

-Kapitanie Naltan! Zasypuje nas burza piaskowa! - Wtem wydał się z głębin niewielkiego obozu zwiadowczego, krzyk. Naltan natychmiast obrócił głowę, spoglądając w tamtym kierunku. Nagle znikąd wielkie płatki zimnego śniegu poczęły zasypywać całe obozowisko.
-Scot! Zbierz wszystkich ludzi, pakujcie zapas jedzenia i uciekamy! Szybciej! - Krzyknął do stojącego obok szeregowego Scota dość gwałtownie. Scot szybko salutował, po czym pobiegł dalej. Naltan widocznie zamotany, nie bardzo wiedział, co robić. Podciągnął stare, przemoczone spodnie, machnął wszystkim ręką i razem ruszyli naprzeciw zaspie. Było trudno. Kilkoro ludzi z zapasami spadło z urwiska, lecz atak lodowatego śniegu nie dawał za wygraną. Po kilkuminotywm marszu po kolanach w śniegu i przemoczonych ubraniach, pogoda ustawała stopniowo. Chwilę potem zza widnokręgu wyłoniło się złote słońce. Wszyscy spoglądneli na nie.
-Dobra, nie obijajcie się! Nie ma czasu na chowanie tych, którzy nie przetrwali zaspy śnieżnej. Ruszamy dalej, musimy rozbić nowy obóz.
Wszyscy skinęli Kapitanowi Naltanowi, ruszając za nim w pośpiechu. Marsz nie był długi i trudny. Większość obyła się bez ran, żadne dzikie bestie nie zaatakowały batalionu. Dotarli do Klanu Wilka...


Moja zawartość
Nie podano
