
Koło godziny dwudziestej, Shoot jak zwykle siedział w klubie Pizzy'&'Wizzy, wciągając którąś z kolei kreske koki. W pewnym momencie jego telefon zadzwonił, wyciągnął go i przyłożył do swojego ucha, przytrzymując ramieniem. Pewna zaufana osoba dała mu znać, że jego ludzie zostali zaatakowani na Idlewood przez tak zwaną Jamajke. Bez zastanowienia się rozłączył i wykonał pare innych telefonów. Po niecałych pietnastu minutach pod klubem stały już dwa pełne wozy czarnuchów, którzy przeładowywali swoje bronie. Bez pytana wsiadł za kierownice jednego z wozów i odjechali w kierunku 17'st. Rozmowa z nimi nie trwała długo. Shoot chciał to załagodzić jako dobrotliwy człowiek interesu. Wyciągnął dłoń ze swoim sygnetem w kierunku czarnucha, który być może zaatakował jego człowieka. Ten zaś odwrócił głowe, spluwając na ziemie... Wizzy zdruzgotany przeładował swoją pompę i oddał jako pierwszy strzał w stojącego s(cenzura)iela, który w ciągu kilku sekund zalał się krwią.
http://www.youtube.com/watch?v=pbSxgU3ypHE&feature=youtu.be



