"W końcu jestem. Niby to samo miejsce, a jednak... zupełnie inne. Starsze, smutniejsze. To nie to samo Los Santos, co kilka lat temu. Oto dowód, jak miasto może zmienić się w ciągu kilku lat. Chociaż... może to tylko moje odczucia, w końcu pochodzę z Tokio, a między 'Santos a stolicą Japonii jest spora różnica."

"Cholera, o czym ja teraz myślę? Kyoji miał mi załatwić cholerny rower, jak on to napisał? << Za hangarem obok miejsca przylotu >>. Krótko, ale na temat. Znowu odbiegam myślami od tego co mam zrobić, chyba zbyt się denerwuję. Spokojnie, Mia. Powoli. A może lepiej i szybko."

"Na wszelki wypadek zostawię bagaż tutaj, gdyby były w nim jakieś pluskwy. A co, jeśli mam je w ubraniu? Muszę je spalić.
Boże, za dużo tego wszystkiego naraz. Muszę się skupić.
Czas. odjechać z tego lotniska jak najszybciej. Prywatny samolot przylatujący około dwunastej nie jest zbyt częstym zajwiskiem. Dawno nie jeździłam na rowerze, już nawet zapomniałam, jakie to fajne.
Gdzie ja to miałam jechać? Ah, do Idlewood. Z nerwów o wszystkim zapominam."

"<< Prezent >> od Kyojiego, charakterystyczne MC10L na paczce. Nie powiedział mi, co tam znajdę, sama jestem cholernie ciekawa. Czy ja naprawdę przyleciałam dziesięć minut temu do Ameryki? Wszystko dzieje się zbyt szybko."

"Oniemiałam. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Chyba się uśmiechnęłam. Dlaczego cieszę się na widok czegoś takiego? ZNOWU MYŚLĘ NIE O TYM CO TRZEBA. Dobra, muszę je powkładać do walizki - oho, są w niej nawet ubrania, zadbał o wszystko - byle ostrożnie... i głęboko. Szkoda by było stracić rękę, szczególnie teraz, gdy nie mam żadnego mężczyzn... Rany boskie, może lepiej już się zapakuję na ten rower..."

"Za tym domem mogę ukryć rower, tak wynika z instrukcji. Ale nie mogę w nim zamieszkać. Szlag by to trafił, same zagadki. Co jest następnym punktem? Muszę znaleźć budkę telefoniczną, w sercu tej dzielnicy. Aż tak się odsłaniać?"

"Od czasu, kiedy tu przyjechałam zauważyłam parę nowych tagów. Widzę, że zrobiło się tu naprawdę niebezpiecznie. Aż mnie ciarki przechodzą na widok tych wszystkich Murzynów z chustami, szlag."

"Jest, znalazłam. Pięćdziesięciocentówka... Mhm. I ten numer. Klik, klik, klik, klik. Oho, łączy.
- Halo? - usłyszałam głos w słuchawce. Kyoji.
- Tak, u mnie wszystko w porządku. - musiałam sprawdzić, czy ktoś przypadkiem mnie nie śledzi.
- Zamelduj się w którymś hotelu. Obejrzyj się, czy nikt nie podsłuchuje. Jak się rozłączę, doprowadź do awarii maszyny, by przypadkiem nikt nie odsłuchał naszej rozmowy. Zadzwoń pod numer trzeci jutro. Sayōnara, Mia.
Rozłączył się. Nikt nie patrzy?"

"W porządku, zatem pozbędę się paru kabelków."

"Hotel. Nie pytają o nazwisko, i bardzo dobrze. Do tego jest tani i nie muszę płacić kartą, dzięki czemu mnie nie wyśledzą. Chyba jestem bezpieczna. Przynajmniej mam taką nadzieję."

"W końcu w pokoju. Cholera, dzwoni mi telefon - zapomniałam go wyłączyć... Kto dzwoni? Ah, Kyoji.
- Od teraz nazywasz się Miyoshi Yamanouchi. - rzucił i rozłączył się. Nawet nie zdążyłam nic powiedzieć.
Miyoshi Yamanouchi. Czemu wszystko stało się tak szybko? Jeszcze przedwczoraj o tej godzinie mogłam stać się prawie najbogatsza, a teraz leżę na tandetnym łóżku w podrzędnym hotelu.
Przynajmniej żyję, i póki co, to się liczy."
---

"Szósta rano, a ja już na nogach. Ta cała sytuacja zdecydowanie źle działa na mój zegar biologiczny. Do tego jestem padnięta, bo zasnęłam późno, z powodu gorąca. Nie wiem, czy dalej przeżyję w hotelu bez klimatyzacji, może poszukam czegoś lepszego w przyszłym czasie. Spacer mi dobrze zrobi. Przy okazji dostałam kartkę na recepcji, w zasadzie list - nadawca to MC10L. Pewnie kolejne wskazówki od Kyojiego. Skąd ten facet wie, gdzie się zameldowałam? Można dostać bzika od tej permanentnej inwigilacji."

"Przy okazji się trochę rozejrzę. Nie, brak żadnych podejrzanych osób, budka dalej zepsuta. Wątpię, że ktoś ją naprawi, cud, że działała zanim jeszcze ją zepsułam. Ciekawe, czy ktoś z niej w ogóle korzystał? Widzę, że tutaj nawet najbiedniejsi mają telefon. Em, wracając..."

"Czysto. Może za bardzo się obawiam, chociaż ciężko myśleć racjonalnie, kiedy na twoją głowę czyha kilkadziesiąt osób. Muszę zapalić. Swoją drogą, dawno nie paliłam, kiedy ja to rzuciłam palenie? Rok temu?"

"Nie jadłam nic przez ostatnie dwa dni, a mimo to dopiero teraz odczułam głód. O tej godzinie jest otwarta jakakolwiek restauracja? Sprawdzę..."

"Otwarte od dziesiątej rano. Jest siódma. Zaraz, ale drzwi dają się otworzyć... Zaryzykuję, jestem tak głodna, że zabiłabym za kanapkę z szynką. Byleby mnie tylko nikt nie zauważył. Zresztą, co by zrobił? Zanim policja by tu dojechała, zdążyłabym uciec. Wchodzę."

"I jest. Jedzenie. Będę uczciwa, zostawię kasę na blacie. Pewnie jakby tu ktoś pracował, kazałby mi zrobić to samo. Czasami mi się zdaje, że w tym Idlewood ludzi zmuszają do pracy biczami, bo na twarzach pracowników maluje się przygnębienie i znudzenie."

"Jeszcze raz ogarnę wzrokiem... Nie, nikt nie podgląda. Chyba w spokoju mogę otworzyć tą kartkę... Ale najpierw zjem. Wszystko może poczekać, aż skończę rozkoszować się moją kanapką. Mniam."

"Okej. Co my tu widzimy?
<< Tymczasowo będziesz reporterką DarkSide FM, załatwiłem
ci robotę. Siedziba w lokalu 107 przy głównej ulicy w centrum.
Jeśli ci się spodoba, możesz tam pracować ile chcesz - ale mam
dla ciebie jeszcze jedną fuchę. Poza tym... Ślicznie wyglądasz w tym
kapeluszu.
KYI >>
Cały Kyoji, cholerny komplemenciarz. Coś mi się wydaje, że jestem pod stałą obserwacją, pomimo, że nikogo nie widzę. Strach się bać."

"Pójdę zobaczyć tą siedzibę. Jeszcze tylko wywalę tego cholernego papierosa. Nie chcę znowu się uzależnić."

"Rower jest w tym samym miejscu, w którym zostawiłam go wczoraj. Nie wygląda na to, żeby ktoś tutaj był albo przy nim majstrował. Czy już przypadkiem nie mówiłam, że jestem chyba zbyt zdenerwowana i ostrożna? Zresztą, jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony. Od teraz jestem redaktorką, więc raczej nie mam się czego bać. Muszę zaufać staremu Kyojiemu."

"Lokal 107... Hai, jest. Niezbyt okazały, może we wnętrzu przynajmniej okaże się lepszy, mam taką nadzieję. Wkraczam!"

"Może być, chociaż trochę tu za ciemno... Ah, DARKside. Łapię aluzję. Wygląda na to, że to moje miejsce pracy przez następny czas. Zabawne, zajmuję się zbieraniem i przekazywaniem informacji, prawie tym samym, co jeszcze kilka dni temu... Chociaż nie, to wcale nie jest zabawne."

"Swoją drogą, już od dwóch tygodni nie ćwiczyłam karate. W tej siłowni powinny być worki treningowe, nie?"



"Ichi, ni, san, yon, go, roku, shichi. hachi, kyu, juu. Dziesięć powtórzeń każdego ćwiczenia, bo nie mam za wiele czasu. Podstawowe ciosy i bloki. Dobrze, jeszcze nie wypadłam z formy. Chyba wystarczy, na dzisiaj. Nie mam ochoty na jakiś szczególny wysiłek fizyczny."

"East Beach, miejsce, z którym mam związanych wiele wspomnień. Do tego ta plaża często jest pusta, czyli coś dla mnie. Czas na relaks po kilku dniach ciągłego stawania na głowie."

"Hm, ciągłe przesiadywanie w budynkach spowodowało, że jestem blada jak ściana. Przynajmniej mam okazję trochę się opalić. Mimo tego, że już chyba z godzinę leżę na tej plaży, nie mogę się odprężyć. Wciąż czuję, że jestem obserwowana. Popadam w paranoję."

"Nie mogę leżeć bezczynnie. Pamiętam skoki z tego mola razem z... Nie, lepiej sobie tego nie przypominać, by się nie załamać. Kusi mnie, by skoczyć, tak jak wtedy. Więc... skaczę."

"Normalni ludzie na plaży myślą tylko o zabawie, wypoczynku i pływaniu. Ja się zastanawiam, dokąd zmierza moje życie i jak radykalnie się zmieniło.
Od jutra będę się starać je odzyskać. Dzisiaj tylko odpocząć, tylko poleżeć i nic nie robić..."
--
Taka tam, historia. Będę ją rozwijał. Tekstu jest mało i jest dość chaotyczny, żeby wprowadzić pewną atmosferę tajemnicy, którą rozwiewać będę w kolejnych "odcinkach".
Pozdrawiam,
m10.
Użytkownik m10 edytował ten post 22/06/2013 - 08:41


