Jedno trzeba mu przyznać - mimo osiągniętej prędkości, sprawnie obsługiwał ten samochód. Nie jeden z Was nie potrafiłaby zapanować nad tym pojazdem i spowodowałaby poważny wypadek, taka prawda.
Problem polega na tym, że gościu sobie zrobił szaleńczy (ale umiejętny) wyścig swoim mocnym samochodem i nie ma z niego żadnych konsekwencji. Podobno fotoradar pstryknął mu zdjęcie - fajnie. Ale jak na 30 kilometrowy odcinek jego przejażdżki, dziwi mnie liczba urządzeń rejestrujących prędkość. W obecnych czasach, w naszym kraju fotoradarów jest mnóstwo. Problem jest w tym, że gościu się pochwalił swoim samochodem i tym, jak się jeździ. Nie oszukujmy się, 99,9% kierowców przynajmniej raz w życiu przekroczyła dozwoloną prędkość. Dlaczego policjanci oraz patrole które mijał, nie zareagowały? Sprawa zakończy się podsumowaniem wykroczeń i uiszczeniem kary finansowej, bo o punktach karnych nie ma mowy z racji, iż ta osoba straciła uprawnienia. Od pewnego czasu w mediach huczy, że jakiś pędzel zażyczył sobie zabierać prawo jazdy na 3 miesiące za przekroczenie prędkości o 50km/h(?). Teraz w mediach od kilku dni wydarzeniem numer jeden jest właśnie ten kierowca.
Jestem pewny, że jest to zmanipulowane wydarzenie przez media, dające zielone światło rzadzącym do podwyżek mandatów lub obniżenia dozwolonych prędkości. Dziura budżetowa rośnie, a rządzący wychodzą z założenia, że kierowcy to dojne krowy i ją załatają raz dwa.
Do czego zmierzam? Kierowca jak każdy inny, każdemu się zdarza popłynąć swoim samochodzikiem. Nie wierzę, że nikt nie przekroczył prędkości i wiesza na nim psy. Czasami warto spojrzeć na siebie, zanim kogoś się osądzi. Poszalał, trudno. Ale powinni od razu zareagować i nie robić z tego afery, bo takich jak on jest mnóstwo. Cud, że nie był to idiota (jak wielu z Was go określiło), który przy takiej prędkości obróciłby się w latarnie lub (broń Boże!) w przystanek lub przejście dla pieszych. Katastrofy nie zrobił, więc zarzuty stawiane przez przedstawicieli Rządu są dla mnie śmieszne i potwierdzają ich bezradność. Jak wcześniej wspomniałem - jest to zapowiedź rewolucji w kodeksie drogowym, która dotknie nas po kieszeniach. 