"Nie zastanawiaj się nad problemem, myśl o rozwiązaniu"

A więc urodziłem się lata temu. Nie wiele pamiętam z tego okresu, jednak słuchając moich rodziców i ich opowieści miło kojarzę ten czas. Na świat przyszedłem w kremowym budynku, nieopodal Skate Parku, była to godzina 18;36... 25.06.1995, wtedy pierwszy raz ujrzałem świat na własne oczy. Moja matka, Rebecca była fryzjerką. Większość swojego czasu poświęcała pracy, ponieważ wychowywałem się bez ojca, a utrzymanie kosztowało dość sporo. O ojcu słyszałem niewiele, nazywał się Bobby i podobno był dobrym mężczyzną. - Ja tak nie uważam, gdyby była to prawda, nie zostawiłby kobiety z dzieckiem samej. Miałem także trzech braci; Ryder'a, Rahul'a i Floyd'a. Wszyscy kręcili się w okolicach 21'st czy 17'st. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co tam robią, jednak zauważyłem, że całymi dniami tam przesiadywali.
Wychowywałem się w malutkim mieszkaniu na niebieskich blokach, praktycznie sam, ponieważ każdy z moich braci posiadał już swoje mieszkania. Pomimo tego często mnie odwiedzali i pomagali matce w moim wychowaniu, w końcu byłem ich młodszym bratem. Ich przynależność do organizacji na początku mi się nie podobała, jednak z czasem zacząłem się w to wszystko wkręcać. - między innymi dzięki Ryder'owi i Floyd'owi, Rahul nie był za tym, abym w tak młodym wieku kręcił się po osiedlu.
18 października, 2007 r. Okres nastoletni, śmierć matki
W tym dniu dowiedzieliśmy się z rodzeństwem o śmierci matki. Została zastrzelona podczas powrotu z pracy, w okolicach Iwood. Prawdopodobnie znalazła się w złym miejscu, o złej godzinie. Kompletnie się załamałem, nie potrafiłem wrócić do tego mieszkania z myślą, że nie zobaczę w nim mojej ukochanej mamusi, która ciężko pracowała, aby zapewnić mi dobre warunki. Ryder, nasz najstarszy brat postanowił pochować ją jak najszybciej, tak też się stało. Pogrzeb odbył się 22 października, przyjechała większa część zielonej rodziny; dobrze ją znali, kilka razy się z nią widzieli. Mimo tych kilku dni od śmierci matki, wciąż nie mogłem się z tym pogodzić. Na świetny pomysł wpadł Ryder, który zabrał mnie do swojego mieszkania na patelni. Wiedział jak to wszystko przeżywam, chciał mi pomóc, a ja to bardzo dobrze widziałem i do teraz jestem mu za to wszystko wdzięczny.
4 lipca, 2013 r. Wyjazd do Marlon'a
Przez ten cały czas ciągle kręciłem się po 21'st, dorabiałem sobię w barze brata, aby mieć z czego żyć. Na osiedlu sporo się działo, ulice tętniły życiem. Nocne spacery, mecze w kosza czy pogawędki przy grillu. To sprawiało, że miałem dla kogo żyć. Bardzo zżyłem się z rodziną, jednak było też kilku takich, których nie dokońca rozumiałem. Właśnie przez nich postanowiłem wyjechać do kuzyna, Marlon'a. Przez kłótnie z tymi osobami narobiłem sobię trochę problemów; na moje szczęście opanowałem sytuację i załagodziłem nasze stosunki, inaczej miałbym poważne kłopoty. Mimo tego wyjechałem do Marlon'a, aby odpocząć od tego wszystkiego. - Nie żałuję tego wyjazdu. Wiele spraw sobię przemyślałem, poukładałem. U Marlon'a siedziałem przez trzy lata, trzy lata, które bardzo dobrze wspominam. - Skubany miał wielką chatę z basenem, zaraz obok domu znajdowało się boisko, na którym często pogrywałem w kosza. Żyło mi się tam jak w bajce, jednak musiało wydarzyć się coś, co ponownie ściągnęło mnie na ulice SoCentral, a dokładniej na 21'st.

28 październik, 2016 r. Śmierć Floyd'a
Mój brat, bardzo bliska mi osoba został postrzelony w okolicach Glen Parku. Floyd' jechał swoją zieloną Blistą przez Glen Park, nagle ktoś rozpoczął ostrzał. Trafili go kilka razy, szczególnie w brzuch; wykrwawił się. Dostałem telefon od Rahul'a, kazał mi wracać. - nie powiedział nawet dlaczego, jednak ton głosu dawał mi do zrozumienia, że stało się coś złego. Po kilku godzinach jazdy z Marlim' byłem na miejscu. Osiedle było puste, mimo późnej godziny. Jak się okazało wszyscy siedzieli w barze, milcząc. Dziwnie się czułem, nie miałem pojęcia co się stało. Dowiedziałem się tego dopiero następnego dnia, od Ryder'a. Wierzyć mi się nie chciało, Floyd' często ze mną pisał, dzwonił - raz nawet przyjechał, aby się ze mną spotkać. Pamiętam jak mówił o swojej kobiecie, o dziecku. Poczułem się okropnie, coś we mnie pękło. - Wróciły wspomnienia, do tego zacząłem myśleć również o matce. To już druga tak ważna dla mnie osoba, która umarła, zostawiając mnie samego z rodzeństwem. 30 października odbył się pogrzeb Floyd'a. Następnie zebranie pod mostem obok patelnii, gdzie na ścianę zostało wpisane jego imie i nazwisko. Miałem ponownie wyjechać do Marlon'a, nie chciałem siedzieć na osiedlu, za dużo się wydarzyło, abym mógł tak poprostu tam przesiadywać, jednak Ryder wraz z Rahul'em mnie zatrzymali. Jak za dawnych czasów zamieszkałem u najstarszego brata, wypakowałem się i wyszedłem na ulice. Pomimo tych okropnych wydarzeń z czasem wszystko zaczęło się układać, na osiedlu poznałem kilka nowych mordeczek, ktore pojawiły się od czasu mojej nieobecności. Ponad miesiąc po powrocie dostałem czarną bandane. - Pierwsza w moim życiu, wiedziałem co znaczy. Od tej pory zostałem żołnierzem zielonej rodziny, byłem gotów oddać za nią życie.


Jakoś się ułożyło, zakupiłem małe mieszkanie w okolicach East Beach; ogarnąłem sobię niezłą furmane i żyłem, pracując w osiedlowych biznesach. Do tego lepiej poznałem Korbin'a. - Mówię na niego ,Korbka', bo tak. Dobry z niego czarnuch, często mi pomagał za co jestem mu bardzo wdzięczny. Do tego skubaniec ma do siebię dystans i potrafi pożartować. Zawsze będe stał za nim i go wspierał, tak jak on to robił wobec mnie.
Wieczorami spotykaliśmy się jak za dawnych lat, organizując sobię coś do roboty. Pewnego dnia podczas spaceru wpadliśmy na Jeff i ogarneliśmy sobię jakiegoś grilla, jednak Sevilla dawała się we znaki. Zaczeli ostrzał, kilka minut później ponownie; na szczęście nikt nie dostał, ale nie mogliśmy tego tak zostawić.
Zorganizowaliśmy się wraz z innymi ekipami i wpadliśmy do naszych ulubieńców. Pech chciał, że kisili dupsko na kwadratach, byłaby niezła zabawa. Z racji iż panowały tam pustki wybraliśmy się w odwiedziny na Coronę, ale było podobnie co do Sevilli. Skończyło się na tym, że jeździliśmy sobię po całym SoCentral bez celu. Szkoda, że tak wyszło. - strasznie mi wtedy łapska latały.
Pamiętam też naszą katedrę, pastor kilka razy odprawił mszę. Z jednej strony była to nowość, z drugiej okazja aby wysłuchać w ciszy słów naszego pastora. Podczas jednej z mszy wpadł Departament, ku naszemu ździwieniu zachowali się całkiem normalnie.
Pewnie wszystko odbywało by się do dnia dzisiejszego, jednak pastor coś się nie pokazuje. Nie mam pojęcia co się z nim stało, nie miałem z nim jakiegoś dobrego kontatu; mało co z nim gadałem, praktycznie wcale.
15 listopada, 2016 r. Pierwsza wojna, ciężki okres
Zaczęły się wojny z latynosami, tak zwanymi siurami. Na początku załatwialiśmy to tradycyjnie, na pięści. Kilka razy dostali oklep oni, a kilka razy my. Jednak z czasem wojna stała się poważną sprawą, zaczeli do nas strzelać. - odpowiedzieliśmy tym samym, na szczęście obyło się bez poważnych strat. Wojna była strasznie męcząca, trzeba było uważać na każdym kroku. W sumie nic dziwnego, jak wojna to na całego. Kilka dni po rozpoczęciu tego szamba zostałem postrzelony w nogę podczas spaceru; na szczęście byłem z innmi czarnuchami, dotargali mnie na osiedle, a nogą zajął się nasz mały medyk. - Dark'. Ogólnie nasze wojowanie zakończyło się dość dziwnie, z dnia na dzień wszystko ucichło. - Tak poprostu, o! Zdziwiliśmy się, przez kilka następnych dni regularnie odwiedzaliśmy ich osiedle, jednak było kompletnie pusto. No nic, wyglądało na to, że zwyciężyliśmy.
1 grudnia, 2016 r. Syndykat vs BMF
Zakończyliśmy jedną wojnę, rozpoczeliśmy drugą. Tym razem o wiele poważniejszą i na większą skalę. Może od początku; wszystko zaczęło się od tego, że wojowaliśmy z Departamentem. Mieliśmy swoje powody, ale mniejsza. Podczas ostrzału jednostek pod GU HQ, przypadkowo nawinęło się kilku czarnuchów z BMF. Oberwali i to poważnie. Jeszcze tego samego wieczoru postanowiliśmy to wyjaśnić, jednak coś poszło nie tak i wyglądało na to, że zanosi się na kolejną wojnę. Podobną sytuację mieli Lordy i 187, a z racji iż dobrze ze sobą trzymaliśmy, postanowiliśmy założyc Syndykat i zmierzyć się z tamtego czasu potęgą SoCentral. Pierwsze dni należały do nas, kontrolowaliśmy
ulice kilkoma wozami, jednocześnie zagarniając tereny. Przez te pierwsze dni tylko raz postanowili na nas wyjechać, jednym autem. Zaczeli strzelać podczas gdy my byliśmy ,rozluźnieni' - nasz błąd, rozpoczęła się wymiana ognia. Zanim wszystkie nasze wozy zjechały się na miejsce akcji, panowie schowali się do garażu. Czekaliśmy ponad dwie godziny aż się wychylą, nic z tego. Dwa dni później miało miejsce kluczowe zderzenie naszych sił. Na Xommer rozpoczęła się masówka. - inaczej tego nazwać się nie da. Niestety źle to wszystko rozegraliśmy i wyszło jak wyszło. Wciąż się nie poddawaliśmy, próbowaliśmy walczyć ze wszystkich sił. Ku naszemu ździwieniu stało się dokładnie
to samo, co z latynosami. Z dnia na dzień wszystko ucichło, znów był spokój. Zaczeliśmy więc odbierać co nasze.
W tym samym czasie poznałem wyjątkową kobietę, wtedy oficerkę GU. - Amelie. Pierwsze spotkanie odbyło się podczas wjazdu GU na most, nieopodal 17'st. Postanowiłem podbić, zagadać. Skończyło się tak, że wymieniliśmy dwa zdania i musiała uciekać. A szkoda, bo całkiem przyjemnie się rozmawiało. Kilka dni o niej myślałem, sam nie wiem co się ze mną stało. Znajomy, Clyde' postanowił zabrać mnie na motor i poszukać pięknej oficerki po SoCentral, w celu zdobycia numeru. Spotkaliśmy ją na patrolu, było w radiowozie ze swoim partnerem z jednostki. Lekko zestresowany zacząłem nawijać, sam nie wiem czy mnie słuchała, ale cel osiągnąłem. Dostałem numer, na którym tak bardzo
mi zależało. Następnego dnia zaprosiłem ją na ,randkę'. Wyjechaliśmy do LV, dokładniej na wysoką skałe gdzie rozmawialiśmy. - Chciałem lepiej ją poznać i w sumie w jakimś stopniu poznałem. Kolejno wybraliśmy się do restauracji, gdzie kontynuowaliśmy nasze rozmowy. Na koniec odwiozłem ją na Aleję, tam się pożegnaliśmy i odjechaliśmy do swoich domów. Już wtedy wiedziałem, że bardzo mi na niej zależy; poprostu byłem zakochany, nic więcej.

Kolejne dni, kolejne spotkania. Najczęsciej spotykaliśmy się na molo, całkiem ładne miejsce, a przede wszystkim spokojne. Sporo rozmawialiśmy, o wszystkim. Do tego ciągle ze sobą pisalismy, aby być w kontakcie. Z dnia na dzień było coraz lepiej, chociaż nie widywaliśmy się za często. Zbliżyliśmy się do siebię, tak to odbierałem; jednak się myliłem. Pewnego dnia spotkaliśmy się na molo, Amelie dała mi do zrozumienia, że nie chce się ze mną spotykać. Później dowiedziałem się, że widywała się z jednym facetem z Departamentu; poza tym większość swojego czasu poświęcała pracy, mnie raczej odstawiała na drugi plan. Kontakt po tym spotkaniu się urwał, dałem sobię na jakiś czas spokój, pomimo tego, że wciąż o niej myślałem. Postanowiłem to wszystko przemyśleć, najlepiej przy bliskiej rodzinie wraz z browarem w łapie.

Braciak, Ryder' otworzył zajebisty klub. Często tam przyjeżdżamy. Można się zabawić, posłuchać dobrych rapsów i napić czegoś porządnego, huh. Jest niezła zabawa, szczególnie jak kilku wariatów z osiedla wpadnie, pha! Czasami dobrze jest oderwać się od codzienności, wyszaleć i nie myśleć co będzie dalej. Myślę, że każdy wie co mam na myśli.

Minął ponad tydzień i znów postanowiłem do niej napisać, spotkaliśmy się i porozmawialiśmy szczerze. Po tym ponownie do siebię pisaliśmy, znów nawiązał się jakiś kontakt między nami. Od tego czasu zaczeliśmy się ponownie spotykać, więcej rozmawiać; zaczęło mi się nawet wydawać, że poświęcała mi coraz więcej czasu. Pomimo tego co między nami było, pomimo tego, że kontakt się urwał, ja wciąż czułem coś wyjątkowego do Amelii. Zmieniłem się, zmieniłem i to bardzo; zrobiłem to dla niej.
29 grudnia, 2016 r. Osiedle wreszcie żyje
Osiedle znów tętni życiem, coraz więcej nowych mordek pojawia się na ulicach. Z jednej strony to dobrze, że czarnuchy przychodzą na osiedle, nie kiszą czarnych tyłków na kwadratach, ale z drugiej oznacza to coraz więcej roboty, żeby wszystkich ustawić do pionu. Niektórzy mają szansę zaistnieć, inni nadają się tylko i wyłącznie do czyszczenia klopa w siłce. No cóż, taka kolej rzeczy. Teraz przynajmniej można zorganizować coś fajnego, pogadać czy nauczyć czegoś nowe mordy. A wiadomo, lepiej wyjść na osiedle pełne czarnuchów, niż na puste drogi.

Jedna mordeczka z osiedla, Shan' wpadł na pomysł, aby otworzyć wytwórnie. Pomysł dobry, z realizacją nie było problemu. Po kilku dniach było gotowa do użytku, tylko jest jeden problem. - Jest strasznie mała, więc trzeba się przepychać co nie jest łatwe, gdy wpadnie nagle z dwudzistu czarnuchów. Przecież sam Ed' liczy się za trzech, grubas jeden. Ogólnie jest dobrze, Liv'ka zna się na tym co robi, jednocześnie pomaga młodym ogarnąć temat. - fajnie im to idzie. Może sam spróbuję swoich sił, kto wie.
Moja dobra mordeczka, Korbka' musiał rozstać się ze swoją kobietą. Okazała się niezłą suką, raniąc go przy tym. Strasznie mi go szkoda, a z racji iż to mój dobry braciak pomogłem mu to wszystko ogarnąć, inaczej nie mogłem. Szkoda, że tak wyszło; strasznie mu zależało na tej kobiecie, ale sam nie mogłem uwierzyć w to co mówił. Tak to już bywa; jak ją będę wspominał? Ogólnie była fajną dziewczyną, ale strasznie rozgadaną. - to był jej minus.

Z Amelie ułożyło się znakomicie. Strasznie zwariowałem na jej punkcie w ostatnim czasie, najchętniej siedziałbym przy niej cały dzień. Za marzenia nie karają, huh. Tego wieczoru postanowiłem pokazać jej, że nie jestem zwykłym sztywniakiem i zabrałem ją na Chilliad, gdzie sporo rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach, troszkę się poprzytulaliśmy. Później przyszedł czas na skok, zabraliśmy sprzęt i... zrobiliśmy to, chociaż nie powiem. - dygałem i to ostro. Na dole czekało już auto, to nie był koniec. Zabrałem moją wybrankę na film do kina samochodowego. Leciał jakiś horror, szczerze obejrzeliśmy tylko pierwsze pięć minut, potem interesowaliśmy się tylko i wyłącznie sobą. Przy niej czułem się poprostu świetnie, zapomniałem o wszystkim. - kompletnie. Spędziliśmy w samochodzie jakąś godzinkę.
Strasznie mnie pociągała, ale znam ją i wiem, że znamy się za krótko. Po świetnie spędzonym wieczorze odwiozłem ją po swój samochód, w sumie pod dom. Tam się pożegnalismy, podziękowaliśmy za wszystko, a następnie odjechałem. To był najlepszy wieczór jaki dotychczas spędziłem, a zawdzięczam go mojej pięknej wybrance.
30 grudnia, 2016 r. GU dobrało mi się do dupska
Gu w ostatnim czasie się rozbrykało, strasznie pewnie się czują. - Dziwnym trafem zaraz po zniknięciu BMF z mapy. Pamiętam swego czasu nie mogli wyjechać z HQ, wtedy jakoś dali nam spokój. A może to jest receptura na to wszystko, przywrócić czasy w których bali się wyjechać na patrol. Sam nie wiem, może.
Od kilku dni jakoś szczególnie siedzą mi na dupie, zatrzymując mnie bez powodu, nakładając jakieś zasrane mandaty. Huh, szczerze mam z tego niezły ubaw. Kilka dni wcześniej jakieś dzieciątko zapomniało gdzie jest i na co może sobię pozwolić, więc dostał po pysku. - Okazało się, że to koleś z GU, a ja od jego koleżki z jednostki dostałem po nogach. Zrobiła się z tego niezła afera, naprawdę. Z racji iż mam swoje zasady, których się trzymam nie zwalniałem tempa. Przez to wszystko dostałem kilka naciąganych mandatów, ale jakoś nie robi to na mnie wrażenia. - poprostu to zlałem.

31 Grudnia, 2016 r. Kilka zmian w życiu
W ostatnim czasie moje życie strasznie się zmieniło, w dużym stopniu dzięki Amelie. Ważnym krokiem było wprowadzenie się do wspólnego mieszkania, od tego czasu razem mieszkamy i szczerze jestem strasznie szczęśliwy z tego powodu. Mieszkanie jest spore, mamy w nim wszystko co jest nam potrzebne. Najlepsze w tym wszystkim jest nasze łóżko, mega wygodne i co najważniejsze, spore.
Między nami jest idealnie, dogadujemy się i mamy wspólny język. - kochamy się i to bardzo. Ciągle próbuję ją jakoś zaskoczyć i zadowolić, ale nie działa to tylko w jedną stronę, huh. Ten wieczór spędziliśmy razem w mieszkaniu; zanim moja wybranka wróciła do domu przygotowałem jak się okazało pyszne Spaghetti. Do tego na stole znalazła się lampka wina i piękne świece, a w innych pomieszczeniach porozrzucałem płatki róż. - Nie powiem, wyglądało to mega romantycznie.
Gdy wróciła oczywiście powitałem ją wielkim bukietem kwiatów, lekko się ździwiła, a to dopiero początek. Ogólnie Amelka nie wiedziała, że potrafię w ogólę odnaleźć się w kuchni, więc było to dla niej zupełnie zaskakujące. Chwilkę porozmawialiśmy podczas kolacji, spoglądając sobię w oczka. - jej są wyjątkowo piękne.
Następnie wspólny prysznic i szybciutko do łóżeczka, o którym tak wiele wspominałem. Troszę sobię tam poleżeliśmy, porozmawialiśmy o przyszłości i rozerwaliśmy. - Nie muszę chyba nic więcej mówić. Sporo się działo, a ja kompletnie odleciałem.
Na osiedlu nie pojawiam się tak często jak kiedyś. W sumie kiedyś ciągle siedziałem na naszych ulicach, teraz jednak mam kobietę i muszę poświęcać jej sporo swojego czasu. Tym bardziej, że układa nam się znakomicie, więc nie zamierzam tego popsuć. Pomimo tego staram się odwiedzać swoje rejony i pomagać chłopakom jak mogę.
1 Stycznia, 2017 r. Wyjątkowy dzień
Dokładnie miesiąc odkąd się poznaliśmy. Wszystko było już zaplanowane, gotowe. - Tego dnia postanowiłem oświadczyć się Amelii. Od samego rana chodziłem zestresowany i lekko poddenerwowany. Na samą myśl robiło mi się gorąca, a dłonie trząsły we wszystkie strony. Rano zrobiłem mojej ukochanej śniadanko, chwilkę porozmawialiśmy i odwiozłem ją do pracy. Odrazu zabrałem się za planowanie tego wyjątkowego dnia. Ponownie przygotowałem różne dania, mieszkanie oświetliłem blaskiem świec, a na podłoge porozrzucałem płatki róż. W sumie wszystko wyglądało jak podczas naszej wspólnej kolacji kilka dni wstecz. Sama Amelka to zauważyła, mówiąc coś w stylu; ,Historia lubi się powtarzać, misiek'. Pewnie, jednak tego dnia miało wydarzyć się coś bardzo ważnego, coś o czym mój skarbek nie wiedział. Zjedliśmy pyszną kolację, rozmawiając ze sobą sporo. Wiedziałem, że muszę zacząć działać, jednak stres mi na to nie pozwalał, paraliżując moje ruchy. Miałem tysiące myśli w głowie; co jeśli się nie zgodzi, a co będzie gdy coś zawale. - Okropne to było, ale wkońcu się zebrałem i pod pretekstem toalety odszedłem od stołu. Zabrałem kwiaty oraz ładne pudełeczko, w którym znajdował się pierścionek i ruszyłem do kobiety. Stanąłem przed nią i wystawiłem w jej kierunku spory, piękny bukiet kwiatów. Gdy go odebrała uklękłem na jedno kolanko i wyjąłem pudełeczko skromnie wystawiając je do kobiety. Kwiaty były tak ogromne, że nawet nie zauważyła moich poczynań. Stało się to dopiero gdy je odłożyła na stoliczek.
Zupełnie zaskoczona stanęła w bezruchu, a ja wypowiedziałem słowa; ,Skarbie, czy wyjdziesz za mnie?'. Chwila napięcia, moje serce biło tak mocno, zaś oddech przyśpieszył. Wydawało mi się, że mijają godziny, lecz wreszcie usłyszałem odpowiedź. Ulżyło mi, okropnie. Amelka jak to kobieta zaczęła wycierać spływające po jej policzkach łzy, ja zaś poprosiłem ją o dłoń i nałożyłem pierścioneczek na jej paluszek. Tak strasznie się cieszyłem, byłem zadowolony jak nigdy.
5 Stycznia, 2017 r. Cała Amelia
Przez te kilka dni nie miałem za dużo czasu, tak samo ona. Widywaliśmy się wieczorami, na dosłownie kilka chwil. Dzień wcześniej oznajmiła mi, że musi wrócić do regularnej pracy i spędzić w niej więcej czasu. - Już wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. No nic, troszkę ponarzekałem i powzdychałem myśląc, że popracuje sobię te kilka godzinek i będzie wolna. Mhm, jasne. - Nie dość, że cały dzień jeździła z tymi przydupasami z jednostki, to wieczorem odjebała niezłą akcję mimo tego, że kilka godzin wcześniej mówiłem jej coś na ten temat.
Wiedziałem, że muszę z nią porozmawiać. Spotkaliśmy się, powiedziałem co powiedzieć miałem, ale jej reakcji, tego że miała totalnie wyjebane się nie spodziewałem. Wiedziałem co się szykuje. Nawet ten koleś z GU mnie przed tym ostrzegał, mówił że tak będzie. - Wtedy nie wierzyłem, głupi. No nic, pojechałem do mieszkania i się spakowałem; myślałem, że zmieni zdanie czy coś podobnego, ale wciąż jakby jej nie zależało. Zostawiłem torbę na podłodze i położyłem się spać; miałem nadzieje, że to przemyśli i następnego dnia to wyjaśnimy.
Dziś się z nią spotkałem. Chciałem o tym wszystkim porozmawiać, zobaczyć co o tym myśli. - Dowiedziałem się tylko tyle, że nie miała czasu nad tym rozmyślać i nie odpuści sobie pracy. Świetnie, historia się powtórzyła i odrazu wiedziałem, że to koniec. Nadal nie wiem czy nie chciała mnie jakoś wykorzystać, dowiedzieć się czegoś. - Tak czy siak niczego nie dostała. Normalnie byłbym z lekka załamany, ale słysząc i widząc co wyprawia mam na to wyjebane. Troche się znaliśmy, troche przeżyliśmy. Ja z pewnością nie zapomnę jej kłamstw jak bardzo mnie kocha i tego, jak po mnie skakała. - A robiła to naprawdę świetnie, huh. Na koniec zapytałem się jej tylko czy nie jest jej tego wszystkiego szkoda. Niby odpowiedziała, że tak, ale szczerze w to wątpię. Zawsze stawiała robotę na pierwszym miejscu i nadal to robi, więc teraz pewnie znów śmiga po ulicach.

Rodzina zawsze była u mnie na pierwszym miejscu i zawsze tam będzie. Oni w każdej chwili są w stanie oddać za mnie życie, a ja za nich. Pomimo tego, że spędzałem na osiedlu coraz mniej czasu, głównie przez Amelie to zawsze jestem do dyspozycji. Teraz zapewne znów będę przesiadywał całymi dniami z moimi mordeczkami, popijając sobię browca. W sumie, cieszę się że wyszło jak wyszło. Powoli brakowało mi nocnych spacerków, pogawędek czy napierdalanek z innymi. Coś się kończy, coś zaczyna. - Rozdział z Amelie jest zamknięty.

6 Stycznia, 2017 r. Wszystko się kiedyś kończy
Wszystko się kiedyś kończy, tego dnia wczesnym porankiem skończyła się moja przygoda. Zielona rodzina była dla mnie wszystkim, jednak padały różne podejrzenia co do mojej osoby. Od teraz będe spoglądał na to wszystko z góry.

Aktualizacja; 03.01.2017
Aktualizacja; 06.01.2017
((Tak więc to tyle. W bardzo małym stopniu opisałem co i jak było z Raven'em. Starałem się to napisać w taki sposób, aby przyjemnie się to czytało. ))
Dodałbym filmika jak Raven bawi się w Tupoleva, ale ktoś filmika usunął.
Użytkownik FiveT11 edytował ten post 06/01/2017 - 14:52