Podsumowanie życia, czy to koniec?
15.02.2018, czyli ponad rok później…
Drogi pamiętniczku!
Nigdy nie rozpoczynałam takim wstępem bo to, co pisałam - zawsze było dla mnie teraźniejszością. Teraz zaś, czytając od początku całą historię biografii, która sięga 2016 roku - najmniejsze szczegóły potrafią wrócić do mojej pamięci. Minął ogrom czasu, kiedy ostatni raz złapałam za długopis. Tak naprawdę spoglądając na zdjęcie limuzyny pod wpisem ze ślubu, poczułam ten upływ dni, tygodni i miesięcy - przez ten okres nastały zmiany, które rzutują również na moją przyszłość.
Charlie? Na szczęście zmiany jego nie dotyczą i nadal jest moim księciem na białym koniu, który przez ponad rok czasu w dniu dzisiejszym dzieli ze mną apartament, samochody i przede wszystkim wspólne życie. Wczoraj spędziliśmy ze sobą walentynki - czekoladki, podróż łodzią do nieznanego miejsca, kwiaty - żyć, nie umierać! Dla tych, którzy nie wierzą w miłość - muszę Was rozczarować. Mimo, że sama jestem pełna podziwu prawie trzyletniej znajomości i ponad rocznego związku - to wszystko jest możliwe, dlatego nigdy nie można się poddawać.
Nastał również dzień, w którym po długim czasie pełnienia swoich obowiązków technika, dostałam ofertę prowadzenia tejże jednostki. Na początku było to na małą skalę - FBI Laboratory dopiero rozwijało swoje skrzydła. Zależało mi, żeby funkcjonowała ona na dobrym poziomie, jak zapewne wszystkim, którzy otrzymaliby podobne zadanie. Idąc tym tokiem myślenia, jednostka, będąca osobnym biznesem z nieco większymi uprawnieniami - dzisiaj już normalnie funkcjonuje pod głównym członem Federal Bureau of Investigation. Zmiany, które zaszły za mojej kadencji na przestrzeni tego czasu są ogromne i niewątpliwie jestem z siebie dumna. FBI Laboratory już nie istnieje, tylko STU - Science and Technology Unit.

Stuprocentowo przejęłam tą jednostkę dopiero po zrezygnowaniu ze służby medycznej - LSMC. Trudno powiedzieć, że była to rezygnacja wychodząca spod mojej ręki, ale składało się na to też wiele innych czynników - między innymi zmniejszona aktywność, nasilona akurat w tym okresie odnośnie pisania artykułów. Wracać na niższą rangę nie chciałam - nie po dwóch latach służby, po pisaniu poradników, kodów i ogólnej pomocy dla lidera frakcji. No, ale tak bywa - raz się jest na wozie, raz pod - nie zawsze ma się czas, czas na dodatkowe obowiązki. Fakt faktem, nie myślałam wtedy o rezygnacji, ale nie zawsze myśli są adekwatne do następujących po sobie decyzji.
Teraz na pewno trudniej jest wyegzekwować wspólny czas dla mnie i Charliego, gdy jesteśmy w oddzielnych frakcjach. Jeżeli zapyta mnie kiedyś jakaś zakochana para: czy warto iść do wspólnej jednostki ze swoim ukochanym, odpowiem: ZRÓB TO. Natomiast, gdy będzie mieć dylemat i powie: za dużo czasu spędzam ze swoim mężem, może warto iść w różne strony? Bez wątpienia stwierdzę: PRZEMYŚL TO. Nie ma mowy o łatwości cofnięcia takich decyzji, czasami człowiek faktycznie chciałby od siebie odpocząć, ale na dłuższą metę może to być szkodliwe dla związku.
W dniu dzisiejszym żyję spokojnie z moją rodziną: kuzynem Bruce McFly i siostrą Leną o tym samym jeszcze (hehe) nazwisku. Wspólnie staramy się sobie pomóc w różnych decyzjach, razem pracujemy w tej samej frakcji. Na ostatnie urodziny dostałam od kuzyna prezent - mianowicie samochód, BF Injection. Co ciekawe, taki sam prezent dostałam parę godzin później od męża. Natomiast cieszyłam się tak samo, jak za pierwszym razem - dlaczego? Liczy się chęć, próba zaimponowania, wywołania uśmiechu na twarzy drugiej osoby - wcale nie pieniądze, o których czasami bywa tak głośno. Z całego serduszka chciałabym im podziękować za prezent, obecność. Nie chcę znać czasów, gdy Was zabraknie.
Nie jestem w stanie ocenić, czy to koniec mojej biografii. Może warto zamknąć już czarne litery na białej kartce? Wiele osób mówiło mi, żebym się podzieliła tym, co zaszło - dlatego o siódmej rano wzięłam ponownie ten sam długopis, co kiedyś i zaczęłam pisać moją historię. Jeżeli zainspirowałam osoby do zmiany lub jej przemyślenia swoją przygodą - cieszę się, ale jeszcze bardziej będę się do siebie uśmiechać za kilka lat. Wtedy zajrzę do szafy, wyciągnę moją pracę i ponownie wrócę do wspomnień. Mimo, że nie jestem w stanie obiecać, że będę tutaj regularnie zaglądać, postaram się bo jest to wyjątkowa pamiątka po tym co zostało lub cały czas trwa.

((Hej! Miałam ogromną przerwę pomiędzy wrzucaniem i aktualizowaniem, więc pokusiłam się o samo podsumowanie, bez szczególnych życiowych akcji bo byłoby tego zbyt dużo, a moja pamięć nie jest taka dobra. Jeżeli będzie następny raz, gdy się tutaj na dłużej pojawię to wrzucę coś z konkretnego wydarzenia. ))


