



Devil Square Bloods

Gdy ekipa z Jefferson rozeszła się po całym stanie, Beezy, Butcher i Tribal postanowili ponownie zebrać ekipę i zmienić barwy całego So'Bentral na czerwone, przeszkadzał im w tym jeden z psów, o imieniu Parker Ward, skubaniec węszył i szukał wszystkiego za co mógłby nas wpakować na wieloletnią odsiadkę, Joker, Rasti i Shot zaczęli zbierać na jego temat informacje i po jakimś czasie nagromadziło się ich tyle, że wiedzieli prawie wszystko, znali jego zwyczaje, wiedzieli gdzie mieszkał i gdzie bywał poza służbą, Nocą zapakowali się do aut i gdy tylko go spotkali otworzyli ogień, Butcher spełnił powinność jako jedna z głów rodziny i uśmiercił Warda. Po wszystkim FBI przejęło pałeczkę i siedziało na Grape prawie codziennie, zwijali ludzi zamieszanych w to morderstwo.

Trudno jest pojąc istotę ludzkiego życia.
Niektórzy mówią że można ją zmierzyć tymi których pozostawiamy po sobie.
Inni, że wyznacza ją wiara, jeszcze inni, ze miłość.
Są też tacy dla których życie nie ma jakiegokolwiek znaczenia.
A ja? Ja wierzę, że naszą miarą są ludzie którzy mierzą nami swoją wartość.
Yeah Bunny Crew - Grupa cechująca się przynależnością do gangu 31'TH Jefferson Bloods uważana za fanatyków motoryzacji, którzy w codziennym życiu podążają za pieniędzmi oraz szacunkiem wśród mieszkańców. Z założenia grupa jest napalona na wszelkiego rodzaju konflikty dzięki czemu często można zobaczyć ich członków prowokujących LSPD czy biorących udział w zbiorowych strzelaninach, kradzieży części lub pojazdów. Są to fanatycy pojazdów, którzy rywalizują z innymi grupami aby pokazać swoją wyższość jednocześnie dążąc tym do władzy poprzez ustalanie warunków. Crew skupia się przede wszystkim na sprzedawaniu skradzionych przez nich części oraz handlu narkotykami czy skradzionymi pojazdami. Wyścigi i wszelkie tego typu imprezy są tylko pobocznym zajęciem do ukazania swoich pojazdów oraz zgarniania pieniędzy.
***
Chłodne październikowe popołudnie, dzień jak co dzień. Na Jefferson zebrała się niewielka grupka czarnuchów w lepszych gablotach. Jeden z ziomali stojący przy swojej furze, zauważa swojego brata przejeżdżającego w nowym Elegy Silva S15.




Wizzy T. mówi: Patrz. *rozdziawił zdziwiony japę*
Gunnar Y. mówi: Wiem o tym, uhm... **Urwał zdanie w połowie, następnie spojrzał w bok obczaił elegy.**
Wizzy T. mówi: Już mu się spodobało i zajebał furę jakiemuś bogatemu chujowi z commerce. *zaśmiał się po czym dopalił skręta, którego rzucił pod nogi przydeptując*
Gunnar Y. mówi: Kurwa, czuje się jak u siebie w domu. Jaram się jak nigdy czarnuchu, ahhhh!
Shean T. mówi: Pamiętasz mechanika o którym Ci mówiłem Wizzy? *wyciągnął klucz zza paska, następnie podrzucił w ręku kilka razy uśmiechając się złowrogo*
Wizzy T. mówi: Tsa, pamiętam. *zmrużył oczy lustrując podejrzliwie swojego młodszego brata*
Shean T. mówi: To on mi to zafundował, powiedziałem mu, że szukam sponsora i poczęstowałem go swoim zestawem kluczy.
Gunnar Y. mówi: Trzymaj się przy mnie czarnuchu, elegancka gablota. Pożyczyłeś od kogoś czy szybka akcja z twojej strony?
Shean T. mówi: Powiedzmy, że pożyczyłem, na siłę. *puszcza oczko*
**Pogładził klucz francuski dłonią, następnie schował znowu za pasek. (( Shean T. ))**
Gunnar Y. mówi: Nawet nie staraj się zwracać tego japońca, haa.
Wizzy T. mówi: Czasami boli mnie to że te żółtki składają takie fury, ale jak patrze na tesilniki to mnie uspokaja.
**Gunnar Y. wyciąga z kieszeni telefon, po chwili wybiera jakiś kontakt i naciska zieloną słuchawkę.**
Gunnar Y. (telefon): Shot, gdzie jesteś? Wpadaj migiem, czarnuch przyjechał zajebistym japońcem.
Gunnar Y. (telefon): A jak myślisz? Tutaj gdzie przesiadujemy całymi dniami.
Gunnar Y. (telefon): Later.
**Wracają do rozmowy.**
Shean T. mówi: Tak w ogóle... *skinął na Gunnar'a* jak brzmi Twoja ksywa? Każdy jakąś ma, czarnuchu.
Gunnar Y. mówi: Ahh, zapomniałem. Gun, mówią na mnie Gun.
Shean T. mówi: Shean, tak mam na imię, a mówią na mnie Lil'Wizzy, czy jakoś tak, różnie to bywa.
**Nagle na ulicy w oddali pojawia się stuningowany Sultan Evo 10. Po kilku chwilach z auta wysiada rosły czarnuch z tatuażami na ciele. W okół wieje zimny jesienny wiatr przemieszczający wilgotną mgłę.**
Jacobe T. mówi: Widzę, że tu same skyline'y, tylko ja evo X śmigam.
**Z kieszeni Gunnara dobiega głośny dźwięk dzwonka telefonu.**
Gunnar Y. mówi: Kurwa, kto mi przeszkadza? **wyciągnął z kieszeni telefon, następnie przyłożył go do ucha po czym zaczął nawijać ** - Kto dzwoni?
Gunnar Y. mówi: Ahhm, tak. Siemaneczko stary, dawno Cię ni widziałęm. Co jest?
Gunnar Y. mówi: Szybka forsa mówisz, yaa? Ahmm, no tak... Kminie. ** Przerwał i po chwili dodał ** - Biorę to.
Gunnar Y. mówi: Zajebiście Shot, mam zajebistą akcje. Dzwonił do mnie stary przyjaciel, macie kogoś tutaj z większą furą? Jakieś Burrito czy bobcat?
Jacobe T. mówi: Jest to i to.
Shean T. mówi: Jaką akcję?
Gunnar Y. mówi: Zgarnij jakiegoś kierowce, musimy gdzieś pojechać. Shot ty chyba będziesz najbardziej zadowolony.
Jacobe T. mówi: Okay, let's go.
Gunnar Y. mówi: Dowiecie się wszystkiego w swoim czasie. Nie zawiedziesz się. Pakujmy się do gablot.
Shean T. mówi: Hmm, no cóż, i tak nie mam nic lepszego do roboty.
Wizzy T. mówi: Pamiętaj że to ze mną także trzeba uzgadniać takie wyjazdy, ale jako że to pierwszy, pozwalam. *puszcza oczko*
**Po tych słowach ruszyli, każdy swoim autem, po dotarciu na miejsce Gunnar wyciągnął z bagażnika łom i kilka innych bajerów. Z uśmiechem na twarzy podszedł do lustrujących go czarnuchów i wytłumaczył im sprawę następująco:**
Gunnar Y mówi: C'mon. Przyjaciel do mnie dzwonił. Prosta forsa, części z magazynu. Musi być szybka akcja, kminicie?
Wizzy T. mówi: Tsa, bez problemowo.
Jacobe T. mówi: Jasna sprawa.
Gunnar Y. mówi: Zgarniamy wszystko do warsztatu i rozprowadzamy, każdy bierze swoją dole. Przy okazji możemy Shotowi ogarnąć trochę jego Evo.
Shean T. mówi: Zobaczymy co da się zrobić.



Gunnar Y.mówi: Shot, rozpierdol tą bramę jakimś łomem. A Ty patrz czy nic nie jedzie, ustań gdzieś przy ulicy! **spojrzał na Sheana.**
Shean T. mówi: Jasne, nie ma sprawy.
Jacobe T. mówi: Okej. **podchodzi do auta, następnie z jego paki wyciąga łom, z którym idzie pod garaż, schyla się i wkłada go pod spód bramy garażowej, używając całej siły żeby podnieść ją do góry.**
Gunnar Y. mówi: Wizzy, wszystko zgarniamy. Pięć kartonów z jakimś pieprzonym japońskim napisem.
Dobra, wchodzimy. **rozejrzał się po pomieszczeniu, następnie wszedł do środka i rozejrzał się po czym chwycił jeden z kartonów i dość pośpiesznym krokiem wsunął go do burrito i rozchylił aby zobaczyć wnętrze.**
Wizzy T. mówi: Tsa luźno. **spoglądajac na czynności shota rozciągnął się następnie rozglądając się dookoła, zgarnał jeden karton z ktorym podbił do furgonetki tam go wrzucił.*
Gunnar Y. mówi: C-co jest kurwa!? Co to KURWA jest!? Ahmm. **wyciągnął prawą dłonią przedmiot po czym uniósł do góry dość wkurwiony**
Wizzy T. mówi: Co to za shit?
*W środku jakieś kartoniki z herbatą importowane w pudełkach po częściach.*
Jacobe T. mówi: Co to jest?
Gunnar Y. mówi: Ktoś sobie robi pieprzone jaja? **osłupiały wpatruje się w zawartość.**
Shean T. mówi: Co tam macie?!
Wizzy T. mówi: Zobacz głębiej.. **zgarnal karton wysypał zawartość na ziemie. Wyleciały opakowania Indyjskiej herbatki.**
**Z oddali można usłyszeć głos syren jadących kilkunastu wozów policyjnych.**
Gunnar Y. mówi: To jebana zasadzka, skurwiel współpracuje z tymi pajacami. Spotykamy się w warsztacie u nas!
Shean T. krzyczy: Kurwa gliny! Słyszę gliny!!
Wizzy T. mówi: Psiarnia, zwijamy!

Shean T. mówi: Co tam się działo? Co było w tych pierdolonych pudłach?
Wizzy T. mówi: Po pierwsze od kogo dostałeś ten cynk?! - Po drugie dajesz mi na niego namiary dzisiaj wyjedzie z domu w plastikowym worku.
Gunnar Y. mówi: Rozumiesz? W pieprzonych pudełkach były jakieś herbaty, czy ty to rozumiesz!? **dość wkurwiony uderzył dłonią o maskę elegy.**
Gunnar Y. mówi: Kiedyś bawił się w to samo, nie było go. Odezwał się, zawsze dawał mi namiary na pewną robotę.
Shean Thompson mówi: Herbaty? *wybuchł śmiechem, lecz szybko spoważniał* No też Ci historia. Ktoś nas wychujał.
Gunnar Y. mówi: Ale to jest pierdolona kpina! **wyciągnął z kieszeni telefon po czym z dość wielkim zamachem pierdolnął nim o ziemię.**
Wizzy T. mówi: Młody, musisz wiedzieć z kim robisz pierdolone interesy.. *popchnał go na maskę elegy nastepnie wycelował pięścią w jego twarz.*
Gunnar Y. mówi: Z-zostaw mnie! Był zaufaną osobą, kminisz? **nadal jest roztrzęsiony** - Wjebał m-mnie na minę.
Wizzy T. mówi: Jeszcze raz narazisz nas na coś takiego będziesz biedny.. **rzucił nim o maske**- Ogarniaj sobie lepszych znajomych, uważaj, następny cynk ma być pewny!
Wizzy T. podszedł do auta, jebnął piąchą o dach.
Wizzy T. mówi: Jeszcze chwila i było by gorąco, w sumie już było jak słyszałem w furze jebane koguty.
Gunnar Y. mówi: Ahmm. **odrobinę wystraszony wstał po czym otrząsnął ubrania i dodał* Jesteśmy zbyt dobrzy, żeby ktokolwiek nas złapał.
Wizzy T. mówi: Racja, ale wkurwiła mnie ta akcja, nie lubie nie powodzenia. - kminisz?
Shean T. mówi: Dałeś dupy Gun. Wizz ma rację.
Gunnar Y. mówi: Dziś odpuśćmy sobie kolejny skok. **próbując się wybronić dodał* Nie zawsze musi wszystko wychodzić, skmiń to.
Wizzy T. mówi: Musisz następnym razem bardziej zaplanować taką akcję, jak narazie mam swoich ludzi do tego i będziemy brać cynki ode mnie, dobra?
Gunnar Y. mówi: Niech będzie, to był mój jedyny kontakt. Ale czarnuchu, zluzuj. Zjebałem, wiem o tym!
















***
Just another dirty job...

Wizzy T. mówi: No jestem, słucham.
Gunnar Y. mówi: Amm. *zaśmiał się*- Jest taka sprawa czarnuchy, zwołałem was bo sam nie dam rady tyle tego zabrać.
Jacobe T. mówi: Czuję się goły. *robi grymas*
Shean T. mówi: O jest i braciak! *machnął w jego kierunką łapą* Gun' szykuje jakąś akcję, zastanawiam się co tym razem wymyślił.
Wizzy T. mówi: Zamieniam się w sluch.. *spogląda na Guna.*
Gunnar Y.mówi: W zasadzie każdy zgarnie swój hajs. Jakiś dziadek ma swoją plantacje, tak się składa że już jarania mi dużo nie zostało kminicie? Zgarniemy co nasze, ja to wyjaram. *Dość ucieszony powiedział i dodał* - Wy możecie sobie cały towar opierdolić gdzieś na South Central, co nie? Obczaiłem go dwa dni temu, co jakiś czas wychodzi i obczaja co się dzieje. Zawsze przy sobie ma jakąś strzelbę wykonaną przez jakichś starych egipcjan. *zaśmiał się*- Nie wiem czy to w ogóle jeszcze działa. To jakiś pieprzony hipis, który jara własną trawkę.
Wizzy T. mówi: Wiem jak to wygląda, więcej mi mówić nie musisz. *wyciągnął blanta, odpalił słuchając dalej.*
* Dzwony w ratuszu biją 22 razy. *
Gunnar Y. mówi: Macie jakiś chrom? Ewentualnie będzie trzeba go uśpić... na zawsze. *zaśmiał się*
Shean T. mówi: Dziadek ma plantację? Jaki dziadek? Gdzie ziomeczku?
Gunnar Y. mówi: Za granicą Fierro, nie wiem jak do końca to wyjaśnić. Za tunelem wjeżdżamy w prawo, nie wiem jak ten pieprzony dziadek się nawet z tym nie kryje.
Wizzy T. mówi: Jak dla mnie spoko, dziadek nawet nie skuma jak mu przypierdole w łeb a ten padnie.. *zaśmiał się.*
Shean T. mówi: Nie byłbym taki pewny Wizz, skurwiel pewnie jest doświadczony skoro lata ze strzelbą.
Wizzy T. mówi: Co Ty pierdolisz, nie ze mną te numery braciak.. *spogląda na zielonego Skyline.* - Widzę że zajebałeś kawałek dobrej fury.
Gunnar Y. mówi: W ogóle, widzieliście? *obrócił się i spojrzał na Elegy dodając:*- Nie mogą mnie w nim złapać. Mam nadzieję, że nie rozbiję go jak poprzedniego. *śmieje się* Dobra, to co. Zawijamy się? *zaciągnął czarną bandanę na twarz, następnie podszedł do Skyline i otworzył drzwi. Wskoczył szybko do gabloty, następnie podgłośnił muzykę d'n'b.*
Shean T. mówi: Kontynując, co z tym hipisem? Gdzie mieszka?
Gunnar Y. mówi: W jakiejś pieprzonej chatce, poprowadzę was.
Shean T. mówi: Let's ride niggas!

Gunnar Y. mówi: Dobra czarnuchy, zwińcie stąd całe jaranie. W jakieś torby, ja pójdę uśpię pieprzonego dziadka i wrócę pomóc wam pakować, a większość powinna być zapakowana w czarne worki w tych szklarniach.
Shean T. mówi: Ehe. *podbił do szopy, następnie wyciągnął klucz francuski, którym zaczął napierdalać w zamek póki go nie rozjebał*
**Wizzy T. podbił do bagaja, zgarnął bandanę którą przewiązał na twarzy i ruszył w stronę szklarni.
**Shean T. zawiódł próbując zniszczyć zamek kluczem francuskim..**
Shean T. mówi: Damn! nie da rady tym gównem rozjebać zamka, macie klamkę z tłumikiem?!
**Jacobe T. wyciąga cichą 45 zza paska i rzuca ją w strone Shean'a.**
Shean T. mówi: Dzięki.
**Shean T. wystrzelił z cichego w zamek, następnie wyważył z kopa drzwi, wpadł do środka i zawinął towaru ile tylko mógł utrzymać w rękach.**
Gunnar Y. mówi: Dobra czarnuchy, uśpiłem go... Chyba mu za bardzo przyjebałem, leży i się nie rusza. *zaśmiał się wymachując delikatnie roztrzęsionymi dłońmi.*
Jacobe T. mówi: A co to się świeci tam na końcu?
**Wizzy T. wrzucił torbę do bagaja w której znajdują się krzaczki z zielonym, poupychał tam i tak dalej -bagaj pełen finalnie go przymknał, zatrzasnął.**

Gunnar Y. mówi: Eee. *przyłożył dłoń do czoła, następnie dodał To jakiś kombajn? Co jest kurwa!
Jacobe T. krzyczy: O kurwa on jedzie!!
Gunnar Y.mówi: Chyba jakiś sąsiad się obudził. *zaczął się śmiać po czy podbiegł do Skyline'a i się w niego wpakował.*
Shean T. mówi: Dobra, gitara panowie! Tak ma być. *wcisnął towar do bagażnika, następnie z trudem go zamknął* SPIERDALAMY!
Wizzy T. krzyczy: Widzimy się na JEFF!!
Gunnar Y.: Każdy ma swoją paczke, co z nią zrobicie wasza sprawa. Dzięki za pomoc, będe jarał przez kolejny miesiąc.

***
Czemu dałeś mi swój wóz?
Mam pieniądze. Szukam zaufanych ludzi z charakterem.
Dzięki przyjaciołom poznajemy sami siebie.
Jeden wóz to nie wygórowana cena. Mogę sobie na to pozwolić.
***

OOC:
MAJU KING:
Witamy, witamy jak widać czas na zmiany więc pierwsze co to wracamy na JEFFERSON i gramy tam gdzie gra się najlepiej. Ogólnie nic się nie zmienia poza miejscem gry, demem oraz innymi sprawami które będziecie mogli ocenić za jakiś czas każdy wie jak gramy i co możemy zrobić więc nie ma co się za bardzo rozpisywać. Pijemy Tyskie, rozpierdalamy krzaki i bawimy się dobrze.
TeLeBoT (Generator):
Siema, wracamy na Jefferson i co tu sie rozpisywać... wracamy do wspomnień.
MŁODY
Siemaneczko, ruszam z małym przedsięwzięciem przy gangu Bloods. Mój crew będzie przede wszystkim skupiał się na kradzieżach pojazdów, czy prowadzeniu konwojów z transportem. Przywiązujemy także dużą uwage do kreatywnych akcji, które są odgrywane bez czerpania korzyści majątkowych. Wyścigi są tylko i wyłącznie poboczną kwestią, liczy sie dla nas przede wszystkim klimat i tego się trzymam.
Użytkownik Generator edytował ten post 07/11/2015 - 01:10

Temat jest zamknięty


