Skocz do zawartości

net4game

Największy polski serwer RolePlay w GTA: San Andreas Multiplayer

Zdjęcie
- - - - -

Jacqueline Louineaux


  • Please log in to reply
24 odpowiedzi w tym temacie

#1 Exodes — 62 09/02/2017 - 20:37

Exodes
  • Gracz

*
Popularny

Jacqueline Louineaux
"Jestem kobietą wolną."


tumblr_mx9gxt4pAJ1qg94hko3_500.gif


Budzisz się nie mogąc nabrać powietrza, do Twojej głowy napływają najskrytsze koszmary - boisz się. Unosisz dłoń powoli do góry, próbujesz schwytać powietrze, które ze strachu jest tak gęste, że niemal Ci się to udaję. Oddychasz z ulgą, gdy rozglądasz się po pokoju i nie widzisz nikogo. Kładziesz głowę do poduszki, zamykasz oczy nadal cała drżąc ze strachu - zasypiasz. Tak wygląda każdy mój dzień, tak wygląda każda moja chwila, wieczny strach i wieczna walka z własnymi koszmarami. Codziennie staczam bitwę, którą chciałabym zakończyć, jednak nie potrafię, jestem na to za słaba...
 
24 sierpnia 2015 roku, Paryż- Senat, Pałac Luksemburski
Przebiegając korytarzami Sentau, wymijając mężczyzn ubranych w garnitury, przy każdym przejściu zatrzymywana przez straż senatu, w końcu dotarłam przed drzwi, które znałam na pamięć - były otwarte. Wysoki, łysiejący starszy Pan w garniturze, od którego unosił się zapach cygara i wody kolońskiej, stał oparty o dębowe biurko w swoim gabinecie. Pewnym krokiem wkroczyłam do środka, podeszłam do mężczyzny i poprawiłam jego jak zwykle krzywo zawiązany krawat. Uśmiechnął się, ja zrobiłam to samo. Mężczyzna, który przez lata mojego dzieciństwa zastępował mi ojca, polityk który nigdy nie cofnął się przed niczym. Podziwiałam go i kochałam, a zarazem czułam respekt i szacunek. Mimo tak blisko łączącej nas więzi, zawsze pamiętałam co musiał zrobić, aby wyciągnąć mnie z miejsca pełnego koszmarów, które wtedy nazywałam domem. Ułożyłam na biurku wszystkie dokumenty, poprawiłam zawieszoną na szyi przepustkę i posłałam mężczyźnie czułe, kochające jak córka spojrzenie. Bez słowa wyszłam z gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi.
 

1ZGcAbD.gif


30 stycznia 2017 roku, Paryż - Rezydencja François'a
Spoglądałam na stojącą w pokoju, lekko otyłą kobietę o brązowych włosach. Krzątając się, dorzucała ostatnie rzeczy do moich walizek, powolnie zapinając każdy zamek torby, jakby próbowała przedłużyć tą chwilę o każdą sekundę. Zaciskałam zęby, starając się zachować powagę i nie rozpłakać się jak to dziecko, które kilka lat temu przekroczyło próg tego domu. Jestem już dorosła, nie powinnam płakać i chować się pod fartuch Gabrielle. Kobieta momentalnie wyprostowała się, zerkając na mnie załzawionymi oczyma. "Ma chérie." tak zawsze mówiła na mnie Gabrielle, która tak naprawdę zastępowała mi matkę, a François żonę. Gospodyni, która wnosiła do tego domu niebywałą radość, która przez całe lata pobytu tutaj pomagała w moim wychowaniu, sprawiała wrażenie zrozpaczonej. Rozsunęłam ramiona na boki i rzuciłam się kobiecie na szyję, wtuliłam twarz w jej ramię zanosząc się przy tym płaczem. Nie wytrzymałam, nie potrafię pożegnać się tak po prostu z osobom, którą kocham.
Kobieta pogładziła mnie po głowie, nabrałam powietrza w płuca i odsunęłam się na kilka kroków, sięgając po przewieszony przez oparcie krzesła płaszcz. Przy pomocy Gabrielle zaniosłam bagaże do samochodu i w trójkę, razem z François udaliśmy się na lotnisko.

cJ7AS9e.gif


30 stycznia 2017, Paryż - Lotnisko Roissy-Charles de Gaulle
Przez całą drogę spoglądałam na widoki za oknem, napawałam się każdą chwilą, próbowałam zapamiętać każdy szczegół. Francja, kraj który tak bardzo umiłowałam, dzisiaj zdawał się oddalać z sekundy na sekundę. Auto nieubłaganie mknęło w kierunku lotniska. Przełknęłam głośniej ślinę i zacisnęłam powieki starając się uspokoić targające moim umysłem emocje.
Dojechaliśmy do miejsca, w którym miało nastąpić pożegnanie z bliskimi i z krajem. Poprawiłam przypinkę z flagą francuską na płaszczu i zsunęłam z głowy berecik, chwytając za jeden z bagaży. Z duszą na ramieniu i ze ściskającym gardło żalem udałam się do środka.
Najtrudniejszym momentem było pożegnanie z Gabrielle i François. Czas zdawał się stanąć w miejscu, kiedy otulali mnie ramionami przed odprawą. Ich ciepłe ciała i wilgoć ich łez na moich czole, to jest uczucie, którego nikt nie potrafi opisać, miłość. Drżącą ręką pomachałam w ich kierunku przed wejściem do samolotu, a gdy tylko zajęłam miejsce, wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Wsunęłam dłoń do kieszeni płaszcza, jednak zamiast chusteczek wyciągnęłam pudełeczko, którego nie znałam. Otworzyłam je, a w środku dostrzegłam złoty naszyjnik. Objęłam opuszkami palców złote serduszku na łańcuszku i otworzyłam je. W środku było zdjęcie Gabrielle i François, a pod nimi grawer - "Dans votre cœur.".

V6JBd28.gif


31 stycznia 2017 roku, Los Santos - LS International Airport
Poczułam dotyk na swoim ramieniu. Otworzyłam opuchnięte od płaczu oczy i zerknęłam na stewardessę, która oznajmiła mi, że właśnie wylądowaliśmy. Powolnie podniosłam się z fotela, starałam się zostać w samolocie jak najdłużej mogłam, czułam tutaj jeszcze zapach mojej ukochanej Francji. Gdy tylko wyszłam i zabrałam bagaże z terminala, udałam się do motelu w centrum Los Santos, gdzie wzięłam prysznic. Wpatrywałam się w lustro, które sprawiało wrażenie stabilnej tafli wody, przyłożyłam  opuszki palców do swojego odbicia, nabrałam głębokiego wdechu. Dumnym krokiem wyszłam z budynku i udałam się do najbliższego lokalu w poszukiwaniu pracy. Po wejściu, ku mojemu zaskoczeniu ujrzałam przystojnego młodego mężczyznę, który później okazał się być bratem właściciela. Zamiast skupić się głównie na rozmowie, oboje skupiliśmy się na sobie, wymieniliśmy się numerami. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma tego, że Ethan Blackford, ten młody czarujący mężczyzna jest początkiem moich kłopotów. Miłość od pierwszego wejrzenia, tak mi się wydawało. Młoda, głupia Francuzka, która przyleciała do zepsutego na wskroś miasta, którym rządzą jedynie pieniądze i znajomości. Tego samego dnia, spotkaliśmy się na kawę. Ethan pozwolił mi zapomnieć o tęsknocie za bliskimi, odwrócił moją uwagę od rzeczy nieistotnych i skupił ją na sobie. Byłam tak nim oczarowana, że nawet nie dostrzegłam jego prawdziwego charakteru. Może byłam ślepa dlatego, że musiałam w jakiś sposób zapełnić pustkę powstałą po rozłące z bliskimi? Niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć.

3PR9QF8.gif


03 lutego 2017 roku, San Fierro - Park
Od czasu przylotu do Los Santos spędzałam z Ethanem, niemal każdą wolną chwilę. Wieczorne spotkania przy lampce wina czy kubku kawy pomogły podnieść mi się na nogi. Ethan tego dnia zaplanował wyjazd do San Fierro, siedziałam w aucie u jego boku, podziwiając widoki za oknem podczas jazdy. Gdy tylko dojechaliśmy do celu naszej podróży, poprosił mnie, żebym wysiadła z auta i wyciągnęła z bagażnika kilka rzeczy. Zaskoczona, że mężczyzna prosi o coś takiego kobietę, skinęłam głową i grzecznie udałam się zrobić to o co prosił. Szarpnięciem otworzyłam bagażnik, z którego dosłownie wysypały się białe róże - kwiaty, które tak bardzo uwielbiam. Zamarłam w miejscu, nie mogłam nawet nabrać oddechu. Ethan wysiadł z auta, wyraźnie obserwując moją reakcję i badając grunt pod nogami. To było coś pięknego, coś za co nawet nie widziałam jak mogę podziękować. Zaczęłam ostrożnie zbierać kwiaty i układać je ponownie w bagażniku. To był chyba najpiękniejszy dzień w życiu, jaki do tej pory przeżyłam. Omamił mnie całkowicie, straciłam kontrolę nad tym związkiem. To był błąd.
Ten wieczór spędziliśmy razem, uczył mnie puszczać kaczuszki, okazywał czułość. Po wszystkim wróciliśmy do miasta. Mój pokój niemal wydawał się nie mieścić wewnątrz takiej ilości kwiatów. Na każdej półce, na podłodze stały białe róże, poutykane we wszystko co dosłownie miałam pod ręką i mogłam napełnić wodą. 

K6GKTGt.gif


04 lutego 2017 roku, Los Santos
Ten dzień zapowiadał się jak każdy inny. Nie spodziewałam się, że wydarzy się coś, co tak bardzo mnie dotknie. Jak każdego dnia od czasu przylotu spotkaliśmy się wieczorem z Ethanem, który wtedy był już moim chłopakiem mimo, że nigdy sobie tego oficjalnie nie wyznaliśmy. Nie padło żadne pytanie z jego czy też z mojej strony, po prostu wiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Zdążyłam już poznać jego towarzystwo, włącznie z dość szemranymi osobami z Verdant Bluffs. Dowiedziałam się także, czym Ethan zajmuję się zawodowo, był agentem federalnym. Przy nim czułam się bezpieczna, nie tylko ze względu na odznakę czy broń, ale tak po prostu - jak kobieta przy mężczyźnie. Najbardziej polubiłam Chloe Grayson, która z całego tego towarzystwa, okazała się najnormalniejsza. Potrafiła łagodzić wszelkie konflikty, jest wyrozumiała, ale stanowcza kiedy trzeba, pomocna, ale dosadna kiedy z czymś przesadzasz. Kobieta o wyjątkowo silnym charakterze, wiedząca czego chce od życia. Najzabawniejsze było, jak kolega z pracy Ethana, Frankie Clark próbował adorować Chloe, która ma męża. Można to było określić, jak takie dziecięce podchody, nie zapytał jej o nic wprost, przynajmniej nie przy mnie, ale za to dowiadywał się od Roberto czy przypadkiem Chloe nie jest wolna. 
Tego dnia to własnie Roberto i Frankie byli wmieszani w to całe zajście  dzięki, któremu poznałam prawdziwą twarz Ethana. Późnym wieczorem, śmiało można powiedzieć, że nawet nocą spędzaliśmy z Ethanem wspólnie czas. Jakoś tak się złożyła, że zaciągnęłam go do Cluckin Bell, gdzie był Roberto z Frankiem. Nic nie zapowiadało tego, co za chwilę się wydarzy. W lokalu kręciła się jakaś blond włosa kobieta, którą pierwszy raz widziałam na oczy. Frankie i Roberto zaczęli się do niej przystawiać, Ethan nie pozostał w tyle. Wyszliśmy, pomyślałam z pewnością, że pojedziemy razem z Ethanem do domu, jednak on wpakował się razem z Roberto, Frankiem i ów blondynką do auta i zabrali ją na pokazywanie miasta, jak to sami nazwali. Zostałam sama, o tak późnej godzinie na ulicy, bez żadnego transportu, a mój przyszły narzeczony zabrał się na przejażdżkę w towarzystwie blondynki. Co z tego, że chwilę później odezwał się na słuchawce, pytając gdzie jestem?! Jaki normalny facet, zostawia kobietę, którą kocha na środku ulicy w nocy, tylko po to, żeby przejechać się z kumplami w towarzystwie obcej kobiety? Dla mnie to było zbyt wiele.

Ia9tMBv.gif


5 lutego 2017 roku, Los Santos
Na zegarze północ wybiła już dawno, sama zorganizowałam sobie środek transportu i przemierzałam ulice miasta, bijąc się z myślami. Nie odpowiadałam na żadne zaczepki Ethana, czy to przez telefon czy przez słuchawkę. W końcu on też przestał się odzywać, wtedy uważałam, że to koniec. Mężczyzna, z którym chcę spędzić resztę życia, nie może zachowywać się w taki szczeniacki i nieodpowiedzialny sposób. W pewnej chwili coś mnie tknęło, przy pomocy słuchawki, zapytałam go gdzie jest. Ethan odpowiedział słabnącym głosem, udałam się w miejsce, które mi wskazał, jednak po drodze, gdy już widziałam czerwono-białe błyski karetki pogotowia, zatrzymał mnie Roberto. Wskoczył na miejsce pasażera i rzucił mi jedynie ogólnikowe informację, z których dowiedziałam się o tym, że postrzelili Frankiego i Ethana. Tak właśnie kończy agent federalny, który kumpluje się z szemranymi typami, zamiast ich zamknąć - pomyślałam. Roberto kazał zawieść się na tyły jednego z budynków, tak więc też zrobiłam. Bóg jeden wie co by zrobił, gdyby usłyszał odmowę. Po wszystkim odjechałam z tamtego miejsca, nie wpychałam się pomiędzy sanitariuszy, moja obecność z pewnością by im nie ułatwiała pracy. Obserwowałam całe zdarzenie, z góry autostrady, a gdy tylko karetka odjechała, odetchnęłam z ulgą. Postanowiłam wszystko definitywnie zakończyć, zachowanie Ethana, towarzystwo w jakim się obracał to nie było dla mnie. Przyjechałam tutaj nie po to, żeby się stoczyć i zmarnować sobie życie. Prawie nad ranem, Frankie odezwał się na słuchawce. Po wymianie może dwóch zdań, nadal nie chciałam jechać do szpitala, jednak w końcu coś mnie ruszyło. Gdy weszłam na salę szpitalną, dostrzegłam że w tym wszystkim ucierpiał także Frankie. Paramedyk Gustav, mężczyzna z brodą i kapeluszem przywiózł na salę Ethana, z którym wymieniłam kilka ostrzejszych zdań, nadal nie potrafiąc mu wybaczyć. Byłam tak wściekła, że nie obchodziło mnie absolutnie nic, wpakował się w kłopoty na własne życzenie i przez własną głupotę. Wyszłam.

pcqVDM1.gif


6 lutego 2017 roku, Los Santos
Tego dnia po nieprzespanej nocy, obudziłam się dopiero późnym południem. Momentalnie na słuchawce, Ethan zaczął zawracać mi głowę, nie odpuszczał. Głośno westchnęłam i narzuciłam na siebie beżowy płaszczyk, zgodziłam się na spotkanie i tam też się udałam. Podczas rozmowy, wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy, Ethan ponownie uruchomił swój tryb kochającego chłopaka i okręcił mnie wokół palca. Wybaczyłam mu, nie wiem dlaczego, ale to zrobiłam. Może ze względu na wyrzuty, które miałam po wczorajszym zajściu, on mógł umrzeć, a ja nie chciałam przyjechać do szpitala. Z jednej strony dzięki temu dostrzegł, jak może skończyć osoba, która nie szanuje innych. Samotna śmierć na szpitalnym łóżku, bez kochającej osoby u boku, która trzymałaby Cię za rękę, podała szklankę wody. Z drugiej natomiast taka samotna śmierć nie pomogłaby, ani jemu, ani mi. Z pewnością zostałoby to w mojej głowie do końca życia. Wybaczyłam mu, jak zwykle głupia Francuzka popełnia błąd za błędem nie ucząc się na poprzednich. Załagodzenie konfliktu, przypieczętowaliśmy namiętnym seksem w łóżku Dyrektora FBI. No cóż jak już szaleć to dosłownie!
Oboje obiecaliśmy sobie także, że nie będziemy prowokować się wzajemnie do zazdrości i nie zrobimy niczego, co mogłoby wpłynąć na ten związek. Przy charakterze Ethana było to dość ciężkie do wykonania, niemalże niemożliwe. Był strasznie zaborczy, rościł sobie do mnie prawa nie tylko jako chłopak, po prostu uważał, że skoro jestem z nim to nikt inny nie może się przy mnie kręcić. Potrafił robić nawet sceny zazdrości, gdy zamieniłam kilka słów z jego bratem, obrażał się i wychodził z lokalu, zostawiając mnie tam samą. Wychodząc z takiego założenia, skoro nie mogłam nawet rozmawiać z jego rodzonym bratem, powinnam zamknąć się w domu i nie wychodzić, żeby przypadkiem nie poczuł się zazdrosny. Nie potrafiłam tak żyć, nikt normalny nie potrafi funkcjonować pod kluczem. Jestem wolną kobietą w wolnym kraju i będę robiła to co ja uważam za słuszne, a nie ktoś inny!

0Nvb6dT.gif


8 lutego 2017 roku, Bone County - Racing League Desert encounter
Podczas pracy, podszedł do mnie Ace Blacford, brat Ethana. Jak zwykle normalne powitanie, w którym Ethan już by się doszukiwał jakiejś nuty zdrady, gdyby stał obok. Po chwili poinformował mnie o odzywającym się tego dnia wyścigu i oznajmił, że poszukuje osób chętnych do poprowadzenia busa, które transportował chętnych na wyścig. Oczywiście zwerbowałam do tego zajęcia także Chloe, ponieważ znając moje umiejętności jazdy, drugi kierowca był bardzo potrzebny, zwłaszcza w razie, jakbym wjechała w jakieś drzewo. Tak też bez żadnych szczególnych zdarzeń w międzyczasie, udaliśmy się na miejsce wyścigu. U boku Chloe, podziwiałam ścigających się kierowców, a Ethan natomiast zajmował się zbieraniem głosów w loterii. Po pewnym czasie podszedł do nas wysportowany mężczyzna, z wyraźnie podkrążonymi oczyma i przewieszoną przez szyję odznaką. Nie wiem co mnie tknęło, ale tego dnia trafiałam na niego już drugi raz, postanowiłam rozpocząć zwyczajną rozmowę. Po zamianie kilku zdań, dowiedziałam się od niego kilka ciekawych rzeczy, jednak mężczyzna sam w sobie zdawał się być czymś bardzo przybity. Wyraźnie przemęczony i niewyspany, podkrążone oczy, nastrój także pozostawiał wiele do życzenia, jednak mimo wszystko starał się zachowywać normalnie. Musiał dużo przejść, dużo wycierpieć - pomyślałam. Wścibsko, ale z wyczuciem zaczęłam drążyć temat, chcąc dowiedzieć się więcej. Rozmowie cały czas bacznie przysłuchiwała się Chloe i kobieta, którą kiedyś w sądzie  wskazali mi jako żonę komendanta. W międzyczasie, musiałam przerwać dyskusję i na prośbę Ace'a udać się do Los Santos po pewną rzecz, co też zrobiłam w asyście Chloe. Po powrocie, wymieniłam jeszcze kilka słów z mężczyzną, którego wtedy znałam już jako Brayan'a Roxwell'a.  Obiecując, że dokończy mi historię, która tak bardzo mnie nurtowała, wymieniliśmy się numerami telefonów. Gdy tylko odszedł, otrzymałam od niego SMS, w którym zapytał o pierścionek zaręczynowy, więdząc z naszej rozmowy, że mam chłopaka. Po powrocie do Los Santos i kolejnej wiadomości od Brayan'a umówiliśmy się na spotkanie, aby mógł dokończyć swoją opowieść. Spotkaliśmy się w zagajniku, tuż obok Białego Domu, gdzie dowiedziałam się wszystkiego co tak bardzo mnie ciekawiło. Miał za sobą bardzo przykrą przeszłość, a to wszystko tak bardzo go dobijało, że wyglądał niemal jak cień człowieka. Jeszcze nigdy nie widziałam osoby, tak bardzo przybitej i przeżywającej wcześniejsze doświadczenia. Podczas rozmowy dużo też zrozumiałam, słuchając opowieści o zawodach miłosnych Brayan'a i tym jak do tego dochodziło, uświadomiłam sobie, ze tak samo zaczyna się dziać między mną i Ethan'em. Gdy skończyliśmy rozmawiać, odwiózł mnie do domu i po pożegnaniu odjechał. Zamiast wrócić do domu, wsiadłam na motor i zaczęłam krążyć bez głębszego sensu po mieście, jazda pomagała mi się odstresować i ułożyć myśli w głowie. Wiatr sprawiał wrażenie, jakby zabierał z mojej głowy wszystkie zbędne myśli, odświeżał mi umysł.
Ethan, poprosił mnie, żebym przyjechała po niego do akademika FBI, tak też zrobiłam. Podczas całej drogi nie odezwał się do mnie słowem. Dopiero pod domem, gdy zapytałam o co mu chodzi wyznał, że widział jak rozmawiam z Braynem i to jak wymieniam się z nim numerem telefonu, przy okazji się rumieniąc. Nie dał sobie nic wyjaśnić, ja odjechałam on też. Na pożegnanie rzuciłam jedynie, że pora zabrać swoje rzeczy raz na zawsze - tak też zrobiłam.

OXHlMSZ.gif


9 lutego 2017, Los Santos - Grape Street
Spędzając noc w towarzystwie Chloe krążyłyśmy ulicami miasta. Cały czas biłam się myślami, jednak Chloe pomogła mi o tym zapomnieć, pojechaliśmy do niej na kawę, gdzie wszystko dokładnie jej opowiedziałam. Nie pochwaliła naszego spotkania z Brayanem po wyścigu, w sumie to ją rozumiem. Od chwili kiedy się poznaliśmy polegałam na niej, wiedziałam że mogę jej zaufać i powiedzieć co leży mi na sercu. Potrzebowałam dać upust swoim emocją i jakoś od tego wszystkiego odpocząć. W końcu, gdy wróciłyśmy do jazdy po mieście, coś mnie tknęło żeby spróbować skontaktować się z Ethanem i jakoś tą całą sytuację wyjaśnić. Tak też zrobiłam, umówiliśmy się na spotkanie w budynku przy Grape Street, pojechałyśmy tam razem, jednak Chloe nie weszła do środka, dając nam swobodę rozmowy i działania. Ethan to ciężka osoba do rozmowy, ilekroć nie przychodziło nam wyjaśniać jakiegoś konfliktu czy bardziej rozbudowanej sprawy, powtarzał jedynie to samo. Tak samo było teraz, na godzinę rozmowy usłyszałam kilkanaście razy to samo co na samym początku i dowiedziałam się jedynie, że podczas rozmowy z Brayanem przekroczyłam granicę, których przekraczać nie powinnam. Na pytanie jakie to granicę były, nic nie odpowiedział. Musiałam zadawać to pytanie przez kilkanaście minut, żeby w końcu uzyskać odpowiedź, a co jest najlepsze to ogólnikową odpowiedź, kończącą się zwrotem, abym się domyśliła. Tak właśnie wygląda z nim rozmowa, ciągłe powtarzanie wytartych schematów, traktuje mnie jak przestępce na przesłuchaniu, któremu nie podaje się żadnych informacji i tak długo wodzi za nos, aż nie przyzna prawdy. Skoro nie mogłam się z nim dogadać, a on powtarzał od początku rozmowy to samo zdanie postanowiłam urwać temat raz, a dobrze. Oznajmiłam mu co na ten temat myślę i że nic mnie z Brayanem nie łączy. Życzyłam mu dobrej nocy, on mi też. Odjechałam.

M9i49I1.gif


9 lutego 2017 roku, Bayside - plaża, San Fierro - park
Każde spotkanie z Brayanem pozwalało mi zapomnieć, o problemach, które zgotował mi los. Ciepło jego ciała sprawiało, że zapominałam o wszystkich problemach. Chciałam, żeby każda chwila u jego boku trwała jak najdłużej, bałam się głośniej oddychać w obawie, że głośniejszy podmuch rozwieje to co do tej pory między nami zbudowaliśmy. Dwoje ludzi z tymi samymi problemami u swojego boku, to musiało się wydarzyć. 
Po wiadomości od Brayana, pojechałam na plaże w Bayside, gdzie w oczekiwaniu na jego przybycie, biłam się z myślami przesypując piasek między palcami. Gdy tylko usłyszałam warkot silnika, moim ciałem wstrząsnął niekontrolowany dreszcz, w brzuchu poczułam motylki, których wcześniej nie czułam, oddech przyspieszył, a dłonie zaczęły drżeć. Z każdym niewyraźnym krokiem na piasku, serce podchodziło mi coraz bardziej do gardła. Zamarłam, gdy tylko stanął u mojego boku. Po początkowo dość niepewnym przywitaniu, wspólnie spędziliśmy czas na plaży, gdzie opowiedziałam mu, co wydarzyło się dzisiejszej nocy, a w zasadzie wczesnego ranka. Miałam wrażenie, że po moim rozstaniuz Ethanem, Brayan nabrał jeszcze większej pewności siebie, jednak nie dał tego po sobie poznać. Wspierał mnie mimo tego, że sam miał na głowie podobne problemy co ja. Po pewnym czasie, wyruszyliśmy do San Fierro i  ku zrządzeniu losu ujżałam park, który był jedynym miejsce dobrze kojarzącym mi się z Ethanem. Dlaczego akurat tutaj, dlaczego zamiast o nim zapomnieć, spoglądam na miejsce, w którym obdarował mnie  kwiatami i zastanawiam się czy wszystko mogło wyglądać inaczej! Spoglądając na kamienne posągi, trzymające misę, z której wylewała się woda na samym szczycie fontanny biłam się się z myślami, ciesząc się obecnością Brayana. Nie wiem dlaczego, ale w pewnej chwili oboje znaleźliśmy się fontannie, brodząc coraz głębiej w wodzie. Dziecięce wygłupy, które sprawiły, że poczułam się ponownie jak ta mała dziewczynka pozwoliło mi zapomnieć o wszystkim - liczyliśmy się tylko my dwoje. Chcąc mieć do czego wracać i co wspominać, zostawiliśmy przy posągu ślad po sobie - koszulkę Brayana i moje nieśmiertelniki z imionami Gabrielle i François. Cali przemoczeni, wóciliśmy do Los Santos na gorącą herbatę w domu Brayana. Po wyjściu, spotkałam się z Chloe, już przy samym wejściu do auta, dostrzegając wyraźne zmartwienie na jej twarzy. Odjechałyśmy.

sEcpNGW.gif

 
10 lutego 2017 roku, Las Venturas - Parking piętrowy
Kolejna nieprzespana noc, którą spędziłam w towarzystwie jedynej kobiety tak doskonale mnie rozumiejącej. Siedząc na na samym skraju wysokiego lotniska, wspólnie próbowałyśmy rozwiać tajemnicę życia. Wiatr, który uderzał w nasze twarze, zdawał się sprawiać wrażenie wyjątkowo opiekuńcze, odsuwał z głowy wszystkie zbędne myśli i pozwalał trzeźwo myśleć, odsuwał zmęczenie mimo tak później pory. Tej nocy Chloe opowiedziała mi, co zaszło między nią i jej mężem. Nie spodziewałam się, że w przeciągu kilku dni zbliżymy się do siebie tak bardzo, nawet pod względem problemów miłosnych. Jak mogę doradzić jej co powinna zrobić i pocieszyć ją, skoro sama nie radziłam sobie z identycznym problemem - pomyślałam. Dwie kobiety siedzące na skraju dachu, mające problemy sercowe to złe połączenie. Zdawało mi się, że Chloe cierpi o wiele bardziej ode mnie, ja mogłam liczyć na jej i Brayana wsparcie w najgorszych dla mnie chwilach, jednak gdy teraz przyszło nam się zamienić miejscami, byłam przerażona, że temu nie podołam. Długo rozmawiałaśmy, a z każdym słowem żal, który ogarniał Chloe nasilał się. Moment kumulacji nadszedł w chwili, gdy ściągnęła z palca obrączkę, która chwile potem poszybowała w powietrzu przed nami, znikając z naszych oczu. Ta noc była jedną z cięższych podczas całej naszej znajomości, miałam wrażenie, że nie podołałam zadaniu jakie przede mną stanęło. Nie wystarczająco wsparłam osobę, która tyle dla mnie zrobiła i tak wiele dla mnie znaczyła. Byłam sobą rozczarowana.
Po kilku kolejnych okrążeniach po Las Venturas, nad ranem wróciłyśmy do miasta. Gdy Chloe odjeżdżała, w jej oczach nadal tliła się iskra nadzieji. Mimo tego bólu i osamotnienia, które zgotował jej mąż, nadal głęboko wierzyła, że wszystko jeszcze się ułożyć. Wolała spróbować i żałować, że to zrobiła, niż odejść i żałować, że nie zrobiła nic. 
 

SJF8pe6.gif

 
10 lutego 2017 roku, San Fierro - Kort tenisowy
Przez ostatni czas prowadziłam nocny tryb życia, unikałam kontaktu z ludźmi, a noc była idealną porą, żeby wyjść z domu. Tego dnia miałam problemy ze snem, nie tylko dlatego, że trapił mnie problem Chloe, ale też dlatego, że po wczorajszym spotkaniu z Brayanem, dostałam wiadomość, w której coś obiecał mi powiedzieć nastepnego dnia. Chcąc odreagować i rozbudzić się po długim śnie niemal do wieczora, pojechałam na korty tenisowe w centrum Los Santos. Podczas samotnego treningu, napisał do mnie Brayan, od razu odrywając moje myśli od paletki. Znowu umówiliśmy się na kolejne spotkanie, a mnie coraz bardziej zżerała ciekawość, odnośnie tego co dzisiaj usłyszę. 
Pojechaliśmy do San Fierro, na korty tenisowe, gdzie wspólnie mieliśmy rozegrać, krótką rundkę - do tego jednak nie doszło. Przed samym wejście na kort, Brayan zatrzymał mnie w przejściu, a spoglądając w jego oczy już czułam, że z gry nic nie wyjdzie. Tak też się stało, staliśmy wpatrzeni w siebie, rozmowa coraz bardziej nabierając rozmachu, wchodziła na coraz delikatniejszy grunt. Miałam wrażenie, jakby moje nogi zapadały się w płyty chodnikowe. W pewnej chwili cała sytuacja nabrała niespodziewanego obrotu rzeczy! Z każdym słowem zbliżając się coraz bardziej do siebie i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, poczułam na swoich ustach ciepłe, wilgotne usta Brayana. Nie potrafiłam protestować, nie potrafiłam się od niego odsunąć, to właśnie ciepło jego ciała mnie przyciągało, każdy jego dotyk mnie paraliżował. Ten krótki pocałunek zdawał się trwać wiecznie, niebo miało wrażenie nabierać blasku z każdą sekundą, zamiast go tracić. Ku mojemu zaskoczeniu to był dopiero początek!
Pocałunek przełamał między nami barierę, która przez ten cały czas trzymała nas na dystans. Szklana przesłona między naszymi ciałami runęło, rozsypując się w drobny mak, teraz nie było już żadnych tajemnic, wszystko stało się możliwe. Cztery godziny stania w jednym miejscu i wpatrywania się sobie w oczy, zdawały się trwać zaledwie kilka minut. Czas nabrał biegu, powietrze pozornie wydawało się zmienić konsystencję i zapach. Każda cząstka, która mnie otaczała pachniała i smakowała jak Brayan. Przez całą naszą rozmowę starał się oddychać tak płytko jak to tylko było możliwe, nie chciałam aby nawet oddech mógł zakłócić to co się, między nami nawiązało. Granice, które przestały istnieć, otworzyły drogę Brayanowi do wyznania swoich uczuć, ja też się na to zebrałam. W końcu padły słowa, których nie spodziewałam się, otwierając oczy tego dnia. 

Fr0Z22M.png

Te kilka prostych słów, które dogłębnie rozumie tylko osoba zakochana, podniosły mnie na nogi, sprawiły że moje serce zaczęło bić szybciej niż kiedykolwiek do tej pory. Czułam i wiedziałam, że to własnie ten moment, że to ta chwila zmieni moje życie na lepsze. To jego ciepło, to jego dotyk zdawało być się lekarstwem na wszystkie problemy, jego dotyk zdawał się uleczać choroby, na które człowiek nie wynalazł leku. 
Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Los Santos razem - jako para, nie jako znajomi. Brayan chcąc, żebym rano budziła go melodycznym francuskim akcentem, nie pozwolił mi wrócić do swojego domu. Nie odstępował mnie nawet na krok, jakby bał się, że gdy tylko przekroczę próg to cały czas pryśnie. Przy spotkaniu z Chloe oboje dumnie, pochwaliliśmy się z naszego wspólnego szczęścia. Mimo problemów jakie przechodziła, nawet ta wiadomość sprawiła wrażenie, że przez chwilę cieszyła się naszym szczęściem, wspólnie z nami. Nie wiem kiedy i nie wiem jak, będę mogła odpłacić się tej kobiecie na swoją obecność i wsparcie jakie przez ten czas mi okazuję. Gdyby w tym mieście do głosu mogły dojść właśnie takie osoby jak Ona, wszystkim żyłoby się lepiej. Chociaż, kto wie czy kobieta z tak silnym charakterem i taką empatią nie zostanie kiedyś burmistrzem?
 

aY66Gsh.gif


12 lutego 2017 roku, Montgomery - Akademik LSPA
Śpiąc niemal do późnego południa, wstałam leniwie z łóżka i chwyciłam momentalnie za laptopa stojącego na szafce nocnej. Sprawdzając skrzynkę odbiorczą dostrzegłam wiadomość pochodzącą z Los Santos Police Academy. Drżącymi dłońmi otworzyłam e-mail, w tej samej chwili serce zdawało się stracić swój rytm. Po przeczytaniu wiadomości po raz dziesiąty, odstawiłam laptopa na bok i pobiegłam do kuchni przygotować śniadanie dla śpiącego jeszcze Brayan'a. To miało być coś wyjątkowego, w końcu oboję planowaliśmy wspólną karierę w departamencie u swojego boku, teraz mieliśmy na to szansę. Gdy tylko Brayan się obudził, zjedliśmy śniadanie, a ja o wszystkim mu opowiedziałam. Nie był zaskoczony, wierzył we mnie bardziej niż ja sama. 
Tego samego dnia pod wieczór odbywało się przyjęcie w szeregi kadetów LSPA. Gdy tylko się spakowałam, wskoczyłam na motocykl razem z torbą przewieszoną przez ramię i popędziłam w kierunku Montgomery. Wpadłam na rozpoczecie niemal spóźniona - jak zawsze Jacqueline punktualna jak należy. Uratowało mnie to, że całe przyjęcie miało poślizg o blisko pół godziny. Po wpłacie czesnego, odebraniu kluczy i wysłuchaniu Madame Cleverly, przyszedł czas na zaznajomienie się z kadetami i akademikiem. Tak też zrobiłam, ale cóż ludzie tam nie wydawali się tak bardzo rozmowni. Krótko przed ciszą nocną pod akademik przyjechała największa miłość mojego życia - jak zwykle olśniewający z kapturem zarzuconym na głowie i uśmieszkiem, który tak bardzo w nim kochałam. Wspólnie poszliśmy nad rzekę za stacją paliw, żeby w spokoju móc się pożegnać z dala od wścibskich spojrzeń innych kadetów. Nie potrafiłam wyobrazić sobie całego tygodnia z dala od Brayan'a. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta tygodniowa rozłąka pokaże mi jak blisko siebie jesteśmy i jak bardzo wzajemnie się potrzebujemy. Człowiek, z którym znałam się od niedawna, tego dnia wydawał się być kimś, kto spędził ze mną całe życie. Oboje znaliśmy swoje upodobania, on znał moje słabe strony, ja znałam jego, z nikim tak dobrze się nie porozumiewałam. Spędziliśmy tą ostatnią godzinę razem, czule wtuleni w siebie podziwialiśmy zachód słońca nad odległym Las Venturas. Przyszedł czas powrotu do akademika - zimne, puste akademickie łóżko. Ech...

p2hQO8S.gif


18 lutego 2017 roku, Las Venturas - Parking
Po prawie tygodniu spędzonym w akademiku LSPA i zaliczonym już poprzedniego dnia egzaminie z kontroli drogowej, przyszedł czas na egzamin, którego najbardziej się obawiałam. Brayan przyjechał do Montgomery jak tylko wstał, to było cudowne oglądać go w momencie, kiedy przeżywałam największy dotychczas stres w życiu. Na widok przygotowywanych do wyjazdu autobusów serce zdawało mi się wyskakiwać z piersi, dłonie niemal kleiły mi się od potu. Ściskałam koszulkę na torsie Brayan'a całkowicie zapominając o tym, jak sceptycznie do naszego związku podchodziła Madame Cleverly. W tamtym momencie jego bliskość pozwalała zapomnieć mi o czekającym mnie egzaminie z pościgu kontrolowanego. Zdawało mi się, że wszyscy wierzą we mnie bardziej, niż ja sama. Nawet Jack Hetfield, mój wykładowca i kuzyn mojego przyszłego męża okazywał mi niesamowite wsparcie przez cały okres trwania akademii. W chwilach, kiedy u mojego boku nie mogło być Brayan'a, Jack starał się trzymać moje myśli z dala od stresu i tęsknoty. Wieczorne rozmowy na akademickim holu, jego zapewnienia, że wszystko pójdzie po jak najlepszej myśli, zdawały mi się dodawać tyle samo siły co bliskość Brayan'a.
W końcu przyszedł moment wyjazdu do Las Venturas, gdzie miał się odbywać pościg kontrolowany - egzamin, który decydował o przyszłości, większości z nas. Kadeci zebrali się w autobusach i po chwili ruszyliśmy do pustynnego miasta. W końcu dotarliśmy na parking, który miał być startem całego egzaminu, a w tamtym momencie także startem w karierze w szeregach departamentu. Podzielono nas parami. Każda z par wsiadła do radiowozu, jedna osoba była kierowcą, a drugą radiooperatorem, później się zamieniali. Gdy przyszła moja kolej, serce zamarło mi, kiedy wsiadłam do wozu, na którego tyle siedziała już Madame Cleverly z notatkami rozłożonymi na kolanach. Czas start, początkowo meldowałam więc miałam te kilka minut, żeby ocenić sposób jazdy Rayan'a Carter'a, który prowadził uciekający pojazd. Gdzie się nie obejrzałam, wszędzie widziałam członków rodziny Brayan'a, nawet Rayan - jego brat, brał udział w szkoleniu kadetów. I jak tutaj nie narobić sobie wstydu, kiedy wszyscy na Ciebie patrzą i pod nosem mówią - to nowa dziewczyna Brayan'a.
Usiadłam za kierownicą i włączyłam sygnały, ruszyliśmy w pościg za beżowym admiralem mknącym ulicami Las Venturas. W końcu go zgubiłam, Rayan był zbyt dobrym kierowcą, natomiast ja sama nigdy nie byłam wirtuozem kierownicy, podobnie jak żona Rayana i moja przyszła szwagierka Noelle. To nas obie właśnie łączyło - nie potrafiłyśmy jeździć, ale miałyśmy u swojego boku mężczyzn, którzy potrafili to rewelacyjnie.
Kiedy już każdy z kadetów przeszedł egzamin, przyszedł czas powrotu do Montgomery, gdzie Madame Cleverly ogłosiła wyniki. Zdałam! Naprawdę zdałam!
Nie wierzyłam we własne szczęście, momentalnie cały stres i strach opuściły moje ciało, a kolana ugięły się pod moimi nogami. Rzuciłam spojrzenie na Aurelię, która podczas całej tej akademii okazała się być najbardziej w porządku osobom. Ku mojemu ździwieniu i naszej początkowej niechęci do siebie ze względu na fakt, iż była to wcześniejsza żona Brayana, nawiązałyśmy bardzo dobry kontakt. Nigdy nie sądziłam, że można tak dobrze dogadywać się z kimś, kto wcześniej zajmował Twoje miejsce u boku ukochanego mężczyzny. Życie lubi płatać figle, a ja jestem tego najlepszym przykładem.
Gdy wszyscy się rozeszli, podszedł do mnie Brayan, który zaprowadził mnie  na tył akademika twierdząc, że ma dla mnie jakąś specjalną niespodziankę. Przez całą drogą trzymał dłonie na moich oczach i prowadził mnie ostrożnie przez sobą, a gdy już byliśmy na miejscu, ostrożnie zsunął dłonie z moich oczu. Musiałam kilka razy zamrugać i oswoić się ze światłem słonecznym, zaraz potem ujrzałam fioletowe Voodoo, które było nagrodą od Brayan'a w zamian za zdany egzamin! Zamiast wyrazów wdzięczności, ten biedny kochający mnie wariat dostał wiązankę na temat robienia zbyt drogich prezentów. Tego samego dnia opuściliśmy Montgomery i wróciliśmy do domu, oczekując na jutrzejszy egzamin pisemny.

lroeqac.gif

 
20 lutego 2017 roku, Los Santos - Metropolitan Division HQ
Przyszedł dzień wyników, na który każdy oczekiwał z zapartym tchem. Drżące dłonie, które od samego rana zdawały się żyć własnym życiem. Stresowałam się tak bardzo, że nawet miałam problem z utrzymaniem kierownicy motocyklu. Jak zwykle wstałam szybciej od Brayan'a, który jeszcze smacznie sobie chrapał. Nie znałam lepszego sposobu, żeby się odstresować niż przejażdżka po mieście z maksymalną prędkością na liczniku - tak też zrobiłam. Silne podmuchy wiatru jak zawsze pozwoliły mi zapomnieć o całym stresie kiedy otuliły mnie swoimi ramionami. Pędziłam przed siebie wyjmijając wszystkie napotkane auta, nie zwalniałam nawet przed pasami. Jako przyszły oficer departamentu złamałam w ciągu godziny więcej przepisów, niż Liam Cali wystawia mandatów. Kierownica niebezpiecznie odbiła mi w bok, kiedy poczułam wibrowanie telefonu w kieszeni - to był z pewnością Brayan, który obudził się w pustym łóżku. Zwinnie wymanewrowałam i zjechałam na pobocze, Brayan chciał mnie widzieć w domu miał niespodziankę jak to sam określił. Bez zbędnego oczekiwania obrałam kierunek wprost na dom.
Brayan siedział już sofie, spoglądając na stojącego obok kubka z kawą laptopa. Nie zwracając nawet większej uwagi na to, co znajduję się na monitorze wsunęłam się na jego kolana i czule otuliłam go ramionami. Zawsze kiedy znajdowałam się jego ramionach, wszystko zdawało się tracić sens. Liczyły się tylko te chwilę, które spędzałam u jego boku - był dla mnie ostoją, o której wielu może pomarzyć. Spoglądając na mnie z uśmiechem, wskazał na stojącego za moimi plecami laptopa, którego momentalnie chwyciłam spoglądając na zawartość monitora. Przez chwilę nie docierało do mnie to co widzę - na liście osób, które pozytywnie zdały egzamin pisemny i wszystkie go poprzedzające znajdowało się moje nazwisko. Naprawdę udało mi się osiągnąć to, w co nigdy nie chciałam uwierzyć! Udało mi się to dzięki wsparciu jakie okazali mi wszyscy bliscy - osoby, które wierzyły we mnie bardziej niż ja sama. Mój ukochany, spoglądał na mnie z błyskiem w oku, który po raz pierwszy dostrzegłam przy naszym spotkaniu w Bone County. Sukces przypieczętowaliśmy pocałunkiem i wspólnym prysznicem przed ceremonią przyjęcia w szeregi departamentu. 
Gdy na zegarku wybiła godzina 20:00 do holu Metropolitan Division HQ, wszedł komendant Bourland, który zaprosił nas do sali odpraw. Na twarzy każdego z przyszłych oficerów było widać wymalowany strach i zarazem ekscytację. Każdy z nas potulnie stanął przed wybranym krzesełkiem czujnie obserwując poczynania i przemowę komendanta wraz z całym Command Staff. Gdy Brayan, jako Commander Gang Unit zaczął wyczytywać nazwiska z listy, serce na moment mi zamarło. Odetchnęłam głośniej i ruszyłam w kierunku podestu, kiedy padło moje nazwisko - odebrałam odznakę wraz z umundurowaniem i całym osprzętem. W moich oczach z pewnością było widać przerażenie, które tak usilnie starałam się ukryć spoglądając w twarz Komendantowi. W chwili kiedy już ostatnia osoba odebrała ekwipunek ponownie padło moje nazwisko tym razem w komplecie z Vivianne Laoerux. Zdziwiona posłałam jej ukradkiem spojrzenie, którego nawet nie dostrzegła. Mój ukochany, a obecnie jeszcze przełożony oznajmił, że obie mamy szansę dołączyć w szeregi Gang Unit. To było prawdziwe zaskoczenie, rozumiem jeszcze Vivianne, która przechodziła przez akademię jako weteran, ale ja?! Zwykły szary oficer policji i to w dodatku pierwszego stopnia, a mimo to padła propozycja dołączenia w szeregi dywizji, która na co dzień zmagała się z przestępczością na terenach South Central. Zbyt dużo jak na jeden dzień - serce zdawało się wyskakiwać z mojej piersi. Przez moment zbierając sobie myśli w głowie byłam w stanie jedynie wydukać "Tak, sir!".
Przez całą resztę ceremonii i późniejszą wizytę w biurze Commandera Gang Unit, biłam się  z myślami jak uda pogodzić mi się pracę ze związkiem. Mój obecny przełożony był przecież nadal moim chłopakiem i przyszłym mężem, pogodzenie tego nie wydawało się takie łatwe.  Najbardziej obawiałam się, że nasza wspólna praca wpłynie na nasze relację i odwrotnie. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma tego, że zaledwie kilka dni pokaże, że takie dwie rzeczy można ze sobą pogodzić.
 

iVJrSzA.gif


23 lutego 2017 roku, Los Santos - LS-SF Border
Brayan jeszcze spał, kiedy wychodziłam z domu. Zamknęłam za sobą drzwi, przerzuciłam torbę przez ramię i wskoczyłam na motocykl. Po przyjeździe pod główny komisariat, pobiegłam do szatni i przebrałam się umundurowanie. Dokładnie sprawdziłam ilość naboi w magazynku, przezorny zawsze ubezpieczone zwłaszcza w mieście, w którym wyjście w mundurze na ulicę może się skończyć tragicznie. Przed akademią nie zdawałam sobie sprawy jaki ciężar dźwiga na sobie każdy funkcjonariusz. Kiedy przychodzi stresująca sytuacja, a ty celujesz bronią w człowieka i musisz zadecydować kto przeżyje to starcie, wszystkie myśli zdają się wtedy wykrzykiwać tylko jedno - nie rób tego! Mimo to wiesz, że zagrożenie jest realne i pociągasz za spust, cały czas celując bronią tak, żeby napastnika obezwładnić ale nie zabić. Zabójstwo na służbie to też morderstwo, a fakt, że posiadasz odznakę nie zwalnia Cię z traumy i odpowiedzialności. Podczas służby w Los Santos takie decyzję musisz podejmować niemal codziennie - zawsze kiedy ktoś za bardzo się do ciebie zbliża, za każdym razem kiedy sięga po coś kieszeni czy wciska pedał gazu uciekając od kontroli. Ludzie nie mają do Ciebie za grosz szacunku mimo, że jako funkcjonariusz stajesz w pierwszym szeregu, chroniąc obywateli miasta chcących bezpiecznie dotrzeć do domu, gdzie czekają na nich kochające rodziny. Twoją rodziną nikt się nie przejmuje kiedy rzuca się na Ciebie z pięściami czy celują bronią. 
Otrząsnęłam się z zamysłu, w jaki popadłam podczas przebierania się. Pospiesznie udałam się na granicę, gdzie miałam dzisiaj pełnić wartę. Przygotowałam wszystko do rozpoczęcia kontroli granicznej i pozamykałam bramy dzielące most na pół. O dziwo wszystkie kontrolę przebiegały sprawnie i bez żadnych stresujących przypadków, nikt się nie awanturował i nikt nie rzucał się na Ciebie z pięściami. Trwałam w takim błogim stanie do momentu, kiedy do kontroli podjechał biały motocykl, a na nim mężczyzna z zakrytą twarzą. Odbierając od niego dowód osobisty nawet nie zwróciłam uwagi na zdjęcie i nakazałam mężczyźnie odsłonić twarz. Chwilę się o to wykłócał jednak w końcu uległ - przecież i tak nie miał wyboru. Momentalnie moja dłoń powędrowała na kaburę z bronią, kiedy ujrzałam człowieka, którego niegdyś darzyłam uczuciem. Ethan Blackford z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy, które obecnie w dowodzie miał wpisane dane - George Howard. Musiałam włożyć niemal całą siłę w to, żeby zachować powagę i nie dać po sobie poznać, jak bardzo mnie kiedyś zranił. Przez cały czas utrudniał mi kontrole od momentu podjechania do bramki, aż do momentu kiedy stwierdził, że nie przyjechał tutaj w celu przekroczenia granicy. Doskonale wiem co miał na celu i głęboko cieszy mnie fakt, że nie dałam wyprowadzić się z równowagi. Jeszcze przez chwilę pocwaniakował i odjechał kiedy odwróciłam się do niego plecami i zignorowałam jego dalsze prowokację. Ponownie wróciły wszystkie negatywne emocję, których doświadczyłam po naszym rozstaniu, ale w głębi zastanawiałam się też, nad tymi pięknymi momentami, które było dane spędzić nam razem. Nawet podczas mojej późniejszej rozmowy z Brayan'em biłam się myślami, opowiadając mu o tej sytuacji. Ludzka natura jest na tyle przebiegła, że po upływie czasu, drzemiący w człowieku żal zmienia się w poczucie winy, dopiero wtedy zastanawiasz się czy wszystko co zrobiłeś wcześniej było właściwe. Jednak mając u swojego boku osobę, którą darzy się takim uczuciem jak ja Brayan'a masz tą pewność od samego początku. On jest moim szczęściem, moją miłością i całym moim życiem! Stojąc przy jego boku wiem, że jesteśmy w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu, nieważne jaką cenę musielibyśmy za to zapłacić.
 

 

kwht58t.png

OOC - słów kilka


Skoro gra na poprzedniej postaci dobiegła końca, a w jej miejsce wchodzi kolejna wypada napisać biografię. Pierwsze trzy fragmenty są wydarzeniami czysto fikcyjnymi na potrzeby kreowania postaci, cała reszta zdarzyła się w czasie rozgrywki. Całość będę oczywiście systematycznie uzupełniał, czego nie robiłem w przypadku poprzedniej biografii, a później uzbierało się tego tyle, że nie miałem ochoty nic dopisywać. Wszystkim, którzy urozmaicili mi grę swoim towarzystwem na poprzedniej i na tej postaci oczywiście dziękuje. Gra bez Was nie byłaby taka sama, nawet jeśli chodzi o spiny OOC, które też miały czasami miejsce. Miłego czytania i liczę na wyrozumiałość!

 

Aktualizacje treści:
09.02.2017 r.
11.02.2017 r.
26.02.2017 r.


Użytkownik Exodes edytował ten post 26/02/2017 - 01:02

  • Do góry
    • 13

#2 LennyS — 1 09/02/2017 - 21:11

LennyS
  • Świeżak
Prosto pisząc... Ta biografia jest świetna! M
Mogę ją czytać bez końca ;)
  • Do góry
    • 1

#3 przester0wany — 368 09/02/2017 - 21:11

przester0wany
  • Gracz

Popraw daty misiaczku. :P


  • Do góry
    • 2

#4 Exodes — 62 09/02/2017 - 21:20

Exodes
  • Gracz

Daty najważniejszych wydarzeń są w porządku.


  • Do góry
    • 0

#5 YayamiOmatee — 459 09/02/2017 - 21:23

YayamiOmatee
  • Gracz
Fajne, chociaż Eti nie jest chyba aż taki zły.
  • Do góry
    • 2

#6 przester0wany — 368 09/02/2017 - 21:24

przester0wany
  • Gracz

Styczeń > luty.


 


  • Do góry
    • 1

#7 Exodes — 62 09/02/2017 - 21:38

Exodes
  • Gracz

Styczeń > luty.

 O! Faktycznie, miesiąc w plecy. Gotowe.

 

Fajne, chociaż Eti nie jest chyba aż taki zły.

Tam jest wszystko opisane ;)


  • Do góry
    • 0

#8 Aniia — 369 09/02/2017 - 22:37

Aniia
  • GameMaster SA-MP
Sama swego czasu pisałam biografię, fajna sprawa. Twoją zaś, czytało mi się całkiem przyjemnie i wciągnęłam się w to. :D Czekam na ciąg dalszy!
  • Do góry
    • 2

#9 Mekrin — 1185 09/02/2017 - 23:33

Mekrin
  • Gracz

Sama swego czasu pisałam biografię, fajna sprawa. Twoją zaś, czytało mi się całkiem przyjemnie i wciągnęłam się w to. :D Czekam na ciąg dalszy!

Ta ostatnia co? ;)

 

Polecam, ładnie się to czyta.


  • Do góry
    • 1

#10 Królik — 6979 10/02/2017 - 01:00

Królik
  • Gracz
Jak się tak czyta tą biografię to aż chce się napisać swoją..! :D

Oprócz pojedynczych błędów, które przykuły moja uwagę jest okej. :ok:
  • Do góry
    • 1

#11 Konrad` — 4078 10/02/2017 - 01:03

Konrad`
  • Gracz

*
Popularny

Załagodzenie konfliktu, przypieczętowaliśmy namiętnym seksem w łóżku Dyrektora FBI.

 

>.< Trzeba będzie spalić!


Użytkownik Konrad` edytował ten post 10/02/2017 - 01:03

  • Do góry
    • 5

#12 ItsNothing — 54 10/02/2017 - 01:46

ItsNothing
  • Gracz

*
Popularny

o kurcze, fajne!


  • Do góry
    • 3

#13 Rudzia — 128 10/02/2017 - 02:00

Rudzia
  • Gracz

Będę Cię gonić o aktualizację!  ^_^


  • Do góry
    • 1

#14 BIG ROBBA — 832 10/02/2017 - 03:22

BIG ROBBA
  • Gracz

Propsuje inicjatywe, czekam na popraweczki na temat mojej postaci hehehe. 5!


  • Do góry
    • 1

#15 SilentHillft — 62 10/02/2017 - 08:21

SilentHillft
  • Gracz
No nie powiem, jest świetna. Przyjemnie się czytało, chociaż rozbawiły mnie dwie rzeczy co do mojego Frankiego :D

Czekam na aktualizacje!

Użytkownik SilentHillft edytował ten post 10/02/2017 - 08:21

  • Do góry
    • 2

#16 Lisu_ — 384 10/02/2017 - 15:52

Lisu_
  • Gracz

Kozacka biografia, fajnie się czyta, aż mnie wciągnęło co będzie dalej xD Props :P


Użytkownik LISU_ edytował ten post 10/02/2017 - 16:24

  • Do góry
    • 2

#17 Exodes — 62 11/02/2017 - 13:20

Exodes
  • Gracz

@Aktualizacja.


  • Do góry
    • 2

#18 NieMamNiczego — 524 12/02/2017 - 04:31

NieMamNiczego
  • Gracz

nice ;)


  • Do góry
    • 2

#19 young ghost — 244 16/02/2017 - 22:17

young ghost
  • Gracz

Fajnie napisana biografia! :)


  • Do góry
    • 1

#20 Warzwym — 212 20/02/2017 - 13:29

Warzwym
  • Gracz

Good.


  • Do góry
    • 1

#21 Exodes — 62 26/02/2017 - 00:19

Exodes
  • Gracz

@Aktualizacja!


  • Do góry
    • 1

#22 Mekrin — 1185 26/02/2017 - 00:39

Mekrin
  • Gracz
Jak zawsze, kozak. ;)
  • Do góry
    • 1

#23 BananaJack — 489 26/02/2017 - 00:48

BananaJack
  • Gracz

Nare-ku...-szcie!


  • Do góry
    • 2

#24 I Mateusz I — 52 28/02/2017 - 13:01

I Mateusz I
  • Gracz

Jedne słowo w którym mogę określić tą biografie

-MEGA


  • Do góry
    • 2

#25 hondzix — 345 28/02/2017 - 22:45

hondzix
  • Gracz

SZCZĘŚCIARA Z TEGO JACQUELINE


  • Do góry
    • 1


Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych