
29.06.17
Przybyłem tam koło godziny dwudziestej. Usiadłem na schodach, przy wejściu na klatkę i odpaliłem sobie jednego szluga. Nie wiedziałem co mnie czeka. Wcześniej odbyłem tylko jedną enigmatyczną rozmowę przez telefon z człowiekiem którego nawet nie znałem. Kazał mi tutaj przyjść i czekać. A więc przyszedłem i czekałem.
Nie chciałem tego robić. Kiedyś obiecałem sobie, że zrobię wszystko co mogę aby trzymać się z dala od tego gówna. Ale jaki miałem wybór?
Pomimo późnej godziny słońce wciąż żarzyło się ciepłym blaskiem dlatego postanowiłem schować się pod mały daszek pod jednym z okolicznych mieszkań. Wtedy zobaczyłem czarnucha idącego w moim kierunku od strony Motelu Jefferson. Był to młody, prawdopodobnie dwudziestu-kilku letni Afroamerykanin.
W tym samym momencie z jednego z mieszkań wyszedł kolejny czarnoskóry przedstawiciel South Central. Popatrzył na mnie i na tamtego i spytał:
- Czego wy tu?
Wstałem, otrzepałem się z brudu i odpowiedziałem mu:
- Przyszedłem pogadać.
- Ja też. - Odezwał się młodziak który przyszedł tutaj chwilę temu.
- Do środka.

Weszliśmy do niewielkiego pomieszczenia. Okazało się małą wytwórnią, nie mieszkaniem. Tamten zamknął drzwi i odezwał się do siedzącego przy niewielkim stole białego.
- Jese. Pogadać jacyś goście chcą.
- No gadać. *skinął na Jean'a, kolejno na Demetrius'a* - odezwał się do nas ponownie.
- Co tam? *spojrzał na Jean'a, a potem na czarnucha opartego o ściane.* - spytał Jese.
- Niech czarnuch obok *Rzucił wzrok na Demetrius'a* zacznie. - Odezwał się
- Więc tak. Potrzebuję pieniędzy. Sporo. Na leczenie. Na opłatę czynszu i życie. - odpowiedziałem.
- Na leczenie kogo? - Siebie? *Czarny spojrzał ze zdziwieniem na mnie.*
- Tak to jest młody. Problemy z płucami. *Odkaszlnąłem i wróciłem do rozmowy.*
- Płuca wyniszcza narkotyk, jak to kiedyś ktoś nawinął.
- Narkotyk? Nie brałem żadnych. Przynajmniej ostatnio. Byłem czysty, przysięgam.
- A nie jesteś... trochę na to za stary?
- Nie jestem. Przecież to tylko cyfry, nie?
- Szacunek. *zaśmiał się pod nosem.* Ja jak będę miał pięćdziesiatkę, to planuje mieć trójkę dzieci, lekko odchowanych... no i jakiś domek na Richman.
- Miałem dwójkę dzieci. I żonę. Z żoną jestem już kilka dobrych lat po rozwodzie.
- Małżeństwo się posypało, tak?
- Tia. Po śmierci mojego pierwszego syna. Drive-by. Dostał kulę w szyję. Nie mógł z tego wyjść.
Na chwilę nastała cisza. Biały popatrzył na czarnego draba, aż w końcu tamten odkaszlnął i zwrócił się do drugiego.
- A Ty może coś opowiesz, co? *pociągnął nosem* Bo coś małomówny jesteś.
- A wiesz kto jest też małomówny? Kreci.
Tamten zatrzymał się na chwilę, odetchnął i zaczął mówić.
Kazano nam usiąść i czekać. W międzyczasie do wytwórni przyszło dwóch kolejnych gangsterów, siedziało obok nas rozmawiając na temat jakiegoś filmiku w internecie. W pewnym momencie momencie "Jese" podszedł do nas i odezwał się do swoich ludzi:
- Dobra, spadam obejrzeć coś w TV, bo zmęczony jestem - Wy. *spojrzał na Jean'a, następnie na starszego czarnucha...*
-Wpadnijcie jutro, będzie robota dla Was, w godzinach wieczornych.
- 8


Moja zawartość
Nie podano

