
Cornelie Rafferty i życie jej oczyma.
Chartres, rok 1991
Zbliżała się północ, a moja mamusia wciąż krzyczała na porodówce i dawała z siebie wszystko, jak zwykle starania na nic, gorsza córeczka mamusi musiała wyjść z niej operacyjnie. Co wtedy czuła? Nie wiem, na pewno żal i smutek, że nie dała sobie rady, a ja? Siedzę teraz przed komputerem i piszę to wszystko, czasem zastanawiam się czy lepiej nie byłoby nocami spać.
Los Santos, jakiś czas później
Fala dzieciństwa, pierwszej miłości i zawodów już za mną, to wszystko przeleciało tak szybko, a ja żyłam z dnia na dzień całkiem nieświadoma, cholera. Zbliżały się święta, planowałam zaprosić do mnie mamę, która od lat z nami nie mieszka, w sumie mogłam się z tym liczyć, to był jednorazowy numerek z moim ojcem, taaaak – czy jestem z wpadki? Tego nie wiem, ale informacja o tym, że mam siostrę kompletnie mnie zszokowała, w pierwszym momencie nie wiedziałam, co robić. Spakowałam walizkę i wyjechałam z Chartes, kilkanaście godzin później byłam już na lotnisku w Los Santos.
Ja, walizka i ogromne miasto – stanęłam w terminalu lotniska i rozejrzałam się, wszędzie było głośno, masa ludzi, a ja sama nie wiedziałam, czego chcę. Dostałam od matki adres Leslie, wsiadłam w taksówkę i prosto z lotniska pojechałam do niej.

Nieoczekiwany gość
Godzina dwudziesta pierwsza, stoję pod jej domem, dość okazałym domem. To chyba jeden z lepszych apartamentowców na Mullholland, podchodzę, walę w drzwi.
W drzwiach stanął William, przystojny i dobrze zbudowany facet, jak się później okazało narzeczony Leslie, przeszliśmy od słowa do słowa i weszłam do srodka, a tam ona – stanęła w drzwiach sypialni i owinęła się szlafrokiem, spojrzała zdezorientowana na mnie i spytała, kim jestem. Podejrzewam, że to było niezłe zwieńczenie tego cholernego wieczoru, Leslie dowiedziała się, że ma młodszą siostrzyczkę, hoho! Nie powiem, była zdziwiona, a zarazem chyba zniesmaczona moim widokiem... nie potrafiła przyjąć tego do siebie, że obie mamy innego tatusia, ta...
Koniec końców pozwoliła mi zostać u siebie, a ja wzięłam się ten cały syf z przeszłości, który trzeba było z nią wyjaśnić.
Krok w stronę siostry, to dobry krok
Jest ranek, siedzę w łóżku i rozmyślam nad sensem życia tutaj. Leslie ma swój świat, a ja swój, choć nie powiem, zawsze chciałam być taka jak ona..
Moje rozległe myśli przerwał William, spytał czy potrzebuję czegoś, a ja pokręciłam główką i spotkałam się z Leslie.
Akademia policyjna? Nie wiesz w co się pakujesz, młoda.
Odkąd dowiedziałam się, że mam siostrę postanowiłam, że będziemy wszystko robić razem. Chciałam być jak najbliżej niej, a ona wcale mi tego nie ułatwiała. Swoją drogą i tak złożyłam papiery do akademii policyjnej, po tygodniu doszła listowna odpowiedź – dostałam się!
Akademia policyjna, a moje słabości
Nadszedł dzień przyjęcia do akademii policyjnej, do Dillimore dowiozła mnie Leslie i nie obyło się bez kopniaka na szczęście. Przeszłam pozytywnie całe przyjęcie, zaczęłam uczęszczać na pierwsze wykłady i wyjazdy, a jeden z tych wyjazdów był morderczy. Bayside, południe, zimno jak diabli, a wykładowcy kazali nam przepłynąć cholernie długi odcinek, nie zamierzałam się poddawać i zrobiłam to, odmarzło mi chyba pół ciała, ale zrobiłam to! Droga powrotna do Dillimore nie była już tak owocna, dygotałam z zimna i czekałam tylko aż ktoś mnie okryje, wysiadłam z autobusu przy akademiku i padłam jak głupia, leżałam na ziemi przez dobre kilkanaście minut, podjechał samochód, a w nim był on - uroczy i zabawny Maddox Crewstone, tak.. to on owinął naiwną Kornelkę wokół swojego paluszka, rozumiał mnie jak nikt inny i tylko on mi wtedy pomógł. Zabrał mnie do szpitala, zrobiliśmy badania, a potem? Potem zaczęliśmy się regularnie spotykać, chyba rozumiecie o co chodzi.

Dwa różne światy..
Minął miesiąc, a ja zastanawiałam się, co robię źle. Zdałam akademię, wstąpiłam do departamentu i trzymałam się w zasadzie tylko z kilkoma osobami, Williamem, Leslie, Maddoxem i Keyonem, znajomym z akademii, który wiele razy mnie wspierał.
Ja i Maddox to już reguła, każdy w departamencie mówił, że młoda Rafferty spiknęła się z szychą z kryminalnego, taak - to o mnie mowa, ale szczerze? Nie przejęłam się tym, miałam zamiar włożyć całe serducho w to, co jest między mną, a Maddoxem.

Ciężki okres za mną
Mijają miesiące, awansuję w departamencie i nadal staram się dorównać mojej siostrze, w wolnych chwilach robię jako mediator między Leslie, a Williamem. Zdążyłam już zauważyć, że kłócą się częściej niż ja biorę kąpiel, a robię to naprawdę często!
Jednak kłótnie mnie męczyły, a w ich domu sprzeczki były codziennością, nie mogłam tak żyć i dziwiłam się, że Leslie potrafiła. Siedziałam tego wieczoru z Maddoxem i to on wysunął mi pomocną dłoń, zaproponował, żebym zamieszkała u niego, już tak na stałe... oho! Czy nasz związek wchodzi na jakiś wyższy szczebel? Mieszkanie u niego? To nie był głupi pomysł, zgodziłam się i pojechaliśmy do Leslie, a ona? O dziwo nie kłóciła się z Williamem, chyba przerwaliśmy im miłosne uniesienia, bo była w połowie rozebrana, kiedy weszłam do kuchni.
Nie powiem, nieco się zdenerwowała, kiedy wzięłam walizki i zaczęłam się pakować, a nie chciałam jej denerwować, cholera. Przecież była w zaawansowanej ciąży i jak widać sprawiłam, że jej chłopcy wyszli o tydzień wcześniej na światło dzienne. Leslie dostała ogromnych skurczy, wody odeszły jej już w domu, wezwaliśmy pogotowie, które zabrało ją na porodówkę. Urodziła dwóch zdrowych i pięknych chłopców, ale ja nie zrezygnowałam - wyprowadziłam się do Maddoxa.
Blask słońca, ja i on
Z dnia na dzień pielęgnowałam związek z Maddoxem, w sumie to mieszkanie u niego nie było takie złe, nie musiałam wysłuchiwać kłótni Williama i Leslie, a co najważniejsze - miałam trochę swobody i prywatności. Siedziałam w domu i czytałam gazetę, Maddox zaproponował, żebyśmy wyjechali gdzieś za miasto wypocząć, zgodziłam się. Zatrzymaliśmy się w domku za miastem przy plaży, spędzaliśmy miło czas. W pewnym momencie Maddox uklęknął przede mną, wyjął małe pudełeczko i spytał czy zostanę jego żoną, zaniemówiłam, ale tak - zgodziłam się!
Byliśmy wtedy cholernie szczęśliwi, ale mimo wszystko od razu powiedziałam mu, że chcę zostać po ślubie przy swoim nazwisku. Odnalezienie Leslie wiele mnie kosztowało i za nic na świecie jej nie zostawię. A Maddox? Jak to on, przyjął to z humorem i stwierdził, że to on zmieni nazwisko.

Najważniejszy dzień w życiu każdej kobiety
Minęło pół roku od naszych zaręczyn i doszliśmy wspólnie do wniosku, że już czas. Tydzień wcześniej ślub brała Leslie z Williamem, a ja nie mogłam pozostać gorsza, w końcu całe życie chciałam jej dorównać i chyba mi się udało. Maddox był niesamowity, zorganizował wszystko za mnie, a ja nie musiałam kompletnie nic robić, no... oprócz makijażu przed samą ceremonią, haha! Sobota wieczór, stoję w domu Maddoxa z Leslie i Frankiem, Frankiem Figueroa. Wszyscy byliśmy gotowi, do mieszkania wszedł Maddox i dał nam znać, że już pora. Wyszliśmy, a na zewnątrz stała kawalkada radiowozów, która przewiozła nas do parku przy Białym Domu. Na miejscu nie mogło zabraknąć najważniejszych osobistości miasta, znając Maddoxa nieźle się uprosił, żeby wpadli. Pojawili się Jeremy i Marta Nelsonowie, sekretarz Mandy Belmore i wiele, wiele innych osób.
Wygłosiliśmy słowa przysięgi, założyliśmy obrączki i zaczęliśmy wspólnie świętować. Byłam strasznie szczęśliwa, nadal jestem..
Jak grom z jasnego nieba
Wszystko szło po mojej myśli, układało się jak w bajce o księciu i księżniczce, a ja nie miałam zamiaru tego zmieniać. Codzienne poranki, popołudnia i wieczory z Maddoxem to sama przyjemność dla każdej kobiety, ale wtedy to ja byłam tą najważniejszą, Cornelie Rafferty, ot co! Problem polegał na tym, że po ślubie wiele się zmieniło, Maddox coraz więcej pracował, wpadł w wir pracoholizmu i nie zamierzał się z niego uwolnić. Minął poniedziałek, wtorek i środa, a ja nadal nie dostałam od niego żadnego znaku życia, zaniepokoiłam się i spotkałam z Leslie... w sumie, to ona poprosiła o spotkanie. Spotkałyśmy się w jej domu na Mullholland, a ona sama była zdruzgotana, nie wiedziała jak to powiedzieć... ale dowiedziałam się, cholera. Maddox został ciężko ranny zeszłej nocy, słonko. Leży w ciężkim stanie w szpitalu. - powiedziała Leslie, a ja momentalnie się rozpłakałam, byłam w kompletnej rozsypce i nie wiedziałam, co z sobą zrobić. Zostałam u niej.
Naczelna ofiara losu
Poranki u Leslie nie były już tak ekscytujące jak łóżko Maddoxa, ale przyznam, były inne niż kiedyś. William i Leslie wrócili do normalnych stosunków, a ja miałam trochę czasu, żeby spędzić z ich chłopcami. Byłam rozbita psychicznie i fizycznie, miałam ochotę skoczyć z najbliższego mostu do wody i zapomnieć o wszystkim, słabość mnie zżerała, a on nadal leżał w szpitalu. Codzienne odwiedziny, krzyki i pocałunki na nic, on po prostu nie reagował..
Musiałam się oderwać, pojechałam na komisariat, miałam ochotę kogoś zastrzelić, wyżyć się. Na komisariacie zaczepił mnie Grant, Grant Tyler, mój oficer szkoleniowy o którym wspominam po raz pierwszy, ale nie ostatni.
Wyjechaliśmy z komisariatu, zaczęło się od czułych słówek, przyjacielskiego obejmowania aż do kolacji w jego mieszkaniu.
Wtedy poczułam, że Maddox jest przy mnie; obejmuje mnie, czule całuje i wciąż powtarza, że bardzo mnie kocha. Cholerny niefart, ja głupia myślałam o Maddoxie, a Grant wykorzystał szansę życia - taaak, wskoczyłam mu do łóżka i cholernie tego żałuję. Przepraszam, Maddox, cholernie Cię przepraszam..
Kurwa mać, co ja teraz zrobię?

Koniec gry
Wpadłam w wir zdrad i kłamstw, otaczałam się kłamstwem i fałszywością, a co najlepsze; nie potrafiłam z tego wybrnąć. Sztuczne uśmieszki w stosunku do kolegów z pracy i Leslie były okropne, nie potrafiłam jej okłamywać, ale nie wiedziałam też jak przyznać się do zdrady Maddoxa. Wieczorem Grant znów wpadł do mnie, skończyło się jak zwykle, a najgorsze jest to, że Leslie nas nakryła, było mi tak okropnie wstyd...
Następnego dnia spotkałam się z Grantem na służbie, był jakiś osowiały, oschły w stosunku do mnie; zauważyłam od razu, że coś jest nie tak i spytałam wprost. Przyznał mi się, że powiedział Leslie o nas, o tym, że spaliśmy razem.
Cholernie się wtedy zdenerwowałam, a on gwałtownie przyspieszył, radiowóz wypadł z drogi, a ja? Ja wylądowałam w szpitalu ze złamanym noskiem, po prostu świetnie.
Wieczorem czekała mnie pogadanka z Leslie, o dziwo ta wspierała mnie jak nigdy, nie miała mi niczego za złe i powiedziała, że to moja decyzja, co dalej będzie z Grantem. Postanowiłam to skończyć, raz na zawsze...
03/04/2016
Biografia napisana tylko i wyłącznie z wydarzeń IC.
Użytkownik SWAG_98 edytował ten post 04/04/2016 - 12:06



