Osoba która wie, iż jest potencjalnym nośnikiem martwicy mózgu zmuszona jest do wstrzykiwania sobie raz na jakiś czas (nie pamiętam dokladnie ile, musialbym poczytac) wyjątkowo mocnych lekarstw, stymulujących prace mózgu, to jedyny sposób. Wiecie.. to jak z rakiem. Jednego uda się przytrzymać przy życiu miesiąc, innego dwa, trzy, może nawet czasem uda się te kilka lat. To wszystko zależne jest od tego jak wcześnie zaczniemy brać lekarstwa, to najważniejsze.
Przemiana.. wiesz. domyślam się jak sobie to wyobrażasz - jak w filmie, ale to tak nei wygląda..
Człowiek leży w łóżku, praktycznie w stanie śmierci, i kiedy jego mózg zamiera, lecz reszta ciała wciąż żyje - zaczynają działać instynkty. Tylko one!
To tak jakbyś zabrał z lasu dzikie zwierzę, wygłodniałę i baaaaaaaaardzo zmęczone, przytrzymał je bez jedzenia ani nic takiego przez np.. 3 dni a potem dał jej "dostęp" do świata. Z tym że te zwierzę wciąż ma działający mózg, a człowiek z martwicą.. no nie bardzo. Możesz rzucić mu kotleta, zje go, jednak sam sobie jedzenia nie przygotuje i zacznie jeść to co wpadnie mu w ręce.
Ja jednak postrzegam to inaczej.
Dajmy na to, że każdy człowiek jest zarażony. Przez kontakt ze szwendaczem (nazwa strasznie mi się spodobała ) wiesz, ugryzienie, zadrapanie dla osób naprawdę meeeeega zdesperowanych kontakt seksualny, tylko to przyspiesza. Skąd pewność, że lekarstwo na to istnieje? Rak nie jest podoby do martwicy. Rak może być płuc, jąder, żałądka itd. a taka choroba atakuje tylko mózg, wyłącza go jak żarówke i budzi tylko pień. Co sprawia, że człowiek nie jest sobą. Takie jest moje zdanie, mam nadziej, że je uszanujesz.


Moja zawartość
Mężczyzna
