Skocz do zawartości

net4game

Największy polski serwer RolePlay w GTA: San Andreas Multiplayer

Zdjęcie
- - - - -

Dayton Russel (10%)


  • Please log in to reply
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 gruby_kapi — 51 19/04/2016 - 13:39

gruby_kapi
  • Gracz

*
Popularny

Spoiler

 

6HDvG6X.jpg
NAME: Dayton


SURNAME:Russel

 

NICKNAME:Daytana

 

AGE: almost eighteen

 

DATE OF BIRTH: 10.04.1998

 

ASSOCIATIONS: none

 

------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Nazywam się Dayton.. Dayton Russel. Urodziłem się, i wychowałem na Seville, dokładniej na blokach, rzadziej przesiadywałem na Owl Street, spokojnym terenie przy plaży, z dobrym widokiem na rozlegające się kobiety, i dobrym punktem do gry w koszykówkę. Daytana; pasowała idealnie do moich zainteresowań sportowych samochodów, oraz jednośladów. Nie byłem żadnym gangsterem, co możesz wywnioskować z mojego zdjęcia. To jest zwyczajny GLOCK17 którego używałem tylko do obrony własnej, nie miałem na niego pozwolenia. Chciałem być jak każdy inny dorosły, mieć dom, rodzinę, dziecko, samochód, i normalną pracę, niestety.. wyszło jak wyszło. Jednak, uległem pokusie pewnej osoby, powoli zacząłem wchodzić w arkany gangsterskiej sztuki, nawet samemu o tym nie wiedząc. Jednak, jestem nadal dumny z tego, co osiągnąłem w chwilach obecnych, i co mam nadal przy sobie.


Użytkownik gruby_kapi edytował ten post 09/05/2016 - 22:12

  • Do góry
    • 3

#2 gruby_kapi — 51 30/04/2016 - 16:58

gruby_kapi
  • Gracz

*
Popularny

EPISODE I;

 

ubt3otU.png

Miałem szesnaście lat kiedy zostałem zamknięty w domu dziecka, i zawieszony w zakładzie dla nieletnich w którym przebywałem dwa lata za pobicia, kradzieże emerytów; po co to robiłem? Nie chciałem być gorszy od swoich kolegów z wyższej szkoły. W osiemnaste urodziny obchodziłem wyjście z zakładu, nie imprezowałem w domu, nie byłem z rodziną; chciałem zrobić coś ze swoim miernym życiem. Dostałem jakąś forsę od starszych, wyrobiłem dokumenty nawet nie wiadomo po co, zrobiłem prawo jazdy ponad przeciętnie. Zostawili mnie bez forsy, szlajam się po różnych ulicach z puszką i wybazgranym kartonem w dłoni czekając na jakieś zbawienie. Dostałem jakieś dziesięć dolców od James Montany - chciałem poprosić czy nie miałby jakiegoś schronienia w pobliżu, lecz.. nie zdążyłem. Zatrzymałem się na jednej ulicy, osiemdziesiąta piąta. Nie żeby mnie to do czegoś ciągnęło, ale Ghasty musiał mieć z nimi jakieś powiązania, choćby z tymi wpadami do nich o których ja nie miałem pojęcia, a telewizja aż huczała od tego że jakiejś matce stracono życie dwóch dzieci; w sumie, co mnie to obchodziło? Postanowiłem, że pokręcę się po sąsiedniej dzielnicy, najwyżej zgarnę kulkę między oczy. Gannon Knight - to właściwie tą osoba zainspirowałem się tego pierwszego dnia na osiemdziesiątej piątej, wyjaśnił mnie trochę. Niestety, nie byłem upodobniony do niego, różniło nas bardzo dużo, nie byłem specjalnie uzdolniony, on był kimś kim ja zawsze chciałem zostać, i nie po to żeby mieć dziarę, kolor, ale chodzi mi tu o szacunek. Pomijając fakty z zakładu odebrał mnie kumpel, białym Elegantem którym jechaliśmy trochę czasu do Santos. Nigdy nie zapomnę zapachu drewienka, to był jeden z droższych wozów w którym dotychczas przebywałem. Jesteśmy już na miejscu, siadamy, rozmawiamy. Dzięki niemu poznałem większość Santos po dwóch latach na wsi. Ustawiłem sobie to idealnie, zacząłem brać przykład ze starszych gości z osiemdziesiątej piątej.

Yq8yEjO.png


Użytkownik gruby_kapi edytował ten post 30/04/2016 - 18:09

  • Do góry
    • 3

#3 Chmurka — 2940 01/05/2016 - 11:18

Chmurka
  • Gracz

Super!


  • Do góry
    • -1

#4 gruby_kapi — 51 01/05/2016 - 12:09

gruby_kapi
  • Gracz

PART II of Day one, Episode I;

 

signature1.png

Posłuchaj mnie teraz uważnie, sporo się działo po wczorajszym, zamordowali jakiegoś dzieciaka, chociaż go nie znałem. Jakaś grupka zebrała się wokoło mnie, i jakiegoś gościa który miał wydziarane ,,C" i zieloną bandanę.. Kim on był? Sam zadaję sobie to pytanie siedząc w więzieniu.. A właśnie! Więzienie. Wczoraj ktoś odstrzelił tego szczawia z karabinu maszynowego, po jakiejś minutce, dwóch połowa Departamentu Policji wpadła na sam środek tego numeru. Pozgarniali kogoś, matkę dzieciaka, i mnie z powodem Ucieczki i próby napaści na funkcjonariusza.. jak, przecież uciekałem przed nimi, to by było głupstwo żebym od razu wleciał w nich na pełnej piździe, ktoś tu chce mnie udupić. No nic, siedzę w tym momencie za kratkami z wyrokiem na trzy lata, mogli mi dać dwa dni za ucieczkę; mniejsza, nie mam zamiaru tego drążyć. Myślałem nad resocjalizacją, ale co powiedzieć tym z Willowfield? Że byłem w więzieniu, i resocjalizuję się? Przecież, tak jak to było pierwszego dnia, wypierdolą mnie na zbity pysk, chyba.. że to będzie świetny sposób na odizolowanie się od gangsterki. Jestem załamany swoją postawą, nie wiem co robić, nie wiem o czym myśleć, mam trzy ściany i kraty, przede mną w osobnej kracie leży Lindsay Ramsey - z tego co wiem matka tego dzieciaka którego zabili, obok jej celi jakiś Brytyjczyk.. Pieprzyć to, zobaczymy się za trzy lata po wyjściu.


Użytkownik gruby_kapi edytował ten post 01/05/2016 - 12:50

  • Do góry
    • 1

#5 Don Cenarius — 1314 01/05/2016 - 14:02

Don Cenarius
  • Gracz

Super, oby tak dalej.


  • Do góry
    • 1

#6 gruby_kapi — 51 09/05/2016 - 22:11

gruby_kapi
  • Gracz

qRBtWay.png

Hałas, dźwięk otwieranych krat.. To jest ten dzień, wychodzę. Spakowałem swoje rzeczy, pozbijałem piątki w więzieniu, i wyszedłem. Szedłem okropne dwie godziny, spotkałem na ulicy kilka wózków, wydawały się być mi już znajome, tak, jakbym widział je na Seville; po upadku Ghasty'ego. Wchodziłem na Willowfield.. pustki. Pustki? Ale, przecież w tych godzinach było ich najwięcej, największe skupisko czekoladek w jednej grupce, w drugiej dilerzy, w trzeciej mordercy, i tak dalej wyliczanka aż do samego końca. Ale, coś się zmieniło, każdy zaczął zachowywać się agresywniej, nie wiem praktycznie o co chodzi. Pozwiedzałem mieszkania, z jednego wypierdolił mnie koleś z siekierą grożąc, że jeśli znowu się tam pojawię to odrąbie mi kolejne ścięgna. Błąkałem się po Willowfield przez około godzinę, w końcu zrozumiałem że coś jest nie tak. Do głowy zaczęły napływać mi dziwne myśli.. Zamordowali ich? Niee.. na ich miejsce wskoczyli by nowi, zniknęli? przenieśli się w czasie? UFO do jasnego chuja? Przyszło mi wtedy coś do głowy, kiedy mnie zgarniali za kratki, zabrali jeszcze kilku. Ja odsiadywałem wyrok, a ci którzy nowi napływali do więzienia mówili co się działo. Wyzamykali połowę Willowfield, wszyscy którzy mogą nadal ukrywają się w cichych zakątkach Willowfield.. Chociaż ja, mając dwadzieścia jeden lat już, nadal nie rozumiem co było powodem wyzamykania wszystkich gości z tego osiedla, może.. rozchodzi się o rostrzelanie jakiegoś fiutka w kanałach, wtedy zaczęli zamykać każdego z nas? Nie wiem, zmieniam swój ton życia.
 

THE END OF EPISODE I...

 

 

 

EPISODE II coming soon..


  • Do góry
    • 0


Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych