - wtedy właśnie dowiedziałam się, że taki posiadam - w okolice mola, gdzie usiadłam i zaczęłam wszystko analizować. Nie mogłam się na niego gniewać, mimo tego że moja pamięć cały czas pozostawiała wiele do życzenia. Wracając do domu miałam drobny wypadek. Kosztowało mnie to wymianę zderzaka wraz ze światłami i maską. Mam wszystkiego dość - szepczę, chodząc po pokoju. Wszystkiego. Wtem wszedł Charli i zaprosił mnie na zewnątrz. Ruszyłam powolnym krokiem - widać było, że jest między nami linka napięcia. Przed domem stała piękna, biała limuzyna - mężczyzna otworzył mi drzwi, ja natomiast zajęłam miejsce na tyle i podziwiałam widoki. Zaprowadził mnie na The Big Ear, gdzie również przeprosił za całą sytuacje i razem wróciliśmy do domu. Czułam się jak księżniczka, ale tak naprawdę cieszyło mnie to, że się pogodziliśmy i na dodatek wszystko pamiętam. Oby to była nasza ostatnia kłótnia…

Aktualizacja 15.08.16
Użytkownik Tajemnicza321 edytował ten post 26/08/2016 - 10:21