Skocz do zawartości

net4game

Największy polski serwer RolePlay w GTA: San Andreas Multiplayer

Exodes

Rejestracja: 10/05/2014
Poza forum Ostatnio: 28/03/2019 08:42
****-

#3090348 Jacqueline Louineaux

Napisane przez Exodes w 26/02/2017 - 00:19

@Aktualizacja!


  • 1


#3086744 Jacqueline Louineaux

Napisane przez Exodes w 11/02/2017 - 13:20

@Aktualizacja.


  • 2


#3086317 Jacqueline Louineaux

Napisane przez Exodes w 09/02/2017 - 20:37

Jacqueline Louineaux
"Jestem kobietą wolną."


tumblr_mx9gxt4pAJ1qg94hko3_500.gif


Budzisz się nie mogąc nabrać powietrza, do Twojej głowy napływają najskrytsze koszmary - boisz się. Unosisz dłoń powoli do góry, próbujesz schwytać powietrze, które ze strachu jest tak gęste, że niemal Ci się to udaję. Oddychasz z ulgą, gdy rozglądasz się po pokoju i nie widzisz nikogo. Kładziesz głowę do poduszki, zamykasz oczy nadal cała drżąc ze strachu - zasypiasz. Tak wygląda każdy mój dzień, tak wygląda każda moja chwila, wieczny strach i wieczna walka z własnymi koszmarami. Codziennie staczam bitwę, którą chciałabym zakończyć, jednak nie potrafię, jestem na to za słaba...
 
24 sierpnia 2015 roku, Paryż- Senat, Pałac Luksemburski
Przebiegając korytarzami Sentau, wymijając mężczyzn ubranych w garnitury, przy każdym przejściu zatrzymywana przez straż senatu, w końcu dotarłam przed drzwi, które znałam na pamięć - były otwarte. Wysoki, łysiejący starszy Pan w garniturze, od którego unosił się zapach cygara i wody kolońskiej, stał oparty o dębowe biurko w swoim gabinecie. Pewnym krokiem wkroczyłam do środka, podeszłam do mężczyzny i poprawiłam jego jak zwykle krzywo zawiązany krawat. Uśmiechnął się, ja zrobiłam to samo. Mężczyzna, który przez lata mojego dzieciństwa zastępował mi ojca, polityk który nigdy nie cofnął się przed niczym. Podziwiałam go i kochałam, a zarazem czułam respekt i szacunek. Mimo tak blisko łączącej nas więzi, zawsze pamiętałam co musiał zrobić, aby wyciągnąć mnie z miejsca pełnego koszmarów, które wtedy nazywałam domem. Ułożyłam na biurku wszystkie dokumenty, poprawiłam zawieszoną na szyi przepustkę i posłałam mężczyźnie czułe, kochające jak córka spojrzenie. Bez słowa wyszłam z gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi.
 

1ZGcAbD.gif


30 stycznia 2017 roku, Paryż - Rezydencja François'a
Spoglądałam na stojącą w pokoju, lekko otyłą kobietę o brązowych włosach. Krzątając się, dorzucała ostatnie rzeczy do moich walizek, powolnie zapinając każdy zamek torby, jakby próbowała przedłużyć tą chwilę o każdą sekundę. Zaciskałam zęby, starając się zachować powagę i nie rozpłakać się jak to dziecko, które kilka lat temu przekroczyło próg tego domu. Jestem już dorosła, nie powinnam płakać i chować się pod fartuch Gabrielle. Kobieta momentalnie wyprostowała się, zerkając na mnie załzawionymi oczyma. "Ma chérie." tak zawsze mówiła na mnie Gabrielle, która tak naprawdę zastępowała mi matkę, a François żonę. Gospodyni, która wnosiła do tego domu niebywałą radość, która przez całe lata pobytu tutaj pomagała w moim wychowaniu, sprawiała wrażenie zrozpaczonej. Rozsunęłam ramiona na boki i rzuciłam się kobiecie na szyję, wtuliłam twarz w jej ramię zanosząc się przy tym płaczem. Nie wytrzymałam, nie potrafię pożegnać się tak po prostu z osobom, którą kocham.
Kobieta pogładziła mnie po głowie, nabrałam powietrza w płuca i odsunęłam się na kilka kroków, sięgając po przewieszony przez oparcie krzesła płaszcz. Przy pomocy Gabrielle zaniosłam bagaże do samochodu i w trójkę, razem z François udaliśmy się na lotnisko.

cJ7AS9e.gif


30 stycznia 2017, Paryż - Lotnisko Roissy-Charles de Gaulle
Przez całą drogę spoglądałam na widoki za oknem, napawałam się każdą chwilą, próbowałam zapamiętać każdy szczegół. Francja, kraj który tak bardzo umiłowałam, dzisiaj zdawał się oddalać z sekundy na sekundę. Auto nieubłaganie mknęło w kierunku lotniska. Przełknęłam głośniej ślinę i zacisnęłam powieki starając się uspokoić targające moim umysłem emocje.
Dojechaliśmy do miejsca, w którym miało nastąpić pożegnanie z bliskimi i z krajem. Poprawiłam przypinkę z flagą francuską na płaszczu i zsunęłam z głowy berecik, chwytając za jeden z bagaży. Z duszą na ramieniu i ze ściskającym gardło żalem udałam się do środka.
Najtrudniejszym momentem było pożegnanie z Gabrielle i François. Czas zdawał się stanąć w miejscu, kiedy otulali mnie ramionami przed odprawą. Ich ciepłe ciała i wilgoć ich łez na moich czole, to jest uczucie, którego nikt nie potrafi opisać, miłość. Drżącą ręką pomachałam w ich kierunku przed wejściem do samolotu, a gdy tylko zajęłam miejsce, wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Wsunęłam dłoń do kieszeni płaszcza, jednak zamiast chusteczek wyciągnęłam pudełeczko, którego nie znałam. Otworzyłam je, a w środku dostrzegłam złoty naszyjnik. Objęłam opuszkami palców złote serduszku na łańcuszku i otworzyłam je. W środku było zdjęcie Gabrielle i François, a pod nimi grawer - "Dans votre cœur.".

V6JBd28.gif


31 stycznia 2017 roku, Los Santos - LS International Airport
Poczułam dotyk na swoim ramieniu. Otworzyłam opuchnięte od płaczu oczy i zerknęłam na stewardessę, która oznajmiła mi, że właśnie wylądowaliśmy. Powolnie podniosłam się z fotela, starałam się zostać w samolocie jak najdłużej mogłam, czułam tutaj jeszcze zapach mojej ukochanej Francji. Gdy tylko wyszłam i zabrałam bagaże z terminala, udałam się do motelu w centrum Los Santos, gdzie wzięłam prysznic. Wpatrywałam się w lustro, które sprawiało wrażenie stabilnej tafli wody, przyłożyłam  opuszki palców do swojego odbicia, nabrałam głębokiego wdechu. Dumnym krokiem wyszłam z budynku i udałam się do najbliższego lokalu w poszukiwaniu pracy. Po wejściu, ku mojemu zaskoczeniu ujrzałam przystojnego młodego mężczyznę, który później okazał się być bratem właściciela. Zamiast skupić się głównie na rozmowie, oboje skupiliśmy się na sobie, wymieniliśmy się numerami. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma tego, że Ethan Blackford, ten młody czarujący mężczyzna jest początkiem moich kłopotów. Miłość od pierwszego wejrzenia, tak mi się wydawało. Młoda, głupia Francuzka, która przyleciała do zepsutego na wskroś miasta, którym rządzą jedynie pieniądze i znajomości. Tego samego dnia, spotkaliśmy się na kawę. Ethan pozwolił mi zapomnieć o tęsknocie za bliskimi, odwrócił moją uwagę od rzeczy nieistotnych i skupił ją na sobie. Byłam tak nim oczarowana, że nawet nie dostrzegłam jego prawdziwego charakteru. Może byłam ślepa dlatego, że musiałam w jakiś sposób zapełnić pustkę powstałą po rozłące z bliskimi? Niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć.

3PR9QF8.gif


03 lutego 2017 roku, San Fierro - Park
Od czasu przylotu do Los Santos spędzałam z Ethanem, niemal każdą wolną chwilę. Wieczorne spotkania przy lampce wina czy kubku kawy pomogły podnieść mi się na nogi. Ethan tego dnia zaplanował wyjazd do San Fierro, siedziałam w aucie u jego boku, podziwiając widoki za oknem podczas jazdy. Gdy tylko dojechaliśmy do celu naszej podróży, poprosił mnie, żebym wysiadła z auta i wyciągnęła z bagażnika kilka rzeczy. Zaskoczona, że mężczyzna prosi o coś takiego kobietę, skinęłam głową i grzecznie udałam się zrobić to o co prosił. Szarpnięciem otworzyłam bagażnik, z którego dosłownie wysypały się białe róże - kwiaty, które tak bardzo uwielbiam. Zamarłam w miejscu, nie mogłam nawet nabrać oddechu. Ethan wysiadł z auta, wyraźnie obserwując moją reakcję i badając grunt pod nogami. To było coś pięknego, coś za co nawet nie widziałam jak mogę podziękować. Zaczęłam ostrożnie zbierać kwiaty i układać je ponownie w bagażniku. To był chyba najpiękniejszy dzień w życiu, jaki do tej pory przeżyłam. Omamił mnie całkowicie, straciłam kontrolę nad tym związkiem. To był błąd.
Ten wieczór spędziliśmy razem, uczył mnie puszczać kaczuszki, okazywał czułość. Po wszystkim wróciliśmy do miasta. Mój pokój niemal wydawał się nie mieścić wewnątrz takiej ilości kwiatów. Na każdej półce, na podłodze stały białe róże, poutykane we wszystko co dosłownie miałam pod ręką i mogłam napełnić wodą. 

K6GKTGt.gif


04 lutego 2017 roku, Los Santos
Ten dzień zapowiadał się jak każdy inny. Nie spodziewałam się, że wydarzy się coś, co tak bardzo mnie dotknie. Jak każdego dnia od czasu przylotu spotkaliśmy się wieczorem z Ethanem, który wtedy był już moim chłopakiem mimo, że nigdy sobie tego oficjalnie nie wyznaliśmy. Nie padło żadne pytanie z jego czy też z mojej strony, po prostu wiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Zdążyłam już poznać jego towarzystwo, włącznie z dość szemranymi osobami z Verdant Bluffs. Dowiedziałam się także, czym Ethan zajmuję się zawodowo, był agentem federalnym. Przy nim czułam się bezpieczna, nie tylko ze względu na odznakę czy broń, ale tak po prostu - jak kobieta przy mężczyźnie. Najbardziej polubiłam Chloe Grayson, która z całego tego towarzystwa, okazała się najnormalniejsza. Potrafiła łagodzić wszelkie konflikty, jest wyrozumiała, ale stanowcza kiedy trzeba, pomocna, ale dosadna kiedy z czymś przesadzasz. Kobieta o wyjątkowo silnym charakterze, wiedząca czego chce od życia. Najzabawniejsze było, jak kolega z pracy Ethana, Frankie Clark próbował adorować Chloe, która ma męża. Można to było określić, jak takie dziecięce podchody, nie zapytał jej o nic wprost, przynajmniej nie przy mnie, ale za to dowiadywał się od Roberto czy przypadkiem Chloe nie jest wolna. 
Tego dnia to własnie Roberto i Frankie byli wmieszani w to całe zajście  dzięki, któremu poznałam prawdziwą twarz Ethana. Późnym wieczorem, śmiało można powiedzieć, że nawet nocą spędzaliśmy z Ethanem wspólnie czas. Jakoś tak się złożyła, że zaciągnęłam go do Cluckin Bell, gdzie był Roberto z Frankiem. Nic nie zapowiadało tego, co za chwilę się wydarzy. W lokalu kręciła się jakaś blond włosa kobieta, którą pierwszy raz widziałam na oczy. Frankie i Roberto zaczęli się do niej przystawiać, Ethan nie pozostał w tyle. Wyszliśmy, pomyślałam z pewnością, że pojedziemy razem z Ethanem do domu, jednak on wpakował się razem z Roberto, Frankiem i ów blondynką do auta i zabrali ją na pokazywanie miasta, jak to sami nazwali. Zostałam sama, o tak późnej godzinie na ulicy, bez żadnego transportu, a mój przyszły narzeczony zabrał się na przejażdżkę w towarzystwie blondynki. Co z tego, że chwilę później odezwał się na słuchawce, pytając gdzie jestem?! Jaki normalny facet, zostawia kobietę, którą kocha na środku ulicy w nocy, tylko po to, żeby przejechać się z kumplami w towarzystwie obcej kobiety? Dla mnie to było zbyt wiele.

Ia9tMBv.gif


5 lutego 2017 roku, Los Santos
Na zegarze północ wybiła już dawno, sama zorganizowałam sobie środek transportu i przemierzałam ulice miasta, bijąc się z myślami. Nie odpowiadałam na żadne zaczepki Ethana, czy to przez telefon czy przez słuchawkę. W końcu on też przestał się odzywać, wtedy uważałam, że to koniec. Mężczyzna, z którym chcę spędzić resztę życia, nie może zachowywać się w taki szczeniacki i nieodpowiedzialny sposób. W pewnej chwili coś mnie tknęło, przy pomocy słuchawki, zapytałam go gdzie jest. Ethan odpowiedział słabnącym głosem, udałam się w miejsce, które mi wskazał, jednak po drodze, gdy już widziałam czerwono-białe błyski karetki pogotowia, zatrzymał mnie Roberto. Wskoczył na miejsce pasażera i rzucił mi jedynie ogólnikowe informację, z których dowiedziałam się o tym, że postrzelili Frankiego i Ethana. Tak właśnie kończy agent federalny, który kumpluje się z szemranymi typami, zamiast ich zamknąć - pomyślałam. Roberto kazał zawieść się na tyły jednego z budynków, tak więc też zrobiłam. Bóg jeden wie co by zrobił, gdyby usłyszał odmowę. Po wszystkim odjechałam z tamtego miejsca, nie wpychałam się pomiędzy sanitariuszy, moja obecność z pewnością by im nie ułatwiała pracy. Obserwowałam całe zdarzenie, z góry autostrady, a gdy tylko karetka odjechała, odetchnęłam z ulgą. Postanowiłam wszystko definitywnie zakończyć, zachowanie Ethana, towarzystwo w jakim się obracał to nie było dla mnie. Przyjechałam tutaj nie po to, żeby się stoczyć i zmarnować sobie życie. Prawie nad ranem, Frankie odezwał się na słuchawce. Po wymianie może dwóch zdań, nadal nie chciałam jechać do szpitala, jednak w końcu coś mnie ruszyło. Gdy weszłam na salę szpitalną, dostrzegłam że w tym wszystkim ucierpiał także Frankie. Paramedyk Gustav, mężczyzna z brodą i kapeluszem przywiózł na salę Ethana, z którym wymieniłam kilka ostrzejszych zdań, nadal nie potrafiąc mu wybaczyć. Byłam tak wściekła, że nie obchodziło mnie absolutnie nic, wpakował się w kłopoty na własne życzenie i przez własną głupotę. Wyszłam.

pcqVDM1.gif


6 lutego 2017 roku, Los Santos
Tego dnia po nieprzespanej nocy, obudziłam się dopiero późnym południem. Momentalnie na słuchawce, Ethan zaczął zawracać mi głowę, nie odpuszczał. Głośno westchnęłam i narzuciłam na siebie beżowy płaszczyk, zgodziłam się na spotkanie i tam też się udałam. Podczas rozmowy, wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy, Ethan ponownie uruchomił swój tryb kochającego chłopaka i okręcił mnie wokół palca. Wybaczyłam mu, nie wiem dlaczego, ale to zrobiłam. Może ze względu na wyrzuty, które miałam po wczorajszym zajściu, on mógł umrzeć, a ja nie chciałam przyjechać do szpitala. Z jednej strony dzięki temu dostrzegł, jak może skończyć osoba, która nie szanuje innych. Samotna śmierć na szpitalnym łóżku, bez kochającej osoby u boku, która trzymałaby Cię za rękę, podała szklankę wody. Z drugiej natomiast taka samotna śmierć nie pomogłaby, ani jemu, ani mi. Z pewnością zostałoby to w mojej głowie do końca życia. Wybaczyłam mu, jak zwykle głupia Francuzka popełnia błąd za błędem nie ucząc się na poprzednich. Załagodzenie konfliktu, przypieczętowaliśmy namiętnym seksem w łóżku Dyrektora FBI. No cóż jak już szaleć to dosłownie!
Oboje obiecaliśmy sobie także, że nie będziemy prowokować się wzajemnie do zazdrości i nie zrobimy niczego, co mogłoby wpłynąć na ten związek. Przy charakterze Ethana było to dość ciężkie do wykonania, niemalże niemożliwe. Był strasznie zaborczy, rościł sobie do mnie prawa nie tylko jako chłopak, po prostu uważał, że skoro jestem z nim to nikt inny nie może się przy mnie kręcić. Potrafił robić nawet sceny zazdrości, gdy zamieniłam kilka słów z jego bratem, obrażał się i wychodził z lokalu, zostawiając mnie tam samą. Wychodząc z takiego założenia, skoro nie mogłam nawet rozmawiać z jego rodzonym bratem, powinnam zamknąć się w domu i nie wychodzić, żeby przypadkiem nie poczuł się zazdrosny. Nie potrafiłam tak żyć, nikt normalny nie potrafi funkcjonować pod kluczem. Jestem wolną kobietą w wolnym kraju i będę robiła to co ja uważam za słuszne, a nie ktoś inny!

0Nvb6dT.gif


8 lutego 2017 roku, Bone County - Racing League Desert encounter
Podczas pracy, podszedł do mnie Ace Blacford, brat Ethana. Jak zwykle normalne powitanie, w którym Ethan już by się doszukiwał jakiejś nuty zdrady, gdyby stał obok. Po chwili poinformował mnie o odzywającym się tego dnia wyścigu i oznajmił, że poszukuje osób chętnych do poprowadzenia busa, które transportował chętnych na wyścig. Oczywiście zwerbowałam do tego zajęcia także Chloe, ponieważ znając moje umiejętności jazdy, drugi kierowca był bardzo potrzebny, zwłaszcza w razie, jakbym wjechała w jakieś drzewo. Tak też bez żadnych szczególnych zdarzeń w międzyczasie, udaliśmy się na miejsce wyścigu. U boku Chloe, podziwiałam ścigających się kierowców, a Ethan natomiast zajmował się zbieraniem głosów w loterii. Po pewnym czasie podszedł do nas wysportowany mężczyzna, z wyraźnie podkrążonymi oczyma i przewieszoną przez szyję odznaką. Nie wiem co mnie tknęło, ale tego dnia trafiałam na niego już drugi raz, postanowiłam rozpocząć zwyczajną rozmowę. Po zamianie kilku zdań, dowiedziałam się od niego kilka ciekawych rzeczy, jednak mężczyzna sam w sobie zdawał się być czymś bardzo przybity. Wyraźnie przemęczony i niewyspany, podkrążone oczy, nastrój także pozostawiał wiele do życzenia, jednak mimo wszystko starał się zachowywać normalnie. Musiał dużo przejść, dużo wycierpieć - pomyślałam. Wścibsko, ale z wyczuciem zaczęłam drążyć temat, chcąc dowiedzieć się więcej. Rozmowie cały czas bacznie przysłuchiwała się Chloe i kobieta, którą kiedyś w sądzie  wskazali mi jako żonę komendanta. W międzyczasie, musiałam przerwać dyskusję i na prośbę Ace'a udać się do Los Santos po pewną rzecz, co też zrobiłam w asyście Chloe. Po powrocie, wymieniłam jeszcze kilka słów z mężczyzną, którego wtedy znałam już jako Brayan'a Roxwell'a.  Obiecując, że dokończy mi historię, która tak bardzo mnie nurtowała, wymieniliśmy się numerami telefonów. Gdy tylko odszedł, otrzymałam od niego SMS, w którym zapytał o pierścionek zaręczynowy, więdząc z naszej rozmowy, że mam chłopaka. Po powrocie do Los Santos i kolejnej wiadomości od Brayan'a umówiliśmy się na spotkanie, aby mógł dokończyć swoją opowieść. Spotkaliśmy się w zagajniku, tuż obok Białego Domu, gdzie dowiedziałam się wszystkiego co tak bardzo mnie ciekawiło. Miał za sobą bardzo przykrą przeszłość, a to wszystko tak bardzo go dobijało, że wyglądał niemal jak cień człowieka. Jeszcze nigdy nie widziałam osoby, tak bardzo przybitej i przeżywającej wcześniejsze doświadczenia. Podczas rozmowy dużo też zrozumiałam, słuchając opowieści o zawodach miłosnych Brayan'a i tym jak do tego dochodziło, uświadomiłam sobie, ze tak samo zaczyna się dziać między mną i Ethan'em. Gdy skończyliśmy rozmawiać, odwiózł mnie do domu i po pożegnaniu odjechał. Zamiast wrócić do domu, wsiadłam na motor i zaczęłam krążyć bez głębszego sensu po mieście, jazda pomagała mi się odstresować i ułożyć myśli w głowie. Wiatr sprawiał wrażenie, jakby zabierał z mojej głowy wszystkie zbędne myśli, odświeżał mi umysł.
Ethan, poprosił mnie, żebym przyjechała po niego do akademika FBI, tak też zrobiłam. Podczas całej drogi nie odezwał się do mnie słowem. Dopiero pod domem, gdy zapytałam o co mu chodzi wyznał, że widział jak rozmawiam z Braynem i to jak wymieniam się z nim numerem telefonu, przy okazji się rumieniąc. Nie dał sobie nic wyjaśnić, ja odjechałam on też. Na pożegnanie rzuciłam jedynie, że pora zabrać swoje rzeczy raz na zawsze - tak też zrobiłam.

OXHlMSZ.gif


9 lutego 2017, Los Santos - Grape Street
Spędzając noc w towarzystwie Chloe krążyłyśmy ulicami miasta. Cały czas biłam się myślami, jednak Chloe pomogła mi o tym zapomnieć, pojechaliśmy do niej na kawę, gdzie wszystko dokładnie jej opowiedziałam. Nie pochwaliła naszego spotkania z Brayanem po wyścigu, w sumie to ją rozumiem. Od chwili kiedy się poznaliśmy polegałam na niej, wiedziałam że mogę jej zaufać i powiedzieć co leży mi na sercu. Potrzebowałam dać upust swoim emocją i jakoś od tego wszystkiego odpocząć. W końcu, gdy wróciłyśmy do jazdy po mieście, coś mnie tknęło żeby spróbować skontaktować się z Ethanem i jakoś tą całą sytuację wyjaśnić. Tak też zrobiłam, umówiliśmy się na spotkanie w budynku przy Grape Street, pojechałyśmy tam razem, jednak Chloe nie weszła do środka, dając nam swobodę rozmowy i działania. Ethan to ciężka osoba do rozmowy, ilekroć nie przychodziło nam wyjaśniać jakiegoś konfliktu czy bardziej rozbudowanej sprawy, powtarzał jedynie to samo. Tak samo było teraz, na godzinę rozmowy usłyszałam kilkanaście razy to samo co na samym początku i dowiedziałam się jedynie, że podczas rozmowy z Brayanem przekroczyłam granicę, których przekraczać nie powinnam. Na pytanie jakie to granicę były, nic nie odpowiedział. Musiałam zadawać to pytanie przez kilkanaście minut, żeby w końcu uzyskać odpowiedź, a co jest najlepsze to ogólnikową odpowiedź, kończącą się zwrotem, abym się domyśliła. Tak właśnie wygląda z nim rozmowa, ciągłe powtarzanie wytartych schematów, traktuje mnie jak przestępce na przesłuchaniu, któremu nie podaje się żadnych informacji i tak długo wodzi za nos, aż nie przyzna prawdy. Skoro nie mogłam się z nim dogadać, a on powtarzał od początku rozmowy to samo zdanie postanowiłam urwać temat raz, a dobrze. Oznajmiłam mu co na ten temat myślę i że nic mnie z Brayanem nie łączy. Życzyłam mu dobrej nocy, on mi też. Odjechałam.

M9i49I1.gif


9 lutego 2017 roku, Bayside - plaża, San Fierro - park
Każde spotkanie z Brayanem pozwalało mi zapomnieć, o problemach, które zgotował mi los. Ciepło jego ciała sprawiało, że zapominałam o wszystkich problemach. Chciałam, żeby każda chwila u jego boku trwała jak najdłużej, bałam się głośniej oddychać w obawie, że głośniejszy podmuch rozwieje to co do tej pory między nami zbudowaliśmy. Dwoje ludzi z tymi samymi problemami u swojego boku, to musiało się wydarzyć. 
Po wiadomości od Brayana, pojechałam na plaże w Bayside, gdzie w oczekiwaniu na jego przybycie, biłam się z myślami przesypując piasek między palcami. Gdy tylko usłyszałam warkot silnika, moim ciałem wstrząsnął niekontrolowany dreszcz, w brzuchu poczułam motylki, których wcześniej nie czułam, oddech przyspieszył, a dłonie zaczęły drżeć. Z każdym niewyraźnym krokiem na piasku, serce podchodziło mi coraz bardziej do gardła. Zamarłam, gdy tylko stanął u mojego boku. Po początkowo dość niepewnym przywitaniu, wspólnie spędziliśmy czas na plaży, gdzie opowiedziałam mu, co wydarzyło się dzisiejszej nocy, a w zasadzie wczesnego ranka. Miałam wrażenie, że po moim rozstaniuz Ethanem, Brayan nabrał jeszcze większej pewności siebie, jednak nie dał tego po sobie poznać. Wspierał mnie mimo tego, że sam miał na głowie podobne problemy co ja. Po pewnym czasie, wyruszyliśmy do San Fierro i  ku zrządzeniu losu ujżałam park, który był jedynym miejsce dobrze kojarzącym mi się z Ethanem. Dlaczego akurat tutaj, dlaczego zamiast o nim zapomnieć, spoglądam na miejsce, w którym obdarował mnie  kwiatami i zastanawiam się czy wszystko mogło wyglądać inaczej! Spoglądając na kamienne posągi, trzymające misę, z której wylewała się woda na samym szczycie fontanny biłam się się z myślami, ciesząc się obecnością Brayana. Nie wiem dlaczego, ale w pewnej chwili oboje znaleźliśmy się fontannie, brodząc coraz głębiej w wodzie. Dziecięce wygłupy, które sprawiły, że poczułam się ponownie jak ta mała dziewczynka pozwoliło mi zapomnieć o wszystkim - liczyliśmy się tylko my dwoje. Chcąc mieć do czego wracać i co wspominać, zostawiliśmy przy posągu ślad po sobie - koszulkę Brayana i moje nieśmiertelniki z imionami Gabrielle i François. Cali przemoczeni, wóciliśmy do Los Santos na gorącą herbatę w domu Brayana. Po wyjściu, spotkałam się z Chloe, już przy samym wejściu do auta, dostrzegając wyraźne zmartwienie na jej twarzy. Odjechałyśmy.

sEcpNGW.gif

 
10 lutego 2017 roku, Las Venturas - Parking piętrowy
Kolejna nieprzespana noc, którą spędziłam w towarzystwie jedynej kobiety tak doskonale mnie rozumiejącej. Siedząc na na samym skraju wysokiego lotniska, wspólnie próbowałyśmy rozwiać tajemnicę życia. Wiatr, który uderzał w nasze twarze, zdawał się sprawiać wrażenie wyjątkowo opiekuńcze, odsuwał z głowy wszystkie zbędne myśli i pozwalał trzeźwo myśleć, odsuwał zmęczenie mimo tak później pory. Tej nocy Chloe opowiedziała mi, co zaszło między nią i jej mężem. Nie spodziewałam się, że w przeciągu kilku dni zbliżymy się do siebie tak bardzo, nawet pod względem problemów miłosnych. Jak mogę doradzić jej co powinna zrobić i pocieszyć ją, skoro sama nie radziłam sobie z identycznym problemem - pomyślałam. Dwie kobiety siedzące na skraju dachu, mające problemy sercowe to złe połączenie. Zdawało mi się, że Chloe cierpi o wiele bardziej ode mnie, ja mogłam liczyć na jej i Brayana wsparcie w najgorszych dla mnie chwilach, jednak gdy teraz przyszło nam się zamienić miejscami, byłam przerażona, że temu nie podołam. Długo rozmawiałaśmy, a z każdym słowem żal, który ogarniał Chloe nasilał się. Moment kumulacji nadszedł w chwili, gdy ściągnęła z palca obrączkę, która chwile potem poszybowała w powietrzu przed nami, znikając z naszych oczu. Ta noc była jedną z cięższych podczas całej naszej znajomości, miałam wrażenie, że nie podołałam zadaniu jakie przede mną stanęło. Nie wystarczająco wsparłam osobę, która tyle dla mnie zrobiła i tak wiele dla mnie znaczyła. Byłam sobą rozczarowana.
Po kilku kolejnych okrążeniach po Las Venturas, nad ranem wróciłyśmy do miasta. Gdy Chloe odjeżdżała, w jej oczach nadal tliła się iskra nadzieji. Mimo tego bólu i osamotnienia, które zgotował jej mąż, nadal głęboko wierzyła, że wszystko jeszcze się ułożyć. Wolała spróbować i żałować, że to zrobiła, niż odejść i żałować, że nie zrobiła nic. 
 

SJF8pe6.gif

 
10 lutego 2017 roku, San Fierro - Kort tenisowy
Przez ostatni czas prowadziłam nocny tryb życia, unikałam kontaktu z ludźmi, a noc była idealną porą, żeby wyjść z domu. Tego dnia miałam problemy ze snem, nie tylko dlatego, że trapił mnie problem Chloe, ale też dlatego, że po wczorajszym spotkaniu z Brayanem, dostałam wiadomość, w której coś obiecał mi powiedzieć nastepnego dnia. Chcąc odreagować i rozbudzić się po długim śnie niemal do wieczora, pojechałam na korty tenisowe w centrum Los Santos. Podczas samotnego treningu, napisał do mnie Brayan, od razu odrywając moje myśli od paletki. Znowu umówiliśmy się na kolejne spotkanie, a mnie coraz bardziej zżerała ciekawość, odnośnie tego co dzisiaj usłyszę. 
Pojechaliśmy do San Fierro, na korty tenisowe, gdzie wspólnie mieliśmy rozegrać, krótką rundkę - do tego jednak nie doszło. Przed samym wejście na kort, Brayan zatrzymał mnie w przejściu, a spoglądając w jego oczy już czułam, że z gry nic nie wyjdzie. Tak też się stało, staliśmy wpatrzeni w siebie, rozmowa coraz bardziej nabierając rozmachu, wchodziła na coraz delikatniejszy grunt. Miałam wrażenie, jakby moje nogi zapadały się w płyty chodnikowe. W pewnej chwili cała sytuacja nabrała niespodziewanego obrotu rzeczy! Z każdym słowem zbliżając się coraz bardziej do siebie i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, poczułam na swoich ustach ciepłe, wilgotne usta Brayana. Nie potrafiłam protestować, nie potrafiłam się od niego odsunąć, to właśnie ciepło jego ciała mnie przyciągało, każdy jego dotyk mnie paraliżował. Ten krótki pocałunek zdawał się trwać wiecznie, niebo miało wrażenie nabierać blasku z każdą sekundą, zamiast go tracić. Ku mojemu zaskoczeniu to był dopiero początek!
Pocałunek przełamał między nami barierę, która przez ten cały czas trzymała nas na dystans. Szklana przesłona między naszymi ciałami runęło, rozsypując się w drobny mak, teraz nie było już żadnych tajemnic, wszystko stało się możliwe. Cztery godziny stania w jednym miejscu i wpatrywania się sobie w oczy, zdawały się trwać zaledwie kilka minut. Czas nabrał biegu, powietrze pozornie wydawało się zmienić konsystencję i zapach. Każda cząstka, która mnie otaczała pachniała i smakowała jak Brayan. Przez całą naszą rozmowę starał się oddychać tak płytko jak to tylko było możliwe, nie chciałam aby nawet oddech mógł zakłócić to co się, między nami nawiązało. Granice, które przestały istnieć, otworzyły drogę Brayanowi do wyznania swoich uczuć, ja też się na to zebrałam. W końcu padły słowa, których nie spodziewałam się, otwierając oczy tego dnia. 

Fr0Z22M.png

Te kilka prostych słów, które dogłębnie rozumie tylko osoba zakochana, podniosły mnie na nogi, sprawiły że moje serce zaczęło bić szybciej niż kiedykolwiek do tej pory. Czułam i wiedziałam, że to własnie ten moment, że to ta chwila zmieni moje życie na lepsze. To jego ciepło, to jego dotyk zdawało być się lekarstwem na wszystkie problemy, jego dotyk zdawał się uleczać choroby, na które człowiek nie wynalazł leku. 
Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Los Santos razem - jako para, nie jako znajomi. Brayan chcąc, żebym rano budziła go melodycznym francuskim akcentem, nie pozwolił mi wrócić do swojego domu. Nie odstępował mnie nawet na krok, jakby bał się, że gdy tylko przekroczę próg to cały czas pryśnie. Przy spotkaniu z Chloe oboje dumnie, pochwaliliśmy się z naszego wspólnego szczęścia. Mimo problemów jakie przechodziła, nawet ta wiadomość sprawiła wrażenie, że przez chwilę cieszyła się naszym szczęściem, wspólnie z nami. Nie wiem kiedy i nie wiem jak, będę mogła odpłacić się tej kobiecie na swoją obecność i wsparcie jakie przez ten czas mi okazuję. Gdyby w tym mieście do głosu mogły dojść właśnie takie osoby jak Ona, wszystkim żyłoby się lepiej. Chociaż, kto wie czy kobieta z tak silnym charakterem i taką empatią nie zostanie kiedyś burmistrzem?
 

aY66Gsh.gif


12 lutego 2017 roku, Montgomery - Akademik LSPA
Śpiąc niemal do późnego południa, wstałam leniwie z łóżka i chwyciłam momentalnie za laptopa stojącego na szafce nocnej. Sprawdzając skrzynkę odbiorczą dostrzegłam wiadomość pochodzącą z Los Santos Police Academy. Drżącymi dłońmi otworzyłam e-mail, w tej samej chwili serce zdawało się stracić swój rytm. Po przeczytaniu wiadomości po raz dziesiąty, odstawiłam laptopa na bok i pobiegłam do kuchni przygotować śniadanie dla śpiącego jeszcze Brayan'a. To miało być coś wyjątkowego, w końcu oboję planowaliśmy wspólną karierę w departamencie u swojego boku, teraz mieliśmy na to szansę. Gdy tylko Brayan się obudził, zjedliśmy śniadanie, a ja o wszystkim mu opowiedziałam. Nie był zaskoczony, wierzył we mnie bardziej niż ja sama. 
Tego samego dnia pod wieczór odbywało się przyjęcie w szeregi kadetów LSPA. Gdy tylko się spakowałam, wskoczyłam na motocykl razem z torbą przewieszoną przez ramię i popędziłam w kierunku Montgomery. Wpadłam na rozpoczecie niemal spóźniona - jak zawsze Jacqueline punktualna jak należy. Uratowało mnie to, że całe przyjęcie miało poślizg o blisko pół godziny. Po wpłacie czesnego, odebraniu kluczy i wysłuchaniu Madame Cleverly, przyszedł czas na zaznajomienie się z kadetami i akademikiem. Tak też zrobiłam, ale cóż ludzie tam nie wydawali się tak bardzo rozmowni. Krótko przed ciszą nocną pod akademik przyjechała największa miłość mojego życia - jak zwykle olśniewający z kapturem zarzuconym na głowie i uśmieszkiem, który tak bardzo w nim kochałam. Wspólnie poszliśmy nad rzekę za stacją paliw, żeby w spokoju móc się pożegnać z dala od wścibskich spojrzeń innych kadetów. Nie potrafiłam wyobrazić sobie całego tygodnia z dala od Brayan'a. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta tygodniowa rozłąka pokaże mi jak blisko siebie jesteśmy i jak bardzo wzajemnie się potrzebujemy. Człowiek, z którym znałam się od niedawna, tego dnia wydawał się być kimś, kto spędził ze mną całe życie. Oboje znaliśmy swoje upodobania, on znał moje słabe strony, ja znałam jego, z nikim tak dobrze się nie porozumiewałam. Spędziliśmy tą ostatnią godzinę razem, czule wtuleni w siebie podziwialiśmy zachód słońca nad odległym Las Venturas. Przyszedł czas powrotu do akademika - zimne, puste akademickie łóżko. Ech...

p2hQO8S.gif


18 lutego 2017 roku, Las Venturas - Parking
Po prawie tygodniu spędzonym w akademiku LSPA i zaliczonym już poprzedniego dnia egzaminie z kontroli drogowej, przyszedł czas na egzamin, którego najbardziej się obawiałam. Brayan przyjechał do Montgomery jak tylko wstał, to było cudowne oglądać go w momencie, kiedy przeżywałam największy dotychczas stres w życiu. Na widok przygotowywanych do wyjazdu autobusów serce zdawało mi się wyskakiwać z piersi, dłonie niemal kleiły mi się od potu. Ściskałam koszulkę na torsie Brayan'a całkowicie zapominając o tym, jak sceptycznie do naszego związku podchodziła Madame Cleverly. W tamtym momencie jego bliskość pozwalała zapomnieć mi o czekającym mnie egzaminie z pościgu kontrolowanego. Zdawało mi się, że wszyscy wierzą we mnie bardziej, niż ja sama. Nawet Jack Hetfield, mój wykładowca i kuzyn mojego przyszłego męża okazywał mi niesamowite wsparcie przez cały okres trwania akademii. W chwilach, kiedy u mojego boku nie mogło być Brayan'a, Jack starał się trzymać moje myśli z dala od stresu i tęsknoty. Wieczorne rozmowy na akademickim holu, jego zapewnienia, że wszystko pójdzie po jak najlepszej myśli, zdawały mi się dodawać tyle samo siły co bliskość Brayan'a.
W końcu przyszedł moment wyjazdu do Las Venturas, gdzie miał się odbywać pościg kontrolowany - egzamin, który decydował o przyszłości, większości z nas. Kadeci zebrali się w autobusach i po chwili ruszyliśmy do pustynnego miasta. W końcu dotarliśmy na parking, który miał być startem całego egzaminu, a w tamtym momencie także startem w karierze w szeregach departamentu. Podzielono nas parami. Każda z par wsiadła do radiowozu, jedna osoba była kierowcą, a drugą radiooperatorem, później się zamieniali. Gdy przyszła moja kolej, serce zamarło mi, kiedy wsiadłam do wozu, na którego tyle siedziała już Madame Cleverly z notatkami rozłożonymi na kolanach. Czas start, początkowo meldowałam więc miałam te kilka minut, żeby ocenić sposób jazdy Rayan'a Carter'a, który prowadził uciekający pojazd. Gdzie się nie obejrzałam, wszędzie widziałam członków rodziny Brayan'a, nawet Rayan - jego brat, brał udział w szkoleniu kadetów. I jak tutaj nie narobić sobie wstydu, kiedy wszyscy na Ciebie patrzą i pod nosem mówią - to nowa dziewczyna Brayan'a.
Usiadłam za kierownicą i włączyłam sygnały, ruszyliśmy w pościg za beżowym admiralem mknącym ulicami Las Venturas. W końcu go zgubiłam, Rayan był zbyt dobrym kierowcą, natomiast ja sama nigdy nie byłam wirtuozem kierownicy, podobnie jak żona Rayana i moja przyszła szwagierka Noelle. To nas obie właśnie łączyło - nie potrafiłyśmy jeździć, ale miałyśmy u swojego boku mężczyzn, którzy potrafili to rewelacyjnie.
Kiedy już każdy z kadetów przeszedł egzamin, przyszedł czas powrotu do Montgomery, gdzie Madame Cleverly ogłosiła wyniki. Zdałam! Naprawdę zdałam!
Nie wierzyłam we własne szczęście, momentalnie cały stres i strach opuściły moje ciało, a kolana ugięły się pod moimi nogami. Rzuciłam spojrzenie na Aurelię, która podczas całej tej akademii okazała się być najbardziej w porządku osobom. Ku mojemu ździwieniu i naszej początkowej niechęci do siebie ze względu na fakt, iż była to wcześniejsza żona Brayana, nawiązałyśmy bardzo dobry kontakt. Nigdy nie sądziłam, że można tak dobrze dogadywać się z kimś, kto wcześniej zajmował Twoje miejsce u boku ukochanego mężczyzny. Życie lubi płatać figle, a ja jestem tego najlepszym przykładem.
Gdy wszyscy się rozeszli, podszedł do mnie Brayan, który zaprowadził mnie  na tył akademika twierdząc, że ma dla mnie jakąś specjalną niespodziankę. Przez całą drogą trzymał dłonie na moich oczach i prowadził mnie ostrożnie przez sobą, a gdy już byliśmy na miejscu, ostrożnie zsunął dłonie z moich oczu. Musiałam kilka razy zamrugać i oswoić się ze światłem słonecznym, zaraz potem ujrzałam fioletowe Voodoo, które było nagrodą od Brayan'a w zamian za zdany egzamin! Zamiast wyrazów wdzięczności, ten biedny kochający mnie wariat dostał wiązankę na temat robienia zbyt drogich prezentów. Tego samego dnia opuściliśmy Montgomery i wróciliśmy do domu, oczekując na jutrzejszy egzamin pisemny.

lroeqac.gif

 
20 lutego 2017 roku, Los Santos - Metropolitan Division HQ
Przyszedł dzień wyników, na który każdy oczekiwał z zapartym tchem. Drżące dłonie, które od samego rana zdawały się żyć własnym życiem. Stresowałam się tak bardzo, że nawet miałam problem z utrzymaniem kierownicy motocyklu. Jak zwykle wstałam szybciej od Brayan'a, który jeszcze smacznie sobie chrapał. Nie znałam lepszego sposobu, żeby się odstresować niż przejażdżka po mieście z maksymalną prędkością na liczniku - tak też zrobiłam. Silne podmuchy wiatru jak zawsze pozwoliły mi zapomnieć o całym stresie kiedy otuliły mnie swoimi ramionami. Pędziłam przed siebie wyjmijając wszystkie napotkane auta, nie zwalniałam nawet przed pasami. Jako przyszły oficer departamentu złamałam w ciągu godziny więcej przepisów, niż Liam Cali wystawia mandatów. Kierownica niebezpiecznie odbiła mi w bok, kiedy poczułam wibrowanie telefonu w kieszeni - to był z pewnością Brayan, który obudził się w pustym łóżku. Zwinnie wymanewrowałam i zjechałam na pobocze, Brayan chciał mnie widzieć w domu miał niespodziankę jak to sam określił. Bez zbędnego oczekiwania obrałam kierunek wprost na dom.
Brayan siedział już sofie, spoglądając na stojącego obok kubka z kawą laptopa. Nie zwracając nawet większej uwagi na to, co znajduję się na monitorze wsunęłam się na jego kolana i czule otuliłam go ramionami. Zawsze kiedy znajdowałam się jego ramionach, wszystko zdawało się tracić sens. Liczyły się tylko te chwilę, które spędzałam u jego boku - był dla mnie ostoją, o której wielu może pomarzyć. Spoglądając na mnie z uśmiechem, wskazał na stojącego za moimi plecami laptopa, którego momentalnie chwyciłam spoglądając na zawartość monitora. Przez chwilę nie docierało do mnie to co widzę - na liście osób, które pozytywnie zdały egzamin pisemny i wszystkie go poprzedzające znajdowało się moje nazwisko. Naprawdę udało mi się osiągnąć to, w co nigdy nie chciałam uwierzyć! Udało mi się to dzięki wsparciu jakie okazali mi wszyscy bliscy - osoby, które wierzyły we mnie bardziej niż ja sama. Mój ukochany, spoglądał na mnie z błyskiem w oku, który po raz pierwszy dostrzegłam przy naszym spotkaniu w Bone County. Sukces przypieczętowaliśmy pocałunkiem i wspólnym prysznicem przed ceremonią przyjęcia w szeregi departamentu. 
Gdy na zegarku wybiła godzina 20:00 do holu Metropolitan Division HQ, wszedł komendant Bourland, który zaprosił nas do sali odpraw. Na twarzy każdego z przyszłych oficerów było widać wymalowany strach i zarazem ekscytację. Każdy z nas potulnie stanął przed wybranym krzesełkiem czujnie obserwując poczynania i przemowę komendanta wraz z całym Command Staff. Gdy Brayan, jako Commander Gang Unit zaczął wyczytywać nazwiska z listy, serce na moment mi zamarło. Odetchnęłam głośniej i ruszyłam w kierunku podestu, kiedy padło moje nazwisko - odebrałam odznakę wraz z umundurowaniem i całym osprzętem. W moich oczach z pewnością było widać przerażenie, które tak usilnie starałam się ukryć spoglądając w twarz Komendantowi. W chwili kiedy już ostatnia osoba odebrała ekwipunek ponownie padło moje nazwisko tym razem w komplecie z Vivianne Laoerux. Zdziwiona posłałam jej ukradkiem spojrzenie, którego nawet nie dostrzegła. Mój ukochany, a obecnie jeszcze przełożony oznajmił, że obie mamy szansę dołączyć w szeregi Gang Unit. To było prawdziwe zaskoczenie, rozumiem jeszcze Vivianne, która przechodziła przez akademię jako weteran, ale ja?! Zwykły szary oficer policji i to w dodatku pierwszego stopnia, a mimo to padła propozycja dołączenia w szeregi dywizji, która na co dzień zmagała się z przestępczością na terenach South Central. Zbyt dużo jak na jeden dzień - serce zdawało się wyskakiwać z mojej piersi. Przez moment zbierając sobie myśli w głowie byłam w stanie jedynie wydukać "Tak, sir!".
Przez całą resztę ceremonii i późniejszą wizytę w biurze Commandera Gang Unit, biłam się  z myślami jak uda pogodzić mi się pracę ze związkiem. Mój obecny przełożony był przecież nadal moim chłopakiem i przyszłym mężem, pogodzenie tego nie wydawało się takie łatwe.  Najbardziej obawiałam się, że nasza wspólna praca wpłynie na nasze relację i odwrotnie. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma tego, że zaledwie kilka dni pokaże, że takie dwie rzeczy można ze sobą pogodzić.
 

iVJrSzA.gif


23 lutego 2017 roku, Los Santos - LS-SF Border
Brayan jeszcze spał, kiedy wychodziłam z domu. Zamknęłam za sobą drzwi, przerzuciłam torbę przez ramię i wskoczyłam na motocykl. Po przyjeździe pod główny komisariat, pobiegłam do szatni i przebrałam się umundurowanie. Dokładnie sprawdziłam ilość naboi w magazynku, przezorny zawsze ubezpieczone zwłaszcza w mieście, w którym wyjście w mundurze na ulicę może się skończyć tragicznie. Przed akademią nie zdawałam sobie sprawy jaki ciężar dźwiga na sobie każdy funkcjonariusz. Kiedy przychodzi stresująca sytuacja, a ty celujesz bronią w człowieka i musisz zadecydować kto przeżyje to starcie, wszystkie myśli zdają się wtedy wykrzykiwać tylko jedno - nie rób tego! Mimo to wiesz, że zagrożenie jest realne i pociągasz za spust, cały czas celując bronią tak, żeby napastnika obezwładnić ale nie zabić. Zabójstwo na służbie to też morderstwo, a fakt, że posiadasz odznakę nie zwalnia Cię z traumy i odpowiedzialności. Podczas służby w Los Santos takie decyzję musisz podejmować niemal codziennie - zawsze kiedy ktoś za bardzo się do ciebie zbliża, za każdym razem kiedy sięga po coś kieszeni czy wciska pedał gazu uciekając od kontroli. Ludzie nie mają do Ciebie za grosz szacunku mimo, że jako funkcjonariusz stajesz w pierwszym szeregu, chroniąc obywateli miasta chcących bezpiecznie dotrzeć do domu, gdzie czekają na nich kochające rodziny. Twoją rodziną nikt się nie przejmuje kiedy rzuca się na Ciebie z pięściami czy celują bronią. 
Otrząsnęłam się z zamysłu, w jaki popadłam podczas przebierania się. Pospiesznie udałam się na granicę, gdzie miałam dzisiaj pełnić wartę. Przygotowałam wszystko do rozpoczęcia kontroli granicznej i pozamykałam bramy dzielące most na pół. O dziwo wszystkie kontrolę przebiegały sprawnie i bez żadnych stresujących przypadków, nikt się nie awanturował i nikt nie rzucał się na Ciebie z pięściami. Trwałam w takim błogim stanie do momentu, kiedy do kontroli podjechał biały motocykl, a na nim mężczyzna z zakrytą twarzą. Odbierając od niego dowód osobisty nawet nie zwróciłam uwagi na zdjęcie i nakazałam mężczyźnie odsłonić twarz. Chwilę się o to wykłócał jednak w końcu uległ - przecież i tak nie miał wyboru. Momentalnie moja dłoń powędrowała na kaburę z bronią, kiedy ujrzałam człowieka, którego niegdyś darzyłam uczuciem. Ethan Blackford z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy, które obecnie w dowodzie miał wpisane dane - George Howard. Musiałam włożyć niemal całą siłę w to, żeby zachować powagę i nie dać po sobie poznać, jak bardzo mnie kiedyś zranił. Przez cały czas utrudniał mi kontrole od momentu podjechania do bramki, aż do momentu kiedy stwierdził, że nie przyjechał tutaj w celu przekroczenia granicy. Doskonale wiem co miał na celu i głęboko cieszy mnie fakt, że nie dałam wyprowadzić się z równowagi. Jeszcze przez chwilę pocwaniakował i odjechał kiedy odwróciłam się do niego plecami i zignorowałam jego dalsze prowokację. Ponownie wróciły wszystkie negatywne emocję, których doświadczyłam po naszym rozstaniu, ale w głębi zastanawiałam się też, nad tymi pięknymi momentami, które było dane spędzić nam razem. Nawet podczas mojej późniejszej rozmowy z Brayan'em biłam się myślami, opowiadając mu o tej sytuacji. Ludzka natura jest na tyle przebiegła, że po upływie czasu, drzemiący w człowieku żal zmienia się w poczucie winy, dopiero wtedy zastanawiasz się czy wszystko co zrobiłeś wcześniej było właściwe. Jednak mając u swojego boku osobę, którą darzy się takim uczuciem jak ja Brayan'a masz tą pewność od samego początku. On jest moim szczęściem, moją miłością i całym moim życiem! Stojąc przy jego boku wiem, że jesteśmy w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu, nieważne jaką cenę musielibyśmy za to zapłacić.
 

 

kwht58t.png

OOC - słów kilka


Skoro gra na poprzedniej postaci dobiegła końca, a w jej miejsce wchodzi kolejna wypada napisać biografię. Pierwsze trzy fragmenty są wydarzeniami czysto fikcyjnymi na potrzeby kreowania postaci, cała reszta zdarzyła się w czasie rozgrywki. Całość będę oczywiście systematycznie uzupełniał, czego nie robiłem w przypadku poprzedniej biografii, a później uzbierało się tego tyle, że nie miałem ochoty nic dopisywać. Wszystkim, którzy urozmaicili mi grę swoim towarzystwem na poprzedniej i na tej postaci oczywiście dziękuje. Gra bez Was nie byłaby taka sama, nawet jeśli chodzi o spiny OOC, które też miały czasami miejsce. Miłego czytania i liczę na wyrozumiałość!

 

Aktualizacje treści:
09.02.2017 r.
11.02.2017 r.
26.02.2017 r.


  • 13


#3000439 TSU ≠ SEU #1

Napisane przez Exodes w 03/06/2016 - 16:49

żałosne jest to lspd, prawdę mówiąc bez sts'a nikogo nie złapią XD
Co do pościgu to easy chlebu, zero zabawy.

Żałosne jest to, że większość znawców RP na tym serwerze uważa za bardzo realistyczne prowokowanie LSPD do pościgu i uciekanie bez większego znaczącego powodu ;)
Faktycznie w realu, kiedy zatrzymuje Cię policja, też dajesz gaz do dechy i spierdzielasz, skaczesz z mostów, przewracasz się na bok, stajesz na kołach i wiejesz dalej.

A, najbardziej śmiesznym faktem jestem to, że kiedy kogoś łapiesz to "fuck the police", a po godzinie kiedy ktoś Was tłucze po gębach to /p tel 911 Zamaskowane osoby napadają cywili.


  • 1


#2993723 [Odrzucono]Skarga na Sidney King

Napisane przez Exodes w 17/05/2016 - 14:14

Źle to ująłem. Chodziło mi to, że udzielałeś mi odpowiedzi na mój szept, co widać nawet na screenach.


  • -2


#2993683 [Odrzucono]Skarga na Sidney King

Napisane przez Exodes w 17/05/2016 - 12:51

Podobnie jak Ty, nigdy nie byłem karany od członków administracji, a także nie było skarg na moją osobę. Usilnie upierasz się, że pragnę zniszczyć Ci rozgrywkę na serwerze jak to sam nazwałeś. Na cóż, ja wyraziłem jedynie chęć ponownego odegrania akcji, aby uniknąć powstałych nieporozumień. Nie wiem co w tym takiego destrukcyjnego, że ponowne odegranie akcji uważasz za niszczenie Ci rozgrywki. Nie rozumiem także Twojego stwierdzenia odnośnie tego, że uważam się za świętego. Wspominałem już o tym blisko trzy razy, jednak Ty w ciągu dalszym masz trudność uważniej przeczytać ze zrozumieniem moje wypowiedzi. Wspominałem już o tym, że ja nie zapytałem Cię na /do czy czynność była udana, jednak Ty też nie wyraziłeś jakiegokolwiek sprzeciwu, który by moje czynności zniwelował. Tym samym wina leży po obu stronach co też już oboje podkreślaliśmy, jednak Ty w ciągu dalszym twardo upierasz się, że ja się do tego nie przyznaje. Zamiast podjęcia interakcji przeniosłeś swoją grę na OOC. Nie interesuje mnie, że nie chcesz kajdanek skryptem podczas zatrzymania i nie powinieneś wtrącać gry OOC podczas gry IC, były osoby które otrzymywały za to blokadę chatu OOC. Miałeś sprzeciwy co do założenia kajdanek? Proszę bardzo miałeś szerokie pole do popisu, aby wyrazić to właśnie podczas czystej gry IC. Po odegranej przeze mnie akcji odpowiadałeś mi na szepcie, tym samym kontynuowałeś dialog IC bez żadnej akcji sprzeciwu co dla mnie było wyraźnym przyzwoleniem na wcześniej podjętą wobec Ciebie akcje obezwładnienia i dalsze kontynuowanie procedur zatrzymania. Mogę się mylić, ale z czystego punktu widzenia aspektów Role Play, tak to właśnie wyglądało. Wątpliwości w tej kwestii oczywiście również rozwieje osoba weryfikująca skargę. 
Skoro twierdzisz, że skrypt robi wszystko za nas, równie dobrze mogłem na samym wstępie wbić Ci BW i założyć kajdanki bez żadnego problemu, jednak z pewnością wtedy skończyłoby się to skargą u zarządu LSPD. Kiedy BW osobom z LSPD wbijają organizacje przestępcze wszystko jest okej, jednak gdy już funkcjonariusz wbije BW członkowi organizacji, zaczyna się lament i wysyłanie screenów do zarządu frakcji. Nie ograniczajmy się jedynie do skryptu, są sytuację kiedy można po prostu grać fair wobec siebie, a skrypt użyć już po odegranej akcji :)
Co do ponownego odegrania akcji i Twojego stwierdzenia, że potoczyłaby się ona tak samo, mogę jedynie zapytać skąd ta pewność? Może by tak było, a może byłoby zupełnie inaczej. Powtórka z akcji ma głównie na celu rozwiać wszystkie niedomówienia podczas gry oraz wszelkie wątpliwości tak, aby każda ze stron była jej wynikiem usatysfakcjonowana. 
Zrozum proszę, że niczego nie chcę Ci tutaj zniszczyć, a jedynie chce rozwiać powstałe niedomówienia. Nie rozumiem dlaczego uważasz to za niszczenie Ci gry, to nie jest ban, ani też blokada postaci, które uniemożliwiłyby Ci grę, a jedynie powtórka z akcji pełnej nieścisłości :)


  • -1


#2993595 [Odrzucono]Skarga na Sidney King

Napisane przez Exodes w 17/05/2016 - 00:36

Tak jak już mówiłem, otrzymałem zgłoszenie od poszkodowanego, że to Ty dokonałeś ataku na jego osobę więc przystąpiłem do Twojego zatrzymania. Ta kwestia jest jedynie tylko i wyłącznie do wyjaśnienia IC, co nastąpiłoby podczas przesłuchania i w ciągu dalszym nie rozumiem dlaczego przenosisz to jako argument obronny w tej sprawie. Podobnie czyniłeś z brakiem podanego powodu podjęcia wobec Ciebie jakichkolwiek czynności. To są już aspekty tylko i wyłącznie czystej gry IC, które nie mają nic wspólnego z powodami skargi. Komendę //padnij wpisałeś na pewno i jestem tego nawet więcej niż pewny bo celowałem w Ciebie z broni w chwili gdy padłeś na ziemię, zaraz po tym odegrałem właśnie akcję z zakucie, przeszukaniem i dociśnięciem do ziemi. Skrypt kajdanek jest w ten sposób skonstruowany, że można je nałożyć jedynie osobie słabszej od siebie lub podczas kucnięcia przy pomocy klawisza "C" - //padnij w tej sytuacji nic nie daje i kajdanek nadal założyć nie można. W tej kwestii proszę o zerknięcie w logi w celu potwierdzenia tego, że tą komendę //padnij dawałeś. Nie płaczę tutaj o BW tak jak to określiłeś, bo grając w LSPD trzeba takie ryzyko po prostu zaakceptować, $80 na lek nie jest tak strasznym wydatkiem, abym w tego powodu musiał pisać skargę. Podawałem Ci powody tej skargi już trzy razy, a Ty nadal ich nie pojmujesz, po raz czwarty już tego tłumaczył nie będę. Jak dokładnie widać na załączonych screenach, to Ty miałeś żale odnośnie kajdanek, nie ja wiec nie rozumiem dlaczego uważasz, że płacz leży po mojej stronie. Nie będę ingerował w to co robiłeś po tej akcji, bo to po prostu już mnie nie interesuje. Ciekawi mnie jedynie wszystko co było związane z akcją zatrzymania, nic więcej, nic mniej. Owszem starałem się wymusić zakucie w sposoby w pełni IC na co Ty mi jednak odpowiedziałeś jedynie OOC, bez jakiejkolwiek reakcji ze strony IC. Pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia, nie grałem OOC w przeciwieństwie do Ciebie :)
Urokiem dynamicznej akcji jest, po prostu to, że podczas takich akcji wiele rzeczy może umknąć, czego my właśnie wczoraj doświadczyliśmy. Nie posądzam Cię o MG nie mając na to dowodów, jedynie chcę poddać tą akcję weryfikacji ze strony osoby rozpatrującej skargę, aby takową ewentualność wykluczyć. Jeśli okaże się, że znaleźli się tam przed Tobą, a żadnego MG nie dokonano, jak najbardziej przychylę się ocenie Magnesa.
Miałem już styczność z wieloma osobami czy to na terenie centrum czy South Central i podczas dynamicznych akcji naprawdę spora część graczy nie zawraca sobie głowy "/do udane?", odgrywają akcje, a następnie czekają na Twoją interakcję, podczas których decydujesz o ewentualnym stawieniu oporu czy też odniesionych skutkach przez postać w skutek jakiejś czynności. Dzięki temu akcja jest dynamiczniejsza i bardziej zwięzła. Nawet jeśli założenie kajdanek uznałbyś za niemożliwe z pewnością moja postać mogła Cię do ziemi przygnieść i starać się przeszukać - przypominam, że podchodziłem do Ciebie powoli cały czas celując w Twoją postać z broni. Dopiero jeśli z Twojej strony pojawiłaby się jakakolwiek reakcja odnośnie zrzucenia czy odepchnięcia mojej postaci mógłbyś spokojnie grać dalej chociażby swoją ucieczkę. Nic takiego niestety się nie pojawiło. Zamiast odegrać coś w tym właśnie stylu, straciłeś niepotrzebnie czas na /w i w chwili, kiedy odwróciłeś moją uwagę swoimi wiadomościami zaraz po tym podniosłeś się i zacząłeś uciekać, dlatego potraktowałem to jako celowe przedłużanie.
Ja także dziękuje za grę i przepraszam za wszelkie nieporozumienia tym samym życzę dobrej nocy :)
Sprawę oczywiście pozostawiam do wyjaśnienia i podjęcia ostatecznej decyzji przez osobę rozpatrującą.


  • 2


#2993580 [Odrzucono]Skarga na Sidney King

Napisane przez Exodes w 16/05/2016 - 23:21

Źle mnie zrozumiałeś. Miałem na myśli, że napadając na drugą osobę w pełni IC, musisz być świadom tego, że możesz ponieść tego konsekwencję. Dla mnie gra na /w była ewidentnym przedłużeniem akcji. W końcu gramy IC przyznajmy, że Twoje /w w tej sytuacji było całkowicie zbędne i jedynie niepotrzebnie przedłużyło całą akcję.  Skoro wyrażałeś swój sprzeciw OOC to czemu nie wyraziłeś go IC? Poszkodowany wyraźnie wskazał mi na Ciebie, dlatego też podjąłem interwencję odnośnie Twojej osoby. Powodu podawać Ci nie muszę w chwili zakuwania, jednak mam obowiązek podać Ci go w chwili przedstawienia Praw Mirandy, jeśli już o tym wspominasz. Dla mnie jednak jest to kwestia wyłącznie IC i nie rozumiem dlaczego przenosisz podawanie powodu podjęcia interwencji jako jeden z argumentów obronnych podczas obecnej sytuacji. Tutaj nie chodzi o wbicie BW, interesuję mnie jedynie to kiedy ta osoba znalazła się w tym lokalu, bo gdy zacząłeś uciekać ja ruszyłem zaraz za Tobą i jedyną osobę jaką widziałem wbiegającą do lokalu byłeś Ty, tym samym kolega musiał znaleźć się tam wcześniej, chyba że coś mi umknęło, ale to już w razie dalszych problemów będzie wyraźnie widoczne w logach. O bicie mnie Cię nie oskarżam, nawet o tym nie wspomniałem w to co robiłeś na miejscu zdarzenia też nie wnikam, dostałem zgłoszenie więc zareagowałem, prosta kolej rzeczy. Argumenty, które wysuwałem przeciwko Tobie podawałem już blisko dwa razy, jednak skoro o to prosisz podam je też po raz kolejny. Dla mnie /w było zbędnym przedłużeniem akcji, w chwili kiedy odegrałem akcję, mogłeś spokojnie wyrazić opór na /do, nawet w chwili, gdy Cię o to nie zapytałem. To jest Twoja postać i to Ty o niej decydujesz, jeśli postawiłbyś opór z pewnością starałbym się nadal tą akcję kontynuować i nie wyraziłbym żadnego niezadowolenia z powodu Twojego sprzeciwu. W chwili wydania polecenia padłeś na ziemię, a ja odegrałem Twoje dociśnięcie. Mimo tego, Ty po prostu zacząłeś grać na /w i w pewnej chwili bez żadnej reakcji z Twojej strony, że mnie odpychasz czy cokolwiek takiego podniosłeś się i zacząłeś biec. Gdybym na Tobie IC nie siedział i nie dociskał Cię kolanem z pewnością nie miałbym teraz o to jakiegokolwiek żalu. Ja nie zapytałem czy udane, Ty nie zaprzeczyłeś czy nieudane :) Ponadto chcę wyjaśnić tą sytuację z kolegą, aby rozwiać resztę wątpliwości w tej sprawie.
Jedyne czego od Ciebie oczekuje to ponowne odegranie akcji, jednak w tej sprawie ostateczny głos podejmie już osoba, która tą sprawę rozpatruje. Dzięki za zainteresowanie tematem z Twojej strony i chęć wyjaśnienia tej sprawy. Resztę pozostawmy Magnesowi ja już od siebie raczej nic więcej dodać nie mogę.


  • 0


#2993547 [Odrzucono]Skarga na Sidney King

Napisane przez Exodes w 16/05/2016 - 22:35

Idąc tym samym tropem co Ty, ja nie zapytałem czy udane, ale Ty także nie wyraziłeś żadnego sprzeciwu ze swojej strony. Poprosiłem, abyś położył się na ziemi i to polecenie wykonałeś. Ja odegrałem akcję podczas, której odegrałem dociśnięcie Cię do ziemi, wykopanie z dłoni noża, który trzymałeś, a także Twoje zakucie. Spokojnie mogłeś wyrazić swój sprzeciw na /do, nawet bez mojego zapytania jednak mimo to takiej akcji nie odegrałeś. Zaraz po tej akcji zacząłeś do mnie pisać na /w, mogłeś ten czas poświęcić na stawienie oporu IC, a nie OOC. Kolega wbiegł za Tobą? Biegnąc za Tobą widziałem jedynie, że wbiegałeś tam Ty, kolega już był do całej akcji przygotowany, wiedząc dokładnie kogo i kiedy ma klepać. Prosiłeś o niezakładanie kajdanek i prosiłeś aby zrobić ssy, a mimo moich usilnych starań aby Ci te kajdanki nałożyć, Ty bez żadnego odegrania ze swojej strony, że wyrywasz się, w chwili gdy byłeś dociskany do asfaltu wstałeś i pobiegłeś sobie. Jeśli już zwracasz uwagę na brak /do, to ja także zwrócę uwagę na brak akcji z Twojej strony, bądźmy wobec siebie sprawiedliwi. Jeśli planujesz wprowadzać niepotrzebny zamęt IC, bądź też gotów ponieść tego konsekwencje. 
 


  • 3


#2992989 [Odrzucono]Skarga na Sidney King

Napisane przez Exodes w 15/05/2016 - 23:40

Link do profilu/postaci raportowanego/raportowanych: Niestety nie mam.
Nazwa postaci raportowanego/raportowanych: Sidney King

Opis sytuacji:
Tak więc, otrzymałem zgłoszenie odnośnie nieprzytomnego oficera na terenie centrum. Po odebraniu zgłoszenia udałem się na miejsce akcji, gdzie przystąpiłem do czynności. Poszkodowany wskazał sprawcę ataku, więc bezzwłocznie przystąpiłem do jego zatrzymania. W chwili kiedy odegrana była akcja zakucia go w kajdanki, zaczął płakać na /w żeby mu tych kajdanek nie zakładać, bo nie chce zakazu. Mimo tego, że odmówiłem i nadal chciałem nałożyć mu te kajdanki skryptem, prosząc aby przykucnął, ten po prostu zwiał do Central Bar, gdzie przy wejściu czekał już jego kolega, wbijając mi BW podczas freeze w drzwiach. Jak dla mnie płacz na /w był celowym przedłużeniem akcji, aby kolega mógł dotrzeć do tego Central Bar i czekać na mnie już na wyjściu w chwili kiedy aresztowany zaczął uciekać. Ciekawi mnie bardzo, skąd kolega raportowanego wiedział, gdzie ma czekać i kiedy, kogo ma zacząć uderzać, skoro aresztowany nie miał z nim jakiegokolwiek kontaktu IC w mojej obecności, a tamten znalazł się w lokalu już przed tym, nim ten zaczął uciekać. Na zrzutach ekranu też bardzo dokładnie widać płacz gracza i to jak prosi, aby te screeny wykonać, mimo moich usilnych starań, aby te kajdanki mu nałożyć skryptem, mimo że wcześniej podczas gry IC, nie stawiał żadnego oporu pod tym względem. Co do jego kolegi z Central Bar, screenów nie przedstawię bo dostałem BW na samym wejściu, wszystko pewnie będzie w logach.

Zrzuty ekranu wrzucone na imgur.com: (obowiązkowe)

Spoiler


  • 0


#2958724 Rose Ping (Blake) - The End (01.07.2016)

Napisane przez Exodes w 17/03/2016 - 15:09

Widzę nauki Shaylee nie poszły w las. Jestem taki dumny :D
Biografia ciekawa, aż mam ochotę wrócić do wspólnej gry w US Army!
 


  • 1


#2958177 Shaylee Harvey

Napisane przez Exodes w 16/03/2016 - 14:38

Nawet wzmianka o Pani Generał byla. :)

Świetnie się czyta, żal tylko wspominać chwile ze wspólnej gry bo aż serce się kraja. 

 

Biografia świetna, czekam na dalsze losy Shaylee :)

Dokładnie, tyle ciekawych akcji wychodziło w trakcie, a ilu ludzi się poznało w jednostce :D
US Army nie ma, ale sentyment pozostał i to może nie tyle co do samej frakcji, ale do osób, z którymi się grało.

 

A co Ty na to, aby wrzucać jeszcze jakieś zdjęcia do każdego dnia w biografii? Takie w małym formacie, aby ładnie wyglądały. 

Dobry pomysł, będę pamiętać o tym przy następnej aktualizacji :)

 

O proszę, nawet o Hetfieldach się znalazła notka. :P

Nie można pominąć, świadków. Zabrakło tylko wspomnienia z Waszego odnowienia ślubu, kiedy to my byliśmy Waszymi świadkami. Będzie trzeba zaktualizować :D


  • 2


#2956114 Shaylee Harvey

Napisane przez Exodes w 13/03/2016 - 14:12

Shaylee Harvey
"Wycierpiałam więcej, niż byłam w stanie znieść."

 

                                           

dQMfqHY.jpg


 Zawsze poważna i nieśmiała, taka byłam od dziecka i taka pozostałam do dzisiejszego dnia. Mama i tata od najmłodszych lat kładli nacisk na dobre wychowanie o czym świadczyły nienagannie dobrane stroje czy wysoka jak u dziecka kultura osobista. Kto by pomyślał, że rozpieszczana przez rodziców córeczka, której w latach szkolnych największym marzeniem było zostanie parlamentarzystką, zmieni się tak diametralnie, że sama siebie nie będzie w stanie poznać. Życie bywa złudne i bolesne, trzeba mieć silną wolę, żeby przetrwać w tym mechanizmie, sama boleśnie się o tym przekonałam...

11 styczeń 2008r.
"...niedostateczna wiedza bywa groźniejsza od braku wiedzy."
Rodzice zawsze wpajali, mi do głowy, że kluczem do osiągnięcia sukcesu jest wiedza i wykształcenie. Po ukończeniu szkoły średniej i ponad dziesięciu kursów językowych z hiszpańskiego pod wpływem namowy rodziców, zdecydowałam się złożyć dokumenty do Universidad de la Laguna na Teneryfie. Byłam przerażona, pierwszy raz przyszło mi podjąć decyzję, która miała oddalić mnie na kilka lat od domu, który do tej pory był dla mnie całym światem, najbezpieczniejszym miejscem na ziemi.

20 styczeń 2008r.
"Szczęście należy sobie wypracować, a nie wymarzyć. "
Obudziłam się bardzo wcześnie, nie potrafię wytłumaczyć uczucia, które mnie ogarniało tamtego dnia. Otwierając oczy czułam, jakby wkrótce wszystko miało się zmienić, jakby moje dotychczasowe życie miało przestać istnieć... Moje ciało przeszły dreszcze, kiedy wsuwałam na siebie szlafrok i schodziłam do kuchni na wspólne śniadanie z rodzicami. Kiedy przekroczyłam próg, dostrzegłam stojących przy stole rodziców, jakby mnie wyczekiwali. Było to nadzwyczaj dziwne, zwracając uwagę na fakt, że mama co rano pogrążona była przyrządzaniem śniadania, a tata czytaniem porannej prasy. Oboje stali, trzymając się pod rękę, wskazali na stół, na którym leżała duża biała koperta. Zamarłam, to przeczucie okazało się prawdą, dzisiaj wszystko się zmieni, byłam niemal pewna tego, że przejdę pozytywnie proces rekrutacyjny. Drżącą dłonią sięgnęłam po kopertę i niezdarnie ją rozerwałam, wysuwając ze środka zawartość. Czytając list, ogarnęła mnie fala gorąca, moim ciałem wstrząsnęły spazmy płaczu, sama nie potrafię wytłumaczyć czy płakałam wtedy ze szczęścia, że dostałam się na wymarzoną uczelnię, czy ze smutku, że przyszło mi opuścić rodzinny dom.

30 wrzesień 2008r.
"Poprawa wiąże się ze zmianami, doskonałość wiąże się z częstymi zmianami."
Przyszedł ten długo wyczekiwany dzień, kiedy ze spakowanymi bagażami w eskorcie rodziców, udałam się na lotnisko. Tego dnia dnia miałam dokładnie dwadzieścia dwa lata i trzy miesiące, więc w świetle prawa byłam już dawno dojrzałą, dorosłą osobą, nijak się to jednak miało do rzeczywistości. Tak naprawdę, to właśnie w ten pamiętny dzień przyszło mi odciąć pępowinę i ruszyć w świat, całkowicie sama, bez jakiegokolwiek wsparcia. Nowe doświadczenie, prosta decyzja.... Też mi farsa! Byłam dorosłą kobietą, a w głębi duszy czułam się przerażona jak małe dziecko.
Nie odwracając się, zalana łzami chwyciłam za bagaż podręczny i udałam się do samolotu. Po zajęciu miejsca, zasłoniłam błyskawicznie okno, w uszy wsunęłam słuchawki i zamknęłam oczy wyobrażając sobie, że tak naprawdę nadal jestem w domu z moimi ukochanymi rodzicami.

1 października 2008r.
"Jesteś urodzony, by zwyciężać, jednakże, aby być zwycięzcą, musisz zaplanować zwycięstwo, przygotować się do zwycięstwa i oczekiwać zwycięstwa."
Tego dnia zaczynał się rok akademicki, więc wszyscy studenci - ci obecni i ci przyszli, biegali w popłochu po korytarzach akademika, przygotowując się do ceremonii rozpoczęcia roku. Czułam się osamotniona, nie znałam tutaj kompletnie nikogo i nawet znajomość języka nie dodała mi odwagi by odezwać się do kogokolwiek, pozostałam zdana sama na siebie. Do uczelni, miałam zaledwie kilka metrów, więc dotarłam tam w kilka minut. Zdziwiło mnie to jak łatwo się tam odnalazłam i zaaklimatyzowałam. To tego dnia poznałam Maddie, dziewczynę która przyleciała tutaj z Waszyngtonu i jako jedyna, postanowiła wyciągnąć do mnie przyjacielską dłoń.

20 listopada 2011r.
"Nie dokonuje odkrycia, kto nie bada niemożliwości."
Czas mijał bardzo szybko, lata akademickie wydawały się brnąć naprzód z prędkością światła. Od trzech lat, byłam w domu może zaledwie trzy miesiące, podczas przerw świątecznych w grudniu. Szczerze? Przestało mi tak desperacko brakować rodziców i domu. Przez trzy lata rozłąki, zdążyłam się z tym pogodzić. Odnalazłam swoje miejsce na obczyźnie, nawiązałam nowe znajomości. Zmieniłam się, byłam wtedy taka dumna z tego, że otworzyłam się na świat, że zburzyłam mury swojego maleńkiego świata, w którym odseparowałam się od reszty!

31 czerwiec 2013r.
"Zawsze miej oczy, szeroko otwarte."
W całej tej historii, to jednak ten dzień okazał się dla mnie tym, który tak naprawdę wywrócił moje życie do góry nogami. Po odebraniu dyplomów ukończenia studiów i powrocie do akademika w szampańskim nastroju, postanowiłyśmy razem z Maddie udać się na wspólną, całonocną imprezę na dyskotece, aby uczcić zaliczenie wszystkich egzaminów.
Tak też się stało, wypacykowane i pełne energii pod osłoną nocy ruszyłyśmy do pobliskiego klubu. Pierwszy raz w życiu tak świetnie się bawiłam, czułam że żyje! Chciałam chłonąć swoim ciałem, każdą sekundkę, każdą minutę i godzinę tego wieczoru, jak gdyby już nigdy nic podobnego nie miało się wydarzyć. Razem z Maddie, byłyśmy tak podekscytowane, że nawet nie zwracałyśmy szczególnej uwagi na kręcących się przy nas, dwóch młodych mężczyzn, wyglądających na tubylców, co podkreślała ich opalenizna i typowa dla Hiszpanów uroda. Wymęczone harcami na parkiecie, wróciłyśmy do stolika, ugasić pragnienie drinkami, które pozostawiłyśmy tam wcześniej. Po paru minutach, poczułam że strasznie wiruje mi w głowę, nawet zażartowałam do Maddie, że chyba przesadziłam z alkoholem, ona czuła się podobnie. Nasilające się zawroty głowy i uczucie znużenia, zmusiły nas obie do powrotu do akademika. Jednak, gdy opuszczałyśmy klub, wydarzyło się coś niecodziennego. Drogę zaszło nam dwóch mężczyzn, początkowo nie skojarzyłam, że to własnie oni kręcili się przy nas na dyskotece. Zawroty głowy i znużenie, nasiliły się tak bardzo, że nogi się pode mną ugięły, czułam że mimowolnie zapadam w sen. Straciłam kontrolę nad ciałem, a chwilę później straciłam świadomość.

Nieznany dzień, 2013r.
"Twój los zależy od Twojej siły woli."
Obudziłam się cała obolała i zmęczona, jakbym nie spała przez co najmniej tydzień. Chciałam się przeciągnąć myśląc, że jestem w akademiku, jednak coś było nie tak. Ruchy uniemożliwiła mi... lina, to była lina na nadgarstkach i na nogach.
Chwila, co tu się dzieje! Zaczęłam się szamotać, otworzyłam oczy i zaczęłam się błyskawicznie rozglądać. Byłam w jakiejś szopie, przez szpary w deskach przebijały się promienie słońca, więc to był już dzień w powietrzu unosiły się drobinki kurzu. Dostrzegłam, że przy moich stopach leży Maddie, całkowicie naga i posiniaczona, nos miała ubrudzony od zaschniętej krwi, nie ruszała się. Przeraziłam się, to wszystko mnie przytłaczało. Miałam ochotę obudzić się, wyrwać się z tego przerażającego snu, chciałam poczuć się znów bezpiecznie. To jednak nie był sen i bardzo szybko się o tym przekonałam. Drzwi do szopy zaskrzypiały i otworzyły się, wpuszczając do środka oślepiająco jasne, promienie słońca. Ujrzałam sylwetki dwóch mężczyzn, którzy bez słowa wyciągnęli nas z szopy i zaciągnęli do domu z bali, stojącego tuż obok. Usadzili nas na twardych, drewnianych krzesłach i uderzali po twarzach i tułowiu za każdy, chociażby najmniejszy pisk czy szloch.
Maddie się poruszała, dostrzegłam to, gdy podczas uderzenia, odrzuciło moją głowę w prawą stronę, więc jednak żyła, dzięki Bogu!
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna, który tak po prostu, jak gdyby nigdy nic oznajmił spokojnym tonem, oczywiście po hiszpańsku, że od tej pory należymy do niego i albo w pełni podporządkujemy się jego decyzją i będziemy dla niego pracować, aż spłacimy same siebie, albo nas zabije...
Nasze milczenie, było dla niego swoistą odpowiedzią.

16 listopad 2013r.
"Aby marzenie mogło się spełnić, najpierw musisz zacząć marzyć."
Moja ciocia przez cały życie powtarzała - aby marzenie mogło się spełnić, najpierw musisz zacząć marzyć. Wspominałam jej słowa od początku tego koszmaru, marzyłam o powrocie do domu. Jak dziecko łudziłam się, że mądrość życiowa cioci, naprawdę się spełni. Minęło już ponad pięć miesięcy, od naszego porwania. Codziennie przeżywałyśmy koszmar, wywieźli nas do jakiegoś starego budynku, gdzie dostałyśmy we dwójkę pokój. Zdążyłyśmy się też dowiedzieć, że osoby które nas porwały współpracują z jakąś hiszpańską mafią. Dzień po dniu, zmuszano nas do prostytucji, a każdy sprzeciw surowo karano. Katowali nas do nieprzytomności w takim stopniu, że przez następne kilka tygodni nie byłyśmy zdolne do odpracowywania zobowiązań wobec mężczyzny, który nazywał siebie - "Tatą". Z każdym dniem niezdolności, nasz "dług" wobec Taty wzrastał.

21 marzec 2014r.
"Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko."
Tego dnia w całym budynku panowało niemałe zamieszanie. Na podwórze znajdujące się na tyłach domu, wjeżdżały samochody dostawcze Przez uszczerbioną szybę okna, które oklejone było czarną taśmą, zdołałam dostrzec, że do tych samochodów wprowadzają inne dziewczyny, które znalazły się tutaj w taki sam sposób jak my. Wiedziałyśmy, że i na nas przyjdzie kolej, to była nasza szansa. Szansa na ucieczkę i powrót do domu, mogłyśmy raz na zawsze wyrwać się z tego koszmaru. Kiedy wyprowadzali nas z pokojów, na korytarzu panowało spore zamieszanie, znałam ten budynek bardzo dokładnie i wiedziałam, którędy możemy się wymknąć, tym bardziej że nikt teraz tych miejsc nie pilnował. Kiedy jeden z mężczyzn odwrócił się zaniepokojony odgłosami niosącymi się ze szczytu schodów, skorzystałyśmy z okazji. Wciągnęłam Maddie do otwartych drzwi, które prowadziły do piwnicy, w piwnicy było boczne wyjście, po tej stronie domu nikogo nie było, wszyscy skupili się na załadunku. Wymknęłyśmy się. Całkowicie zdezorientowane, biegłyśmy przed siebie ile sił w nogach, szukałyśmy czegokolwiek, flagi, symbolu czy napisów, które wskazywałyby na odnalezienie komisariatu czy jakiejkolwiek pomocy. Był środek nocy, więc na ulicach niemal nikogo nie było, jednak po takim czasie, szczęścia się do nas uśmiechnęło. Wycieńczone dobiegłyśmy do miejsca, które okazało się szpitalem, moje płuca płonęły żywym ogniem, kiedy zatrzymała mnie jedna z pielęgniarek.
Największy koszmar mojego życia dobiegł końca.

16 maj 2014r.
"Idę wolno, ale nie cofam się nigdy".
Szum w prasie i telewizji powoli ucichał. Coraz mniej wspominano o tej sprawie i bardzo mnie to cieszyło. Współczujące spojrzenia ludzi i gromkie brawa tłumu wszędzie, gdziekolwiek Cię rozpoznali stawało się przytłaczające. Po wielu sesjach u psychologa i psychiatry, moje życie powoli zaczęło wracać do normalności. Rodzice bardzo się o mnie troszczyli odkąd wróciłam do domu i wiernie mi towarzyszyli na każdym kroku. Płonął we mnie ogień do walki i dalszego życia, tylko dzięki temu zdołałam zbiec z tamtego piekła. Bywały dni, kiedy robiłam dobrą minę do złej gry i mimo, że w nocy budziły mnie koszmary, związane z tamtym porwaniem, nikomu o tym nie wspominałam. Poradziłam sobie, będąc zdana sama na siebie więc poradzę sobie teraz, jestem kobietą więc jestem silna.

15 września 2015r.
"Każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci."
Wiadomości niemal od samego rana trąbiły o ślubie generała tutejszej jednostki. Przed urzędem można było dostrzec staranne przygotowania. Urzędnicy przygotowujący limuzynę, funkcjonariusze sprawdzający budynek pod względem bezpieczeństwa. Istna farsa - pomyślałam sobie, przyglądając się przygotowaniom z okna domu. Nie miałam w planach iść na ślub, na który wszystkich tak gorąco zapraszano, czekał mnie dyżur w Los Santos Medical Center więc wydawało mi się to ważniejszym obowiązkiem. Zresztą jako urzędnik państwowy, co chwilę oglądałam zza biurka szczęśliwe pary, które opuszczały Urząd Stanu Cywilnego, przywykłam już do tego wyglądu.
Ubrałam mundur z elementami odblaskowymi, wciągnęła na nogi buty i udałam się do szpitala. Tego dnia, wyjątkowo nie było żadnych wezwań, ludzie w cudowny sposób postanowili w magiczny sposób nie chorować, więc siedziałam pogrążona w dokumentacji. Do pokoju wszedł Frank Figueroa - mój przełożony - kręcąc głową, jedynie się zaśmiał i zwolnił mnie szybciej do domu. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, siedzenie w domu nie wydawało się atrakcyjnym pomysłem. Do ślubu Generała zostało zaledwie kilka minut, więc błyskawicznie się przebrałam i ruszyłam do urzędu obstawionego już przez kilkanaście radiowozów i funkcjonariuszy departamentu, o wojskowych nie wspominając. W pewnej chwili padły strzały, wybuchło spore zamieszanie, mężczyzna przechodzący ulicą padł na pasach, więc musiał oberwać. Cholera! Zaklęłam pod nosem i postukując szpilkami, ruszyłam biegiem do rannego. Przewróciłam go na plecy, miał ranę postrzałową na ramieniu. Nie byłam przygotowana, więc przy pomocy apteczki z radiowozu i pomocy funkcjonariusza prowizorycznie odkaziłam ranę i założyłam opatrunek. Wezwałam Winifred'a, błyskawicznie podjechał ambulansem i zabrał rannego do szpitala.
Cóż to był za widok, kiedy pojawiłam się pod urzędem, cała we krwi z potarganymi włosami i porwanymi rajstopami!
To chyba właśnie ten niecodzienny widok, przyciągnął do mnie Alexandra... Tak to właśnie tego dnia, poznałam swojego przyszłego męża. W całym umundurowaniu widziałam jedynie jego cudowne oczy i szeroki zawadiacki uśmiech, wyczuwałam aurę tajemniczości nie mogąc dostrzec jego twarzy.

20 września 2015r.
"Bądź dobrej myśli, bo po co być złej."
Raz się, żyje! To właśnie te słowa wykrzyczałam, stając przed lustrem z samego rana. Od paru dni, głośno było o trwającym naborze do jednostki US Army. Nie byłam typem kobiety biegającej z bronią w ciężkim umundurowaniu i zabawiającą się w wojenki, jednak czułam że to jedyna szansa, aby być razem z Alex'em. Wysłałam wszystkie dokumenty wraz z podaniem i jeszcze tego samego dnia otrzymałam pozytywną odpowiedź! Dostałam się na szkolenie, które zdałam jeszcze tego samego dnia, kiedy tam przyjechałam. Żebyście widzieli minę Alexandra, kiedy zobaczył mnie w jednostce! Niewinne spotkania i rozmowy, przerodziły się w coś więcej. Tylko ten mężczyzna pokazał mi, że można szczerze kochać i być szczęśliwym bez względu na wszystko.

18 październik 2015r.
"Szczęście jest przyjemnością wolną od wyrzutów sumienia."
Poranna służba i patrole przy granicy nie zapowiadały, że ten dzień zmieni moje życie jeszcze bardziej. Alex tak naprawdę nigdy mi się nie oświadczył, więc nie spodziewałam się, że tego dnia, tak po prostu bez żadnych planów na przyszłość weźmiemy... ŚLUB! Tak właśnie się stało, niczego nie nie planowaliśmy, zdążyliśmy się jedynie przebrać i pojechać do urzędu. Rose i Lucas Hetfield zgodzili się zostać naszymi świadkami, więc kiedy przybyliśmy do urzędu, oni już mieli wszystko przygotowane i czekali na nasz przyjazd. Ceremonia ślubna przebiegła tak szybko, że nawet nie zdążyłam się porządnie zestresować, to wszystko było takie spontaniczne, ale zarazem takie szczere i prawdziwe. Wesela nie wyprawialiśmy, chcieliśmy spędzić czas jedynie we dwójkę... Resztę zachowam jedynie dla siebie, w końcu to był mój dzień!

24 październik 2015r.
"Rozczarowania trzeba palić, a nie balsamować."
Dzień jak co dzień, dzień po dniu... Wstałam wcześnie rano, wskakując w mój mundur i pobiegłam na poranny apel wojskowy. Resztę dnia spędziłam na patrolach, cały dzień nie widziałam Alex'a, co było dość niepokojące. Kiedy przed samym wieczorem, wróciłam do koszar i już przygotowałam się do spania, dostrzegłam że na moim łóżku leży jakaś kartka papieru. Co to mogło być i dlaczego leży na moim łóżku? Taka właśnie naszła mnie myśl, kiedy chwytałam kartkę i unosiłam, aby zaznajomić się z jej treścią.
Odszedł... Po prostu odszedł i napisał jedynie list, w którym nawet nie wytłumaczył dlaczego to robi. Dlaczego kiedy moje życie nabiera rozpędu i wydaje się, że osiągnęłam już wszystko co tylko byłam w stanie osiągnąć, nagle popada w ruinę! Przecież byłam w ciąży, miałam mu o tym powiedzieć! Myślę, że tego dnia chwyciłabym za broń i bez wahania przystawiłabym ją sobie do skroni, pociągając za spust. Zrobiłabym to gdyby nie wsparcie kilku osób - Rose Ping, Liam Cali i Derek Shepherd znali mnie niestety z tej gorszej strony, dla nich byłam stanowczą i wymagającą Panią Kapral, czasami złośliwą i wredną, jednak mimo to wyciągnęli do mnie pomocną dłoń, kiedy zdawało mi się, że upadłam już na dno. Kto by pomyślał, że osoby, które miały ze mną styczność w tylu nieprzyjemnych sytuacjach zachowają się tak wspaniale.

28 październik 2015r.
"Nie odwracaj się plecami do wroga."
O mojej ciąży nikt nie wiedział, byłam dopiero w trzecim tygodniu, więc nic po moim wyglądzie na to nie wskazywało. Pamiętam doskonale, jak tego dnia zatrzymano pewnego rapera. Nazywał się bodajże Lamar, nie wiem czy dobrze pamiętam. Był dość specyficzny, każde wypowiadane przez niego zdanie wydawało się być rapem, potrafił wpływać na ludzi i skupiać na sobie ich uwagę. Podczas jego zatrzymania, byłam pogrążona w spisywaniu zaległych raportów, więc gdy osadzono go w celi za ścianą, strasznie drażniły mnie jego krzyki. Odłożyłam długopis i chwyciłam za broń, którą zarzuciłam na plecy, żwawym krokiem ruszyłam w kierunku celi, wchodząc do niej bez chwili zastanowienia - to był błąd. Po uciszeniu Lamara, odwróciłam się do niego plecami i przez tą chwile nieuwagi straciłam czujność, dałam się podejść. Generał zawsze powtarzał, aby nie odwracać się do wroga plecami, ja to uczyniłam więc straciłam pole przewagi nad Lamarem. Zwinnie zadał mi cios w tył głowy, a następnie kolejne po brzuchu, straciłam przytomność. Ocknęłam się obok celi, stał nade mną jakiś żołnierz, który wyciągnął mnie ze środka i jak dostrzegłam kątem oka, nauczył Lamara kultury. Byłam poobijana, więc początkowo sądziłam, że bóle brzucha jest czymś naturalnym, jednak po godzinie bóle brzucha niepokojąco się nasiliły. Gdyby nie pomocne ramię Liam'a, najpewniej zsunęłabym się po schodach wieży wartowniczej. Derek był naszym medykiem, Rose się od niego uczyła i wiernie asystowała mu na każdym kroku - w końcu byli parą - to jemu pierwszemu wyznałam, że jestem w ciąży i opowiedziałam o zajściu w celi. Bez chwili zastanowienia, wsadzili mnie w trójkę do patriota i zawieźli do szpitala. Wszystko działo się tak szybko, że meldunek o wjeździe na jurysdykcję LSPD, zameldowaliśmy dopiero w Los Santos. Orzeczenie lekarskie było jasne - poronienie na skutek odniesionych obrażeń tułowia.

29 październik 2015r.
"Broń, gdzie jest moja broń!"
Liam domyślił się, że strata dziecka będzie dla mnie ogromnym ciosem. Wiedząc, że jeszcze nie pozbierałam się po stracie męża, mogę zrobić coś, czego wszyscy będą żałować do końca życia. Zniknął cały mój osprzęt, wszystkie naboje, noże bojowe i broń, Liam zadbał o to, żebym nie miała przy sobie niebezpiecznych przedmiotów. W pewnej chwili do sypialni w koszarach, wbiegł jeden z żołnierzy, rzucając pospiesznie - Pani Kapral! Melduje, że pod bramą, oczekuje jakiś mężczyzna na Pani przybycie. - mężczyzna? Przy pomocy Rose, Dereka i Liama, wsunęłam na siebie umundurowanie i udałam się przed bramę, gdzie już stała żona generała, Cate. Snajperzy ubezpieczający teren z wieżyczek wartowniczych, mierzyli do czarnoskórego mężczyzny z dredami, który trzymał w dłoni dwa bukiety kwiatów. Podchodząc do Pani Generał, zasalutowałam dość niezdarnie na powitanie - w końcu byłam świeżo po zabiegu i jeszcze nie nabrałam do końca sił. Cate nakazała reszcie wojskowych powrócić na teren jednostki, piorunując wzrokiem stojącego z kwiatami Lamara. Większego szczytu chamstwa nigdy nie spotkałam, stał przede mną mężczyzna, przez którego straciłam dziecko i wręczał mi i Pani Generał kwiaty w geście przeprosin. Było w tym człowieku jednak coś nienaturalnego. Był tak samo silny jak ja, doskonale wiedział że zbliżenie się do terenu wojskowego grozi śmiercią, mimo to dotarł do samej bramy i miał na tyle odwagi, aby spojrzeć nam w oczy i przeprosić za czyny przez, które został zatrzymany. Mogę, darzyć go nienawiścią, ale muszę przyznać, facet ma jaja.

31 październik 2015r.
"End of Watch."
Mój osprzęt i umundurowanie spakowałam do worka. Pospiesznie udałam się do Generała, gdzie złożyłam wniosek o zwolnienie ze służby i zdałam wszystkie rzeczy należące do jednostki. Tego samego dnia, w gabinecie Generała złożyłam swój ostatni meldunek, chwytając za radio, zameldowałam jedynie - End of Watch.
Chciałam pożegnać się z Liamem, jednak ubiegł mnie Generał i zabrał go na patrol. Tego samego dnia, opuściłam jednostkę i wyjechałam z Los Santos. Pojechałam do Francji, gdzie w Paryżu zamieszkałam u cioci. Musiałam sobie poukładać wiele spraw, potrzebowałam na to czasu i przemyśleń.

05 marzec 2016r.
"Portez-vous bien. "
Portez-vous bien - to jedyne słowa jakie usłyszałam od cioci na lotnisku, gdy wsiadałam do samolotu lecącego do Los Santos. Znaczą one tyle samo, co - uważaj na siebie. Po przylocie do miasta, nie chciałam na powrót zamieszkać z rodzicami. Musiałam się usamodzielnić i nauczyć się radzić sobie z życiowymi problemami. Wycierpiałam tak wiele, a kto wie ile cierpienia jeszcze przede mną. Rodzice odwieźli mnie do centrum miasta. Przekonanie ich, że sama znajdę sobie jakiś pokój do wynajęcia, graniczyło z cudem. W końcu postanowili mi zaufać i pozostawili mnie samą, przed odjazdem dodali jedynie, że w domu zawsze jest miejsce dla mnie. Całkowicie przypadkiem, spotkałam nieopodal parkingu Rose. Jak zawsze pomocna, pod tym względem się nie zmieniła. Wynajęła mi u siebie za bezcen mały pokoik i pomogła przewieźć wszystkie rzeczy. Tego samego dnia wróciłam do pracy w Los Santos Government, spokojna praca bez stresu i zagrożenia to idealny start.

06 marzec 2016r.
"Słuchaj głosu serca."
Mama zawsze powtarzała, że każdą chorobę można wyleczyć miłością, trzeba tylko szczerze kochać i wierzyć w to. Mimo odpoczynku u ciociu w Paryżu, nadal czułam się niepewnie krocząc ulicami Los Santos. Tego dnia zmierzałam z mieszkania Rose na Idlewood do centrum miasta, w końcu zbliżał się czas mojej służby w urzędzie. Przechodząc ulicami Commerce, w połowie pasów zatrzymał mnie przystojny Amerykanin, delikatnie zaokrąglony brzuszek, przy pasie kabura. Niedaleko był komisariat, więc nie problem było się domyślić, że jest to funkcjonariusz departamentu. Wyjątkowo czarujący zawadiaka - zaśmiałam się w myślach, spoglądając na niego z błyskiem w oku. Zaproponował mi przejażdżkę i tak się wszystko zaczęło. Po tym wszystkim co przeżyłam nie powinnam wsiadać do samochodu z obcym mężczyzną, jednak w nim było coś wyjątkowego. Sama jego obecność sprawiała, że czułam się tak bezpiecznie jak nigdy dotąd, dałam się ponieść głosowi serca i nie żałuje tego!

11 marzec 2016r.
"Należy tak zorganizować życie, aby każda chwila była ważna."
Mijało już kilka dni, odkąd wspólnie z Timem postanowiliśmy zamieszkać razem na Commerce. Tego dnia, Timothy odbywał służbę, więc nie było go w domu od samego rana. Wczesnym popołudniem zadzwonił pytając, gdzie jestem... Wstyd się przyznać, ale połowę dnia przeleżałam w łóżku i obudził mnie dopiero jego telefon. Zdążyłam wciągnąć na siebie, swoją ulubioną lawendową sukienkę, kiedy do pokoju wkroczył Tim z partnerem. Mundurowi w domu, kiedy dopiero wstałaś z łóżka i nawet nie zdążyłaś się przygotować - co za wstyd! Nigdy nie pomyślałabym, że tak bardzo będzie brakowało mi jego uścisku, więc gdy otulił mnie ramionami na powitanie, ogarnęła mnie ochota, aby zatrzymać na zawsze czas. Gdy wychodzili, Tim oznajmił abym była przygotowana na dzisiejszy dzień, co szykował, wydawało mi się w tamtej chwili wielką tajemnicą.
Ten wieczór, był najpiękniejszym w moim życiu to po nim, w końcu pogodziłam się ze wszystkimi przykrościami, które mnie spotkały. Mój ideał - pomyślałam, gdy spojrzał na mnie z wyraźnym zmęczeniem na twarzy. Tim ma niespotykane oczy, przez całe życie widywałam przeróżnych ludzi o bardziej lub mniej urodziwych twarzach, jednak Tim wyróżnia się z nich wszystkich. Starannie przystrzyżona broda, jego niepewność kiedy opuszcza głowę to wszystko wydaję się być takie wyjątkowe. Nawet zmęczenie nie było w stanie, zmyć z jego twarzy tego cienia wyjątkowości.

 

kwht58t.png

OOC - słów kilka


To pierwsza biografia jaką kiedykolwiek pisałem, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli odbiega poziomem czy też składnią o reszty prac w tym dziale.
Początek biografii jest jedynie wyimaginowaną historią mojej postaci i opisuje wydarzenia, które uwarunkowały obecny charakter Shaylee i jej nastawienie do życia. Cała reszta, od momentu jej powrotu z Hiszpanii do Los Santos jest prawdą, a opisane wydarzenia miały miejsce na serwerze.
Oczywiście oczekuje na wszelkie uwagi i wskazówki z pewnością pomoże mi to w przyszłych modernizacjach biografii.
 

 

Aktualizacje treści:
13.03.2016r.


  • 17


#2871965 [Odrzucono][SAMP] Antonio Falcone

Napisane przez Exodes w 27/10/2015 - 20:11

Link do profilu/postaci raportowanego/raportowanych: Niestety nie posiadam.
Nazwa postaci raportowanego/raportowanych: Antonio Falcone

Opis sytuacji: Podczas spokojnej jazdy przez centrum, na poziomie parkingu raportowany po prostu wjechał mi w tył pojazdu i tak przez chwilę popychał mnie do przodu. Następnie po tym, jak się zatrzymałem, gracz po prostu zjechał sobie na parking, bez odegrania jakiejkolwiek akcji kolizji. Zamiast tego, przybiegł do mnie z buta ciskając się IC, o kolizję, której wcześniej nawet nie raczył odegrać. Po chwili tłumaczenia i rozmowy OOC, na kropce po prostu sobie odbiegł uważając, że temat jest już zakończony. Kiedy napisałem, do niego na /w, że wypadałoby odegrać cokolwiek na /do, stwierdził jedynie, że nie ma czego odgrywać bo u niego to ja wjechałem w niego, a nie on we mnie. Ciekawi mnie jedynie to, jak mogłem w niego wjechać, skoro jechał za mną, a nie przede mną. Tym bardziej, ciekawi mnie fakt, jakbym cudem mogłem uderzyć go w bok pojazdu, na tyle mocno, że jak sam stwierdził, o mało nie uderzył w ścianę, skoro nawet nie skręcałem na boki. Samo tłumaczenie, że nie ma czego odgrywać, skoro według raportowanego, nie wiadomo czy był to lag czy jakiś inny problem jest ponadto nieodpowiednie, skoro po samym wypadku, mógł do mnie podbiec i ciskać się IC. W takim razie, skoro mógł się o to wykłócać IC, to równie dobrze mógł odegrać akcje na /do w chwili kolizji, taka prawda. Zresztą nawet na screenach, po śladach hamowania widać, ze trzymałem się prosto drogi, a ślady po lewej stronie należą do raportowanego, kiedy to odbił po tym, jak przyłożył mi w tył pojazdu.

Zrzuty ekranu wrzucone na imgur.com:

Spoiler

  • -1