
Leslie Rafferty
Tę biografię dedykuję..
Mojej mamie, za to, że zawsze była, kiedy tego potrzebowałam;
Cornelie, za to, że dzięki Tobie mój świat znowu rozpromieniał;
Williamowi, za to, że dzięki Tobie znów poczułam, że można kochać;
Przyjaciołom, kolegom i współpracownikom za to, że dzięki Wam nauczyłam się żyć na nowo.
18 Marca 1987 roku
To był pochmurny dzień, ulice opustoszałe, a w szpitalu w Chartes we Francji słychać było tylko głośne wycie dzieciaka - tak, to ja uprzykrzałam życie wszystkim wokół. Z opowiadań mamy wiem, że wtedy do naszego małego miasteczka zjechała się cała rodzina z Francji, żeby pogratulować moim rodzicom pierwszego (i jak się okazało ostatniego) potomka. Moje dzieciństwo było szczęśliwie, rodzice starali się jak mogli; matka dorabiała w starej księgarni, a ojciec imał się różnych robótek na boku.

Początek 2015 roku
Nowe miasto, nowe możliwości - Los Santos, miasto aniołów. Zatrzymałam się u starej znajomej, Nancy. I to od niej się wszystko zaczęło - poznałam wielu nowych ludzi, dostałam pracę. Udało Ci się, Les - pomyślałam. Znowu, znowu się udało.
Myślałam, że po śmierci ojca nic się nie uda, że życie nie ma sensu - załamałam się, nie dawałam rady, to mnie przerastało.
Lipiec 2015 roku
Pewnego dnia siedziałam w knajpce za miastem, zaczepił mnie jakiś facet, nazywał się Ramond; był krótko obcięty i dobrze ubrany, zaprosił mnie na drinka, zgodziłam się. Spędziliśmy miło dzień, wymieniliśmy numerami i w ten sposób zaczęliśmy się spotykać, zadurzyłam się w nim. Był inny niż wszyscy faceci - szarmancki, miły i otwarty. Zabierał mnie na molo, opowiadał zabawne historie.

Sierpień 2015 roku
Beztroska z Ramondem trwała, zamieszkaliśmy razem i cieszyliśmy się szczęściem. W telewizji i radiu trąbili, że Parker Ward znów otwiera nabór do swojej elitarnej akademii, wtedy Ramond zażartował - idź, nadajesz się. Wyśmiałam go i położyłam się spać.
Następnego dnia wpadł Camron, znany już funkcjonariusz tutejszego departamentu - zachęcał mnie do złożenia aplikacji, początkowo z niego podrwiłam, ale później sama zaczęłam się zastanawiać. W końcu zdecydowałam się - z bizneswoman w obrończynię świata, złożyłam papiery i dostałam się!
Akademia mijała, poznałam wspaniałych ludzi, ale tylko Ci wyjątkowi utkwili mi w pamięci - Roger Lagos, Phoenix Alonge, Mark Reese, Rachel Rea i sir Max Corrter, zaprzyjaźniliśmy się.
Ostatni dzień sierpnia się kończył, a Ramond nie wracał do domu, martwiłam się. Czekałam godzinę, dwie - w końcu poszłam na komisariat, za ladą siedział mój znajomy, więc szybko doszłam do tego, co się stało - Ramond miał wypadek, zginął na miejscu. Przeżyłam szok, nie wiedziałam, co robić. Historią wróciłam do śmierci mojego ojca, zamknęłam się w pokoju i płakałam.
Wrzesień 2015 roku
Po śmierci Ramonda próbowałam się podnieść, zaliczyłam wszystkie egzaminy Warda i zdałam akademię, to chyba jakiś cud - pomyślałam. Otrzymałam swój własny mundur, odznakę i przydzielono mnie do kontroli granicznej, byłam podekscytowana.
W końcu zakończyłam przeprawę przez kontrolę graniczną, dostałam awans na stopień drugi i przydzielono mi oficera treningowego, Maxa Corrtera, którego polubiłam już w czasie trwania akademii.
18 października 2015 roku
Kolejny dzień w biegu między domem, a komisariatem. Po powrocie do domu Nancy zastałam jakiegoś faceta - w pewnym momencie pomyślałam, że znowu sobie kogoś przygruchała, ale oprzytomniałam, kiedy przypomniałam sobie, że jest z Rogerem, właścicielem znanego radia. Jak się później okazało - znów się myliłam. William nie był idealnym kandydatem na faceta, ale polubiłam go, co było rzadkością, jeśli chodzi o facetów. Z chęcią odpowiadałam na zaproszenia, które mi wysyłał. Jedynym problemem było to, że za późno dowiedziałam się, że on i Nancy są razem, a on sam spotykał się ze mną tylko dlatego, aby pogadać o Nancy i wysłuchać rad dobrej przyjaciółki. Urwałam z nim jakiekolwiek kontakty.

31 października 2015 roku
Miałam właśnie kończyć służbę, jednak w ostatniej chwili zaczepił mnie tajemniczy mężczyzna. Był ubrany dość schludnie, w dłoni trzymał butelkę taniego alkoholu - zataczał się. Poprosiłam aby schował butelkę i odszedł, jednak ten nie dawał za wygraną. Wysiadłam z radiowozu i podeszłam do niego, a wtedy ten zbił butelkę i zwinnym krokiem obszedł mnie, przystawiając ją do szyi - w jednym momencie poczułam, że popełniłam błąd. Nie wiedziałam czy to kwestia małego doświadczenia, czy nieuwagi.
Zabrał moją broń i kazał wsiąść za kierownicę radiowozu, bałam się jak nigdy, więc zrobiłam wszystko, czego żądał.
Zatrzymaliśmy się pod komisariatem, wtedy wyrwał mi radio, zaczął krzyczeć - pierwsi na miejscu pojawili się detektywi, zaraz później komendant King. Dowiedziałam się, że napastnik nazywa się Mickey. Mickey Sherman, były radny miasta, zwolniony za pijaństwo i niewypełnianie zobowiązań. Kazał mi wyjechać za miasto, zatrzymaliśmy się na starej farmie, gdzie zaczęły się negocjacje.
Mickey nie chciał współpracować. Wiedział, że farma jest zabezpieczona przez jednostkę specjalną. To koniec - pomyślałam, a jednocześnie wyszeptałam mu na ucho, kiedy ten negocjował z sierżantem Carterem.
Wyszliśmy z samochodu i usłyszałam krzyk Cartera, wtedy upadłam na ziemię, przysłoniłam głowę i zanim zemdlałam słyszałam tylko serię strzałów. Odzyskałam przytomność niesiona przez Cartera do radiowozu, wtedy było już po wszystkim - Mickey zginął na miejscu. W tym krótkim rozdziale mojego życia chciałam podziękować Rayan'owi Carterowi. Dzięki Tobie jestem tu jeszcze z Wami.
Wieczorem do moich drzwi zapukał William - zdziwiłam się. Był ostatnią osobą, której mogłabym się wtedy spodziewać. Nie widzieliśmy się od czasu, kiedy stwierdziłam, że nie warto brnąć w tą znajomość. Przyszedł powiedzieć, że Nancy to zamknięty rozdział. Nie wiedziałam, co robić. Zaprosiłam go do środka, wypiliśmy herbatę, pogadaliśmy i wtedy wszystko się zaczęło - zaczął przychodzić coraz częściej, a ja.. jak to ja, akceptowałam to. Lubiłam go, zakochałam się pierwszy raz od dawna - to uczucie znów wróciło, a ja nie chciałam tego kończyć.
Początek listopada 2015 roku
Pięłam się po szczeblach kariery zawodowej, wzięłam przydział radiowozu z Camronem. Dzięki niemu służba nigdy nie była nudna, w sumie to zawsze się coś działo.
Dostałam propozycję szkolenia nowego rekruta i zgodziłam się. Boudreaux to straszny amant podrywu, postawiłam mu jasne granice, których nie miał przekraczać, ale wyszło jak zawsze. W czasie służby skupiał się jedynie na mnie, to duży błąd, nie opanował podstawowych zasad.

11 listopada 2015 roku
Przegrałam prywatnie i zawodowo, Boudreaux wygrał. Zgodziłam się mówić mu na Ty, poza tym przekroczyłam jakąkolwiek etykę zawodową, zauroczyłam się w rekrucie.
Wieczorem napisał do mnie SMSa, zaprosił do siebie, zgodziłam się. Kiedy weszłam do jego mieszkania zdziwiłam się - okna były przysłonięte, światła wyłączone, na półkach paliły się świeczki, a w tyle było słychać cichą muzykę.
Zdjął ze mnie płaszcz i zaprosił do środka, zaproponował wino, odmówiłam. Posiedzieliśmy trochę i postanowiłam, że muszę to skończyć, zebrałam się i skierowałam w kierunku drzwi. Ten nie dał za wygraną, w pewnym momencie złapał mnie za dłoń, przysunął do siebie i pocałował, poniosło mnie, odwzajemniłam pocałunki i chwilę później wyszłam z płaczem.

12 listopada 2015 roku
Kolejny dzień jak co dzień, Dwayne nie był na swojej zmianie - zdziwiłam się i wieczorem pojechałam do niego, nie otworzył mi drzwi. Resztę dnia spędziłam z Camronem, utwierdzałam go w przekonaniu, że znajdzie swój skradziony samochód.
Wieczorem stwierdziłam, że praca w departamencie mnie męczy, nie chcę tak dłużej. Zdałam broń i zameldowałam End of Watch, to koniec mojej kariery w tym mieście.
Czy żałowałam? Może trochę, ale to nic w porównaniu z tym, że będę teraz miała masę czasu dla Williama.
13 listopada 2015 roku
Pierwszy dzień od dawna bez porannej służby, to niesamowite. Rano ubrałam się i wyskoczyłam na jakieś zakupy, William jeszcze słodko spał, nie chciałam go budzić. Kiedy wróciłam wyskoczył z łóżka, wtedy mu powiedziałam - to koniec z departamentem, nie powiem; był zaskoczony, ale jednocześnie szczęśliwy, nie lubił kiedy pracowałam.
Tego dnia postanowiłam, że będę kontynuowała sukces firmy Williama, zebrałam wszystkie potrzebne papiery i wysprzątałam lokal, a Ralph i Braxton zajęli się dobrą reklamą.
Wieczorem spotkałam spacerującego Dwayne'a, zaprosiłam go do samochodu i przejechaliśmy się przez miasto, pogadaliśmy. Byłam zaskoczona, gdy powiedział, że wyjeżdża; nie chciałam tego. Powiedział, że tylko jedno może go powstrzymać - ja, wtedy znów coś nas do siebie zbliżyło, zaczęliśmy się całować, ale czar szybko prysnął. Odwiozłam go do domu i ostatni raz prosiłam, żeby został - dla mnie.

14 listopada 2015 roku
To był najgorszy dzień w moim życiu. W pewnym momencie pomyślałam, że nagle wszystko upadło - praca, rodzina, przyjaciele.
Obudziłam się rano, usiadłam przed telewizorem i doznałam szoku - Dwayne nie żyje, popełnił samobójstwo, ale jak to? Przecież jeszcze wczoraj go widziałam, dotykałam, był przy mnie.
William zabrał mnie tego dnia za miasto, miło spędziliśmy czas i wieczorem wróciliśmy do domu; wtedy nie wytrzymałam, on wyszedł, a ja usiadłam z butelką szkockiej przy wannie - szlochałam, obwiniając się za jego śmierć. Złapałam za jakieś tabletki, połknęłam kilka, no może kilkanaście; wszystko zapiłam szkocką.
Obudziłam się następnego dnia w szpitalu, był przy mnie William - zdezorientowany i zasmucony, nie tak wyobrażał sobie naszą przyszłość. Nie myślałam wtedy o nim, zachowałam się jak idiotka, popełniłam błąd.
Końcówka listopada 2015 roku
Czas się ogarnąć, znowu.. - pomyślałam. William zaproponował kupno niedrogiego mieszkania z widokiem na panoramę miasta, zgodziłam się. W końcu dlaczego miałabym się nie zgodzić? Mieszkaliśmy u starego znajomego z departamentu, Prince'a, swoją drogą podziwiam Cię, że tyle z nami wytrzymałeś.
Po kilku dniach od zakupu mieszkania przenieśliśmy tam wszystkie swoje rzeczy, a ja zaczęłam rozmyślać nad tym, co w nim zmienić. Czasem wpadałam w nostalgię, myśląc o tym, co było kiedyś - zaczęłam żałować, że odeszłam z departamentu tak wcześnie. William postanowił - wraca na stare śmierci, biuro federalne go potrzebuje. Cholera, co ja będę robiła sama całe dnie?

16 grudnia 2015 roku
Ostatnie tygodnie przeleciały dziwnie szybko, zdążyłam udekorować mieszkanko i wpaść na genialny pomysł - wracam do departamentu, tak! William w tym czasie przeszedł testy do FBI i równie szybko zrezygnował z pracy tam. Złożyłam aplikację w sekretariacie akademii i wtedy William powiedział, że zrobił to samo - chce być blisko mnie. Czuję, że był w tym podtekst pilnowania mnie, jakkolwiek to brzmi. Nadszedł dzień przyjęcia, poczułam się jak kiedyś, gdy po raz pierwszy wstępowałam w mury akademii, a Ramond odwiedzał mnie tam każdego dnia.
22 grudnia 2015 roku
Zdaliśmy pozytywnie egzamin, byłam lepsza od niego - haha, brawo ja! Tego dnia mieliśmy przyjęcie w szeregi departamentu, na komisariacie przywitał nas Hans, dobry znajomy z dawnych czasów - swoją drogą dużo osiągnął, został zastępcą komendanta.
William wpadł na pomysł, abyśmy odwiedzili moją mamę - cholera, dawno jej nie widziałam. Uznałam, że to dobry pomysł i kazałam mu zabukować bilety na najbliższy lot.

Święta Bożego Narodzenia 2015
W Wigilijne popołudnie nasz samolot wylądował na lotnisku w Paryżu, przeszliśmy przez długą i męczącą odprawę. Kilka godzin później dojechaliśmy do mojego rodzinnego miasteczka, William zapukał do drzwi domu mojej matki. Ona sama pękała z dumy i zadowolenia - zarówno dlatego, że nas widzi i dlatego, że wreszcie znalazłam sobie poukładanego faceta. Polubiła go.
Wieczorem usiedliśmy razem do stołu, podzieliliśmy się opłatkiem i wręczyliśmy prezenty, a później powspominaliśmy stare czasy.
Tak właśnie minęły prawie całe święta... - no właśnie, prawie. William kolejnego dnia musiał wracać do Los Santos, nie pytajcie dlaczego.
31 grudnia 2015 roku
Siedziałam zmęczona na kanapie, wpadłam w wir lenistwa i wcale nie chciałam z niego wychodzić. Telefony nie milkły, a ja postanowiłam, że tym razem odpuszczę i zostanę w domu. Cały dzień przeleżałam w łożku z Williamem, oglądając tanią sensację lub dobrą komedię romantyczną. Wieczorem zjedliśmy dobrą kolację na wynos - nigdy nie lubiłam gotować.
O północy wypiliśmy szampana przyglądając się fajerwerkom, dzięki którym niebo rozkwitało na nowo.

Nowy rok, nowe wyzwania.
Wstałam wcześnie rano i poszłam pobiegać, nie wyspałam się, więc chociaż tak chciałam pobudzić mój rozleniwiony organizm do ruchu. Do domu wróciłam z Williamem, usiedliśmy na sofie, pogadaliśmy i na krótką chwilę przysnęliśmy. Kiedy się obudziliśmy nadszedł czas naszej zmiany, ruszyliśmy na komisariat. Po kilku interwencjach William zaproponował wypad na kawę za miasto, pojechaliśmy tam służbowym samochodem, zatrzymaliśmy się na jednej z gór w San Fierro. William wysiadł z samochodu i stanął przy drzwiach z mojej strony, wtedy poprosił, abym otworzyła schowek. Czułam, że znowu coś kombinuje, zrobiłam to.
Byłam w szoku, w schowku był bukiet kwiatów i małe pudełeczko ze złotym napisem - wysiadłam, a wtedy on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Stanęliśmy przy punkcie widokowym, a wtedy on całkiem zestresowany uklęknął i spytał czy zostanę jego żoną. Byłam całkowicie zaskoczona, jednocześnie się cieszyłam i płakałam, nie wiedziałam co powiedzieć. Zgodziłam się.
Połowa stycznia za mną...
Początek jakoś tak niewinnie przeleciał za moimi oczyma, a ja wciąż myślałam jak pogodzić pracę z rodziną. Życie z Williamem nie należy do łatwych, oboje mamy cholernie trudne charaktery - haha, może to nas łączy, a nie dzieli.
Miałam się już kłaść, był późny wieczór, a William lubił się wcześniej położyć. Do naszych drzwi zapukała kobieta - dość niezdarna, nieśmiała i wypakowana bagażami. Tak, to ona! W ciągu kilku minut przewróciła moje życie do góry nogami - młoda, piękna o anielskich oczach, Cornelie Rafferty. Kto by się spodziewał?
Młoda, bo tak zaczęłam ją nazywać okazała się moją siostrą - długo nad tym myślałam, dywagowałam, polemizowałam - zwał jak zwał. Nie dochodziły do mnie myśli, że mama mogła zdradzić ojca, że Cornelie ma innego tatusia niż ja!
Nie miałam wyjścia, przyjęłam ją do siebie.
10 stycznia 2016 roku, czyli dzień zmian w życiu drugiej Rafferty.
Już wiem, że nieokiełznana Cornelie pójdzie w moje ślady - zastanawiam się tylko czy chce być moją młodszą kopią, czy własnym biegiem historii. To właśnie dzisiaj wstąpiła w szeregi akademii policyjnej, gdzie niegdyś Parker Ward głosił, że "nauka w las nie wiedzie, a z lasu wyprowadza".
Z czasem niestety; albo i stety okaże się, że uda jej się zaliczyć pozytywnie wszystkie egzaminy, a ja będę jej niańką w departamencie - nie, nie. Muszę temu zapobiec.
Styczeń minął niczym los na loterii..
Styczeń - miesiąc odkryć i zmian, tak go właśnie nazwałam. Na jego początku pojawiła się moja siostra, Cornelie, a na końcu? No właśnie, co pojawia się na końcu? W tym rzecz, że bałam się o tym otwarcie mówić, nie chwaliłam się przed koleżankami i kolegami z pracy.
Jestem w ciąży! Magiczny surprise na koniec pierwszego miesiąca nowego roku, cholera! Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę, masę rodzeństwa, ale nie miałam - przez prawie 30 lat żyłam z nieświadomością, że gdzieś tam na drugim końcu świata żyje moja młodsza siostra, a teraz? Teraz mieszkamy obok siebie, pracujemy razem.
Czy założę dużą rodzinę z Williamem? Nie wiem. Kocham go i wiem, że on czuje to samo, a dziecko będzie wisieńką na tym zachwianym już torcie. O ile mu wreszcie powiem, że jestem w ciąży i będziemy mieć małego bobasa, rzecz jasna.
Jestem ciekawa jak zareaguje...
Walentynki 2016
To był cholernie żmudny dzień... od rana do wieczora siedziałam w Dillimore i zastanawiałam się czy William zadzwoni, o dziwo zadzwonił późnym wieczorem. Miałam dla niego przygotowany prezent, złoty naszyjnik z naszym zdjęciem i nowy zegarek - liczyłam, że przestanie się spóźniać, zawiodłam się. Przyjechał po mnie, wróciliśmy do domu i wtedy zamarzłam niczym lodowiec na otwartym oceanie. To nie ma sensu - powiedział. Uznał, że nasz związek się sypie, a ja sama wpadłam w taki pracoholizm, że nie potrafiłam się z tego wybronić. Wiedziałam, że ma rację, że coś się zepsuło, ale nie chciałam burzyć tego, co zbudowaliśmy.
Kurwa, przecież jestem z nim w ciąży, urodzę mu zdrowe, nasze dzieciaki! Naprawiliśmy to, późnym wieczorem wyszliśmy do kina, wcześniej dał mi walentynkowy prezent, ale to już zostanie moją słodką tajemnicą.
*Jakiś czas później...
Wieczór, mieszkanie na Mullholland;
Cholera, to już! Przeszłam przez piekło, wpadłam w pracoholizm i olałam związek. Minęło kilka miesięcy, a ja wciąż myślałam tylko o sobie. Głupota doprowadziła mnie do zagrożenia ciąży i związku, a William i Cornelie nie ułatwiali; ich wzajemne spięcia były codziennością, nie mogłam tak żyć.
Był wieczór, mieliśmy się już kłaść, a do drzwi zapukał lokalny czarnuch - haha, nie obraź się, Maddox. Tak, to o Tobie mowa. Słynny dowódca tutejszej jednostki kryminalnej i szaleńczo w nim zakochana moja siostra, Cornelie.
Cześć, wyprowadzam się, nie mogę tak dalej mieszkać, żyć - to jej jedyne słowa, wzięła walizkę i zaczęła pakować swoje rzeczy. Weszłam za nią do łazienki i zaczęłyśmy rozmawiać; chłopcy wybrali idealny moment.
Oddychaj, słonko, oddychaj! - wykrzykiwała położna Pilecka w lokalnym szpitalu. Tak, dobrze myślicie - nadszedł kres mojego piekła, wody odeszły, a ja leżałam jak głupia przez kilkanaście godzin w szpitalu, o dziwo żyję i mogę to śmiało napisać - NIGDY WIĘCEJ. Kocham Was robaczki. Szczęśliwa mama.

"I nie opuszczę Cię aż do śmierci..."
20.00, urząd stanu cywilnego w Los Santos;
Wszystko tak szybko przeminęło. Jeszcze jakiś czas temu byłam sama, a teraz? Teraz mam szczęśliwą rodzinę - Williama, naszych chłopców, Cornelie i mamę, która nieźle mnie zaskoczyła, ale o tym później...
O tym dniu marzy każda kobieta, nie tylko ja. Mieć tego jedynego, stanąć przed sobą, świadkami i powiedzieć to, czego wszyscy chcą usłyszeć.
Była pogodna sobota, pośpiesznymi krokami zbliżała się godzina dwudziesta, a ja wciąż chodziłam w kółko i stresowałam się każdą mijającą sekundą.
Wybiła dwudziesta. Stanęliśmy na przeciw siebie, spojrzeliśmy sobie w oczy i równym rytmem przytaknęliśmy głową, byliśmy gotowi i razem tego chcieliśmy. Złożyliśmy przysięgę przed urzędnikiem państwowym, nałożyliśmy sobie obrączki i pocałowaliśmy się, wtedy nie myślałam o niczym innym. W sali rozbrzmiały gromkie brawa ze strony naszych kolegów z departamentu i zaproszonych gości.
Nowy-stary rozdział w moim życiu
Późny wieczór, LEGAL CLUB;
Upadłam moralnie, upadłam fizycznie, upadłam psychicznie. Dostałam w pysk i nie podniosłam się, nadstawiłam drugi policzek.
Moje życie runęło niczym domek z kart, a jego już nie było, zostałam sama; ja i chłopcy. Zadawałam sobie ciągle to samo pytanie: Co teraz, Les? A może dlaczego, Les? Szukałam wyjaśnienia na siłę, ale nie potrafiłam go znaleźć, wpadłam w zawiść i złość.
Kiedyś myślałam, że to związek na zawsze, darzący się miłością i zaufaniem, kurwa... jak zwykle byłam głupia i naiwna, a w jego łóżku leżała już inna z cyckami na wierzchu, ojj tak - spieprzyliśmy to.
Ósmy marca, dzień kobiet, jak się okazało dla mnie najgorszy dzień w życiu; wzięłam manatki i wyniosłam się razem z dzieciakami do mojej siostry, Kornelki.
Dni mijały, a ja jak głupia użalałam się nad sobą i wciąż zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Umówiłam się z Garrym, Garrym Laverem i skusiłam się na drinka, później drugiego, trzeciego i tak do rana. Obudziłam się na sofie w domu Kornelki, leżałam rozbita i rozmyślałam nad tym, co się wydarzyło dzień wcześniej. Jego już nie było, a ja miałam ochotę strzelić sobie w łeb.

(Mark Boettcher i Leslie.)
Mark Boettcher, czyli koszmar i pojednanie w jednym
Południe, obrzeża miasta;
Wstałam rano i spojrzałam w lustro, zobaczyłam twarz idiotki, która dała się podejść jak dziecko. Do drzwi zadzwonił dzwonek, owinęłam się szlafrokiem i otworzyłam je. To William, zdziwiłam się i zaprosiłam go do środka. Od naszego rozstania minęło już trochę, on się zabawił i ruszyło go sumienie. Zaczął przepraszać, lamentować i wspominać; pozostałam nieugięta, wyrzuciłam go za drzwi.
Godzinę później wyjechałam z posterunku, dostałam informację, że miasto odwiedził mój dawny znajomy, swoją drogą przystojny facet, choć ścigany od miesięcy międzynarodowym listem gończym.
Spotkałam się z nim, pogadaliśmy i stwierdziłam, że nie mogę tego dłużej ciągnąć, że czas coś z tym zrobić. Muszę Cię zatrzymać - powiedziałam i jednocześnie wyjęłam z kabury kajdanki, a wtedy on rzucił się na mnie, zdążyłam jedynie nadać krótki meldunek radiowy, część z Was pewnie słyszała moje rozpaczliwe wołanie o pomoc - officer need help, verona beach! i sygnał się urwał. Na miejscu pierwszy pojawił się Jonathan Roosevelt, kapitan tutejszej jednostki kryminalnej, zaraz za nim dwa inne radiowozy z moją siostrą Kornelką włącznie. Kazał mi wsiąść za kierownicę radiowozu, przyłożył do pleców broń. Wsiadłam i odjechaliśmy.
Nie miałem wyjścia, nie pójdę siedzieć! - wykrzyczał zdenerwowany facet i zaraz po tym kazał mi wyjechać za miasto, przekraczając granicę poczułam, że ktoś dzwoni na moją komórkę, włożyłam dłoń do kieszeni i zwinnie odebrałam telefon, a później moja dłoń wróciła na kierownicę, jak gdyby nigdy nic.
Proszę, nie rób mi krzywdy! - wykrzyczałam głośno, żeby rozmówca mógł usłyszeć, że coś jest nie tak. Zaczęłam mówić sama do siebie, że jadę do San Fierro, Boettcher nieźle się wkurzył, kazał mi zjechać do najbliższego magazynu i tam rozpoczęło się prawdziwe piekło.
Roosevelt rozpoczął negocjacje, Boettcher był nieugięty, zaciągnął mnie na tył starego magazynu, a wtedy upadłam. Usłyszałam strzały i krzyki, byłam w kompletnej rozsypce. Nie wiedziałam, co robić. On zginął, a ja trafiłam do szpitala. W drodze William ciągle powtarzał, że mnie kocha i prosił, żebym do niego wróciła, przynajmniej to wiem z opowiadań mojej siostry, Kornelki.
Wieczorem wyszłam ze szpitala i postanowiłam, że dam Williamowi drugą szansę. Jednego dnia przez jedyną sytuację całe moje życie przeleciało mi przed oczyma i dzięki temu nauczyłam się wybaczać, nawet zdradę.

Chwila słabości
Wieczór, mieszkanie na Mullholland;
Mijały sekundy, godziny, dni, tygodnie i miesiące, a ja wciąż stałam w miejscu - dwójka dzieci na karku i mąż-zdrajca, któremu wybaczyłam. Żyliśmy jako-tako dobrze, o dziwo!
Kolejny dzień za mną, wyszłam kompletnie padnięta z komisariatu i wsiadłam do samochodu, w pewnym momencie poczułam, że droga do domu to przejście przez ciernie do gwiazd. Pracoholizm doprowadzał mnie powoli do szału, wieczorami byłam tak zmęczona, że William nie widział żony, ale nie wtedy - cudem dojechałam pod dom, wzięłam manatki i weszłam do środka.
Nie wierzyłam własnym oczom - w łóżku leżał William z
Zdałam sobie sprawę, że historia w moim życiu zatacza koło - znów się wyprowadziłam, a on kolejny raz dostał w pysk; nie przejął się tym szczególnie, bo kolejnego dnia obściskiwał się z nią na patrolu.
Ciężko było połączyć pracoholizm z widywaniem męża-zdrajcy, ale nie miałam innego wyjścia.
Laver, Mason, Humphries, Stirlingshire, Hudson i inni..
Wieczór, kawalerka na Wells Street;
Z dnia na dzień coraz mniej myślałam o pracy, a wokół mnie krążyli Keyon, Garry, przewinął się Rakim i Brandon, a za rogiem stał Archie z kolejną nowiną ze świata futbolu.
Był wieczór, siedziałam w domu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Ubrałam się, złapałam za butelkę szkockiej i wsiadłam w samochód, po kilku minutach znalazłam się na cmentarzu; jakkolwiek dziwnie to brzmi. Usiadłam przy pomniku Dwayne'a, zaczęłam wspominać dawne czasy, a szkocka znacznie to ułatwiała.
Byłam już nieźle wstawiona, w pewnym momencie stanął nade mną wysoki, postawny czarnuch i zaczął mi się przyglądać, zagadywać. Nie zwróciłam na niego większej uwagi i popijałam dalej, a potem? Nie pamiętam, obudziłam się rano w objęciach mojej siostry, Kornelki, która jak zwykle niczego mi nie opowiedziała.

Zamknięty rozdział
Południe, plac przy urzędzie miasta;
Kolejny dzień przede mną, ponowna udręka przy pracy z ex-mężem i jego kochanką - nie, nie. Wychodziłam ze spotkania z urzędu miasta, dostałam telefon - to William, odebrałam.
Nie chciałam go słuchać, a mimo to nasza rozmowa chwilę potrwała; poprosił o spotkanie u nas w domu, głupia ja, zgodziłam się. Kilkanaście minut później byłam na miejscu, weszłam do środka i stanęłam przy drzwiach, spytałam otwarcie, czego chce, a on po raz kolejny prosił o cholerne wybaczenie. Nie bądź głupia, Les, nie bądź głupia.
Obiecywał, że zostawił Madison, że to koniec końców, a ja i chłopcy jesteśmy dla niego wszystkim - pozostałam nieugięta, rozbeczeliśmy się oboje jak dzieci, obściskiwaliśmy i całowaliśmy.
Mimo wszystko odmówiłam, nie potrafiłam mu tego wybaczyć, wtedy stało się coś okropnego - zamknął się w łazience i groził, że się zabije. Robiłam wszystko, starałam się jak mogłam, a on... on to tak po prostu kurwa spieprzył, w pewnym momencie usłyszałam kilka strzałów, wyważyłam drzwi, a William leżał na ziemi cały we krwi; zginął na miejscu. Upadłam i zaczęłam beczeć. Obudziłam się kilka dni później w szpitalu z pociętymi łapskami, nie pamiętałam kompletnie niczego z tego feralnego dnia. Z opowiadań znajomych wynika, że na miejscu pierwszy pojawił się Garry, Garry Laver i Ramon Figueroa, a później cała świta.

Historia zatacza koło
Poranek, kawalerka na Wells Street;
Minęły dwa tygodnie, a moje życie obróciło się o trzysta sześćdziesiąt stopni - William nie żyje, Richie organizuje jego pogrzeb, a ja spotykam się po kątach z tajemniczym mężczyzną z cmentarza - już teraz możecie wiedzieć, że był nim niejaki Dwayne, Dwayne Stirlingshire; spotkałam go przypadkiem w parku nieopodal obserwatorium i skusiłam się. Zaczęliśmy się spotykać. Dni mijały, a ja byłam nim coraz bardziej zauroczona, zaś mój salon pękał od ilości kwiatów, które do mnie znosił. Poczułam, że się nim bawię i nie chciałam tego - po śmierci Williama szukałam oparcia, w nim, w Garrym, w Keyonie i innych; mniejsza, pieprzyć to.
Wieczorem przyjechała do mnie Kornelka; pierwszy raz od dawna poczułam, że mogę z nią szczerze pogadać - to koniec, pomyślałam, a jednocześnie powiedziałam. Zabukowałyśmy bilety do Paryża, a o poranku byłyśmy już w samolocie.

Użytkownik Unlucky KXBA edytował ten post 08/05/2016 - 17:06

Temat jest zamknięty

