
**25.10.1984**
W Children's Hospital Los Santos, przychodzi na świat mały Jaron o godzinie 6:31, 2,9 oraz 48 cm. Dziecko z rodziców o imionach John i Naomi, po okołu kilku dniach, wypisują Jaron'a ze szpitala i wraca ze swoimi rodzicami do ich domu, który mieścił się na East Los Santos.
**12.05.1990**
Moja mama - Naomi? Miała kręcone włosy i była dosyć większą kobietą. Tyle ją pamiętam, to właśnie tego dnia zmarła. Co takie sześcioletnie dziecko, moze pamiętać? W sumie to na zawsze zostanie w moim sercu, ale jakoś tak dziwnie.
**25.10.1994**
Moje dziesiąte urodziny, pamiętam to jak wczoraj - wtedy pierwszy raz jadłem tort, o! A tak szczerze to z innego powodu, mój Ojciec zaprzyjaźnił się z taką panią, na początku mi się to nie podobało, lecz ona miała syna Oscar'a, był w moim wieku - całkiem wporzo czarnuch, dużo spędzaliśmy ze sobą czasu, wspólne jeżdżenie rowerami, a w sumie to on jeździł, bo ja nie umiałem, więc biegałem za nim. Haha, to musiało komicznie wyglądać.
**13.12.1994**
Oscar i Pani Denisse wprowadzili się do nas, Tato mówił, że teraz zostaną z nami na zawsze, bo oni się kochają. Nie za dużo z tego rozumiałem, lecz byłem szczęśliwy, mieszkałem z Oscarem w jednym pokoju! Bawiliśmy się całymi dniami. Oni ze sobą przyprowadzili jeszcze psa, był to jakiś kundel, nie zadbany, ale kochany przynajmniej.
**20.12.1994**
Ale mnie ten pajac denerwuje, przez ostatni tydzień biliśmy się codziennie, z różnorakich powodów, rodzice nas rozdzielali, a my dalej swoje. No nic musze wytrzymać z tym pajacem, bo mnie Ojciec z domu wyrzuci.
**01.10.1998**
Mój Ojciec, postanowił otworzyć własny warsztat samochodowy, dwie przecznice dalej. Hmm? W sumie nawet dobry pomysł, zawsze podobały mi się samochody, a najbardziej Fordy! A co z Oscarem? Oscar jest spoko, czasami małe sprzeczki, ale to jak bracia - czyli normalka.
**21.06.2003**
Tak! Przyszła odpowiedź z Collegu! Dostałem się na studia na wydziale prawa w University of California! To moje najskrytsze marzenie! U rodziny wszystko dobrze. Ojcu nawet wychodzi ten warsztat, rodzice się kochają, a Oscar wyjeżdza gdzieś na studia do Kanady.
**10.08.2003**
Pomajsterkowałem troche u taty w warsztacie i zarobiłem niezłą sumke, za dwa miesiące ruszam na College, planuje sobie dorabiać u niego i wynajmować mieszkanie w północnej części miasta.
**07.12.2003**
Zacząłem studia, jest okej póki co radze sobie, wynająłem mieszkanie i aktualnie sam mieszkam, nie jest to za duże mieszkanie, ale zawsze lepiej niż u rodziców. Poznałem dziewczyne, dziwnym trafem ma na imię Naomi - tak jak moja mama, jest w moim wieku i również studiuje ten sam kierunek, co ja. Myśle, że może być coś więcej. Oby, oby...
**10.01.2005**
Ale to mineło, już drugi rok studiów leci, wszystko ładnie pięknie, Ojciec otworzył drugi warsztat w północnej części miasta, przez co jestem tam Managerem, nie łatwo połączyć obie rzeczy, ale jakoś sobie radze. Jestem z Naomi i mieszkamy razem. Oscar dzwoni co jakiś czas, pogadać - brakuje mu tam bratniej duszy.
**20.06.2009**
Skończyłem studia z doktorem, jest okej, poza jedną sprawą, że zerwaliśmy z Naomi po sześciu latach, no nic trzeba żyć dalej. Aktualnie zajme się tym warsztatem, a potem? Pomyślimy, Oscar ukończył studia dwa lata temu - aktualnie mieszka gdzieś w Santos, pracuje w urzędzie miasta, czasami się widujemy, piwkujemy i takie różne. Dopadł mnie zły nałóg - zacząłem palić. Moja kondycja troche spada.
**25.06.2014**
Już wiem! Przeglądałem rano gazete i zobaczyłem ogłoszenie o naborze do Policji! Pójde w tym kierunku, musieliśmy zamknąć mój warsztat, nisza na rynek trafiła - za darmo nie będę pracować. No, to co czas wysłać podanie, już nie moge się doczekać końca rekrutacji.
**02.07.2014**
Tak! To dzisiaj, wsiadam w swoją fure i jade do Dillimore, widze dużo ludzi pod akademikiem, wszyscy coś obgadują, szybko wbiegam do środka, biegne pędem do tablicy ogłoszeń i zaczynam szukać. A, B, C - hmm? Gdzie moja nazwisko, troche mi mina zrzędła, może będe pod J! Szukam dalej nic. Kurde, no co jest - przejrzałem całą liste od góry do dołu, nie ma mnie. Kurde, i cały plan w pi*du.
**24.11.2014**
Dobra, drugie podejście - znowu wysyłam podanie, mam nadzieje że się uda. Aktualnie pracuje w urzędzie, Oscar mi jakąś fuche załatwił, póki co.
**07.12.2014**
To ten dzień, pół nocy nie spałem, jade do akademika. Znowu tłum, poznaje pare osób z miasta, lecz wbiegam do środku i odrazu do tablicy ogłoszeń. A,B,C, tak! Clark! Jestem! Uszczęśliwiony wybiegam z akademika i na schodach wpadam w Ricky'ego Kinga. Ups, ale wtopa - spoglądam na jego odznake, pagony, kurde - ale trafiłem, to jest jeden z wykładowców i prowadzi akademia z Hartem. Wypytuje o nazwisko i zapisuje sobie coś w notatniku. Może zapomni, wsiadam w fure i jade po Oscara, całą noc balujemy.
**08.12.2014**
Noc, impreza w jakimś klubie, pijemy z Oscarem, jest jakoś 1:30, dupeczki, alkohol, muzyka - koło 4:00 wychodzimy. Wdaje się w małą bójke z jakimś kolesiem pod klubem, podjeżdza Policja - myślę sobie, kurde ale przypał, zaraz mnie zgarną i nici z akademii. Z niedowierzaniem patrze, a z radiowozu wychodzi Rickey King, o matko boska, nogi mi się ugieły jak go zobaczyłem. Teraz to znowu będzie przypał. Spojrzał na mnie i powiedział: "Clark, masz 3 sekundy żeby Cie tu nie było" Ruszyłem ile sił w nogach, ale udało się. Nie skończyło się, aż tak źle.
**10.12.2014**
Dzisiaj jest przyjęcie kadetów. O godzinie dwunastej mamy być pod akademikiem, jestem jakoś półgodziny przed, kilkanaście osób już stoi. Podchodze i się witam, luźna gadka, kilku kolegów już poznałem. Lucas, Anthony, Lou, Christopher, Elliot i jakieś dwie kobiety były, reszty nie pamiętam z imion.
**16.12.2014**
Odbyliśmy wszystkie wykłady, sir Rickey, mnie rozpoznał - nie miałem lekko z nim, za to jego brat Kolby jest całkiem spoko, mniej ostry od niego, ale też umie przyjebać komuś. Kiedyś jakoś z rana poprosił mnie, żebym mu radiowóz pomógł naprawić, musieliśmy dojechać do Centrum, bo tam stał. A mieliśmy zakaz opuszczania Dillimore, wsiedliśmy do jego fury i pojechaliśmy, wszystko ogarneliśmy itp. Wróciliśmy do Dillimore, nagle wpadł w szał, kazał mi biegać wokół akademika, kazał mi biegać 10 kółek! Co za chory poj*b, gdy skończyłem - wyjaśnił mi powód, wziął mnie z zaskoczenia cwaniaczek!
**18.12.2014**
Egzaminy, egzaminy egzaminy, już jestem po pisemnych - zdałem, ustne też zdałem proste jak nic. Teraz praktyka, jutro jade na patrol jako trzeci, a wieczorem mamy tor do zdania.
**19.12.2014**
Dobra, jestem już po praktykaach - zdałem, spisałem sobie notatki i takie różne, mieliśmy tylko dwie kontrole oraz, jedną bójke w pubie. Toru nie zdałem, mam poprawke jutro rano, ćwiczyłem z Kolbą, do nocy ten tor, dawał mi wskazówki i takie różne.
**20.12.2014**
Tor zdałem, lecz ledwo - ale liczy się, że zdane. Dzisiaj Anthony i Lucas, wyciągają mnie do Exotica, w sumie skończyliśmy już akademie, wróciłem do domu. Pojutrze mamy przyjęcie na komendzie, a co mi szkodzie możemy się zabawić. Na dj'ce grał, Mitchell, ten stary pryk komendant, wynajeliśmy sobie jedną loże, dołączył do nas Oscar, było spoko, chlaliśmy, tańczyliśmy całą noc - oczywiście jak to moje szczęście nie obyło się bez Kingów, dosiadli do nas chwile, pogadali i poszli - poznałem ich trzeciego brata - Latrella', spoko koleś - podobny troche do Kolby.
**22.12.2014**
To ten dzień, przyjęcie w szeregi Los Santos Police Departament, wszystko załatwione, rozdali nam odznaki, mundury, ekwipunek, dostałem numer 827, jest spoko - do zapamiętania. Na ścianie była lista z naszymi FTO, trafiłem na Micheal'a Robinsona, Commander SEU, moge zapomnieć o prowadzeniu pojazdu. Od jutra zaczynam pierwszą zmiane, mam się wstawić po szóstej rano pod radiowozem.
**23.12.2014**
Patrol, całkiem spoko - Micheal to równy gość, nawet dał mi poprowadzić, poznałem wiele osób min. Borysa, Marshalla, Jon'a, Michela, Murillo i wielu innych, miałem pościg, ale nie ja prowadziłem, złapaliśmy jakąś manane, troche nieogarniałem jeszcze meldowania pościgu, ale Micheal mi potem wytłumaczył co i jak. Wieczorem dowiedziałem się o rekrutacji do 77th South Division, już wiedziałem co musze zrobić.
Aktualizacja: 22.07
**24.12.2014**
Wigilia? Nie szkodzi - wysłałem maila do Marshall'a w celu zainteresowania się ową jednostką, byłem tak podniecony, że nie mogłem usiedzieć w domu. Pha! Miałem dzisiaj nocną zmiane z Michaelem, kurwa w wigilie? No nic ten stary zgred tak ułożył mi grafik, że musiałem iść.
**28.12.2014**
Pierwsze zebranie w LSPD, przybyłem jako ostatni, nawet nie przebrany, haha. Rickey jak mnie zobaczył, to aż się przeżegnał. Stanąłem z tyłu pod ścianą obok Micheala, wtedy podszedł do mnie Kolba i wydał rozkaz przebrania się, pognałem jak szalony - spóźniłem się na zebranie, w sumie - to żadne konsekwencje mnie nie spotkały. Po zebraniu było jakieś tam dzielenie opłatkiem (?) 3 dni po wigilii? Pamiętam, że tego dnia po zebraniu podszedłem do Marshalla i zapytałem jak podanie? Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i odszedł.
**31.12.2014**
Sylwester, ehh Ci pijani ludzie po Santos, fajerwerki nad nami, a my znowu w tym pieprzonym radiowozie, nie podoba mi się ten grafik co dostałem, oby styczeń był lepszy! A do tego, coraz więcej osób dochodzi do jednostki 77'th, czuje się zażenowany. A jak mnie nie weźmie i zostane w centrum? To nie dla mnie! Jestem stworzony do zwalczania przestępczości!
**02.01.2015**
Zebranie, tym razem punktualnie, ubrany już w mundur, kilka pierdół King gada, po czym przechodzi do list awansów. "Lucas Cook, Lousanndy Dowson...Jaron Clark", No tak - Micheal o mnie nie zapomniał i wystawił dobrą opinie! Mam awans, a przenosin nadal nie otrzymałem - jak to po zebraniu, podchodze do Marshalla i się pytam co i jak. Znowu mnie zlał i odbił do swojego radiowozu.
**05.01.2015**
Dzień jak codzień, patroluje sobie z Denisem ulica Centrum, jestem na RTO, oprócz jednego wystawionego mandatu nic ciekawego, dosyć spokojnie. Wszedłem sobie na maila, a tam odpowiedź od Marshalla. Wybuchłem radością w tym radiowozie! Mam się zgłosić jutro z samego rana! Tak, tak, tak!! Do tego, Antek wysłał mi sms'a, że też od jutra zaczyna w 77th!
**06.01.2015**
Godzina 8 rano, czekamy z Antkiem pod biurem Marshalla, nagle z szatni wychodzą już mi znane osoby, Bassi i Ruis, Bassi cały czas w tej kurtce, phhehe. Przywitaliśmy się z nimi, oni udali się dalej na patrol. Wszedł Marshall, powiedział nam co i jak, warunek był przez pewien okres czasu jeździć na trójkach. Dostałem nowy grafik i wieczorem miałem mieć patrol, wbiłem się na trójke do jednego Adama. Pojechaliśmy na małą Jamajke, gdzie poznałem Tresh'a w pierwszy dzień, Theodore Wilkinson - spoko koleś, jakiś taki wyluzowany niż reszta, bałem się wykonać byle jaki ruch, ale było okej.
*15.01.2015**
Zaaklimatyzowałem się w owej jednostce, poznałem wielu ludzi na South Central - jedni bardziej spoko inni negatywnie nastawienie jak Malcolm Ramsey, ubzdurał sobie coś i mnie nienawidził. Za to z Glen Parku poznałem jeszcze Beezyego - Wesley Kingston oraz jego brata Wizzy'ego. Spoko bracia, da się z nimi pogadać. Na Willowfield też poznałem kilku typów - ale tam już negatywnie nastawieni do mnie, może to za sprawą ich licznych zatrzymań? El Corona - słynny Mejja, jak on jeszcze nie dostał kary śmieci, za tą kartoteke?
**20.01.2015**
Zakończyła się rekrutacja do naszej jednostki, przyszło wiele nowych mord, Patrick, Garret, Santiago, Jeffrey, Steve i kilku jeszcze, większość odpadła na pierwszym zebraniu, nawet Antka wyrzucili. Ehh... Zapoznałem się bliżej z Catalem, dostałem z nim radiowóz, spoko łysol - latynos, tak się trzymaliśmy w kilka osób w jednostce. Patrick i Garret zawsze razem jeździli.
(aktualizacja 27/08/2015)
**25.01.2015**
Dni mijają, dzień w dzień CODE 0 pada na Xoomer, kilka razy mocniej oberwałem, trochę wkurza mnie już ta jednostka, lecz trzeba walczyć o dobrobyt miasta, by było bezpieczniej. Mamy mocną ekipę aktualnie, Bassi chyba przejdzie do DB na Commandera, lecz to nic pewnego. Pożyjemy zobaczymy.
**10.02.2015**
Otworzyłem z bratem siłownie na Commerce obok komisariatu, zrobiliśmy furore w pierwszy dzień, dużo klientów przybyło, w sumie to wpadłem na pomysł by otworzyć ją dla funkcjonariuszy, bo owa siłownia istniała w Dillimore, lecz rzadko kto tam jeździł. Było spoko, obok nas była cukiernia Parkera, do którego wpadaliśmy na pączki, czy szarlotka. Umm... jego szarlotka to było coś, niebo w gębie!
**15.02.2015**
Pracowała u nas, nie jaka Miley Loxar, Oscar się w niej zadłużył na śmierć, okazało się że ma męza, chłopak się załamał troche, ale no co zrobić. Wpadliśmy w trzech na impreze do Exotic, to było coś; alkohol, loża VIP, oczywiście nie obyło się bez bójki po imprezie w której brałem udział. Kurwa... zawsze musze wjebać się w największe gówno, akurat musiał Mitchell wychodzić z klubu.
**21.02.2015**
Z Oscarem dowiedzieliśmy się, że na następny dzień przyjeżdza do nas Phillip, nasz kuzyn z południowej Kanady, no to się w sumie cieszyliśmy, pisał że pracy nie ma i że szuka czegoś na szybko, to czekaliśmy na niego. Oczywiście Oscar jest idiotą i stwierdził, że wyzna swoją miłość do Miley, lecz ta go odrzuciła...
**22.02.2015**
Jade sobie radiowozem na patrolu po South Central, nagle dostaje zgłoszenie, że jakiś koleś próbuje się zabić na autostradzie. Mówie sobie, kurwa - co za idiota mi psuje tak piękny dzień. Wyruszam do wezwania, staje pod tym bilboardem, dosyć wysoko było - widziałem jakiegoś czarnucha. Nagle dzwoni do mnie telefon...
- Jarek, ja już dłużej tak nie moge skacze!
- Kurwa, stary pojebało Cię?!
Z samej góry spadł jego telefon, roztrzaskał się na autostradzie. Wzywam medyków zabezpieczam teren, zjawia się kilka jednostek, a ten idiota tam nadal stoi. Wygraża się, że skoczy - nawet policyjny maverick podleciał z negocjatorem.... I bum, zeskoczył...
Użytkownik Banan4don edytował ten post 27/08/2015 - 19:40


