Skocz do zawartości

net4game

Największy polski serwer RolePlay w GTA: San Andreas Multiplayer

Zdjęcie
* * * * - 3 głosy

Sean Cunningham


  • Please log in to reply
69 odpowiedzi w tym temacie

#1 Don Cenarius — 1314 20/01/2016 - 21:55

Don Cenarius
  • Gracz

*
Popularny

KARTOTEKA POLICYJNA MIASTA LOS SANTOS, STANU SAN ANDREAS

Imię/imiona - Sean Sugar

Nazwisko - Cunningham

Data urodzenia - 1992 V 29

Rasa - Afroamerykanin

Miejsce urodzenia - County General Hospital

Miejsce zamieszkania - Anzac, Willowfield

Stan cywilny - Wolny

 

Zdjęcie:

 

====================================================

iKkoteh.jpg

 

====================================================

 

 

 

Dzieciństwo

 

cUG7ZC6.png



Urodziłem się lata temu. Rodzice wspominali ten dzień jako właściwie... Jeden z lepszych w ich życiu? Albo tylko tak mi się wydawało. Na świat przyszedłem tutaj, w Los Santos. Kremowy budynek nieopodal Skate Parku, godzina 17;34... 29.05.1992 i jest, Sean Cunningham pierwszy raz widzi świat na własne oczy, brawo matko, brawo ojcze;
Z takiego najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam właściwie niewiele. Moja matka imieniem Alice, z nazwiska: Williams była fryzjerką. Kochała to co robiła. Pamiętam dokładnie jak nie raz, nie dwa zostawałem skazany na siebie w pustym mieszkaniu w kamienicy przy Anzac kiedy ona musiała lecieć do klientki, a ojciec (Marion) był w pracy czekając na wezwanie do kolejnego pożaru, wypadku.;

Lato, gorący okres nie tylko pogodowo ale też życiowo. Okolice, w których się wychowywałem nie należały do najbezpieczniejszych i najspokojniejszych i nigdy nie będą takimi. Któregoś popołudnia kiedy był dzień wolny od nauki w każdej ze szkół ja, Curtis i Ray spotkaliśmy się jak zawsze na boisku. Curtis przyniósł piłkę i trochę pograliśmy nim przyszli oni... Starsi, wyżsi, lepiej zbudowani. Typki w czerwonych ciuchach, z czarnymi bandanami na nadgarstkach. Skurwiele chyba myśleli, że są u siebie. Wszyscy byliśmy dziećmi my i oni. Mogło skończyć się różnie. Ani my nie chcieliśmy ustąpić, ani oni nie wyglądali na takich co by zaraz spieprzyli na inny teren. Nagle widzę idą... Byli znani dla każdego, szanowani i wywołujący respekt nawet wśród takich gówniarzy jak byliśmy My. Widzieliśmy w nich swoje autorytety. Chcieliśmy za wszelką cenę stać się tacy jak: William Will' Neal i Tupac Pac' Ramsey. Potrzebowaliśmy ich wtedy i byli. Pomogli nam przeganiając tych udających, że są u siebie na dzelnicy. Z chłopakami nawiązaliśmy jakiś kontakt. Porzucaliśmy chwilę w kosza przy tym zwierzając się im z sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Podszedł Pac, myślałem, że się posram kiedy pochylił się i spojrzał w moje oczy. Myślałem, że zacznie napierdalać mnie po twarzy jednak skończyło się na hmm... Zaproszeniu? Mieliśmy się więcej nie bać, wpaść na 85'tą.



Okres nastoletni i pierwsze kroki na 85'ST

 

n5pc6sI.png

 


Minęło kilka dni. Zebraliśmy się z chłopakami znów na boisku lecz nie po to by teraz grać w kosza. Postanowiliśmy, że skorzystamy z zaproszenia Pac'a i wybraliśmy się na ich dzielnicę. To co było tam... Na ścianach, murach... Było zajebiste i to nawet mało powiedziane. Tematyka Crips. Obserwując wszystko, przyglądając się każdemu najmniejszemu tagowi nie zauważyłem, że ktoś idzie w moją stronę. Wysoki, dobrze zbudowany czarnuch stanął mi na drodze. Zaczęliśmy gadać, normalnie prawie jak ziomki, wypytywał mnie o to kim jestem. Nie miałem czego ukrywać więc opowiedziałem wszystko co chciał ode mnie wiedzieć. Musiał spadać i na tym skończyła się nasza rozmowa, właściwie o nim wiedziałem tyle co nic. Zbiliśmy z chłopakami do domów, a w kolejne dni znów pojawialiśmy się na tej całej... 85'tej. Dostałem robotę, nic wielkiego. Nic co mogłoby się równać z kratkami.

Tygodnie upływały wolniej, szybciej - niewiele pamiętam, działo się wiele i w szkole, i w domu. Uciekałem częściej do kolegów niż spędzałem czas w pokoju. Rodzice kłócili się częściej, podobno matka zdradziła ojca czy na odwrót... Mimo wszystko cholernie to wszystko przeżywałem, a ukojenie nerwom dawały spotkania na naszej ulicy czy każdej innej gdzie nie było zbyt wielkich obaw o dostanie po mordzie.; Pewnego późnego już wieczoru poznałem ich... Kurwa, wtedy jeszcze nie wiedziałem z kim mam do czynienia. Jason BIG J'Styles i Craig Ice' George to najważniejsi właściwie ludzie na całej 85'. Kiedy z czasem zacząłem dostrzegać kim oni są i jak wielką mają przewagę wśród tylu czarnuchów... Pojawiło się marzenie. Chciałem być tacy jak oni i wiedziałem, że będę - prędzej czy później. Zaczęła rodzić się we mnie ogromna pewność siebie, taka pewność, którą oni musieli mieć gdy tworzyli to wszystko co nazywane jest potęgą na South Central. Z czasem zaczęli traktować mnie jak dobrego czarnucha, a dawna ulica, przy której grałem w kosza poszła w zapomnienie. Traktowałem ją wtedy tylko jako miejsce zamieszkania, a nie jak coś do czego przykuwałem większy sentyment. Z chłopakami nie było nudno. Nawet siedzenie do rana czy późna w nocy było czymś interesującym. Widziałem wszystko. Widziałem jak wpieprzają się do nas wozy, słyszałem strzały, widziałem obijanie sobie mord i szczerze? Chciałem siedzieć w tym do końca swoich pieprzonych dni.

 

Pora zakończyć zabawę w całą tą edukację, szkołę, wstawanie rano i słuchanie ,, mózgów narodu " kiedy wymachują kredą przy tablicy. Wiele jest u nas chłopaków, którzy nigdy nie skończyli szkoły, nie dostali potwierdzenia na świadectwie... Miałem 13 lat kiedy matka zabierała papiery ze szkoły. Za co? „Pobicie nauczyciela za to, że ubrał się na czerwono”. . Miałem multum czasu, siedziałem na 85'ej niemalże cały czas, dzień w dzień, wieczór w wieczór. Z chłopakami jedliśmy coś na szybko w ich pubie, a do domu wracałem tylko spać... Albo wcale nie wracałem. Z czasem wszystko zaczęło się kręcić tak jak to sobie wyobrażałem. Pac' dał mi zadanie... Rozgonić 15g u znajomych dla nich ćpunów. Poszło jak spłatka…


Kolejne dni mijały. Pewnego razu podszedł do mnie Pac' i nawinął, że dzisiaj będzie dla mnie bardzo ważny dzień. Te pytanie łudziło mnie przez godziny, szukałem nieustannie na nie odpowiedzi. Wieczorem wybraliśmy się wypakowani w wozy- Ja, Pac', Big J' oraz Ice'. Po kilkuminutowej jeździe zatrzymaliśmy się niedaleko pewnego sklepu jubilerskiego. Dostałem zadanie, żeby okraść ten sklep.


Nie mogłem odmówić. W tym wozie siedziało dwóch najbardziej wpływowych czarnuchów na tym osiedlu. Wyszedłbym przy nich na jakiegoś lamusa i stracił dotychczasowy szacunek, jaki sobie u nich wyrobiłem. Tak więc otrzymałem od Pac'a 9mm, przeładowałem. W dodatku wziąłem kominiarkę, z którą od razu wyszedłem i zacząłem się kierować w stronę tego sklepu. W sumie nie wiedziałem co robić, wszedłem tam na chama i wydarłem się by wszyscy padli na ziemie, a wtedy wdarł się alarm. Zdenerwowany wystrzeliłem kule w klatkę piersiową sprzedawcy. Zacząłem zabierać pewne łupy, a tu nagle słyszę w oddali dźwięk syren policyjnych. Ale szpeta, muszę się pośpieszyć. Gdy wybiegłem akurat zza rogu wyjechały dwa radiowozy, z czego jeden zagrodził mi drogę, a drugi mało co mnie nie przejechał, przez co wystraszony zacząłem biec i przywaliłem w ten radiowóz, który mi zagradzał drogę. Było po mnie. Gdy wsadzali mnie do radiowozu, zauważałem odjeżdżający samochód z czarnuchami. Zrozumiałem, że mi się nie udało. Miałem wtedy osiemnaście lat. Kilka dni później była sprawa sądowa, w której osądzono, że umieszczą mnie w więzieniu na pięć lat. Dostałbym więcej, ale rodzice wynajęli dla mnie dobrego prawnika, który przekonał sędziego, bym dostał mniejszy wyrok. Moja matka płakała, a ojciec cały czas się na mnie patrzał podczas rozprawy.

Pięć lat w stanowym więzieniu

 

Spoiler

 

aSRDiHZ.png

 


Następnego dnia, w południe wyjechał autobus wypakowany kryminalistami, w tym byłem ja. Podróż spędziłem nad rozmyśleniami- co będzie dalej i co będę robił przez te najbliższe lata w więzieniu. Siedział za mną jakiś latynos, nie polubił mnie i ciągle szeptał mi do ucha jakieś groźby. Dojechaliśmy na miejsce, zaczęło się wypakowanie więźniów. Pod budynek po drugiej stronie wewnętrznego ogrodzenia podjeżdża srebrny autobus. Świeżyzna. Nowi więźniowie wychodzą niemrawo z autobusu pod okiem strażników ze strzelbami w rękach. Ubrani są w niebieskie uniformy z papieru. Na wypadek, gdyby podczas transferu udało im się uciec albo ktoś ich odbił. Bez ubrań daleko nie zajdą.Mężczyźni idą powoli, nogi krępują im kajdanki na kostkach połączone łańcuchem z drugą parą wokół nadgarstków. Ustawiają się w kolejce do rejestracji, potem wejdą do budynku, gdzie przejdą kontrolę osobistą. Stoją w ciszy, nie rozglądają się, nie rozmawiają. Za siatką od strony spacerniaka przygląda się im kilkunastu więźniów. Nikt nie szarpie ogrodzenia, nie krzyczy do nich, nie szczerzy krzywych zębów w perwersyjnym uśmiechu. Po co, to nie film. Stąd nie ma wyjścia, przecież dopadną ich i tak. Obie strony siatki zdają sobie z tego sprawę.

 

  Najważniejsza spośród zasad rządzących w kalifornijskich więzieniach: nie jesteś numerem, jesteś kolorem skóry. W San Quentin nie rządzą strażnicy czy naczelnik, tylko wewnętrzny kodeks, którego złamanie oznacza śmierć. To jest brutalny świat, niepozostawiający nikomu wyboru. Jesteś z nami lub przeciw nam. Więźniowie uczą się tych zasad od dziecka na ulicy i w innych zakładach, do San Quentin trafiają już dobrze zorientowani. W San Quentin masz do wyboru być rasistą lub być sam. Dać się wykorzystywać swoim albo wszystkim. Samotnik nie ma tu szans, zjedzą go żywcem, powiesi się w celi lub zwariuje ze strachu. Musisz należeć do którejś grupy. Ja trzymałem się z chłopakami z East Side. Było to skupienie czarnuchów głównie z gangu Crips, jak i ludzi dla nich pracujących. Powiedziałem im o sobie. Powiedziałem im o sobie i powiedzieli, że może się na coś im przydam.

 

 Zacząłem dostawać pierwsze zadania. Na grypsy mówią tu „latawce”. Znajdziesz na pryczy zwiniętą kartkę, nawet nie będziesz wiedział od kogo. Na niej widnieje pewien rozkaz. W trakcie widzenia dadzą ci żyletki, przeszmugluj je do pewnego bloku. Odbierz kilka gramów mety, przynieś temu i temu czarnuchowi. Zrób z czegoś nóż i przekaż „Pająkowi”. Podczas spaceru zaatakuj „Latynosa”. Strażnik się stawiał za mocno, daj mu nauczkę. Nowy odmówił wykonania polecenia. Jeden azjata miał dźgnąć jednego z naszych. Dźgnij go na stołówce. Tak to mniej więcej wyglądało.

 

 Codziennie wychodziłem na spacerniak. Było tam mnóstwo przypakowanych kolesi, ale byli też i szare myszki w okularach, siedzące nad książką czy gazetą. Z pierwszego pozoru wyglądali na nieszkodliwych, ale kiedy Morgan mi powiedział za co siedzą,zmieniłem zdanie. Poznawałem co raz bardziej więzienne życie. Zacząłem też chodzić na siłownie i czytać różne książki, głównie kryminały. Wszystko to dla zabicia czasu. Grałem też w szachy z Morganem, zawsze przegrywałem. Morgan powiedział mi za co siedzi. Siedzi za zabójstwo dwóch policjantów z premedytacją. Co jakiś czas odwiedzała mnie matka z ojcem, wypytywali co i jak i czy czegoś mi nie brakuje. Tak właśnie mijały lata. Pewnego dnia odwiedziła mnie matka, była w złym stanie. Miała rozmyty makijaż i ciągle leciały jej łzy z oczu. Zapytałem co się stało. Odpowiedziała mi, że ojciec zginął podczas akcji ratunkowej. Gdy wyjmował dziecko z płonącego domu to ten się zawalił. Praca strażaka jest niebezpieczna i ryzykowna. Powiedziałem mamie kilka słów na pocieszenie i wsparcie. Ta się nie co do mnie uśmiechnęła i po skończonej rozmowie odeszła.

 

W San Quentin bunty i zamieszki wybuchają regularnie. Ostatnio byłem świadkiem i uczestnikiem jednej z niej, latynosi sprowokowali nas. Po wszystkim ponad piętnastu ludzi wywieźli do szpitala, czterech rozpłatanych nożami na pół. Od tamtej pory na dźwięk alarmu więźniowie mają obowiązek natychmiast położyć się na ziemi z rękami za głową. Jeśli któryś tego nie zrobi, snajperzy będą strzelać bez ostrzeżenia.

 

Pewna sytuacja. Rozmowa czarnego więźnia z białym. Taka rozmowa może się odbyć tylko za zgodą liderów gangów. To nie są żadne luźne rozmowy, tylko interesy. Więzienny kodeks nie powstał, żeby organizować życie w środku. Nożami, żyletkami i szpikulcami ze szczoteczki do zębów. Podczas dwóch gigantycznych buntów, liderzy gangów doszli do porozumienia. Wyznaczyli zasady współżycia.

 

Biali mają ławki na spacerniaku, czarni boisko do koszykówki. W stołówce Azjaci siadają przy stołach w rogu, Latynosi pod ścianą. Każda grupa ma swój teren, na który pozostałym wstęp wzbroniony. Jeśli na terenie gangu pojawi się obcy, od razu do niego skoczą, pobiją go, może dźgną. Nikt więcej nie spróbuje. Jeżeli wszyscy znają te zasady, wtedy wybuch walki jest mało świadomy. Gdy biały wejdzie na latynoski teren i go potną, pozostali będą musieli jakoś zareagować, są w końcu odpowiedzialni za swoich ludzi.

W San Quentin wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane. Założenie jest takie; jeśli ktoś trafił do San Quentin, to znaczy, że złamał konkretne prawo. Powinien więc mieć możliwość pracy nad sobą i swojej osobowości, która popchnęła go w niewłaściwą stronę.

 

W San Quentin jest poradnia małżeńska i zajęcia z psychologiem, pomaga on w wielu sprawach, między innymi w kontroli agresji. Można się nauczyć wiele przydatnych rzeczy, między innymi stolarki, żeby po odsiedzeniu wyroku zdobyć kwalifikacje do pracy. Funkcjonuje również College, dający możliwość skończenia szkoły średniej, napisania matury. Łącznie oferowane są tu trzydzieści trzy programy resocjalizacyjne. Z których korzysta niecałe dziesięć procent więźniów. W tym jestem ja.

 

Siedząc pewnego razu na ławce, w czasie spaceru podeszło do mnie trzech czarnuchów. Jeden z nich powiedział mi, że wie skąd jestem i zadał mi dwa obrażenia nożem w brzuch. Tylko dwa, ponieważ strażnik akurat się na nas patrzał i strzelił w tego, co mnie dźgał. Wylądowałem w więziennym szpitalu. Po obserwacji i przywrócenia mnie do stabilnego stanu strażnik powiedział mi, że są to członkowie gangu Bloods z Jefferson i lepiej bym się pilnował. Tak też robiłem i zawsze byłem czujny, byłem zawsze w miejscach gdzie było dużo ludzi, nie oddalałem się i nigdy nie chodziłem sam. Pewnego razu dostałem list, w którym było napisane, że moja matka popełniła samobójstwo. Był tam też powód. Zrobiła to, ponieważ straciła prace a komornik zabrał jej dom. Sama śmierć jej męża, a mojego ojca była dla nas ciężka. A do tego doszły jeszcze te dwie rzeczy. Nie wytrzymała psychicznie.

 

Powrót na osiemdziesiątą piątą

 

Wreszcie nadszedł ten czas, nareszcie… Dzień wolności. Ten upragniony dzień. Przybyłem do Los Santos i pierwsze co zrobiłem to wybrałem się na osiemdziesiątą piątą. Dzielnica z wyglądu praktycznie nic się nie zmieniła. No, może kilkadziesiąt wrzut doszło na mury, a tak to nic poza tym. Spotkałem pierwszych czarnuchów, byli to moi kumple- Curtis i Ray. Curtis miał niebieską bandana, natomiast Ray brązową. Przywitali mnie i od razu zaczęła się długo ciągnąca rozmowa. W końcu nie widzieliśmy się pięć lat. Rozeszliśmy się i spotkałem- Pac'a i Willa. W ich przypadku było to samo co z Ray'em i Curtisem. Największe szychy też dostali informacje, że wróciłem. Kilka dni później wybraliśmy się wspólnie z wszystkimi czarnuchami z osiedla na spacer. Zatrzymaliśmy się przy pewnej ścianie i Big J' kazał nam maźnąć na niej kilka wrzut. Zrobiłem krok, a tu nagle usłyszałem głos Ice', który kazał mi i grubemu iść za mną. Poszliśmy w ciche i mało widoczne dla innych miejsce, gdzie następnie oni mi zaczęli zadawać multum pytań. Typu czym jest dla mnie dzielnica, co jestem dla niej gotów oddać i tak dalej. Odpowiedziałem to co mi się od razu narzuciło. Zaczęli mnie bić, padłem na ziemie. Po chwili przestali, a Ice' przywiązał mi do lewego nadgarstka brązową bandanę i powiedział: „Otrzymałeś szansę, nie zmarnuj jej.” Po tym wszystkim wrociliśmy na osiedle. Dzień później zostało mi wytatuowane na lewym barku 85'ST. Dzień mijał jak każdy inny. Albo to brałem udział w jakiejś czarnej robocie, albo to jechaliśmy wspólnie komuś wpierdolić, albo ktoś do nas przyjeżdżał.

 

Stanie się członkiem rodziny

Spoiler

 

7kpjJwI.png

 

 

 

Minął miesiąc. Nabierałęm przez ten czas co raz to większego doświadczenia, jak i muskulatury. Codziennie spędzałem co najmniej półtora godziny na lokalnej siłowni. Czasami albo to Pac' lub Will' czy też Grizzly' zabierał mnie i innych z brązowymi bandanami na takie „lekcje” w których mówił nam co nieco o kultury i zasadach, jakie tutaj panują. Pokazywali też podstawowe kroki C-walka. Wszystko to starałem się zapamiętać.

Pewnego dnia podjechał czarny samochód, w którym siedział Big J', Day i Jordan. Kazali mi do nich wbić, po czym pojechaliśmy za miasto. Zatrzymaliśmy się na jakimś zadupiu, był to las. Wypakowaliśmy się i podeszliśmy pod pewne drzewo, gdzie Day z Jordanem mnie przycisnęli a Big J' zadawał mi pytania na temat kultury i hierarchii. Na każdą odpowiedź miałem dziesięć sekund, w przeciwnym wypadku dostawałem wpierdol. Dostałem tylko raz. Po pytaniach puścili mnie i zaczęli napierdalać dopóki nie straciłem przytomności. Ocknąłem się po dłuższej chwili i ujrzałem na swoim nadgarstku niebieską bandanę, bolał mnie trochę kark. Day powiedział mi, że mam na nim wydziarane C i od teraz jestem członkiem rodziny.

 

 

Zezol'

Stoję pewnego popołudnia pod pobliskim monopolowym i podrywam pewne dwie czarnulki. Szło mi to nawet dobrze, chyba jednej wpadłem w oko. Nagle zza rogu wychodzi wychudzony czarnuch, wysoki i w dodatku z wielkim afrem na swojej głowie. Jego twarzy praktycznie nie było widać. Podszedł do nas, odsłonił swoją twarz i zaczął się historycznie śmiać. W dodatku miał zeza jak nikt inny. Od razu spłoszył mi maniurki, myślałem że mu przypierdolę, ale jakoś się od tego powstrzymałem, bo było mi go po prostu szkoda. Sam nie wiem czemu, w końcu nie obchodzą mnie inni, mam na nich totalną wyjebke. Zrobiłem do należy do mojego zdania, czyli wypytywałem go o najistotniejsze i najważniejsze rzeczy. Mimo swojego wyglądu, przez co na pierwszy rzut oka może wydawać się, że koleś jest ostro świrnięty wydawał się być w porządku, miał łeb na karku.

Chłopaki go wyśmiali, jak po raz pierwszy go zobaczyli. Praktycznie każdy go wytykał palcem i nie brał na poważnie. Dopiero jak pokazał na co go stać i pokazał drugą twarz, wtedy powoli zdobywał szacunek i niektórych czarnuchów i stawał się brany na poważnie.

Dostał szansę. Był już jedną nogą w naszej rodzinie. Codziennie dawałem mu jakieś nauki, uczyłem go jak być prawdziwym Cripsem prosto z osiemdziesiątej piątej. Bycie w gangu to najlepsza rzecz pod słońcem. Każdy wie, że własnej matce należy okazywać szacunek, ale Cripsi to coś więcej. Każdego dnia dają Ci siłę i poczucie jedności, których nigdy nie masz dość. Cripsem zostaje się na całe życie, jedyną drogą opuszczenia gangu jest śmierć.


Dostał niebieską bandanę. Co prawda nie przechodził tego czegoś jak ja i reszta czarnuchów. Big J' po prostu wręczył mu niebieską bandanę i wyrył na jego karku pierwszą literę. Dlaczego? Czarnuch dzień wcześniej uratował jego dupsko przed śmiercią, sam też ponosząc przez to spore obrażenia. To był wystarczający dowód, że jest za rodzinę gotów ponieść wszelką cenę i jest jej w stu procentach oddany.

Minęło trochę czasu, a z moim czarnuchem robiło się co raz gorzej. Zaczął ćpać i ogólnie, czarnuch miał tam jakąś wrodzoną chorobę przez co czasami dostawał jakiś ataków i musiał szybko wstrzyknąć sobie w żyłę jakieś gówno, które wypisuje mu jego lekarz.

Trafił do szpitala, jego stan się pogarszał. Po dwóch tygodniach wrócił do nas na ośkę. Czarnuch był całkiem wychudzony. Nic praktycznie nie jadł. Powiedział mi, by pojechać z nim w pewne miejsce. Tak też zrobiłem i wyjechaliśmy na jakieś zadupie, gdzie potem wyszliśmy z samochodu. Wyjął nóż, dał mi go i kazał mi go nim zadźgać na śmierć. Z początku nie chciałem tego zrobić, ale to zrobiłem. Czarnuch nie żył, zapakowałem go do bagażnika i przyjechałem z powrotem na dzielnice. Powiedziałem czarnuchom, że popełnił samobójstwo. Na drugi dzień był pogrzeb, złożyliśmy za niego modlitwę i pochowaliśmy. Co jakiś czas go odwiedzam.

 


Utrata Ice'a...

Ten dzień był najgorszym dniem dla nas wszystkich, szczególnie dla Big J'a. Ice' popełnił samobójstwo… Czarnuch nie wytrzymał presji, jaką posiadał. Po prostu, skoczył z mostu. Nikt nie wiedział co robić. Ten czarnuch był jedną z osób, która trzymała tych wszystkich czarnuchów w garści i jakoś nimi kreowała. Myśleliśmy, że to już jest nasz koniec i bez niego nie damy rady. Ale Big J' nie poddał się i osiemdziesiąta piąta nie przestała istnieć. Kilka dni temu był pogrzeb. Zjawili się na nim wszyscy z osiemdziesiątej piątej, jak i zjawili się też niektórzy z Seville. Seville, mówiono mi, że osiemdziesiąta piąta prowadziła z nimi przez pewien czas wojnę, ale teraz nastał czasy neutralnych stosunków. Pastor i my się za niego pomodliliśmy, a gruby na sam koniec wygłosił przemówienie. Pochowaliśmy go.

Dalsze losy na osiemdziesiątej piątej

Mimo straty Ice'a jakoś się trzymaliśmy w garści. Mimo, że zagrażało nam mnóstwo gangów, a szczególnie Ci z Jefferson. Wszyscy staraliśmy się robić dla tej dzielnicy jak najwięcej i jak najlepiej, by rosła w siłę. Pewnego razu wszystkie czarnuchy z wyższych sfer, którzy już latami siedzą na osiemdziesiątej piątej byli podjarani. Tego otóż dnia na osiedle miał wrócić Kym'- jedna z legend tej dzielnicy. Wypuścili go. Gdy przyjechał od razu zaczęła się impreza powitalna na jego cześć. Ja go nie znałem za bardzo, więc się do niego nie zbliżałem. Ale w końcu musiała nadejść ta chwila, więc do niego podbiłem i zagadałem. Opowiedziałem coś o sobie. Całkiem spoko czarnuch, chyba mnie polubiał.

To, że miałem teraz niebieską bandana to coś mnie zaobowiązywało. Moim zdaniem było chronieniem dzielnicy, pilnowaniem tych czarnuchów, co dopiero zaczęli się z nami bujać, jak i sprzedawanie towaru i oddawanie za niego forsy dla czarnuchów z górnych sfer, a w zamian otrzymując z tego jakiś procent. Od powrotu Kym'a dzielnica rosła w siłę. Przybywało co raz to więcej nowych czarnuchów, jak i niektórzy dostawali szansę, by zostać członkiem naszej rodziny. Na dzielnice powrócił też  Jamal Lazy' Crawford. Nigdy nie widziałem tak przypakowanego czarnucha, każdy się bał do niego podejść, ponieważ wiedział, że jak komuś się nie spodoba jego zdanie to będzie z tą osobą krucho. W taki właśnie sposób mijały dnie i tygodnie…


Kolejna śmierć…

Pewnego wieczoru, siedząc na osiedlu Kym' powiedział, że musi gdzieś pojechać, załatwić kilka ważnych dla niego spraw. Tak więc odjechał swoją gablotą. Po godzinie wróciłem do domu, gdzie następnie zasiadłem na fotelu i odpaliłem telewizor. To, co ujrzałem wkurzyło mnie na maksa, naprawdę. Dziennikarze mówili o śmierci Kymaniego Watsona. Został on rozstrzelany przez członków gangu Sureno. Tego dnia każdy czarnuch chciał dokopać tym z Corony i przez dłuższy czas najazdy na Sureno były na porządku dziennym. Albo tam jechaliśmy z gnatami, albo wpadliśmy poobijać im mordy.

 

Minięcie się ze śmiercią

 

Tego dnia wyjechałem wraz z Camem z osiedla, na jego motocyklu. Pojechaliśmy w głąb miasta, miał się spotkać ze swoim dawnym znajomym, chciał bym przy tym mu towarzyszył. Tak więc po niespełna godzinie wracaliśmy z powrotem, a tu nagle na torach na Coronie zderzyliśmy się z Blistą. Walnęliśmy w płot. Nie było z nami dobrze, ale mogliśmy ustać na własnych siłach. Cam' wkurwiony nie chciał mu odpuścić, więc od razu podbiegł do jego samochodu, rozwalił szybę i go z niego wywalił na zbity pysk. A to Ci niespodzianka, kierowcą był agent, więc przed tym wezwał posiłki. Gdy go już wyciągnął zaczął skakać po jego głowie, uszkodził go nieźle. Po niespełna dwóch minutach zajechały cztery radiowozy, Cam zdążył wziąć motocykl i uciec z miejsca zdarzenia, niestety mi się nie poszczęściło. Skuli mnie i kazali mi czekać, stałem tam przez dłuższy czas. W dodatku przyjechał Thug' z jakimś czarnuchem. Był na mnie zły. Wiedziałem, że będę miał przejebane bo kiedyś Gruby na zgromadzeniu nam mówił, byśmy tak nie skakali do agentów i ogólnie dywizjonu DD bo się na nas rzucą i nie dadzą nam spokoju w naszych nielegalnych działaniach. Zabrali tego agenta do szpitala, mnie przesłuchali na miejscu. Gliniarze odjechali, zajechał Big J' swoją gablotą, wysiadł z niej i zaczął mnie bić, aż do nieprzytomności. Po czasie budzę się, widzę stojącą postać nade mną, która po chwili wbija mi nóż. To było ostrzeżenie jak i zarazem pouczenie, że nie mogę odpierdalać takich manian, przez to jesteśmy bliżej, by nas rozpracowali. Po tym jak wbił mi nóż uciskałem ranę, lecz po chwili straciłem ponownie przytomność.

Wybudzam się ledwo przytomny, jestem na wózku, mam jakieś gówna do siebie przyczepione. Wiozą mnie na jakąś operacje, usypiają mnie i budzę się sześć godzin później. Jestem w swoim szpitalnym pokoju, leże pod kroplówkami. Po kilku dniach zostałem wypisany i powróciłem na swoje osiedle. Następnego dnia, jadąc swoim białym Premierem do dziupli i wchodząc do niej spotkałem Big J'a, który liczył zyski sprzed tygodnia roboty osiedla. To była idealna okazja, pomyślałem. Od razu przeszliśmy do rozmowy:

 

Spoiler

 

 

Wojna z Seville

 

Spoiler

 


Z tymi za kanałów mamy wyrobioną całkiem niezłą historię. Kiedyś, zanim jeszcze gówno znaczyłem na tym osiedlu osiemdziesiąta piąta miała z nimi ostry konflikt. Starsze czarnuchy, między innymi Quinton Grizzly' Hill opowiadali nam, co im robili, a co oni nam. Pewnego razu mózgi dwóch wrogich rodzin spotkały się, by obgadać pewne kwestie. Z tej rozmowy wynikło to, że topór wojenny został na obecny czas zakopany, mieliśmy od teraz z nimi w miarę normalne stosunki, nie pałaliśmy do sobą miłością, lecz nie wchodziliśmy sobie w drogę. Wspólnie też walczyliśmy z wrogiem od rada dziejów, czyli Bloodsami z Jefferson. Przez blisko sześć miesięcy rodziny żyły w neutralnych stosunkach, nawet mi się zdarzyło kilkakrotnie kupić nie co towaru od nich.

Był to wieczór, siedzieliśmy wszyscy na osiedlu. Big J' wcześniej wyjechał, pojechał załatwić pewne sprawy ze swoimi współpracownikami. Nagle, gdy toczyliśmy rozmowę do Lazy'ego zadzwonił telefon, był to Gruby. Powiedział, żebyśmy się wszyscy, dosłownie wszyscy co są na osiedlu zapakowali w gabloty i szybko przyjechali na C-wood bo jest pewien problem, ktoś się sapał do Grubego. Tak więc zrobiliśmy to jak najszybciej, cztery samochody wypakowane czarnuchami ruszyły. Na miejscu zastaliśmy Grubego w aucie, przy nim trzech przypakowanych czarnuchów z Seville, nie znałem ich ksywek. Reszta ich ekipy była przy murze, wrzucali na ściany jakieś wrzuty. Gruby w naszym kierunku pokazał znak, żeby ich sprzątnąć. Tak więc wszyscy wyszliśmy i zaczęła się wojna na pięści. Zwyciężyliśmy, udowadniając swą potęgę jak i poniżając samą Seville. Trzy dni później przyszli do nas, był z nimi Ghasty, który akurat przy tej całej sytuacji sprzed trzech dni nie był. Jego czarnuchy mu powiedziały, co się stało. Rozpoczęły się rozmowa, trwało to wszystko niecałą godzinę. Doszliśmy do porozumienia i jeszcze nie wybuchła wojna, lecz każdy zarówno z osiemdziesiątej piątej, jak i sześćdziesiąta. I tak też się to stało, kilka dni później nasza gablota rozstrzelała na C-wood ich czarnucha. Następnego dnia znowu do nas przyszli, ale nie pogadać, tylko po prostu wpadli na mordobicie. Wygraliśmy. Siła, jaką dysponuje Lazy' ich zmiażdżyła. Następnego dnia, by jeszcze bardziej ich dobić wszyscy się zebraliśmy, było nas w sumie z dwudziestu pięciu. Tak więc się zebraliśmy, wzięliśmy kilkanaście torb z puchami i ruszyliśmy w stronę Seville. Wziąłem swojego gnata, bo to mogło być różnie. Nie tylko ja tak zrobiłem, większość czarnuchów tak zrobiła. Zahaczyliśmy o kilka punktów i wrzuciliśmy wrzuty na ścianę, ośmieszające ich rodzinę. Będąc w kanałach, kończąc robotę z puchami zauważyliśmy za sobą niebieskiego Sultana, w którym byli czarnuchy z Shitville. Wychylili się i zaczęli do nas pruć ze swoich gnatów. Co zrobiliśmy? Ci, co nie mieli jak się bronić zaczęli zwiewać, by nie dać się rozstrzelać, lub się gdzieś dyskretnie schowali. Ja, bez zbędnego pierdolenia wyjąłem swoją broń, odbezpieczyłem ją i zacząłem pruć do tych kutafonów. Odjechali, my też musieliśmy się zbierać bo było powoli słychać dźwięk nasilającej się syreny policyjnej. Ucierpiał od nas tylko jeden czarnuch, został postrzelony kilkukrotnie w bark.

Następnego dnia, parkując swoim białym Premierem obok mojej chawiry, zauważyłem że drzwi są wyważone. Kurwa, ktoś właśnie opierdala moją chatę. Wyjąłem gnata z gaci, zacząłem zmierzać w stronę drzwi. Otworzyłem je tak, by złodziej mnie nie usłyszał. Zauważyłem go w moim pokoju, szukał czegoś po szafkach. Wbiegłem do niego i strzeliłem typowi w nogę, dwa razy. Od razu padł, chwytając się za nogę. Podbiegłem do niego, zdjąłem z jego mordy kominiarkę bo taką posiadał. Był to jakiś mały skurwiel z Shitville. Jak miał czelność włamywać się do mojej chaty, zacząłem go wypytywać o wszystko, w szczegółach. Zabrałem mu wszystko co ma jakąś wartość i kazałem spierdalać. Powiedziałem mu też, że jak go jeszcze raz zobaczę, że próbuje mnie okraść to go zwyczajnie zlikwiduję.

 

Przypał

 

Późny wieczór, dokończyłem jarać mojego gibona i tym samym zawołałem jednego czarnucha z naszego osiedla, jest tu dosyć długo więc postanowiłem sprawdzić, jak czarnuch się reprezentuje na akcjach. Przypomnę, mam już CRI na karku, jestem Crip Bangerem. Jeden z nielicznych takich czarnuchów na osiedlu. Do głównych moich zadań należało właśnie jedno z tych, które za jakiś czas zrobię z tym pierdolonym czarnuchem. Tak więc usiedliśmy do mojego auta, spytał mnie gdzie jedziemy, a ja mu na to, że dowie się tego na miejscu. Po drodze zajechaliśmy do Cluccin'a, zamówiłem sobie żarcie. Przy okazji, stojąc za jakimś cieciem zadzwoniłem do mojego informatora, JB'. Upewniłem się, czy wszystko jest na swoim miejscu i czy to będzie bezpieczna akcja. Powiedział mi, że wszystko odbędzie się bez najmniejszych kłopotów. Tak więc przystałem do jego słów, w końcu pracujemy ze sobą od trzech lat i czarnuch ani razu mnie nie wystawił na akcję, która niesie za sobą dużo przypału. Zjadłem wszystko podczas jazdy. Zatrzymaliśmy się niedaleko domu, który czarnuch miał splądrować. Tam mu wszystko wyjaśniłem:

*zjeżdża na pobocze, gasi silnik pojazdu i światła, poprawiając jeszcze lusterko rozglądnął się po tyłach* Dobra, wydaje się być wszystko w porządku. *odparł* Jesteś tutaj ze mną, ponieważ mam dla Ciebie zadanie i tym samym test. Twoim zadaniem. *wskazuje palcem znajdujący się nieopodal ich pewien dom* Jest obskoczyć tą chawirę, masz znaleźć wszystko co kosztowne i to ze sobą zabrać. Lecz nie bierz nic dużego, żadnych pierdolonych telewizorów czy coś ten deseń. W grę wchodzi głównie biżuteria i ewentualnie znalezione jakieś oszczędności. Jarzysz o co mi chodzi? Dobra… *odparł* W bagażniku znajdziesz łom, za pomocą którego włamiesz się do tego domu. Znajdziesz również kominiarkę, którą na siebie założysz oraz torbę, w którą upchasz wszystko co powiniesz z tej chawiry, kminisz? A i jeszcze jedno. *spogląda na swój zegarek* Masz na to wszystko… pierdolone piętnaście minut, ta… piętnaście minut.

 

Spoiler

 

 


Po wyjaśnieniu mu tych wszystkich kwestii czarnuch wykonał to co mu kazałem, udał się pod dom i się do niego włamał. Nie widziałem żadnej przeszkody, która by spierdoliła całą tą akcje. Siedzę już w aucie pięć minut, nagle niespodziewanie zza rogu wyjeżdża radiowóz. Kurwa, zatrzymali się koło mnie. Podszedł do mnie struś gończy, pytając co tutaj robię. Odpowiedziałem mu, że jadę z Las Ventruas, zjechałem do tej wsi i zatrzymałem się właśnie w tym oto miejscu, by wykonać telefon. Drugi natomiast dostrzegł wyłamane drzwi. Nie uwierzyli w moje słowa, tamten poszedł sprawdzić, co się dzieje w domu. Natomiast ten przy mnie zażądał ode mnie dokumentów, które mu dałem. Sprawdził w kartotece mnie. Kazał wyjść z wozu, przetrzepał mnie. Czarnuch zajmujący się robotą doskonale się ukrył, albo uciekł tylnimy drzwiami. Drugi funkcjonariusz wrócił do nas, zaczął sprawdzać moją gablotę. Pierwszy skończył mnie przeszukiwać, stałem przy nim i przyglądałem się uważnie na czynności, które wykonuje ten w mojej gablocie. Byle by nie znalazł tego, o czym myślę. Po dwudziestominutowym przeglądzie auta znalazł mojego orła. Damn, w dodatku znalazł kilka gram kokainy. Gdy już mieli mnie aresztować, wyrwałem się i zacząłem uciekać. Nie oglądałem się za siebie, zacząłem biec ile sił w moich nogach. Przeskakiwałem przez skrzynki, skakałem. Po pięciu minutach zgubiłem ich. Przeczekałem pół godziny w krzakach, po tym czasie zadzwoniłem do Grubego. Po kilkuminutowej rozmowie rozłączyłem się. Miał przyjechać po mnie. Zjawił się po dziesięciu minutach, szybko załadowałem się w gablotę i rura w bezpieczne miejsce. Policjanci kręcili się w pobliżu mnie, rozpoczęli za nami pościg. Udało nam się uciec, Gruby odwiózł mnie do pewnego miejsca, gdzie zwykle się ukrywają poszukiwani przez policje czarnuchy z osiedla. Powiedział, bym się nie wychylał stąd przez dwa tygodnie. Tak też zrobiłem. Miałem tam telewizor i wygodne łóżko, codziennie miałem dostarczane jedzenie. Od czasu do czasu i też przyprowadzili dla mnie maniure. Raz też przyjechał do mnie Gruby i powiedział, że młody zdołał uciec i wrócić na osiedle. Czas spędzany w dziupli dłużył się, nie mogłem go zabijać, robiąc to co zwykle robię.

Spoiler

Gdy sprawa nie co ucichła, powróciłem do codziennych czynności. Nie przestałem jednak uważać na siebie, zważałem na każdy zrobiony krok. Byłem poszukiwany.
Jednak… pewnego dnia poczułem się za pewnie i wpadłem, złapali mnie. Zostałem aresztowany, czekałem na rozprawę. Kilkakrotnie przesłuchiwano mnie, pytali o wszystko. Gruby wydał dużooo, na jednego z najlepszych adwokatów w Stanie. W końcu nie jestem zwykłym czarnuchem, pionkiem, mięsem armatnim na tym osiedlu, liczę się na tym osiedlu, dlatego Gruby postanowił mi pomóc, byłem jego zaufaną osobą. Dostałem dwa lata, lecz teraz nie wylądowałem w San Quentin, jak wcześniej.

Spoiler

 



   Powrót

Odsiedziałem wyrok, poznałem nowe twarze w więzieniu. Mój powrót wyglądał tak jak inne powroty kryminalistów, nie był jakiś wyjątkowy. Następnego dnia, budząc się i ogarniając poranne sprawy wyszedłem z domu, wsiadając do samochodu ruszyłem, zacząłem jeździć po South Central. Nagle, bujając się w mojej gablocie na chodniku ujrzałem dwie piękne czarnulki, jak to możliwe, że wcześniej nie znałem takich szprych? Tak więc zwolniłem:

*będąc co raz bliżej kobiet zaczął kręcić pokrętłem, dopóki okno nie zostało całkiem otwarte, gdy już tak zrobił powiedział* Holly shit, girllls! *zagwizdał* Nigdy jeszcze moje oczy nie ujrzały takich piękności, naprawdę! *lekki podśmiech* Chcecie się może wybrać ze mną do Vegas? *skina na nie, szczerząc swoje zębiska*

I takim sposobem sprawiłem, że wsiadły do mnie do samochodu i ruszyliśmy w stronę Vegas. Gdy już tam dojechaliśmy, zaczęliśmy ostrą zabawę, grę w kasynach i ostre imprezowanie. Trwało to jakieś cztery dni, dzień w dzień jakaś impreza. Ostatniego dnia, budzę się kompletnie nie świadomy co robiłem wcześniej. Jedna leży po mojej prawej, druga po lewej. Po chwili również się zbudziły, zaczęły mnie całować i macać. Czułem, że mój fred nie podoła zadaniu. Dlaczego? Pewnie już je z trzy razy wczoraj wydymałem, dlatego fred odmawia rozkoszy teraz. Ale jebać, jeszcze nie raz będę miał okazje, by je przelecieć. Mówiłem sam do siebie. Tak więc ogarnęliśmy się i wróciliśmy z powrotem do Los Santos. Sprawdziłem mój stan konta. Dowiedziałem się, że przez te dni wydałem $35,000. Nie byłem na siebie zły, wręcz przeciwnie. Dlaczego? Bo podczas tych kilku dni odbyły się jedne z najlepszych w moim życiu imprezy. Pewnie sobie myślicie, skąd mam tyle pieniędzy i czemu nie żałuje ich wydania w tak krótki czas? Odpowiedź jest prosta, przez ten czas, jaki znajduję się na osiedlu zdążyłem się już wybić, tym samym nie zgarniając tylko szacunek, lecz to co raz więcej pieniędzy i wpływów. Miałem dużą sieć dilerów, działali oni na całym East Side. Co prawda, oni podlegali mi, a ja Grubemu, ale nie narzekałem bo moja działka nie była zła.

Spoiler

 

 

 

=====================================

 

https://www.youtube.com/watch?v=QwtLkFGqPyo

By Waxy

=====================================

 

https://www.youtube.com/watch?v=Ibj7quz2r98

By Gekon

=====================================

 

https://www.youtube.com/watch?v=GoS0mxjOIrw

By Gekon

=====================================

 

https://www.youtube.com/watch?v=CjKQZGx9L8o

By Gekon

=====================================

 

https://www.youtube.com/watch?v=esVUpoVVAKQ

By Gekon

=====================================

 

https://www.youtube.com/watch?v=gQG2wpmhg7g

By Gekon

======================================


Użytkownik Cenarius edytował ten post 02/07/2016 - 00:27

  • Do góry
    • 45

#2 Trusii — 588 20/01/2016 - 22:09

Trusii
  • Gracz

Bardzo fajne, przeczytałem w całości, ciekawa historia postaci. :)


  • Do góry
    • 1

#3 VERSACE_WLAM — 15 20/01/2016 - 22:14

VERSACE_WLAM
  • Gracz

fajne, fajne! ;)


  • Do góry
    • 2

#4 Reksioo — 149 20/01/2016 - 22:15

Reksioo
  • Gracz

*
Popularny

Ciekawo napisane, git "produkszyn" leci plusik :)


  • Do góry
    • 5

#5 Don Cenarius — 1314 20/01/2016 - 22:27

Don Cenarius
  • Gracz

Bardzo fajne, przeczytałem w całości, ciekawa historia postaci. :)

 

fajne, fajne! ;)

 

Ciekawo napisane, git "produkszyn" leci plusik :)

Dzięki za miłe słowa.


  • Do góry
    • 1

#6 KSIĄŻE THUGINI — 2958 20/01/2016 - 22:33

KSIĄŻE THUGINI
  • Gracz

fajnie poczytać takie rzeczy o swojej postaci, najs ;)


  • Do góry
    • 2

#7 aka EaZy — 152 20/01/2016 - 22:36

aka EaZy
  • Gracz
No no fajne
  • Do góry
    • 1

#8 Don Cenarius — 1314 20/01/2016 - 22:58

Don Cenarius
  • Gracz

fajnie poczytać takie rzeczy o swojej postaci, najs ;)

Sama prawda, blondyna.

 

No no fajne

Dzięki.


  • Do góry
    • 1

#9 Corsini — 812 21/01/2016 - 00:40

Corsini
  • Gracz

dobra robota, przyjemnie się czyta!


  • Do góry
    • 1

#10 Cukroholik — 339 21/01/2016 - 00:41

Cukroholik
  • Gracz
Wporzasiu !
  • Do góry
    • 1

#11 Chmurka — 2940 21/01/2016 - 08:29

Chmurka
  • Gracz
Hehe :>
Ładnie tu :>
  • Do góry
    • 1

#12 Don Cenarius — 1314 21/01/2016 - 09:54

Don Cenarius
  • Gracz

Wporzasiu !

Dzięki Łukasz, Zezol się na pewno zjawi- zapomniałem coś o nim napisać. Postaram się niedługo dodać.

 

Hehe :>
Ładnie tu :>

No wiem hehe :D 


  • Do góry
    • 0

#13 Katalończix — 517 21/01/2016 - 10:45

Katalończix
  • Gracz

Fajne, fajne.


  • Do góry
    • 1

#14 xSzymek — 621 21/01/2016 - 10:51

xSzymek
  • Gracz
Fajne, podoba mi się czekam na dalszą część ;)
  • Do góry
    • 1

#15 Acrez — 329 21/01/2016 - 11:02

Acrez
  • Gracz
Git - ciekawa lektura, plusik :)
  • Do góry
    • 1

#16 Cukroholik — 339 21/01/2016 - 13:57

Cukroholik
  • Gracz

Dzięki Łukasz, Zezol się na pewno zjawi- zapomniałem coś o nim napisać. Postaram się niedługo dodać.
 

No wiem hehe :D


Jak mogles o zezolu zapomniec to jest nie pojetne xD
  • Do góry
    • 0

#17 Don Cenarius — 1314 21/01/2016 - 15:06

Don Cenarius
  • Gracz

Jak mogles o zezolu zapomniec to jest nie pojetne xD

Już jest. ^^


  • Do góry
    • 0

#18 Kijan3czkA — 369 29/01/2016 - 03:30

Kijan3czkA
  • Gracz
Najlepszy fragment z Zezolem i Lazy'm a historia o Zezolu mnnie rozwaliła po prostu xddd
Fajnie się czyta, płynnie napisane. :)
  • Do góry
    • 2

#19 Dr Gumiś — 1218 29/01/2016 - 16:50

Dr Gumiś
  • Gracz

Bardzo fajne, ale nie ma czegoś jeszcze z Pac'iem... napiszę o tym w mojej biografii, którą już za jakiś czas zacznę pisać.


  • Do góry
    • 2

#20 Don Cenarius — 1314 29/01/2016 - 17:16

Don Cenarius
  • Gracz

Bardzo fajne, ale nie ma czegoś jeszcze z Pac'iem... napiszę o tym w mojej biografii, którą już za jakiś czas zacznę pisać.

Wolna chwila będzie to i większa dopiska o Pacu będzie. ;)


  • Do góry
    • 0

#21 Don Cenarius — 1314 20/02/2016 - 19:22

Don Cenarius
  • Gracz

Dodano nowy wątek, jak i urozmaicono rozdział "Pięć lat w stanowym więzieniu". Zapraszam wszystkich do oceniania i komentowania! ;)

https://www.youtube.com/watch?v=vICMDtiHbFI


Użytkownik Cenarius edytował ten post 20/02/2016 - 19:26

  • Do góry
    • 1

#22 Marcyk Nadal GRA — 578 20/02/2016 - 19:27

Marcyk Nadal GRA
  • Gracz

No no no NIeźle :P


  • Do góry
    • 0

#23 Kilo — 196 21/03/2016 - 16:55

Kilo
  • Gracz

elegancko morduchno.


  • Do góry
    • 2

#24 Don Cenarius — 1314 21/03/2016 - 16:57

Don Cenarius
  • Gracz

elegancko morduchno.

Nie raz wonsa spalimy, nie raz!


  • Do góry
    • 0

#25 Kilo — 196 21/03/2016 - 17:00

Kilo
  • Gracz

*
Popularny

Skręć se jebnij machaa. 


  • Do góry
    • 3

#26 Don Cenarius — 1314 21/03/2016 - 17:02

Don Cenarius
  • Gracz

Skręć se jebnij machaa. 

Pal pal pal.


  • Do góry
    • 0

#27 DON GRUCHA — 691 21/03/2016 - 17:15

DON GRUCHA
  • Gracz
Postarałeś się, plus ide mnie - biografia sztos ziomek.
  • Do góry
    • 1

#28 Don Cenarius — 1314 21/03/2016 - 21:20

Don Cenarius
  • Gracz

Postarałeś się, plus ide mnie - biografia sztos ziomek.

Dzięki. Który rozdział twoim zdaniem najbardziej "wymiata"? A tak ogólnie to możecie się czegoś nowego spodziewać na weekend. ;)


  • Do góry
    • 0

#29 DON GRUCHA — 691 21/03/2016 - 21:35

DON GRUCHA
  • Gracz

Dzięki. Który rozdział twoim zdaniem najbardziej "wymiata"? A tak ogólnie to możecie się czegoś nowego spodziewać na weekend. ;)


Okres nastoletni i pierwsze kroki na 85'st - to wymiata, to właśnie był czas kiedy miałeś się czymś wykazać żeby zdobyć brąza. :D
  • Do góry
    • 0

#30 Don Cenarius — 1314 25/03/2016 - 16:58

Don Cenarius
  • Gracz

Aktualizacja. :)

Spoiler

  • Do góry
    • 0

#31 KSIĄŻE THUGINI — 2958 06/04/2016 - 14:58

KSIĄŻE THUGINI
  • Gracz

giciorek


  • Do góry
    • 2

#32 Don Cenarius — 1314 06/04/2016 - 15:00

Don Cenarius
  • Gracz

giciorek

Wiadomo, zbieram na magiczną substancję by odtworzyć Kymaniego na nowo.


  • Do góry
    • 0

#33 Chmurka — 2940 06/04/2016 - 16:59

Chmurka
  • Gracz

:-/


  • Do góry
    • 1

#34 Don Cenarius — 1314 06/04/2016 - 17:00

Don Cenarius
  • Gracz

:-/

Nad czym pani rozmyśla?


  • Do góry
    • 0

#35 Chmurka — 2940 06/04/2016 - 17:03

Chmurka
  • Gracz

Nad czym pani rozmyśla?

Co napisać... Ładnie tu masz. :)


  • Do góry
    • 1

#36 Don Cenarius — 1314 06/04/2016 - 17:09

Don Cenarius
  • Gracz

Co napisać... Ładnie tu masz. :)

Miło słyszeć.

Wydaje mi się, że laski mogą być lepszymi beatboxerami bo częściej otwierają buzię.


  • Do góry
    • 2

#37 Chmurka — 2940 06/04/2016 - 17:10

Chmurka
  • Gracz

Miło słyszeć.

Wydaje mi się, że laski mogą być lepszymi beatboxerami bo częściej otwierają buzię.

Ty i Twoje przemyślenia...  :lol:


  • Do góry
    • 1

#38 Don Cenarius — 1314 06/04/2016 - 17:23

Don Cenarius
  • Gracz

Ty i Twoje przemyślenia...  :lol:

Jak tam się gra w Federalnym Biurze Śledczym?


  • Do góry
    • 0

#39 Chmurka — 2940 06/04/2016 - 17:25

Chmurka
  • Gracz

Jak tam się gra w Federalnym Biurze Śledczym?

Powiem Ci, że super. Dawno mi się nigdzie tak dobrze nie grało jak właśnie w FBI. ;)


  • Do góry
    • 1

#40 Don Cenarius — 1314 06/04/2016 - 17:28

Don Cenarius
  • Gracz

Powiem Ci, że super. Dawno mi się nigdzie tak dobrze nie grało jak właśnie w FBI. ;)

Kiedyś może coś spróbuje... Kto wie, ale na pewno nie teraz. Nawet jakbym teraz chciał to i tak nie mam szans bo odpowiednio postaci wyrobionej nie mam. ;)


  • Do góry
    • 0


Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych