

Kwiecień, 1992 rok.
Kwiecień, dokładnie jego dziewiętnasty dzień. Nastąpił ten moment kiedy ujrzałam światełko, przyszłam na świat. Jest to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu rodziców jak i dziecka. Jedyne co pamiętam to tylko opowiadania rodziców, jak bardzo się cieszyli. Mama podobno płakała przez kilka dobrych godzin - ze szczęścia! Wraz z ojcem postanowiła nazwać mnie Letticia Aurelia Rose. Urodziłam się w naszym rodzinnym domu, który mieścił się w jednej z dzielnic
Lile-Bizard-Sainte-Genevieve, Montreal. Było już dość późno, koło godziny 21:00 grała dość cicho muzyka i nagle się wszystko zaczęło. Tata zamiast zabrać Mamę do szpitala to po prostu zadzwonił po naszego rodzinnego lekarza. Tak to mniej więcej wygląda w skrócie i z pewnością ten okres trzeba zapamiętać.
Listopad, 1998 rok.
Minęło już sporo czasu od moich narodzin, dokładniej sześć lat i sześć miesięcy, zaś siódmy miesiąc mijał. Od samego początku moich narodzin dziadkowie ze strony Mamy bardzo mnie kochali, prawie codziennie się z nimi widywałam! Był nawet pewien okres czasu, że widziałam ich częściej niż rodziców. Rodzice ciągle pracowali, a to jakieś wyjazdy z miasta, z kraju, a ciągła praca w domu przy komputerze. Mogę powiedzieć szczerze, że przez te sześć lat to dziadkowie mnie wychowywali. Dokładniej dwudziestego pierwszego listopada dowiedziałam się od rodziców że Babcia jest w bardzo ciężkim stanie. Jest chora na białaczkę. Miała swoje lata, wtedy dokładniej 72. Niestety żaden lekarz nie chciał się podjąć przeszczepu, tylko wtedy to mogło uratować ją od śmierci. Na początku ta wiadomość kompletnie do mnie nie docierała, byłam kompletnie załamana! Co gorsza bałam się odwiedzić babcię w szpitalu, bałam się ją zobaczyć, bałam się z nią żegnać.. Przez dwa dni nie potrafiłam tam pójść, aż w końcu się przełamałam. W drodze do szpitala czułam się słabo, przeczuwałam że zaraz stanie się coś złego. Rodzice kompletnie nie byli sobą, kupili mi kilka prezentów - tak po prostu? No nie! Okłamali mnie bo zamiast do szpitala, to zrobiliśmy rundkę po sklepach, wróciliśmy do domu a potem mi przekazali, że moja ukochana babcia już nie żyje. To był chyba najgorszy okres w moim życiu.
Styczeń, 2010 rok.
Jeszcze tylko kilka miesięcy i ukończę 18 lat! Z każdych urodzin cieszę się tak samo, to są piękne chwile w moim i rodziców życiu. Do tej pory każde urodziny spędzałam wraz ze swoimi rodzicami i ewentualnie kilka moich znajomych. Ah! Zapomniałabym, jeszcze Dr. Charles Brown - nasz lekarz rodzinny, który przyjął poród. Siódmego stycznia siedziałam sama w domu, dziadek w domu starców a rodzice jak zwykle na jakimś wyjeździe służbowym. Szykowałam się powoli do wyjścia z przyjaciółką na zakupy, a potem miałyśmy iść na zajęcia dodatkowe w szkole. Tego dnia mieliśmy dzień wolny od nauki, strasznie dużo śniegu spadło! Kilka godzin po 11:00 wyszłyśmy ode mnie z domu na zakupy, pojechałyśmy sobie do centrum miasta. Czas nam bardzo szybko minął i wróciłyśmy koło godziny 16:00. Niestety na zajęcia nie dotarłyśmy. Wracając do domu zaskoczył mnie widok radiowozu pod naszym domem. Pierwsze co podeszłyśmy do radiowozu zapytać się szeryfa o co chodzi, czemu stoi pod naszym domem? Wysiadł i poprosił o wejście do domu. Eh.. to było okropne, usiedliśmy i powiedział mi że moi rodzice nie żyją! Rozumiecie? Ale jak, co? To nie prawda! Przecież wracają dopiero za dwie godziny! Niestety mieli wypadek tuż pod Montrealem, ciężarówka wpadła w poślizg a oni wpadli wprost pod jej naczepę. Szczegółów nie chcę opowiadać, to jest okropne! Cały styczeń próbowałam dojść do siebie, jedynie został mi Dziadek który i tak był w domu starców.. życie nigdy nie rozpieszcza.

Lipiec, 2016 rok.
To jest coś nowego w moim życiu, nowy etap! Dokładnie tak. Przyjechałam do Los Santos w ucieczce od starego życia, od życia które ciągle dawało mi wiele przykrości. Wydawało mi się, że to przez Montreal - że to miasto ma jakiś zły wpływ na mnie i moją zmarłą już rodzinę. Któregoś pięknego dnia, zwyczajnie w centrum miasta poznałam pewnego mężczyzne - Brayan Hetfield. Nic niezwykłego w nim nie było, fakt faktem był przystojny. Przypadkowo na siebie wpadliśmy, troszeczkę sobie porozmawialiśmy i co najważniejsze wymieniliśmy się numerami! Nie musiałam czekać 24 godzin a telefon już dzwoni, w słuchawce słyszę jego głos. Spotkaliśmy się jeszcze raz tego samego dnia, tym razem w innych okolicznościach. Pojechaliśmy na molo z kołem i tutaj się chyba wszystko zaczęło. Przez kilka dni ze sobą się spotykaliśmy, świetnie nam się ze sobą spędzało czas. Wtedy miał mnóstwo czasu i całe mnóstwo mi poświęcał. Po kilku dniach wydusił z siebie to że mnie Kocha. To było szokujące, ale.. ja chyba też do niego coś czułam. Między nami było w sumie coraz lepiej aż zaproponował mi abym się do niego wprowadziła. Wtedy się wystraszyłam i popełniłam największy błąd w życiu! Wyjechałam z miasta, wróciłam do Kanady, bez żadnego słowa.

Listopad - Styczeń, 2016 / 2017 rok.
Dokładnie już nie pamiętam którego dnia, jednakże to było w listopadzie! Wróciłam do Los Santos z kolejną próbą utworzenia sobie nowego życia, nowej historii. Kilka dni spędzałam sama, jedynie praca i wynajęty pokój w hotelu. Cały czas myślałam o Brayanie, zastanawiałam się czy nie zadzwonić do niego, czy nie wytłumaczyć całej sytuacji. To było dla mnie dość ciężkie, jednakże w połowie mojego wyjazdu powód się znalazł. Okazało się, że mam słabe serduszko i przy większych nerwach mogę mdleć. No nic.. poszukałam numeru do Brayana, przez pewien czas nie mogłam znaleźć. Przypomniałam sobie, że on przecież pracuje w Los Santos Police Department! No tak, od razu odwiedziłam stronę i znalazłam jego numer. Pod przykryciem skargi na funkcjonariusza umówiłam się z nim na spotkanie i wszyściutko mu wyjaśniłam. Po pewnym czasie zaczęliśmy się znów normalnie spotykać, tym razem stwierdziłam że się nie poddam tak łatwo! Obiecywałam mu, że nigdy więcej go nie opuszczę, poznałam go jeszcze bliżej niż dotychczas.
Grudzień - zaczął się piękny okres w moim życiu. Brayan i Ja spędzaliśmy dosyć sporo czasu ze sobą, kolacje, wycieczki - było idealnie! Zaczął mnie również zapoznawać ze swoją rodziną i znajomymi. Na samym początku poznałam bliżej Madeline (wcześniej już ją trochę znałam z Neverending News) która przyjechała w odwiedziny ze swoim chłopakiem Alexandrem. W sumie to wyglądało tak, że Brayan do mnie zadzwonił i prosił abym przyjechała do domu bo ma niespodziankę. Gdy tylko weszłam do domu ukazała mi się twarzyczka Madeline oraz jej chłopaka który wspomniał coś o moim mieszkaniu. Przyjrzałam mu się i kiedyś go gdzieś musiałam spotkać! Tak, widziałam go kilka tygodni wcześniej z inną kobietą na molo. Nie wyraził zbytnio zachwytu moim mieszkaniem i raczej nie chciał tam przebywać, we mnie coś wybuchło i powiedziałam że jeszcze niedawno go widziałam z inną kobietą, aby Madeline na niego uważała. Po moich słowach wyszli w dość nerwowej atmosferze. Następnego dnia spotkałam się z Madeline i rozmawiałyśmy przez prawie godzinę o zaistniałej sytuacji. Starałam się to trochę naprostować, bo fakt faktem zareagowałam słabo. Dzięki też tej rozmowie myślałam że poznamy się bliżej i być może zostaniemy przyjaciółkami?
Kolejne dni mijały i kolejne noce spędzone z Brayanem. Jeszcze przed świętami zaczęliśmy sobie rozmawiać szczerze, o rodzinie, o pracy i moim zainteresowaniu. Przy tej rozmowie Brayan mi się oświadczył i to dość nietypowo. Po prostu kazałam mu udowodnić to że mnie kocha. Głupek ale go również bardzo kocham i wiadomo że się zgodziłam! Kilka dni później, również przed świętami Brayan zakupił nowe mieszkanie, które Madeline wraz ze swoim chłopakiem przyszli zobaczyć i przy okazji zjeść z nami kolację. Brayan chwalił się że mnie poślubi i wraz z Alexandrem chcieli to jakoś uczcić. Poszli więc do kuchni i z tego co się później dowiedziałam pili sobie alkohol. Ja w tym czasie poznawałam bliżej Maddie, zaczęłyśmy sobie szczerze rozmawiać.
Nadszedł czas świąt, dostaliśmy zaproszenie do rodziny Brayana. Miało być przyjemnie, święta w rodzinnym gronie. Niestety wszystko popsułam bo byłam na wyjeździe i wróciłam za późno. Później zamiast dołączyć do rodzinnego grona, wolałam jeździć samochodem po mieście. Po prostu głupio wyszło, nie lubię się zbytnio spóźniać i wolałam delikatnie skłamać o słabym stanie zdrowia.. po prostu udałam że jestem przeziębiona. Po całej imprezie z Brayanem dość mocno się pokłóciłam, podejrzewał mnie nawet o zdradę! Ale całe szczęście jeszcze tej samej nocy wszystko wróciło do normy a ja usnęłam wtulona w Brayana. Zaczęłam poznawać więcej osób, Damiano i Carltona z Gang Unit - raz mnie Brayan przedstawił gdy byłam go odwiedzić na komisariacie.
Ślub - zaraz po świętach a chwile przed sylwestrem wzięliśmy ze sobą ślub. Przyjechał chyba cały departament wraz z medykami. Czułam się okropnie bo sporo osób mi gratulowało i życzyło szczęścia a ja te osoby pierwszy raz widziałam! Ten ślub to jeden wielki szok dla mnie, jednakże jakoś przebrnęliśmy przez to i wróciliśmy szybko do domu.. No niestety, myślałam że noc spędzimy razem a Brayan wolał pojechać na jakąś tam akcje. Także moja noc poślubna była z moim ukochanym mechanikiem i przyjacielem Karsonem. Spędziłam tę noc tuningując swoje autko, nakładając warstwę lakieru i zmieniając rejestrację na unikalną z napisem "Hetfield".
9.01.2017 rok - tę datę zapamiętam do końca swojego życia. Wtedy odebrałam list od swojego lekarza Charlesa Browna. Dowiedziałam się dlaczego moje serce jest słabe i czemu mdleje gdy się mocniej zdenerwuje. Okazało się, że mam białaczkę i zostało mi około dwóch miesięcy życia. Co człowiek robi w takiej sytuacji? Załamałam się! Co gorsza obok mnie śpi Brayan, ja płaczę i zastanawiam się co tu zrobić. Brayanowi pierwsza żona zmarła na rękach, ja jestem umierająca.. po prostu to był szok! Spakowałam się i wyjechałam do kanady nie myśląc o konsekwencjach. Myślałam wtedy tylko aby chronić Brayana przed kolejnym załamaniem psychicznym i sytuacją z umierającą żoną na rękach. Poinformowałam go kilka dni później dlaczego był spowodowany ten wyjazd, napisałam mu list. To chyba jest najgorszy okres mojego życia!

Luty, 2017 rok.
Nie wierzę! Jest 5 lutego a ja wracam do Los Santos z nowym życiem! Tak to mogę nazwać, dostałam kolejną szanse mimo tego, że do tej pory życie nie było dla mnie takie dobre. Mój stary przyjaciel oddał za mnie życie, miałam przeszczep szpiku kostnego, zostałam wyleczona! Lekarz mnie poinformował, że przez najbliższe kilkadziesiąt lat mogę żyć spokojnie i robić co mi się podoba. Z sercem wszystko okey, jestem w pełni zdrowa! Muszę tylko uważać przez pierwsze kilka tygodni z kondycją i dużym wysiłkiem. Dałam słowo że sobie poradzę i będę go odwiedzała z prezentami, za to że podjął się mojego leczenia. Wróciłam do Santos z nadzieją, że znów zacznie się wszystko układać, że Brayan jakoś zrozumie mój wyjazd. Niestety nie wszystko było tak idealne jakby mi się wydawało. Spotkaliśmy się z Brayanem, pogadaliśmy szczerze i wróciliśmy do siebie. Zaczyna się świetnie - prawda? No tak.. tyle że przez kilka dni mnie olewał, kompletnie nie chciał się ze mną widywać, omijał mnie i okazywanie uczuć do mnie. Po tych kilku dniach zdecydował się ze mną porozmawiać, powiedział mi że nie da rady ze mną być. Psychika mi siadła kompletnie, jeszcze niedawno umierałam, teraz Brayan ze mną kończy! Masakra jakaś.
Dzień później po rozmowie z nim siedziałam na molo z kołem, płakałam i myślałam tylko o jednym - samobójstwo! Po co mam żyć jak ciągle mam przykrości w życiu? Po co to wszystko, czy ja mam tylko cierpieć?! Nagle ktoś podjechał czarnym pojazdem, tylko rzuciłam okiem na pojazd. Wysiadł i podszedł do mnie, Damiano Valenti nowy etap mojego życia. Próbował do mnie jakoś zagadać, bo już mnie kiedyś widział. Faktycznie któregoś razu Brayan nas sobie przedstawił. Opowiedziałam mu prawie wszystko, zaczął mnie wspierać, był taki kochany że mimo słabej znajomości tak strasznie chciał mi pomóc. Odwiózł mnie do domu, dał mi do siebie numer w razie czego a ja mu do siebie. Tak jak z Brayanem długo nie musiałam czekać, bo wieczorem do mnie zadzwonił i mieliśmy się spotkać. Wtedy jeszcze miałam swoją ukochaną gablotkę, BMW E46 Coupe. Odwiedziliśmy San Fierro, piękny park i piękna noc obok niego. Zapomniałam o wszystkim i ciągle się uśmiechałam! Następnego dnia stwierdziłam że muszę ze sobą coś zrobić, zacząć coś nowego.. pojechałam do urzędu i zmieniłam swoje dane osobowe z Lettici Hetfield na Aurelia Cottman, postawiłam swoje drugie imię na pierwszym miejscu, imię po mojej Mamie.
Wszystko wracało chyba do normy, prócz mojej psychiki. Ciągle miałam napady płaczu, złości czy smutku.. Nie wiedziałam kompletnie co się ze mną dzieje, nagle dostaję wiadomość od Damiano że zostałam przyjęta na Akademię Los Santos Police Department! Powiedziałam mu, że nie mam zamiaru tam się wybierać! To miało być tylko z powodu Brayana, a sama z siebie tego nie potrzebuje. Niestety ten uparty osioł mnie zmusił do wyjazdu na Akademię. Raczej nie myślał o tym, że na rozpoczęciu Akademii ujrzy moją osobę, z tego co widziałam był zaskoczony. Akademia się rozpoczyna, okazuje się że prowadzi ją Madeline! Szczerze mówiąc wcześniej o tym nie słyszałam i byłam trochę zszokowana. Zastanawiałam się jak to będzie wyglądało, ale długo nie musiałam czekać.. Znajomości na bok, od teraz jest to Madame Madeline, bądź Madame Cleverly. W sumie, nie miałam nic przeciwko i w pełni to rozumiem, swoje obowiązki trzeba wykonywać jak najlepiej. Damiano obiecał mi, że będzie spędzał ze mną mnóstwo czasu na akademii a nawet będzie nocował u mnie w pokoju! Obiecywał wiele, jestem ciekawa czy wszystko co obiecał spełni.
Kolejne dzień na Akademii mija, przygotowujemy się powoli do wykładu. Madame Madeline siedziała w biurze a zaraz pod nim siedziałam ja wraz z Jacqueline - nowa dziewczyna Brayana. Jeszcze wtedy tego nie wiedziałam, jednakże dzień wcześniej widziałam ją z nim nad rzeką poza terenem akademika. Prawie ją wpakowałam w kłopoty, przez to że na ten temat rozmawiałyśmy dość głośno. Madame Cleverly wyszła ze swoje biura próbując się dowiedzieć jak to było dokładnie. Ja osobiście wycofałam się ze swoich zeznań a Jacqueline się do wszystkiego przyznała. Całe szczęście obyło się bez konsekwencji a ja później przeprosiłam Jacqueline za zaistniałą sytuacje. Gadałyśmy kilkadziesiąt dobrych minut szczerze i mogę powiedzieć, że to naprawdę bardzo fajna kobieta. Przychodzi czas na pierwszy wykład i zaraz przed rozpoczęciem mamy zajęcia fizyczne. Bieganie wokół parkingu przed wejściem do budynku z salą wykładowczą. Przebiegłam ze trzy kółka i podobno zemdlałam! Kompletnie nie pamiętam jak to się stało, przebudziłam się w szpitalu i pierwsze co usłyszałam, to że dla mnie to już koniec akademii.. Ale jak to? Nie mogą przecież! Gdy doszłam do siebie, zawieźli mnie ponownie do Akademika. Tam porozmawiałam z Madame i opowiedziałam o swojej chorobie oraz problemach z kondycją. Pozwoliła mi na indywidualne treningi i końcowy test z wytrzymałości. Wróciłam na wykład i starałam się zachowywać tak jakby się nic nie stało. Po wykładzie strasznie pokłóciłam się z Damiano o to że tyle mi obiecywał, miałam nie biegać bo dobrze wiedział o mojej chorobie! Miał wszystko załatwić. Przyznał mi się to błędu, starał się to naprawić i co najlepsze.. powiedział słowa które utrzymują się w mojej głowie do tej pory - Kocham Cię. To było tak piękne, ale czy nie za szybko? Nie wiem, ale ja też do niego coś czuje! Przy nim ciągle się uśmiecham i nie potrafię się zamartwiać. Wieczorem miał mi wszystko wynagrodzić, zabrał mnie nad rzekę po ciszy nocnej, obiecał mi że Madame Madeline tutaj nie wpadnie bo ma inne plany. No tak.. te jego obietnice.. Madeline wpadła dosłownie trzy minuty po naszym wyjściu! To jest masakra, o mało mnie nie wyrzucili z Akademika a on ma zakaz wstępu na jego teren do końca akademii.
Minęło już kilka dni, przebrnęłam przez wszystkie wykłady bez problemu. Damiano odwiedzał mnie codziennie po północy, tak żeby Madame się nie dowiedziała a nawet starał się ze mną nocować. Jakoś nam się to udawało, mimo nawet moich zakazów, uparty ale i kochany Damiano ciągle do mnie przyjeżdżał, jednakże do pewnego czasu. Dzisiaj jest dzień egzaminu, przyjechał do mnie z samego rana porozmawiać i powiedzieć, że będzie na egzaminie. Ucieszyłam się i myślałam, że jego zakaz wjazdu już minął. Rozmawialiśmy sobie, całowaliśmy się aż w pewnym momencie podjeżdża James (chłopak Madeline) oraz Jack Hetfield (kuzyn Brayana). Zauważyli nas i pierwsze co chcieli rozmawiać z Damiano. Mnie zostawili w spokoju, bo ja w sumie nic złego nie zrobiłam. Trochę ich rozmowa trwała, dowiedziałam się później tylko że James utrzyma to w tajemnicy przed Madeline więc obejdzie się bez konsekwencji. Wieczorem nadszedł czas egzaminu, musiałam go zdawać z największym idiotą na ziemi, Leroy Mitchell. Podczas egzaminu z kontroli wybuchłam na niego, bo to co odwalał podczas owej kontroli.. hm, szkoda się na ten temat rozpisywać. Całe szczęście ja zdałam, a on wyleciał z Akademii za nazwanie mnie suką? Heh.. niech go spotkam kiedyś na mieście to pokażę mu prawdziwe oblicze suki.
AKTUALIZACJA II - 21/02/17 rok.

Jest 21 luty, siedzę sobie w domu i ciągle zamartwiam się James'em, narzeczonym Madeline Cleverly. Może zacznijmy od początku, kilka dni tutaj nie zaglądałam. Po pierwsze! Zdałam egzamin z kontroli drogowej, zdałam egzamin z pościgu i zrezygnowałam z dalszej części akademii. Chciałam w końcu pokazać Damiano, że nie zawsze mu ulegnę. Mimo tego, że jest taki uparty, też mam swoje zdanie i swoją opinie na temat swojego życia. No nic, jakoś to przyjął i wcale tak źle nie było. Dwa dni temu pojechaliśmy sobie na wycieczkę do Las Venturas, gdzie spędzaliśmy miło wieczór podczas szczerych rozmów - wszystko niestety do pewnego czasu. Zapytałam się go, co by zrobił gdybym wróciła do swojej przeszłości, do przeszłości gdzie byłam maniakiem zlotów, wyścigów ulicznych, siedziałam godzinami w warsztacie. Odpowiedź była tylko jedna, że nie ma takiej mowy. Okey, pytanie pułapka z mojej strony, ale pokazało mi to w jaki sposób na mnie patrzy Damiano. Każdy kij ma dwa końce, pierwszym końcem jest jego troska! Jest kochany bo się o mnie martwi, ale jest i drugi koniec - po prostu zwyczajnie w świecie mi zabrania i nie ma z nim nawet rozmowy. Pokłóciłam się z nim o to, że powinien sprawy załatwiać inaczej, a nie zabraniając mi wszystkiego po kolei. Okey, następnego dnia wszystko sobie wyjaśniliśmy i między nami znów było dobrze.
Gdy Damiano pojechał na patrol, zadzwoniłam kontrolnie do James'a, narzeczonego Madeline, zapytać się co tam u niej, bo ona nie odbiera telefonów! Co gorsza telefon wyłączony, odeszła z LSPD - coś się musiało stać! James odebrał, załamany nie wiedział co ze sobą zrobić. Pojechałam z nim się spotkać, porozmawiać - powiedział że musi z kimś pogadać kto zna trochę dłużej Maddie. Pogadaliśmy, wyżalił mi się a ja starałam się mu pomóc jak tylko mogę, wspierałam go. Podsunęłam mu pewien pomysł co do Maddie, powiedział że to przemyśli a teraz musi się przejechać. W sumie.. nie miałam nic do gadania, wsiadł i odjechał, pomyślałam że to może mu pomóc, sama często tak robię. Zaraz po dwudziestej trzeciej zabrałam Damiano na wycieczkę do Venturas, chciałam go zabrać na taką drewnianą wyskocznie zaraz przy starym lotnisku! Przejeżdżając obok Damiano coś zauważył, kazał mi się cofnąć bo widział jakiś samochód. Byłam zdziwiona bo ja tam nic nie widziałam, ale niestety się nie mylił. Podjechaliśmy, a tam wrak, dosłownie WRAK pojazdu, który nadaje się tylko na złom a tam zakleszczony James.. Pierwsze co sobie pomyślałam, to wszystko moja wina, mogłam go nie puszczać! Bałam się, że on już nie żyje.. ja płakałam a Damiano wezwał pogotowie i się wszystkim zajęli. Całą noc nie spałam z myślą, że James zginie przeze mnie, a Madeline mi tego nie wybaczy.
Dziś 21 luty, wróciłam właśnie ze szpitala gdzie leży James. Pojechałam sprawdzić co u niego, czy żyje, czy przeżyje! Całe szczęście jego stan jest na razie stabilny, co mnie bardzo cieszy. Po jakimś czasie zaczęli się zjeżdżać wszyscy, wystarczyło tylko że Damiano zawiadomił jedną osobę, drugą i tak dalej, wszystko się rozprzestrzeniło! Zjechało się sporo osób, każdy dopytywał co się stało, dlaczego? Nie mogłam wytrzymać, wyszłam z pomieszczenia, wróciłam do domu. To jest okropne że nikt do tej pory nie potrafił z nim nawet porozmawiać, gdy tego potrzebował, skierował się z tym do mnie. Nie był mi bliski do dnia wczorajszego.. po wczorajszej rozmowie, sytuacji która się stała nie mogę go z tym wszystkim zostawić, musi znaleźć w kimś oparcie. Będę dla niego osobą, której zawsze może się wyżalić. Teraz siedzę i myślę co dalej z nim będzie, myślę jak tu się skontaktować z Madeline i przekazać jej tę wiadomość. Przecież z nią też trzeba pogadać, ona musi z nim sobie wszystko wyjaśnić!
AKTUALIZACJA III - 28/02/17 rok.

Dawno tutaj nie zaglądałam, minęło już siedem dni a strasznie sporo działo się w moim życiu. Wszystko po kolei się chrzaniło, zaczynając od tego głupiego wypadku Jamesa, poprzez ciągłe kłótnie z Damiano kończąc aż na jego próbie samobójstwa. Kretyn jakich mało, myślałam że to ja mam słabą psychikę. No cóż, to taki mały skrót.. muszę wszystko opisać, pozostawić to tu a nie w swojej głowie, zbyt dużo się działo!
Zacznijmy od wypadku Jamesa i jego stanu zdrowia. Dzień później pojechałam do niego wraz z Damiano, zobaczyć co u niego, czy jego stan jest stabilny.. Ciągle się martwiłam i obwiniałam za to co się stało, mogłam wszystkiemu zaradzić! No nic, siedząc obok niego nagle zaczął dzwonić jego telefon - strasznie mnie to zszokowało, momentalnie z Damiano sprawdziliśmy kto się do niego dobija, kto może nie wiedzieć o tym że leży nieprzytomny w szpitalu? Byłam zszokowana i szczęśliwa w jednej chwili! W jego telefonie ujrzałam numer Madeline, poprosiłam aby Damiano do niej oddzwonił i zapytał się gdzie jest, aby po nią pojechał żeby nie mówić jej takich rzeczy, jak to że James leży w szpitalu, przez telefon. Oczywiście idiota uparty mnie nie posłuchał i powiedział jej wszystko przez telefon. Rzuciła słuchawką, nie odbierała nawet ode mnie! Kazałam mu jechać i jej szukać, ze względu na to że człowiek pod wpływem emocji czasem jest w stanie zrobić wszystko. On pojechał a ona przyjechała do szpitala, gdzieś się musieli minąć. Przyjechała, stanęła w miejscu i nie wiedziała zbytnio co ma ze sobą zrobić.. Próbowałam ją przeprosić, powiedzieć że to moja wina, że mogłam wszystkiemu zaradzić. Niestety nie chciała mnie nawet słuchać, chciała zostać sama z Jamesem, więc spełniłam jej wolę i wyszłam ze szpitala razem z Damiano, pojechaliśmy na małą wycieczkę poza Los Santos. Ja ciągle myśląca o Maddie o Jamesie, co tam się może dziać.. nie chciałam zbytnio ich zostawiać samych. Po kilku minutach od dotarcia na miejsce z Damiano dostałam smsa od Madeline, żebyśmy przyjechali. James się wybudzał a ona nie wiedziała co ma robić. Pojechaliśmy w ciągu chwili, nawet się nie zastanawiałam! Gdy dotarliśmy udało mi się wymienić kilka zdań z Madeline, wpadłam w histerie słysząc, że James może być kaleką do końca życia. Obwiniałam się, tylko ja siebie obwiniałam a każdy dookoła tłumaczył mi że to jest tylko jego wina i nikogo więcej. Dostałam leki na uspokojenie, wróciłam z Damiano do domu i starałam się zapomnieć o tym wszystkim, uspokoić się i w końcu odespać dwie nieprzespane noce.
Kilka dni później weszło sporo zmian w moje życie. Przybliżyłam się do Maddie, wydaje mi się że mamy ze sobą o wiele lepszy kontakt. Zwierzamy się sobie, rozmawiamy dosłownie o wszystkim! Co lepsze, bo zapomniałam dodać! Została burmistrzem naszego miasta, mianowała mnie na Administratora naszego urzędu, zaczęłam jej od razu pomagać jak tylko mogę, aby chociaż trochę ją odciążyć. Cieszyłam się z jej szczęścia i ze swojego w sumie też, mogę teraz się czymś zająć a nie tylko siedzieć bezczynnie w domu. Dni powoli mijały do czasu.. 25 dzień lutego, niby kolejny normalny dzień prawda? Data nie jest jakaś szczególna a jednak sporo się wydarzyło. Po pierwsze! Jamison wrócił do miasta, mój ukochany przyjaciel z którym mam kontakt od samego początku mojego przyjazdu do tego miasta. Zrobił mi wielką niespodziankę bo znów zaczął się częściej do mnie odzywać, martwił się o mnie - to naprawdę miłe z jego strony. Co lepsze, spełniam swoją obowiązkową służbę w urzędzie w godzinach 19 - 20 i nagle przychodzi Jamison z kwiatami w ręku. Wręczył mi je na polepszenie dnia, były piękne! Dawno nie dostałam tak bez okazji kwiatów, tak po prostu. Ucieszyłam się i położyłam kwiaty później do autka. Po mojej służbie Jamison zabrał mnie na małą wycieczkę po Las Venturas, jednakże musieliśmy zaraz wracać bo kolejni kandydaci na stażystę czekali na mnie w urzędzie. Wracam a pod LSG Damiano stoi i z pretensjami że nie chcę z nim nigdzie jechać, ale z kimś innym to jadę. NO PEWNIE, ŻE NIE CHCĘ! Przecież przez pół dnia się z nim kłóciłam jak zwykle chodziło o jego zachowanie, brak docenienia i SWAT! Masakra jakaś.. no ale zgodziłam się później na wieczór z nim, zabrał mnie do San Fierro na kolacje. Było niby wszystko w porządku, ale zapomniałam schować kwiatków! Damiano je zauważył, widocznie nieszczęśliwy był i w odpowiednim momencie gdy oddaliłam się od samochodu - wyrzucił je, tak po prostu. Zrobiłam mu o to awanturę, zostawiłam go tam samego w San Fierro, James pokłócił się z Maddie a ja pierwsze co to pojechałam do Maddie i Jamisona. Czekali na mnie, byli na końcu mola z kołem, ja podchodząc do barierki wyrzuciłam pierścionek zaręczynowy od Damiano - do wody. Stwierdziłam że nie chcę być z takim idiotą, który nie potrafi mnie docenić a jedyne co to jest tylko zazdrosny i mi zabrania wszystkiego! Ogólnie dzień się skończył tak, że nocowałam u Jamisona, kłóciłam się do nocy z Damiano, a Maddie z Jamesem.
Dzień z datą 27/02/2017 kolejny koszmar, ale czy dla mnie? Zaczynał się dobrze, Damiano obiecał mi że odezwie się po mojej służbie, że przygotuje mi pyszną kolacje. Byłam szczęśliwa jadąc na swoją przymusową służbę. W międzyczasie kontaktowałam się z Jamisonem który mówił, że chciałby się ze mną później spotkać, już sobie w głowie układałam powoli rozkład wieczoru aby dla każdego znaleźć czas. Po jakimś czasie przyjechała Madeline do urzędu, zaczęłyśmy dyskutować na temat Jamesa i Damiano, opowiedziałam jej wszystko a ona w sumie mi, obie zwierzyłyśmy się sobie. Po służbie i rozmowie pojechałam jej pomóc naprawić jej nowiutkiego Feltzera, którego dostała od Jamesa! To słodkie, że mimo kłótni James potrafi takie niespodzianki jej robić, byłam szczęśliwa razem z nią. Gdy już jej pomogłam, naprawiłam jej ukochanego feltzera to pojechała do ukochanego a ja siedziałam sama. Oczywiście Damiano po raz kolejny chyba o czymś zapomniał. Zdenerwowałam się i dopiero o godzinie 21:30 (to już było półtorej godziny po terminie) odzywa się do mnie Damiano, że jedziemy dzisiaj na kolacje do Jamesa i Madeline, że on i James mają dla mnie i Maddie niespodziankę. Okey, zgodziłam się mimo tego, że nie miałam nastroju nigdzie z nim wychodzić, jednakże nie chciałam robić przykrości Maddie i Jamesowi. Wieczór zaczynał się w miarę okey, tyle że po jakimś czasie dostałam telefon od Jamisona że wpakował się w jakieś kłopoty. To jest mój przyjaciel to chyba wiadomo, że się tym przejęłam, prawda?! Siedziałam z telefonem w ręku i nikomu, prócz Damiano to nie przeszkadzało. Oczywiście zdołał już zabrać mi mój telefon, zrobić mi wyrzuty o kilka dni wcześniej w wieczór u Madeline, przecież myślałam że ja go tam zabije! Wyszłam, powiedziałam wszystkim że po prostu muszę, że nie dam rady. Zaczęłam szukać Jamisona, specjalnie kupiłam nowy telefon i wydzwaniałam do niego co chwila! Odezwał się, spotkaliśmy się i po chwili SMS od Maddie że mam szukać Damiano. Byłam zdziwiona, o co chodzi? Powiedziała mi, że gadał coś o moście i wyszedł, znów tylko myśl, że ten kretyn jest zazdrosny i nie potrafi znieść tego, że mam przyjaciół. No nic, zaczęłam go szukać.. jeździłam jak szalona i nagle BOOM! Wypadek z kobitką która mnie przepraszała (oczywiście wypadek z jej winy), mówiła że jest roztrzęsiona bo pokłóciła się z chłopakiem. Hmm 13 dni po walentynkach - przypadek? Ta liczba jest chyba pechowa do związków.. po chwili przyjechał Jack ze swoją kobietą, krzyczą że mają Damiano, pojechałam tam i trafiłam na moment kiedy stracił przytomność. Nie wiedziałam co się dzieje, stałam i patrzyłam się co oni z nim robią. To było dziwne, do tego James który zaczął się na mnie drzeć, jaka to ja zła jestem, że ciągle robię Damiano kłótnie.. yy przepraszam co?! Odpuściłam sobie z nim kłótnie w takim momencie, powiedziałam mu tylko żeby sobie przypomniał kto się nim opiekował w szpitalu.
Po całej kłótni udałam się do swojego samochodu, który stał oddalony trochę od całej akcji ratunkowej. Doszłam na miejsce i widzę Maddie która wściekła czegoś szuka! Zapytałam się jej o co chodzi, zaczęła na mnie krzyczeć była roztrzęsiona, w szoku kompletnie nie wiedziała co robić. Ogólnie zrobiło się tam zbiorowisko. Jakiś facet siedział na Murku ja rozmawiam z Maddie, po chwili przyjechał James, potem administratorka Chloe i jakiś murzyn, patrzę do tyłu i jeszcze jakiś inny facet! CO TU SIĘ KURA WODNA DZIEJE?! Madeline wściekła na Jamesa najechała na niego za to, że na mnie krzyczał w takim momencie, myślałam że to odpowiedni moment, więc też się rzuciłam ze słowami. Powiedziałam mu, że jego kolega go troszkę okłamał, powiedziałam jak to wygląda z mojej perspektywy! No i potem mnie przepraszał pół nocy, wyzywał Damiano i mówił że pozbędzie się go ze SWAT. Powiedziałam, żeby tego nie robił, nie chce nikomu życia niszczyć po prostu odejdę od niego i będzie mógł być w tym swoim SWAT. O pierwszej w nocy wybrałam się z Madeline na spacer, szłyśmy z Mola na którym znajduje się latarnia morska aż do szpitala na piechotę, rozmawiałyśmy o całej sytuacji. Doradziła mi, żebym po prostu zakończyła ten kretyński związek abym się już w to nie bawiła. Ona ma chyba racje.. tak muszę zrobić, gdy byłam w szpitalu i patrzyłam na Damiano - to nawet mi go szkoda nie było. Postawił mnie wśród moich znajomych w takim złym świetle.. że to ja byłam ta zła! Ciągle narzekał na kłótnie o SWAT, ale zapomniał chyba ile dla niego potrafiłam zrobić a on dla mnie.. Maddie poszła spać, odwiózł nas Jack do domu Jamesa, ja jeszcze chwilę pogadałam z Jamesem i też wróciłam do domu, poszłam spać z myślą że teraz musi być już tylko lepiej.
AKTUALIZACJA IV - 05/03/17 rok.

28/02/2017 - Damiano, "ukochany" mężczyzna który wczoraj popełniał samobójstwo, dzisiaj tak po prostu do mnie podjechał i powiedział że między nami koniec. Szczerze mówiąc? Ulżyło mi i to bardzo. Dzięki temu nie muszę się martwić czy sobie coś przeze mnie zrobi. W końcu to on ze mną zerwał a nie ja z nim. Dzień ogólnie mijał w miarę spokojnie, wieczorkiem byłam umówiona z Madeline na małe spotkanie, aby sobie pogadać! Pojechałyśmy razem na molo z Latarnią Morską. Nie wiem dlaczego, przecież to miejsce raczej nie powinno mi się dobrze kojarzyć - to z pewnością tylko do tamtego dnia. Podczas naszej rozmowy przyjechał nieznany nam wtedy mężczyzna, widziałyśmy go kilka dni wcześniej w tym samym miejscu. Stwierdziłam, że może wypadałoby spytać czy wszystko gra? Oczywiście Maddie mnie zostawiła, bo musiała załatwić jakąś sprawę i sama podbiłam do niego. Chwile pogadaliśmy, zaczął mi się żalić że nic mu w życiu nie wychodzi. Nie wiedziałam zbytnio jak go mogę pocieszyć gdy u mnie też nie jest kolorowo. No cóż, po dość dłuższej chwili naszej rozmowy, zjawiła się Madeline wraz z Jamesem, pogadaliśmy troszkę w cztery osoby, pośmialiśmy się i jakoś to było. Na sam koniec dnia zaprosiłam go na małą rozmowę przy herbacie - bo było dość późno.
Dzień później dostałam SMS'a od Georga - mężczyzna którego poznałam dzień wcześniej. Zapytał się czy znajdę dla niego dzisiaj chwilę, gdyż chciał mi wynagrodzić ten wczorajszy dzień. Byłam zaskoczona tym SMS'em ale zgodziłam się, nic nie miałam do stracenia a przyda się jakaś rozrywka na wieczór. Tego dnia również spotkałam się z moją ukochaną Madeline która prawie codziennie musiała mnie słuchać, zapewne ma mnie już dość! Pogadałyśmy szczerze i obie stwierdziłyśmy że przyda nam się jakaś przygoda, rozrywka w naszym życiu! Wtedy myślałam sobie, że George to będzie idealna przygoda zaraz po rozstaniu z Damiano, żeby poczuć życie. Co do rozmowy z Madeline stwierdziłam, że może warto też spróbować z Kobietą? Tak wiem, dziwne to.. ale chyba nikt mnie lepiej nie zrozumie. Myślałam, że Maddie się ode mnie odwróci a tu wręcz przeciwnie! Potwierdza moje zdanie, pogadałyśmy troszkę o tym, no ale to są z pewnością tylko jakieś głupie myśli. Wieczorem nadszedł czas na spotkanie z Georgem, tak więc udałam się do niego. Posiedzieliśmy i pogadaliśmy sobie kolejne kilka godzin i pojechaliśmy do niego. Zrobił nam małą kolacje, wino - nie powiem było przyjemnie.
Kolejne dni to coś pięknego! Chciałam tylko przygody z Georgem a dzisiaj 5/03/2017 - jestem z nim po cudownej, pełnej emocji i romantycznej nocy! Dwa dni wcześniej dostałam cudowny prezent, odnowiony DODGE CHARGER z 69 roku, ponad trzydzieści różnych kwiatków i chociażby romantyczna kolacja na dachu wysokiego budynku w San Fierro. Czego chcieć więcej? No niczego! George jest idealny.. wie czego chcę, prócz Dodge'a to o niczym innym mu nie mówiłam. Zaskakuje mnie z dnia na dzień swoim zachowaniem wobec mnie. Jest uroczy, romantyczny, czuły i przede wszystkim niezłe z niego ciacho. Miała być z nim tylko przygoda ale nie potrafię, wiąże z nim ciekawą i długą przyszłość. Postanowiłam dać ostatnią szanse miłości i to jest mój ostatni związek na poważnie. Mam nadzieję, że wszystko się pięknie ułoży i nie będziemy musieli się rozstawać.
AKTUALIZACJA V - 14/03/17 rok.

Mija dzień za dniem, między mną a Georgem układa się coraz lepiej. Mimo kilku słabych chwil między nami, wszystko chyba wraca do normy, do pierwotnego stanu naszego związku. Myślę, że mogę szczerze powiedzieć, iż jestem najszczęśliwsza kobietą na świecie, szczególnie dlatego że wokół siebie mam tyle bliskich mi ludzi! Madeline, George, James, Chloe i Jamison Dziś wielki dzień przede mną, 14/03/2017 rok, zaprzysiężenie mojej przyjaciółki Madeline Cleverly, która również ogłosi sekretarza miasta - który do tej pory nie jest nikomu znany. Może zacznijmy od początku, znów kilka dni tutaj nie zaglądałam a wypadałoby wszystko opisać!
Minęło kilka cudownych dni mojego związku z Georgem, byliśmy praktycznie we wszystkim ze sobą zgodni - ale wiadomo wszystko się kiedyś kończy.. Do miasta wrócił mój przyjaciel Jamison, to jego poznałam jako pierwszego w tym mieście. Spotkał mnie na plaży Santa Maria Beach, pojechałam ją zwiedzić zaraz po przylocie! Jednakże wracając do tematu, co ma Jamison wspólnego z moim aktualnym związkiem? A no to, że się z nim spotkaliśmy przypadkowo pod moim mieszkaniem. Tamtego wieczora doszło do nieprzyjemnej sytuacji między Georgem a Jamisonem, skakali sobie obaj do gardeł i w późniejszej chwili odbiło się to też na mnie. Pokłóciłam się delikatnie z Jamisonem, ale starałam się z nim wszystko przez telefon wyjaśnić! Niestety mojemu ukochanemu to się nie podobało, stwierdził że strzeli małego foszka i wyjdzie z domu zostawiając mnie samą. No cóż.. szybko musiałam opanować sytuacje i przetłumaczyć mu do rozsądku że to on jest moim jedynym i nikt inny się nie liczy.
Uff! Przeszło to jakoś i wrócił normalnie do domu. Myślałam że to będzie jedna, jedyna mała kłótnia w naszym związku. Tak też się zapowiadało kolejnego dnia, gdzie spędziliśmy wspólnie kilka chwil popołudniu a później wybrałam się na swoją obowiązkową służbę w urzędzie, jako Administrator mam swoje obowiązki - wiadomo. Czas w pracy dość szybko mi zleciał, nawet nie wiem kiedy a mogłam już opuścić urząd i wrócić do domu, do Georga. Tak też zrobiłam, a gdy wróciłam do domu - stwierdziłam że zrobię sobie test ciążowy. Dawno z nikim się nie kochałam, George był pierwszą osobą z którą to zrobiłam od bardzo dawna, więc bałam się że może coś z tego wyjść, szczególnie po dziewięciu miesiącach. No niestety.. nie myliłam się, wynik pozytywny - to oznacza że ja jestem w ciąży?! To jest nie możliwe! Przecież z Georgem nie jestem jakoś długo, nie jestem pewna czy to jest dobry moment! Bałam się, wystraszyłam się strasznie i uciekłam z domu, cała zapłakana wsiadłam w samochód i ruszyłam. Długa chwila nawet nie minęła a ja z powodu rozpaczy spowodowałam wypadek. Kompletnie nie zauważyłam wyjeżdżającego auta i boom.. George jeździł i szukał mnie po całym mieście, aż w końcu mu powiedziałam gdzie jestem. Przyjechał, pogadał ze mną i musiałam mu powiedzieć, nie miałam zamiaru tego ukrywać. Był w szoku, ale się strasznie cieszył i zapewniał że damy radę, że wszystko będzie okey.
Uwierzyłam mu w każde jego słowo, pilnował mnie i spędzał więcej czasu niż zawsze. Było widać po nim, że jest zadowolony, że on chce tego dziecka a szczególnie ze mną. Ja po czasie też przestałam mieć głupie myśli i się cieszyłam razem z nim z powodu, że będę mamą. Dzień po naszej rozmowie odwiedziliśmy Frankiego (przyjaciel Georga) i Chloe (przyjaciółka rodziny). Mieliśmy pójść wszyscy na wspólny spacer, ale nagle Frankie wraz z Georgem wsiedli do Sultana i odjechali na sygnałach.. No cóż, zrobiło nam się smutno (mi i Chloe oczywiście) i ruszyłyśmy same na spacer. Zdenerwowałam się całą sytuacją, jak postąpił George i wyłączyłam telefon, chciałam mu dać małą nauczkę - niech mnie szuka! Przez ponad półtorej godziny razem z Chloe przeszłyśmy pół miasta aż w pewnym momencie podjechał Stallion z dwiema osobami w środku, dwóch mężczyzn. Zaczęli nas zaczepiać, grozić i rzucać jakieś głupie teksty.. Całe szczęście po chwili się odczepili a my kontynuowałyśmy spacer. Nie minęło dziesięć minut a Ci dwaj znów się pojawili, znów głupie teksty i jakieś groźby.. W sumie nic takiego, gdyby nie to że zostali wynajęci przez FRANKIEGO i GEORGA, Ci dwaj idioci wynajęli jakiś pseudogansterów aby nas szukali - czy to jest normalne? Nie, wiadomo że nie! Doszło do sprzeczki, kłótni między mną a tymi dwoma w wozie, zostali rozstrzelani przez Georga.. przyjechał też mój ukochany Braciszek James, który zabrał mnie i Chloe do domu. Odciągnął nas od tego wszystkiego, a szczególnie mnie abym się tak nie denerwowała, w końcu jestem w ciąży.
Myślałam, że ten wieczór już się kończy, pójdę spać i jutro wstanę z innym nastawieniem.. ale niestety nie do końca tak było. Zadzwonił do mnie po chwili George, który doskonale wiedział że jestem na niego wściekła! Poprosił mnie abym wyszła a tam, święta dwójka osób które mi wcześniej groziły! Przestraszyłam się i nie wiedziałam zbytnio co robić, byłam wściekła na Georga ale chciałam aby się mną zaopiekował. Sama nie wiedziałam co robić, całe szczęście miał drugie mieszkanie i poprosił mnie abym tam przenocowała kilka nocy. Zgodziłam się, pojechałam do tamtego mieszkania i tam się położyłam spać. Następnego dnia oczywiście się nie obyło się bez kłótni.. George wieczorem chciał ze mną spędzić czas, a ja mu napisałam że idę na spacer z Chloe. Wkurzył się i zamiast ze mną pogadać to wolał się do mnie nie odzywać, olał mnie.. wyłączył telefon i zero z nim kontaktu. Rozumiałam go, sama tak postąpiłam dzień wcześniej.. no ale mógł ze mną porozmawiać. Tego wieczoru przejechał kilka razy obok mnie, nie zapytał się nawet czy wszystko jest okey, wkurzyłam się! Chciałam go sprowokować jakoś, przy następnym spotkaniu powiedziałam mu że to koniec. Przyjął to normalnie, oddał mi prezenty, które mu zostawiłam wczoraj w południe.
Następnego dnia już chciałam zaplanować wyjazd do Kanady, chciałam wyjechać na kilka dni i odpocząć od ostatnich sytuacji które się działy między mną a Georgem. James - ukochany braciszek ciągle przy mnie czuwał i nie pozwalał tak postąpić. Pogadał w trybie natychmiastowym z Georgem, który po kilku minutach od rozmowy od razu wykonał telefon do mnie. Prosił abym została w Santos, że wszystko wyjaśni i będzie tak jak dawniej. Mam słabość do niego i tak jak przez telefon mówiłam, że tego nie zrobię, tak gdy go zobaczyłam to nie dałam rady nawet się na niego denerwować. Pogodziliśmy się i wszystko zaczęło wracać do normy. Wiadomo, jak zwykle tylko do pewnego czasu.
Dzień 12/03/2017 przygotowałam kolację dla nas i Madeline która przyjechała do nas w gości. Między Madeline a Jamesem ostatnio się kompletnie nie układało, chciałam aby chociaż na chwilę zapomniała o tych problemach. Niestety George musiał zacząć z nią na ten temat rozmawiać, całe szczęście atmosfera pozostała w miarę spokojna. Po całej kolacji, Madeline mnie prosiła abym nie kłóciła się z Georgem o ich związek, bo widziała że coś jest nie tak. Przytaknęłam i wróciłam do Georga, chciałam wykonać pewien telefon, telefon do Jamisona. Jasne, obiecałam kilka dni wcześniej, że nie będę z nim utrzymywać kontaktu - w sensie z Jamisonem, ale dostałam dziwnego smsa i chciałam to szybko wyjaśnić. George niestety nie potrafi chyba panować nad emocjami, wywołała się kolejna duża kłótnia, przez jakiś czas próbowałam go uspokoić ale bezskutecznie, tak więc uciekłam.
Podczas swojej ucieczki wykonałam telefon do Jamisona i poinformowałam go gdzie mnie znajdzie, że musimy pogadać. Udało mi się po kilku minutach z nim spotkać, zdążyliśmy pogadać tylko chwilę i nadjechał George, który pierwsze co zrobił to wziął swoją broń i rozstrzelał Jamisona.. Zamarłam w tamtym momencie, dwie bardzo ważne dla mnie osoby, a jedna z nich do drugiej strzela.. Po chwili wybuchłam z wyrzutami do Georga, chciał abym wybrała czy odjadę z nim teraz czy zostaję tutaj z Jamisonem. Chyba każdy by zrobił to co ja.. zostałam, wybrałam Jamisona w tamtym momencie. Powiedziałam, że nie zostawię go w takim stanie samego. Jamisona zabrali medycy a ja poszłam na krótki spacer, George mnie gonił przez kilka minut aż odpuścił. Pokłóciliśmy się i to był chyba raczej koniec. Jego słowa "Mam to wszystko w dupie" mnie zabolały. Poczułam, że już nie jestem dla niego ważną osobą, dlatego też nie miałam zamiaru się z nim kontaktować.
Dzień później w południe poinformowałam Madeline i Jamesa o swoich planach co do wylotu i powrotu z Kanady. Miałam tam wylecieć w celu zabiegu.. aborcji. Nie dałabym rady wychować sama tego dziecka, ale oboje jak słuchali to oczywiście mi zabraniali i nie było innego wyjścia jak ich się posłuchać. George się dowiedział i również spróbował to wszystko naprawić. Spędziliśmy długi wieczór, podczas którego sobie wszystko wyjaśnialiśmy. Oboje złożyliśmy sobie kilka obietnic, mam nadzieję że teraz będzie już tylko lepiej. Oczywiście w nocy położyliśmy się razem w łóżeczku, nowe mieszkanie - nowe życie.
AKTUALIZACJA V - 14/03/17 rok.

Ostatnie dni to koszmar mojego życia. Nawet nie wiem co mogę zrobić po tym wszystkim co się stało. Chciałabym o większości spraw zapomnieć, a najlepiej cofnąć się w czasie aby zapobiec takiemu obrotowi spraw. Przede mną zapewne kilka kolejnych wyczerpujących dni. Oficjalnie od dnia 14/03/2017 roku jestem Panią Sekretarz, zaprzysiężenie odbyło się bez większych wpadek, czy też sytuacji w której funkcjonariusze musieliby interweniować. Jestem bardzo wdzięczna Madeline, że postanowiła mnie wybrać na to stanowisko, pokażę że jestem silną kobietą i dam radę sprostać wszystkim wyzwaniom! Początek tego wszystkiego wydaje się być okey, zaraz po zaprzysiężeniu pod scenę podchodzi George, który mi się oświadcza.. przed wszystkimi swoimi kolegami z pracy, przed Madeline, Damiano i kilka innych osób. Zamurowało mnie, ale po chwili wybuchło we mnie szczęście, cudowny dzień! George od samego rana był zdenerwowany, zestresowany jeszcze bardziej niż ja! To było dziwne i powoli zaczęłam się domyśleć o co mu chodzi, kilka dni wcześniej wspominał że oświadczy się w idealnym momencie, aby dla mnie ten dzień był najlepszym w życiu. To prawda, jest to najlepszy dzień w moim życiu.
No tak, ale co mi po takim dniu jeśli dzisiaj, czyli 19/03/2017 wszystko stoi pod znakiem zapytania.. Przez ten cały okres wydarzyła się masa rzeczy o których wolałabym zapomnieć, ból jaki do tej pory przeżywam jest nie do opisania. Codzienne kłótnie z Georgem, kompletnie zero porozumienia! Nie mogłam się z nim dogadać, pod żadnym pozorem. Coś musiało go strasznie zmienić, nie wiem co to może być, widocznie myśli że jak przyjęłam oświadczyny to go już nie zostawię? Kłótnie jak zwykle były na temat mojego przyjaciela Jamisona, który chciał ciągle utrzymywać kontakt - to chyba wiadome jeśli znamy się taki szmat czasu! George codziennie starał się mnie przekonać, że kontakt z Jamisonem niszczy nas związek, że jestem zaślepiona nim.. Tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy do tej pory, że to te jego kłótnie i prośby niszczą nas związek. Tak, to jest wiadome że jest mi strasznie trudno urwać kontakt z przyjacielem, nie wiem dlaczego on się dziwi. No cóż.. mimo tego, że upominałam kilkukrotnie tego kretyna (czyt. George), że nie mogę się denerwować, stresować i tak dalej, to ten dalej szedł w zaparte! Po co ze mną rozmawiać, jak można zrobić kłótnię, najlepiej prawda?
Noc z 17 na 18 marca bieżącego roku to chyba najgorsza noc w moim życiu. George źle odebrał mojego SMS'a, nie wiem co było tak źle opisanego, jeśli się zapytałam grzecznie czy będzie spędzał teraz ze mną czas, jeśli ma nogę w gipsie? Hm.. ten człowiek ma ciężki charakter, nawet nie był w stanie mi odpisać! Wieczorem jak zwykle doszło do wymiany krótkich zdań, które zaczęły się zamieniać powoli w kłótnie. Wszystko spowodowane tym, że on się po prostu spakował i chciał wyjść - IDIOTA! Powiedziałam, że jeśli wyjdzie to może już nie wracać, nie zobaczy mnie ani dziecka.. Chyba nie liczyłam się ze słowami. Podczas kłótni złapał mnie mocny ból brzucha, czułam że coś złego się dzieje! Nagle pode mną zrobiła się kałuża, przerażona kazałam Georgowi aby mnie zabrał do szpitala. Pojechaliśmy tam, lekarze szybko się mną zajęli i zaczęli sprawdzać co się dzieje.. Jak mi doktor powiedział, że właśnie straciłam dziecko, myślałam że sama umieram.. Nie wiedziałam co się dzieje, gdzie jestem czy też kim ja w ogóle jestem. Wpadłam w panikę, rozpacz, miałam tysiąc myśli na sekundę za co? Czemu mi odebrano dziecko tak wcześnie?!
Całą noc nie spałam, rano zajęłam się pracą.. starałam się zabić jakoś te wszystkie myśli. Odezwał się Jamison który chciał się spotkać, tak więc oczywiście, że się zgodziłam mimo tego, że George mi zabronił. Jamison jak się dowiedział to od razu zaczął obok mnie latać, przytulać.. nie wiedziałam że tak przyjmie tą wiadomość. Spodziewałam się bardziej, tylko jakiś słów nic więcej. Okey, odwiózł mnie do domu, poszłam spać na kilka godzin bo byłam wykończona. Gdy wstałam to nadszedł czas na rozmowę z Georgem, który się nawet nie zapytał jak się czuje! Pierwsze co to że mam zerwać kontakt z Jamisonem, bo to przez niego straciliśmy dziecko.. No myślałam że go zabiję zaraz na miejscu, przecież to ciągle on prowokował awantury zamiast odpuścić, bo serio nie spotykałam się jakoś często z Jamisonem. Po wyczerpującej rozmowie uległam mu.. bo go kocham. Los mi zaraz pokazał że to był wielki błąd, przyjaciel który na mój telefon rzuca wszystko i jest w ciągu kilku minut, ma być ważniejszy niż osoba która zabiła moje dziecko? Dopiero na spotkaniu z Madeline wszystko mi się zaczęło układać w jedną całość, w mojej głowie. Ona jest wielka.. wytłumaczyła mi wszystko, zaopiekowała się mną tego wieczoru i nawet sprawiła że Jamison dalej będzie mi pomagał, dalej będzie chciał utrzymywać ze mną kontakt. Gdy George wrócił do domu, Madeline tak na niego naskoczyła że nawet czołg by jej nie powstrzymał od wygarnięcia wszystkiego. Ja ją po prostu Kocham, zawsze gdy potrzebuje to otrzymam od niej pomoc, a szczególnie tą psychiczną.
A dziś? Zobaczymy co będzie dalej.. martwię się tym bo prawdopodobnie to koniec związku z Georgem, ale co dalej? Obiecałam sobie że to będzie mój ostatni związek, czy tak faktycznie powinno się stać? Nie wiem, mam mętlik w głowie, ale wiem że najbliższe mi osoby mnie nie zostawią, Jamison i Maddie będą nade mną z pewnością czuwać.
AKTUALIZACJA VI - 04/05/17 rok.

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu w moim pamiętniczku. Niestety moje życie jest ciągle dość intensywne, chaotyczne i nieciekawe. Ostatnimi czasy tylko w głowie mi same wyjazdy do Waszyngtonu, próbuje odciążyć Maddie od tych wszystkich obowiązków, pomóc jej i sama sobie zająć głowę czymś, aby tylko przestać myśleć o sprawach sercowych. Po zakończeniu związku z Georgem nie miałam ochoty w sumie na nic. Maddie, Jamison czy James starali się mnie utrzymać jakoś przy życiu, ciągle mi coś organizowali. Pewnego wieczora Madeline moja ukochana przyszła żona (ona tego jeszcze nie wie =) ) zaciągnęła mnie za miasto na spotkanie z nią i Jamesem. Było naprawdę ciekawie, a szczególnie dlatego że po jakichś 20 minutach przyjechał Jamison. Zaczęło się robić ciekawie, ze względu na to że graliśmy w butelkę. Podczas tej gry działy się różne rzeczy między mną a Jamisonem, chociażby masaż moich stóp, pocałunek.. było tego trochę. W sumie, poczułam się tak dziwnie w jego obecności i wracając do mnie do domu zagadałam z nim, że w sumie mogłabym spróbować żyć razem z nim w związku. On się oczywiście zgodził ale w sumie nie wiedział na co się pisze.
Kilka dni było w sumie dość dobrze między nami, planował nawet się do mnie wprowadzić, ciągle o mnie wszystkim dookoła mówił. No cóż, nadszedł dzień pierwszego wyjazdu - niby tylko dwa dni, ale co dalej? Wróciłam i znów wyjechałam! Ciągle się męczył że nie może mnie zobaczyć, że mnie nigdy nie ma - ale słychać o mnie dużo. Tutaj ślubu udzieliłam, tam spotkanie z Administratorami on już chce się spotkać a ja w drodze na samolot. Przez ten cały okres moich wyjazdów stwierdziłam, że chyba to nie jest dobry pomysł aby być z nim w związku. Obawiam się, że to wszystko co nas łączy.. ta przyjaźń - to minie. Tego się najbardziej boję, a nie chcę by się tak stało. Kocham go bardzo mocno, ale jak braciszka który zawsze stanie w mojej obronie, nie ważne co się stało i z czym to może być związane. Od kilku dni próbuje z nim na ten temat porozmawiać, no ale niestety nie mam zbytnio odwagi aby do tego dążyć.
Po ostatnim moim wyjeździe w moim życiu znów zaczyna się wszystko mieszać. Dlaczego? Chociażby Damiano! Zaczęliśmy się znów spotykać, kolacja, wino czy zwykłe spacery. Te spotkania mają różny przebieg, nawet potrafię go pocałować a potem myśleć całą noc czy dobrze postąpiłam. Sama się w tym wszystkim gubię, jest mi z tym cholernie źle bo przecież jeszcze nie porozmawiałam z Jamisonem! Do tego dochodzi rozmowa z Madeline, która się dowiedziała że moja orientacja jest inna niż myślała. Sugerowałam nawet jej, że może między mną a nią coś.. ten? Myślałam w sumie, że mnie wyśmieje że zostawi mnie samą i nie będzie chciała ze mną rozmawiać. Ku mojemu zdziwieniu, strasznie długo nad tym rozmyślała i stwierdziła że wszystkiego trzeba spróbować. Ja jednakże po chwili jej odradziłam, ona ma Briana aktualnie, który ją kocha a ona go - po co to psuć? Tak jak jest teraz, będzie chyba najlepiej ja się i tak do związków nie nadaje.
Te wyjazdy czy to co się wydarzyło w moim życiu - wszystko mnie zmienia. Stwierdziłam że trzeba odezwać się do Brayana.. w końcu to moja pierwsza prawdziwa miłość w tym mieście, chciałabym się dowiedzieć co u niego słychać! Bałam się trochę, bo w sumie nie chciał mieć ze mną żadnego kontaktu. Jednakże na sms'a odpisał i się spotkaliśmy. Chwile pogadaliśmy, nawet mnie przytulił - co mnie strasznie zdziwiło. To było w momencie jak mu powiedziałam o poronieniu, byłam trochę zdziwiona jego zachowaniem bo myślałam, że nie chce mnie zbytnio znać. Oczywiście zrobiło mi się trochę lżej po tej rozmowie, sam przyznał że wspomina te miłe chwile między nami, czyli nie jestem w jego oczach tą najgorszą kobietą. Wyżalił mi się trochę, że ma pecha bo każdy z kim się wiąże mu ucieka, wyjeżdża - ja przecież to zapoczątkowałam.. Głupio mi było trochę z nim na ten temat rozmawiać, więc starałam się dość szybko zmienić temat.
A dziś? Znów przez kilka dni byłam niedostępna, zamknięta w domu i starałam się zająć tylko pracą. Mam mętlik w głowie, a przede mną jeszcze jedna z cięższych rozmów. Chciałabym mieć to za sobą, chciałabym wiedzieć że Jamison mnie zrozumie, że zostanie moim takim braciszkiem i mimo wszystko będzie dalej mnie wspierał. Teraz czas zostać w mieście na dłużej, koniec z wyjazdami! Muszę się wziąć w garść i mam nadzieję, że będę miała wsparcie w dwóch najbliższych mi osobach, Jamison i Madeline.


Hello! Od jakiegoś czasu gram na owej postaci i stała się ona główną postacią. Przeważnie do tej pory starałem się pisać biografię głównych postaci, relacjonować co się dzieje w ich życiu na forum. Biografia jak zwykle ma przypominać pamiętnik mojej postaci, wydaje mi się, że dla mnie jest to najlepsze rozwiązanie. Nie wymieniłem kilka wydarzeń w ów biografii, ze względu na brak ich dalszej historii. Jest też kilka osób IC które powinny się tu znaleźć i obiecuje że w kolejnych etapach się znajdą! Pierwsze fragmenty są fikcyjne, na których od samego początku kreuje postać, późniejsze rzeczy raczej są na faktach. Kolejne aktualizacje będą opisywały dany miesiąc. Pod koniec lutego dopiszę jak wyglądał ten miesiąc na mojej postaci.
Dzięki za chwilę cierpliwości i przeczytanie moich wypocin, zapraszam również do oceniania!
Pozdrawiam.
Aktualizacje:
I - 18/02/2017 godz. 00:45 (aktualizacja podstawowego tekstu)
II - 21/02/2017 godz. 19:00 (dodano notkę od dnia 19/02/2017, trzy akapity)
III - 28/02/2017 godz. 10:40 (Dodano nowe akapity z przygodami Aurelki!)
IV - 05/03/2017 godz. 11:30 (Dodano nowe akapity z przygodami Aurelki!)
V - 14/03/2017 godz. 18:00 (Dodano nowe akapity z przygodami Aurelki!)
VI - 04/05/2017 godz. 18:00 (Dodano nowe akapity z przygodami Aurelki!)
Użytkownik Truskawek# edytował ten post 04/05/2017 - 14:32


