

Nowy początek.
Skończyłam szkołę i postanowiłam, że poszukam sobie nowego miejsca. Ojca nie znam, rodzeństwa nie mam a z matką żyje dobrze. Zawsze chciałam, aby moje życie nabrało kolorów a nie żyło ciągle Meksykiem. Tam tylko awantury i bójki, parę osób z którymi się zaprzyjaźniłam również mieli dość. Któregoś dnia pewna znajoma powiedziała mi, żebym wraz z chłopakiem wyjechała do Los Santos. Jest tam spokojnie i mogłabym się tam zaaklimatyzować. Więc porozmawiałam z chłopakiem i wylecieliśmy.

14.07.2016: Godzina 16. W końcu zakończył się ten męczący lot z Meksyku.
Wraz z chłopakiem postanowiliśmy zameldować się w jakimś hotelu i kupić nowe telefony, bo nasze nie mają tu zasięgu i nie chcą działać, cóż same wydatki nas czekają. Przy okazji zaniosłam swoje egzaminy prawa jazdy, żeby teraz tylko zakończyć ostatni egzamin- jazda praktyczna. No i jednak zdałam celująco! Fabi był ze mnie dumy, świętowaliśmy razem ten dzień. Ah, Fabi to mój pierwszy chłopak jestem z nim już drugi rok w szczęśliwym związku - Oby tak dalej!
Następnego dnia, po przespanej nocy w hotelu poszliśmy do Centrum, żeby jakąś pracę znaleźć. Chodziliśmy po paru lokalach i dostaliśmy pracę od ręki. Faktycznie to miasto mi się spodobało - ludzie nie robią zbędnych problemów - zatrudniliśmy się sklepie telefonicznym PLAY, w aptece R3HAB Pharmacy i paru innych. Stwierdziliśmy, że tyle na początek nam wystarczy.
Minął już miesiąc i w miarę udało nam się tu zaklimatyzować. Rano Fabi oznajmił mi, że musi wyjechać, i że wróci za 2 tygodnie - nie określił się dlaczego. Oczywiście pracuje sama, ciężko mi samej zagadywać do ludzi.
Dziś mijają te nieszczęsne 2 tygodnie. Siedziałam dziś w hotelu z myślą, że spędzimy wieczór sami we dwójkę. Oczywiście przeliczyłam się - nie przyjechał. Dostałam jedynie telefon od Niego, że już nie przyjedzie, że nie podoba mu się tu i się rozłączył. Oddzwoniłam z myślą, że jakoś mi to wytłumaczy, lecz zbywał mnie rozmową. Pierwszą reakcją była awantura która zmusiła mnie do zerwania telefonicznego. Ja to mam szczęście. Zostałam tu sama, a do domu nie chce wracać.
Pewnego wieczoru usłyszałam w radiu, że w jednym z lokali jest impreza, więc postanowiłam pójść. Fajnie było, poznałam tam Luisa, wreszcie nie czułam się tak samotna. Był bardzo miły, nawet miałam przeczucie, że się podkochiwał we mnie, ale to tylko przeczucie,a ono lubi się mylić. Ja to widziałam jak taką większą przyjaźń, a to z powodu, że on znikał i jak wracał to przepraszał. Nic mi nie mówił, zaczynałam się martwić. Może się zakochałam? Nie, to nie możliwe, po prostu się martwiłam . Może gdyby nie znikał na miesiąc i nie powtarzało by się to ciągle to możliwe, że bym się zakochała. Był naprawdę opiekuńczy. Na początku znajomości zabrał mnie - jak dla mnie w nowe miejsce - na górę Chillad. Naprawdę, aż przyjemnie się zrobiło - Wreszcie poznałam kogoś i jeszcze mnie tak zaskoczył. Oczywiście spędzałam z nim wiele wolnego czasu. Aż w końcu jak prawie się pokłóciliśmy po ostatnim jego wyjeździe. Opowiedział mi dlaczego tak robi. Oczywiście poznałam też jego brata również sympatyczny chłopak, strasznie lubił grać i przebywać w kasynie.
W między czasie otworzył się nowy Workshop w okolicy - koło BMW Cars. Poszłam sobie tam dla żartów, nie chciałam nowej pracy, ani nic. Weszłam i akurat był tam sam szef całej tej działalności. Poszłam zapytać się jakie mają stawki wypłat i takie tam poszczególne informacje jakie każdy nowy pracownik chciałby wiedzieć. No i faktycznie, nie byłam miła dla Niego, sama nie wiem dlaczego. Po dłuższej rozmowie, nasze rozmowy przeszły neutralnie. Poznaliśmy się miał On na imię Weston.
Bardzo miły chłopak, co najbardziej mnie zdziwiło, że zaproponował mi współprace ale nie jako zwykły pracownik tylko w głównym zarządzie razem z nim! Zgodziłam się, bo to dodatkowa kwalifikacja i nowe przeżycie, znałam wszystkich pracowników tak samo jak Oni znali mnie. Prowadziliśmy biznes tak, żeby pracownicy widzieli w nas NIEZWYKŁYCH ludzi. Tym samym poznałam bardzo ciekawą osobę nazywał się Michael - mówiłam do niego Wolfi, od nazwiska Wolferine. Człowiek naprawdę super. Wiele razy się widywaliśmy w pracy - jednym zdaniem wariat. Każdego umiał rozśmieszyć. Wielokrotnie rozmawialiśmy a nawet raz na jakiś czas się spotykaliśmy po pracy. I tak utrzymywał się kontakt sporo czasu, lecz w pewnym momencie już ciężko było go spotkać. Po jakimś czasie, biznes nie kręcił się. Porozumieliśmy się z resztą zarządu w którym był jeszcze Jeremy i jeszcze jedna osoba ale nie przedstawił się więc nie napiszę tu jego imienia. Ale pisząc dalej postanowiliśmy, że zmienimy ten nieopłacalny biznes. I faktycznie zmieniliśmy był to PakerGYM. Na początku szło ciężko.. podtrzymywałam Westa na duchu i przekonywałam Go, że to się rozkręci - chociaż sama nie byłam zbytnio do tego przekonana, ale faktycznie UDAŁO SIĘ NAM! Biznes się rozkręcił. Przybywało do nas coraz więcej klientów i więcej! I w końcu napiszę, żeby tego nie ukrywać - zbliżyłam się z Westem byliśmy razem. No i w końcu znowu stałam się szczęśliwa chociaż ciekawiło mnie co się stało z Luisem. Pewnego razu gdy pracowałam przyszło dwóch facetów i co ku mojemu zaskoczeniu zaczęli rozmawiać o Luisie co mnie bardzo zaskoczyło, bo ja sama nie miałam o Nim żadnych wieści. I to co było najstraszniejsze, i chyba najgłupsze - wtrąciłam się do rozmowy- Oni nie chętni rozpoczęli ze mną rozmowę, chociaż jeden z nich postanowił wprowadzić i powiedzieć mi to co mnie zainteresowało. Gdy się dowiedziałam serce mi zamarło. Powiedzieli mi, że Luis nie żyje! A najlepsze jest to, że Oni mnie znali niby ze zdjęć które Luis im pokazywał.. cóż. Zabolało mnie to, oczywiście w tym samym czasie Weston coraz mniej czasu mi poświęcał, nie widywaliśmy się prawie wcale. Nie wiem co w sobie miałam, ale to zerwanie mnie tak nie bolało. Chociaż wiem, że skrzywdziłam Go, ale wybaczył mi.
Zostaliśmy przyjaciółmi.Któregoś dnia pojechałam się przejechać i prawie, że miałam wypadek, ale całe szczęście ani mi ani pewnej kobiecie nic się nie stało. I oczywiście podjechało duże czarne auto, nie wiem jakie ono było - nie interesuję się motoryzacją - i wysiadł z niego mężczyzna. Miał coś co zakrywało jego twarz. Zainteresował się czy nic nam nie jest i czy czegoś nie potrzebujemy. Oczywiście powiedziałyśmy, że całe szczęście nic nikomu nie jest i ta kobieta odjechała, a ten facet przyjrzał się mi i zagadał - dziwne takie, ale cóż. -Przedstawił się. Miał na imię Vaughn . Chciał się spotkać i porozmawiać i przede wszystkim poznać. No to dałam mu ten numer i spotkaliśmy się parę razy. Pracował wtedy w FBI zaprzyjaźniliśmy się. Człowiek naprawdę warty zaufania i przede wszystkim wart każdej ważnej przyjaźni. Później mieliśmy kontakt telefoniczny bo praca za dużo mu nie pozwalała. W między czasie poznałam Thicka - głupia sprawa, ale to mało istotne.
Pewnego dnia zabrał mnie na przejażdżkę. Zgodziłam się, chociaż nic o nim nie wiedziałam. Jechał bardzo szybko, bałam się. I zaśmiałam się, żeby mnie nie zabił a On odpowiedział:
- Jesteś szczęśliwa?
- Odpowiedziałam - Że nie wiem - to dopowiedział:
- Jak będziesz szczęśliwa to zabijamy się razem.
Te słowa utkwiły mi w pamięci..
W sumie było to słodkie, lecz go nawet nie znałam zbyt dobrze. I tak zaczęła się nasza bliższa znajomość. Wymieniliśmy się numerami, spotykaliśmy się ciągle. Ciągłe rozmowy nas zbliżały do siebie. Chłopak też przeżył tragedię, ale nie powinnam o tym pisać. I tak wyszło, że coś nas połączyło. Może wspólne cechy charakteru? Nie wiem, ale wiem, że to było coś czego nie zapomnę. Nasz związek trwał długo. W sumie mieliśmy wiele wzlotów i upadków. Pewnego dnia wyjechałam niespodziewanie - dostałam telefon od mojej ciotki, że mama zmarła. I wyjechałam zapominając telefonu z mieszkania - czasami mi się zdarzają takie sytuacje. No i jak wróciłam wielkie wywody, że się nie odezwałam. Kurde, ale nie miałam jak. Ogólnie byliśmy szczęśliwi, w sumie nie wiem jak On, ale ja byłam.
Zerwaliśmy,z powodu głupiej rozmowy, lecz Thick poprosił o spotkanie i mnie przeprosił. W sumie, ciągle go kochałam i ciężko od tak sobie o nim zapomnieć. Przeprosił mnie i poprosił, abym do niego wróciła. Przyszedł z kwiatami - Kurczę nie umiałam odmówić. Wróciłam do niego, znowu zaczęły się wspólne plany. W między czasie napiszę o przyjaźni mojej i Jeremiego. Trwała ona długo, można powiedzieć, że od momentu wspólnej pracy. Nie wiem na co On liczył, ale uważał mnie za osobę ważną, wielokrotnie chciał się zabić, ale nigdy nie chciał powiedzieć dlaczego, był w sumie trochę tajemniczy. - albo ja to tak odbierałam. Nie jednokrotnie się ze mną droczył, jak by lubił jak się denerwuje. Pewnego dnia można powiedzieć, że się pokłóciliśmy - sprawa kłótni nieistotna - I spotkałam chłopaka przy okazji - Naprawdę przystojny - myślał, że Jeremy mi grozi lub coś, lecz od razu zaprzeczyłam. Miał na imię Korbin. W sumie sama nie pamiętam jak ta przyjaźń się zaczęła. Było to spontaniczne.. Na początku było w sumie normalne, jakoś wyszło, że wymieniliśmy się numerami.. I przyszedł naprawdę straszny dzień.. Thick wylądował w więzieniu - załamałam się - został oskarżony o jakieś zamordowanie człowieka, lecz to był po prostu niefortunny upadek . Jak go zamknęli automatycznie szukałam jakiejś pomocy. Pierwszą osobą był Vaughn. Oczywiście od razu przyjechał. I drugą osobą do której zadzwoniłam wtedy był Korbin.. w sumie nie wiem dlaczego akurat On. W końcu mało co go znałam, ale również potwierdził swoją obecność w mieszkaniu które wtedy aktualnie zamieszkiwałam. Zjawił się najpierw Vaughn'owi przedstawiłam mu całą tą sprawę, lecz musiał odmówić bo sam nie miał uprawnień do tego, aby pozwalać się komuś widywać z osobą która jest zamknięta za kratami i w tym samym czasie przyjechał jakoś Korbin, oczywiście przedstawiłam ich, żeby się znali . I również Korbinowi przedstawiłam ową sytuacje. Vaughn z powodów, że nie chciał abym się zmarnowała odradzał mi tego związku, lecz ja zawzięcie trzymałam się Thicka, bo Go naprawdę kochałam. Gdy Vaughn musiał iść, Korbin jeszcze został. Rozmawialiśmy w sumie długo. Później wziął On moje zdjęcie z młodszych lat - może miałam wtedy z 18 lat - z półki która wisiała nad telewizorem. I dalej rozmawialiśmy. Jakoś w pewnym momencie wstaliśmy i tak wyszło, że mnie pocałował.. oddałam się temu pocałunkowi ale dosłownie na chwilę po czym szybko się odwróciłam.. Zabolało mnie to wtedy, bo czułam, że to takie wykorzystanie sytuacji. Ja załamana więc co tam, ale przeprosił więc zrozumiałam, że Go pewnie samego poniosło. Ten niefortunny pocałunek jednak nie zakończył naszej znajomości. I gdy sama szukałam rozwiązania, napotkałam starego znajomego Mike'a, który znał się dobrze z Thickiem. I pojechałam później sama do sądowego więzienia i nareszcie mogłam z nim porozmawiać, że ja na to nie wpadłam wcześniej!

Po pewnym czasie Thick wyszedł z więzienia. Ciężko było na początku. Bywały zbędne kłótnie, później nawet On już nie miał czasu dla mnie, a niby wtedy byłam NAJWAŻNIEJSZA! Kolejna impreza spotkałam tam Korbina i poznałam jego z Thickiem. Thick długo z nami nie siedział bo poszedł do swoich znajomych. A Korbin się upił. Nie byłam w stanie go od tego powstrzymać, lecz udało mi się go namówić, że odwiozę go do domu. Powiedział gdzie mam go zawieźć i tam go zawiozłam. Tam spotkaliśmy jakiś facetów - zapewne jego znajomi, bo pokierowali mnie gdzie mam go zawieźć. I go tam zawiozłam. I tak jakoś zaczęła się ta znajomość rozwijać. Zostałam wtedy u niego na noc, bo nie chciał abym sama wyjeżdżała z Ganton bo twierdził, że mi sie krzywda może stać. Następnego dnia, jak tylko wstałam rano, po cichu wyszłam i pojechałam do swojego mieszkania. Opowiedziałam wszystko Thickowi, był zły dla mnie, bo stwierdził, że wystarczyło by zadzwonić a On by przyjechał. Mało istotne, stało się. Z Korbinem widywałam się wiele razy w centrum - przyjeżdżał aż z Ganton i wyłączał słuchawkę, żeby nie przeszkadzała nam w rozmowach . Z czasem kolejna impreza, lecz oczywiście kłótnia-już było ciężej go stamtąd wyrwać, ale udało mi się go zabrać na kort tenisowy - moje ulubione miejsce na rozmyślanie i rozmowy. W tym miejscu również Luis powiedział mi o sobie prawdę. I później wyjechał.- rozmawialiśmy, Korbin opowiedział mi swoją historię. Kurde, szkoda mi tego chłopaka.
Oczywiście po krótkim czasie znowu wylądowałam na Ganton, lecz tym razem w jego innym mieszkaniu - czułam się dziwnie - znowu zaczęły się rozmowy i wtedy kazał zamknąć mi oczy- hmm.. słodkie? - i zaczął gdzieś czegoś szukać. I w pewnym momencie poczułam coś chłodnego na szyi. I po chwili otworzyłam oczy. Dał mi złoty naszyjnik. W też podobnym czasie, zamieszkałam na Ganton, lecz moje relacje z Thickiem się pogorszyły. Sama nawet nie wiem jak to się stało, ale w sumie.. zmieniałam i nadal zmieniam mieszkania jak rękawiczki. On poświęcał mi mało czasu, prawie, że nie rozmawialiśmy.. Poczułam, że dzieje się znowu to samo co wcześniej.. więc zadzwoniłam do Niego aby Go uświadomić, że to koniec. On jednak nie chciał tego przyjąć do świadomości, więc spotkałam się z nim na korcie tenisowym, rozmowa inaczej przebiegła niż telefonicznie - był ciut bardziej drastyczna? - stwierdził, że przez Korbina z nim kończę i takie tam.. nawet zdołał go urazić i jednocześnie mnie -skarżył mnie o t, że się puściłam - co było nie prawdą. Chciałam odjechać, lecz przeprosił i znowu chciał rozmawiać, chociaż ja już nie miałam na to ochoty. Wyszło, odjechaliśmy i tym samym zakończył się ten związek. Było już późno więc wróciłam do domu - na Ganton - ledwo weszłam do mieszkania i zadzwonił telefon to był Thick. Chciał popełnić SAMOBÓJSTWO. Lecz na drugi dzień przeszłam się po okolicy, ale go nie znalazłam, więc stwierdziłam, że chciał mnie nastraszyć. Pojechałam do miasta pracować, lecz nie spotkałam Go. Wiem, że był na pewno na mnie zły, ale to moja wina, że znajomi byli ważniejsi ? Nie. Minęło parę takich dni, ku mojemu zaskoczeniu kontakt z Korbinem był również coraz słabszy. Pewnego dnia poznałam Rayana, fajny chłopak lecz kontakty długo się nie utrzymały z powodu, że albo On tracił telefon, albo ja zmieniałam numer. Widywaliśmy się jakiś czas, ale to też chyba przelotna znajomość. Mijały monotonnie dni, Korbina dalej nie było widać, więc postanowiłam poczekać, aż go spotkam i powiedzieć mu, że moje miejsce nie jest na Ganton i że się wyprowadzam.. I faktycznie nadszedł dzień kiedy spotkałam go po dłuższym czasie w mieszkaniu. Oznajmiłam mu, że się wyprowadzam no i zaczęła się rozmowa.. Wyznania, które ruszyły mnie do powiedzenia prawdy o uczuciach, lecz na to już było za późno.. tak zakończył się nasz kontakt.
Wyprowadziłam się. Znalazłam mieszkanie gdzieś w centrum i poznałam Matthias'a w sumie chłopak niczego sobie. Zainteresował się moją osobą. Głupia ja, przez to całe ZAUROCZENIE nie mogłam nawet spróbować odwzajemnić niczyich uczuć, poprzez długie spotkania i rozmowy próbowałam. Myślałam, że będzie to moja ucieczka od Korbina, lecz jednak NIE. Im bardziej chciałam zapomnieć tym bardziej mnie to męczyło. Później zmienił On imię z jakiś tam problemów - Charlie. Wiele razy gdzieś jechaliśmy. Tego mi brakowało! Czułam się dobrze, lecz miałam coś co dostałam od Korbina. Może dlatego ciągle o nim myślałam? Powiedziałam Charliemu o tym, chciał jechać ze mną, ale tak się nie stało. Nie było go w zasięgu jak postanowiłam jechać. Podwiózł mnie dobry znajomy Thomas. Podziękowałam i stanęłam pod barem. Stały tam dwie osoby - obydwie w bandanach, lecz gdy poprosiłam jeden na słuchawce pytał się czy Korbin jest, lecz odpowiedz była chyba negatywna. Jeden z nich ściągnął bandanę. I postanowiłam, że oddam to w jego ręce, a On przekaże ten naszyjnik Korbinowi. Z tego co On mówił, Oni byli jak rodzina! Fajnie mają. Dlaczego tu gdzie ja mieszkam nie ma takich ludzi? Cóż. Jak oddałam odeszłam i zadzwoniłam po taksówkę, lecz nikt nie odebrał mojego zgłoszenia. Więc zadzwoniłam po Rayana. Przyjechał po mnie,ale jak On podjechał to podjechało też auto.. wysiadł z niego mężczyzna w bandanie i usłyszałam z ust tego drugiego - 'Znalazła się zguba' - dziwnie się poczułam. I zdjął On bandanę. Był to Korbin.. słabo mi się zrobiło, ale bez wahania odjechałam.. wiedziałam, że zrobiłam błąd. W końcu zależało mi na nim, ale czułam się podle.

Nastał dzień który na zawsze zmienił mnie - czyli Katie - szłam do centrum z domu. I zatrzymał się facet na białej pcj'tce. Chciał mnie podwieźć. Zgodziłam się. Pojechaliśmy do centrum. Zajechaliśmy do jednego z lokali. Pokazywał mi coś tam, ale mnie to mało interesowało, nawet jego imienia nie pamiętam. I pojechaliśmy jeszcze na sprawę sądową. Pięknie ładnie. Chciał mnie odwieźć, więc również się zgodziłam - wtedy ufałam ludziom - Oczywiście ku mojemu zaskoczeniu ten typek zatrzymywał się koło czarnego burka i coś tam krzyczał. Dojechaliśmy za burkiem na Parking w centrum i wtedy z ust tego faceta wyszły słowa - 'Patrz jaką laskę znalazłem' - czy jakoś tak - śmiałam się . Jednak mnie nie odwiózł lecz pojechał od razu, więc nawet nie miałam jak zejść z tego motoru. Pojechaliśmy na Aleje Gwiazd a później skręcił w stronę Temple. Był tam ten czarny burek. Facet chciał mnie zaprosić do domu na kawę czy tam herbatę. Lecz odmówiłam, ale typek z burka zszedł na Aleje Gwiazd i jakby czekał na kogoś, lecz byłam zbyt zajęta odmawianiem, że nie zauważyłam ani nie usłyszałam, że ktoś podchodzi - cóż zostałam złapana od tyłu i nie miałam jak się ruszyć, lecz próbowałam bronić się nogami, lecz tych dwóch facetów pomogło temu co mnie z tyłu trzymał. I zaciągnęli mnie do tego mieszkania. Przeczuwałam, że stanie się coś strasznego, więc gdy pchnęli mnie na łóżko wstrzymałam oddech na taki czas aby wymusić zemdlenie - i udało się! Nic z tego nie pamiętam. Ocknęłam, bo zaczęli siłą mnie wybudzać ale już było po wszystkim. Wszystko mnie bolało domyślam się co ze mną zrobili, ale ku mojemu zaskoczeniu próbowali mnie wynieść z mieszkania, ale siłą oporu nie pozwoliłam - nie wiem skąd ja te resztki siły znalazłam. W pewnym momencie zaczęli jeden po drugim wychodzić i wchodzić. Poczułam, że może uda się mi się uciec złapałam parę szybkich wdechów i gdy nikogo nie było w mieszkaniu podbiegłam do drzwi i sprawdziłam czy są otwarte. Faktycznie były, więc szybkim ruchem otworzyłam drzwi i wybiegłam. Oni zaczęli mnie gonić, ale cale szczęście w pobliżu jechał ambulans. I medycy mi pomogli, a tamci uciekli. Dostałam jakieś tam leki. Powiedziałam wszystko co zapamiętałam. Później jazda po komisariatach.. eh. I po co mi to było ?! Tego samego dnia jeden z chłopaków który był na miejscu zdarzenia zaczął mnie przepraszać. Znał Thicka, może to dlatego. I na drugi dzień na drzwiach od mieszkania Thicka wisiała kartka, od tego chłopaka co mnie przepraszał. Nie pamiętam zbyt wiele, ale wiem, że go więcej nie spotkałam. Po tych dniach, ciężko było mi się otrząsnąć. Nigdy nie pomyślałabym, że mogłabym zostać zgwałcona! Nie życzę tego, żadnej kobiecie. Po tym wydarzeniu spotkałam Thicka, wchodził do swojego mieszkania. Zrobiło mi się głupio, ale był pierwszą osobą której się zwierzyłam z tego gwałtu. Naprawdę, znowu poczułam w nim wsparcie jakiego mi brakowało. Po pewnym czasie spotkałam Korbina. Nie wiem co mnie wzięło, ale powiedziałam to również jemu, ale na dodatek jeszcze się pokłóciliśmy. Wszystko działo się tak szybko, że miałam już dość. Z Korbinem urwał się już kontakt całkowicie. Byłam zdesperowana. Myślałam nawet o samobójstwie, ale szybko wybiłam sobie ten pomysł z głowy. Poszłam i zmieniłam swoje dane. I wtem oto sposób nazywam się Veronica. Zmieniłam kolor włosów - boże ale głupota, w blondzie czułam się cudownie. I zrobiłam sobie tatuaż na lewym nadgarstku K.H - bolało ale cóż - są to moje inicjały które łączą mnie z najlepszymi i najgorszymi wspomnieniami. I teraz myślę, że czas popłynie szybciej, lecz straciłam wiele znajomości w tym tą najważniejszą. Muszę się jakoś z tym pogodzić. Z czasem poznałam pewnych ludzi, stwierdziłam, że i tak moje życie jest mało warte to jak coś mi się stanie to nie będę niczego żałować. Zaczęłam z nimi spędzać czas. Jeden z nich to typowy śmieszek. Nadszedł dzień gdy pewni ludzie mnie porwali. Koszmarne przeżycie. Był to jakiś stary warsztat albo jakiś magazyn. W sumie nie wiem, nie miałam jakoś zbytnio dużego pola manewru. Było tam zimno, żadnej żywej duszy. Nastał ranek nikogo nie było do południa. I wszedł ku mojemu zaskoczeniu Korbin. To był dla mnie szok! ale mnie nie poznał - chyba. Ale nie wiem skąd wiedział i jak On tam się znalazł, ale wyciągnął mnie stamtąd. I zawiózł do siebie do mieszkania. Było mi lżej na sercu, ale czułam tym samym wstyd. Boże jakby On wiedział, że ja to Katie nie wiem jakby zareagował. W sumie ja zawsze byłam grzeczną dziewczyną nie zdarzało się często, żebym wpadała na takie durne pomysły. Myślałam, że w ten sposób ucieknę od swoich problemów lecz stało się inaczej. W sumie żałuję to co zrobiłam, ale czasu nie cofnę. Mijały godziny.. nasze rozmowy się nie kleiły. Nie chcąc aby mnie poznał byłam nie miła, lecz serce kazało mi przestać i tak zrobiłam. Próbowałam mu wyjawić prawdę, lecz On tego nie przyjął do świadomości. Twierdził, że się podszywam pod Katie. Nawet najmniejsze szczegóły jakie nie powiedziałam to dostałam odpowiedz - 'Ona musiała Ci o tym powiedzieć' . Po następnych godzinach się uspokoiło. On również zrobił się milszy. I bez szczegółów wypuścił mnie.

Byłam bez telefonu, więc postanowiłam się przejść. Kawał drogi, ale dałam rade. Byłam bardzo zmęczona. Teraz ważne jest to, że znowu jestem bezpieczna. Nigdy więcej! Całe szczęście był przy mnie Thomas. Nie wiem skąd On się wziął i czemu zaczął się mną interesować, ale zapewnił mi pewne lokum. I za co jestem mu bardzo wdzięczna. Zaczęłam spędzać z nim wiele czasu. Zaprzyjaźniliśmy się. Więc się ogarnęłam i zaczęłam znowu o siebie dbać, a przede wszystkim o swoje bezpieczeństwo.
Przeżyłam wiele przez ten cały okres. Mijały dni bardzo szybko, aż do świąt. I wyjechałam do Meksyku. Musiałam odpocząć, przemyśleć sobie wszystko. Teraz czas na powrót do szarej rzeczywistości. Może w końcu kogoś poznam.
Poszłam dziś na służbę do Mobile 2.0 . Jak co dzień mnóstwo nowych mieszkańców, cały lokal w nowych klientach i pracownikach. Rozwija się. Pilnowałam porządku i obsługiwałam klientów. I podszedł do mnie mężczyzna. Młody może starszy ciut ode mnie. I zagadał. Nazywa się Andrei, miły chłopak, dałam się porwać na spotkania. Lecz po kolejnych spotkania, oznajmił mi, że się zakochał.. Kurde dlaczego?! Rozumiem, ale chwilami czuje, jakby On chciał od tak o, żebym się w nim zakochała, lecz to nierealne. Nie umiem, po prostu nie umiem.. Może naprawdę mogłam wyjechać z powrotem do Meksyku, zająć całe mieszkanie po matce. I zapomnieć o nieudanej miłości. Z dnia na dzień staram się mu umilić czas swoją osobą, ale On robi się zbyt troskliwy. Nie rób tego, nie idź lub nie jedz z nim. Jejku to miasto jest przeklęte. Mam dość. Pojechałam do sądu, byłam tak zmęczona, że przysypiałam nawet w nim. I w pewnym momencie rozejrzałam się po sali sądowej - była prawie pusta - cóż taka godzina. I podszedł do mnie facet w bandanie oczywiście, byłam miła jak nigdy. Rozmawiałam z nim na Pan. Wiem, że starszy ode mnie jest. Przedstawił się, ale jakoś nie wiem, jak jego imię wypowiedzieć, więc nie napisze. Zaczęłam z nim rozmawiać, miło się rozmawiało. I weszliśmy na temat South Central. I stwierdzając mi, że przy nim mi się krzywda nie stanie chciał mnie oprowadzić po tamtych terenach. Gdybym wiedziała, że On jest z Ganton pewnie bym nie pojechała, ale jak jechaliśmy i zobaczyłam to miejsce, modliłam się tylko, aby Korbina nie zobaczyć. I jednak udało się nie spotkałam Go. Później wróciłam do miasta i spacerowałam sobie w okolicach mieszkania i zaczęłam dostawać dziwne wiadomości z ukrytego profilu na instagramie. Były to moje zdjęcia jak byłam blondynką. Dziwne, napisałam do niego, lecz odpisał, że nic nie chce więc poszłam spać. Nowy dzień, czas na pracę. Spotkałam oczywiście Andrei'a i rozmawialiśmy. Opowiedziałam mu o tym, że pojechałam z nieznajomym.. był na mnie chyba trochę zły. Mieliśmy małą sprzeczkę o to. Długo nie myśląc i nie chcąc się z nim kłócić wyszłam z lokalu i poszłam na siłownie a On poszedł za mną - normalnie jak jakiś Anioł Stróż. I w pewnym momencie przyszedł facet, zdawało mi się, że widziałam go wtedy na Ganton. I się nie myliłam, on też skojarzył mnie właśnie z tego miejsca poprzedniej nocy. Andrei oczywiście musiał się wtrącać w rozmowę co tego chłopaka bardzo denerwowało, a że cała gadka zeszła na słaby punkt rozmowy to stwierdziłam, że jestem zmęczona i pojechałam do mieszkania. Oczywiście ten młody chłopak mnie odwiózł.
Kolejny dzień - co tym razem przyniesie? Rutyna jak zawsze - Ja, praca i Andrei który mnie na krok nie opuszcza. Codzienne rozmowy. To w sumie urocze, chłopak próbuje pomóc mi zapomnieć o Korbinie i mojej przeszłości, lecz już robi się monotonne. Następne dni lecą tak samo tak samo.. aż do wczoraj.
Wyszłam z mieszkania się przejść, i wysłałam wiadomość na instagramie do tego ukrytego profilu, myślałam, że odpiszę lecz nie. No i przeszłam się kawałek dalej i spotkałam tego chłopaka który podbił do mnie na siłce. Powiedział, że się przedstawi ale nie w centrum. Więc zatankował auto i pojechaliśmy za granicę Los Santos. I zatrzymaliśmy się nieopodal mojego ulubionego miejsca. I rozmawialiśmy. Przedstawił się po ksywce. Kee' chłopak i przystojny i wszystko, lecz również z Ganton. Nie wiem dlaczego akurat stamtąd poznaje nowe osoby, ale wracając. Rozmawialiśmy dość długo. Dzisiejszy dzień był w sumie przyjemny. Andrei chyba zrozumiał, że jest zbyt nadopiekuńczy, i że mnie to drażni. I na drugi dzień Andrei chciał, abym z nim gdzieś pojechała bo ciągle siedzę w domu lub pracuje. To przytaknęłam i pojechałam. Zabrał mnie gdzieś w stronę South Central - pierwszy raz tam byłam. Były tam jakieś magazyny. I w pewnym momencie spojrzał w niebo i zapytał:
- Czy jak spada jakaś gwiazda to myślisz życzenie?
Oczywiście automatycznie przypomniał mi się Thick.. kiedyś staliśmy przy oknie i patrzeliśmy w gwiazdy i gdy jedna spadła pomyślałam życzenie - abyśmy nigdy się nie kłócili - cóż jednak One nie spełniają marzeń. I odpowiedziałam, że nie myślę, bo życzenia się nie spełniają. Po tym zaproponował, aby pójść rozejrzeć się po okolicy, więc poszliśmy w stronę tych magazynów. Było tam dużo pudeł z jakimiś rzeczami. Później wróciliśmy do domu. Byłam zmęczona, lecz coś mi nie dawało spać. Andrei zamknięty w swoim pokoju spał już długi czas. Jest już druga w nocy, a ja dalej nie mogę zasnąć. Przez moją głowę przepływa tysiąc myśli na sekundę. Eh, zaczęłam przeglądać zdjęcia na instagramie. I ciągle zadawałam sobie pytanie - kto to mógł wysłać. Myślałam, że Korbin, lecz za chwilę pomyślałam, że na pewno nie On. Bo po co miałby mi je wysyłać? Chamsko postąpiłam w stosunku do niego. I wątpię, że chciałby złapać jakiś kontakt ze mną. Kurde! W sumie On nie wie, że ja to Katie. Ehh.. muszę spróbować jakoś zasnąć.
Po tym jak dostałam zdjęcia na instagramie, nie mogłam dojść do tego kim jest ta tajemnicza osoba. To nie mógł być nikt inny jak Korbin, ale po co miałby mi je wysyłać?
Pół dnia przespałam. Jest już 22. Poszłam więc na miasto, byłam w sumie głodna to skoczyłam do jakiejś restauracji. Czekałam na obsługę chyba z 10 minut. W pewnym momencie rozejrzałam się po całym lokalu i zobaczyłam Korbina. Pomyślałam, że taka okazja może się już nie zdarzyć. Więc wstałam i podeszłam do Niego. Czułam się strasznie głupio - jakbym podchodziła do kogoś obcego - i zapytałam się czy to On wysyła zdjęcia na Instagramie do Katie - Bo tam nie zmieniałam swoich danych, bo po co? Niestety powiedział, że to nie On. Więc odeszłam. Odebrałam swoje zamówienie i poszłam na siłownie. I w pewnym momencie ktoś podszedł do mnie od tyłu - nie byłam w stanie jak się odwrócić, lecz usłyszałam bardzo mi znajomy głos. Przyszedł powiedzieć Mi, że to On wysyłał te zdjęcia. I położył telefon z którego były zdjęcia wysyłane i odszedł. Jak skończyłam trening od razu zadzwoniłam do Kee' tylko On mógł mnie z nim spotkać więc stwierdziłam, że pójdę do mieszkania się przebrać. Gdy szłam w stronę mieszkania zadzwonił do mnie ktoś z ankietą w sprawie jednej z firm w których pracuje. Szłam tak przez całe centrum, aż doszłam prawie pod dom. Ku mojemu zdziwieniu stał tam Kee i Dix'- szybko to młodziak załatwił, więc oczywiście poprosiłam o przełożenie rozmowy. I spotkanie się w celu zrobienia tej ankiety. Oczywiście przyjemnie mi się zrobiło jak ich zobaczyłam. Kee' nie chciał przeszkadzać to powiedziałam, żeby poszedł i rozgościł się w mieszkaniu. I przystąpiłam do rozmowy z Korbinem. Na początku nie było łatwo, ale jakoś rozmowa się posklejała. W pewnym momencie musieli jechać - coś chyba się poważnego stało. Dzwoniłam, lecz nie chciał nic powiedzieć. Jezu, znowu zaczęłam się martwić. Chyba spróbuje zasnąć. To jedyny dobry lek dla mnie. Wyszło tak, że musiałam napisać nie dawało mi spokoju to, że nic nie chciał powiedzieć ale zaraz po mojej wiadomości zadzwonił! Miał chwilę na dokończenie rozmowy! I przyjedzie. Może jednak uda nam się utrzymać dobre relacje. Już chyba o niczym innym nie myślę. Przyjechał. Ku mojemu zdziwieniu rozmowa zakończyła się sukcesem. Było trudno, chyba. Rozmawiając z nim, myślałam, że znów coś palnę głupiego, lecz mówiłam co myślę. Nie warto, samej siebie okłamywać. Moje uczucia do niego już nie są takie jak wcześniej, lecz ciągle o nim myślę. Byłam przekonana, że odrzuci moją propozycję odnowienia naszych relacji ale jednak też chciał je odnowić. Poczułam się tak przyjemnie. On dał mi czy w sumie NAM drugą szansę. Mam nadzieję, że dobrze to wykorzystam. Dzisiejszy dzień był dziwny - spłoszyłam Andrei'a chyba się kiepsko poczuł, ale nie mogę chłopaka trzymać w pewności, że coś z tego będzie. Przesiedziałam cały dzień w mieszkaniu leżąc. Nie miałam ochoty iść nawet do pracy. Leżąc przeglądałam różne portale społecznościowe i natknęłam się na pewny cytat - . 'Bo widzisz jeśli naprawdę kogoś kochasz, to nie zrezygnujesz z niego nigdy..Rozumiesz?NIGDY..Choćby Nie wiem co zrobił, gdzie był I kim był zawsze wracasz,nie ważne jakby Cię zranił.. ". Czuje, że powinnam sobie go wziąć głęboko do serca. . Na starcie pomyślałam o Korbinie, nawet nie wiem czemu. Muszę się ogarnąć. To, że udało mi się z nim porozmawiać i da nam szanse na odnowienie relacji, to nie znaczy, że znowu mam się zakochiwać!
Z rana następnego dnia pojechałam się spotkać z przyjaciółką do Meksyku. Prawie tydzień tam siedziałam. Ona nie chciała abym wyjeżdżała, ale stwierdziłam, że chce. Chociażby po to, aby zobaczyć jeszcze Korbina. Dziś wyrwała mnie na jakąś domówkę do starych znajomych. Tego mi chyba brakowało, znowu poczułam się jak nastolatka, no chociaż stara jeszcze nie jestem. Może i warto przemyśleć opcje powrotu do Meksyku. Zobaczymy. Jutro z rana wylatuję i wracam do rutyny.

Powrót do rodzinnego domu.
Chcąc nie chcąc, musiałam wrócić, po wszystkich nieprzyjemnościach miałam dość. Chciałam od początku zacząć życie w rodzinnym mieście i przede wszystkim zapomnieć o pechowym zauroczeniu.

Rodzinne miasto - Meksyk.
Zostałam tak miło pożegnana przez chłopaków i jakąś ich znajomą, że odechciało mi się wyjeżdżać, ale bilet kupiony i może być to mój nowy początek.
Kurde, nie wierze dziwnie się czuję zamieszkując swoje tereny. Mieszkanie jest takie puste, muszę sobie znaleźć chyba jakąś lokatorkę. Trzeba się tu z ludźmi zaaklimatyzować, może mogłam nie wyjeżdżać? Może tu się odnajdę tak samo jak w Los Santos. Część moich znajomych nie wyjechało nigdzie i udało nam się z powrotem załapać kontakt! Ledwo przyjechałam, a każdy się rzucał mi na szyję. A więc wpadliśmy na pomysł aby pojechać nad wodę, w sumie jest ciepło trzeba jakoś korzystać z tego, że zachciało mi się przyjechać. Może jednak dam radę się przyzwyczaić. Słoneczko pięknie świeci, woda jest cieplutka, czego jeszcze chcieć? W sumie, nie umiem jakoś się pogodzić ze swoją decyzją związaną z moim wyjazdem. Tam było mi naprawdę dobrze, nie uwzględniając tych wszystkich nieprzyjemnych chwil. Z przyjaciółmi postanowiliśmy się trochę zrelaksować, wyjechać i trochę pozwiedzać. Przez pełny miesiąc jeździliśmy gdzie nam się tylko chciało. Zdążyliśmy przez ten czas zwiedzić Benidorm gdzieś w Costa Bravie - spędziliśmy tam tydzień, Barcelonę - cztery dni spędziliśmy nad Morzem Śródziemnym w Badalonie (miasto w północno-wschodniej Hiszpanii). W między czasie pojechaliśmy do niewielkiego katalońskiego miasteczka Figueres aby zobaczyć muzeum Salvadora Dalego. Kolejny tydzień spędziliśmy w Górach Aragonii. I ostatni tydzień na Majorce. Ciesze się, że chociaż miałam z kim spędzić ten czas. Nie spodziewałabym się, że ten czas tak szybko minie. Po powrocie do Meksyku stwierdziłam, że to jednak nie to samo i wrócę do Los Santos. Czas teraz zamówić bilet i wrócić do swoich obowiązków.
Powrót do Los Santos.
Po naprawdę miło spędzonym czasie z przyjaciółmi, postanowiłam wrócić do Los Santos. Nie umiem się aż tak zaklimatyzować. Obiecałam, że będę ich odwiedzać.
Przyleciałam, zameldowałam się w jakimś hotelu i wróciłam do pracy. Całe szczęście szefowie uznali mój wyjazd jako urlop i nie straciłam żadnego swojego stanowiska. Powiem, że dużo się tu pozmieniało, albo po prostu ja już zapomniałam co gdzie się znajduje. Po kilku godzinach pracy w Porsche miałam szykować się do wyjścia, lecz gdy już wylogowałam się z systemu wszedł Korbin. Ja to oczywiście zamarłam, nie wierzyłam własnym oczom. On oczywiście patrzył na mnie tak jakby ducha zobaczył. Oczywiście zaczęliśmy rozmawiać po czym zaproponował wspólne wyjście. Zrobiło mi się cholernie miło. Takie chwilę mogły by się nigdy nie kończyć, ale oczywiście myślę ciągle racjonalnie. Mieliśmy pójść na kawę lub coś, lecz On wpadł na inny pomysł. Pojechaliśmy do niego wziął ze sobą jakieś wino i pojechaliśmy w pewne miejsce, gdzie miło spędziliśmy czas rozmawiając. Po czym na pełnym spontanie wpadł na pomysł, aby gdzieś popłynąć stwierdzając, że skoro niedługo i tak pewnie wyjadę to warto spędzić trochę czasu razem. Popłynęliśmy na pierwszą wysepkę którą mu wskazałam, oczywiście tym samym musiałam umilić nam czas. Długo nie myśląc wpadłam na pomysł, że pójdziemy popływać. Sprawdziliśmy wodę czy nie jest za bardzo zimna, oczywiście nie mogłam się powstrzymać, żeby go nie ochlapać. Oczywiście sucha z tego nie wyszłam, więc stwierdziłam, żeby pierwszy wszedł do wody, a ja chciałam sobie posiedzieć na wysepce lecz sytuacja zmusiła mnie do wejścia. Korbin po tym jak wszedł zapierał się, że woda jest ciepła, więc sama weszłam - oczywiście w bikini - woda była zimna. Myślałam, ze go zabiję. No i jakoś wyszło, że dalej rozmawialiśmy, nawet doszło do nieprzyjemnych wspomnień, ale szybko przeszły na dobry tor. Zaraz jak zmarzliśmy, poszliśmy się szybko ubrać i wróciliśmy do jego mieszkania. Rozmowa rozmową, po czym zamówiłam taxi i wróciłam do domu. Stwierdzam, że to chyba najprzyjemniejsze przywitanie jakie mnie mogło spotkać ostatnimi czasy w Los Santos. Nie ukrywając choroba mnie dopadła.

Niedługo minie rok jak tu przyleciałam nie licząc moich zbędnych wyjazdów. No i oczywiście zaczęłam poznawać jakiś pojedynczych ludzi, ale jakoś większej uwagi na nich nie poświęcam ale dzisiaj trafił mi się dziwny facet. Jak poszłam pracować - jak robię to co dzień - podszedł do mnie mężczyzna i na pierwsze na co spojrzał to na tatuaż. Był bardzo ciekawski. I jakoś dawał wrażenie takiego miłego, ale dziwne było to, że na dobrą sprawę nie znał mojego imienia, a tak nagle chciał wyjść po pracy i spytał czy z nim pojadę w miejsce gdzie nie byłam. Poczułam się tak niezręcznie i odmówiłam ponieważ przypomniał mi się ten nieszczęsny gwałt.. Parę dni z nim popracowałam i wydaje się bardzo miły i w ogóle. Przedstawił się nazywał się Landon.
Dziś jak co dzień poszłam do pracy. Idąc do drugiej pracy, przyszła kobieta - kiedyś ją przyjmowałam do pracy jak pracowałam w KSHMR. Oczywiście, na początku nie byłam pewna.. wielokrotnie się jej przyglądałam. Byłam akurat na służbie z Landon'em i przyszła kobieta, która za chwilę zemdlała, ale szybko się ocknęła i wyszła. W tym czasie ponownie przyszła ta sama kobieta. I wyszło tak, że w trójkę rozmawialiśmy. Rozmowa trwała długo. Dotyczyła, można powiedzieć relacji damsko-męskich. No i jak na późną godzinę zmyłam się do mieszkania.
No i znowu dzień minął ciekawie ale też w sumie dał mi trochę do myślenia. Kolejny raz wieczorną godziną ta kobieta przyszła tylko tym razem na służbę, ku mojemu zdziwieniu poznałyśmy się - Amelia. Wtedy już byłam pewna, że to ją wtedy zatrudniałam. Zaczęłyśmy rozmawiać. Temat zszedł całkiem na temat chłopaków ale szczególnie rozmawiałyśmy o mnie
i o moim 'zakochaniu' - w sumie nie wiem jak to nazwać. Niby traktuję Go dalej jako przyjaciela i sobie odpuściłam ale nadal jakbym coś czuła do niego - i czułam jakby tak kobieta mnie znała a może ma podejście psychologiczne. Zdaję się, że jest starsza ode mnie ale nie wiem. I tak rozmawialiśmy jakiś czas po czym pożegnałyśmy się i poszła. W sumie, ja też miałam już wychodzić już się szykowałam do wylogowania z systemu, aż tu nagle wszedł Korbin! Byłam w szoku. Dopiero co układałam sobie myśli a tu On. Przyszedł zakupić doładowanie ale był niepokojąco dziwny. Rozglądał się, ręce mu się trzęsły. Czułam, że coś jest nie tak. Zapytałam, lecz gadał o jakiejś depresji i lekach - to do niego nie podobne - próbowałam coś z niego wyciągnąć, lecz strasznie mnie zbywał. Nawet obracał się jak jakiś klient wchodził z takim można powiedzieć strachem w oczach. Po jakiejś chwili udało mi się go wyciągnąć, żeby porozmawiać. lecz jak podjechał szybko zmienił zdanie i odjechał. Nie wiem co się dzieje, ale jakoś mi się to nie podoba. Może jak znowu go spotkam to z nim porozmawiam.
Ostatnim czasem coraz więcej zbieram znajomości - to dobry początek. Dużo osób chce się ze mną umawiać nawet nie wiem dlaczego. Dziś jakoś tak z nudów napisałam do Landon'a i się spotkaliśmy. Pomogłam mu mieszkanie wynająć chwilę czasu spędziliśmy razem. Ten chłopak ma tysiąc myśli na sekundę - czasami nie nadążam nad tym co On mówi. Muszę chyba przyznać, że powoli udaję mi się zapominać o Korbinie, coraz mniej o nim myślę a nawet Go już nie widuje. Może to i lepiej. Wiedząc, że On jest dla mnie już nieosiągalny łatwiej mi. Teraz muszę zacząć mówić to co czuje i myślę nie patrząc na konsekwencje.
Skończyłam prace i tak jak zawsze jeździłam po centrum i pomyślałam, że wpadnę do KSHMR lecz nie dotarłam tam ze względu, że jakiś młody chłopak prosił o pomoc bo dopiero przyjechał do miasta więc zatrudniłam go w Mobile i w Porsche. Wyszło na to, że On również pochodzi z Meksyku. Gdy wyszłam z nim z Porsche zarzucił mi, że On jest sam i że ja chce Go zostawić samego. Trochę się dziwnie poczułam jak to usłyszałam więc postałam jeszcze chwilkę i porozmawiałam z nim, później usiedliśmy na ławce i momentalnie się słabo poczułam i zemdlałam. Gdy się ocknęłam już medycy byli. Zostałam zabrana na jakieś badania chociaż w sumie ich nie potrzebowałam. Ogólnie szkoda mi tego młodziaka, bo nie wiem co się z nim stało i gdzie poszedł. Mam nadzieję, że go jutro gdzieś spotkam.
Dzisiejszy dzień płynął bardzo spokojnie. Jedynie trafiłam dziś na nieprzytomnego mężczyznę. Krwawił więc szybko zadzwoniłam po pomoc medyczną. Dziwnym trafem przyjechał medyk który się mną opiekował wczoraj - śmieszne. Kończąc służbę w sklepie telefonicznym przyszedł niespodziewanie Korbin. Twierdził, że mnie szukał - troszkę się przeraziłam lecz tego nie pokazywałam zbytnio. Chciał porozmawiać gdzieś za miastem, więc zaproponowałam miejsce gdzie kiedyś rozmawialiśmy. Pojechaliśmy rozmowa nie trwała jakoś długo. Wytłumaczył mi dlaczego ostatnim razem się zachowywał dziwnie. Stwierdził, że chce mnie tylko poinformować. Jakoś po chwili z jego rozmowy wynikło, że zniknie na jakiś czas ale czas pokaże czy go jeszcze zobaczę. Z jednej strony chciałam jakoś zapomnieć o nim, lecz teraz zaczynam się o niego martwić. Kurdę, stan Korbina nie daję mi spokoju ale już Go nie widuje.
Postanowiłam również zmienić nawet swój wygląd. Zaczęłam chodzić w sukienkach bardziej elegancko. Wzięłam sobie tydzień urlopu i cały tydzień przesiedziałam w mieszkaniu. Dziś sprawdzałam umowę mieszkaniową i jutro mi się kończy termin wynajmu - muszę ją przedłużyć.
Stare znajomości
Cały czas kogoś poznawałam, lecz tych których znałam już nie ma. Brakuje mi tych wszystkich osób których miałam szczęście poznać. Thick zniknął tak samo jak Vaughn teraz też zniknął Korbin. Wszyscy uciekają. Mam nadzieję, że jeszcze będą chcieli wrócić.
No i stało się. Mijają kolejne dni i Luisa nie ma.. Miał więcej nie wyjeżdżać, a wyszło, że uciekł. Ja nie wiem, dlaczego ważne dla mnie osoby tak szybko uciekają.
Dzisiejszego dnia spotkałam Rayana, pisałam o nim tam kiedyś. Złapaliśmy kolejny raz kontakt, nawet rozmowa nam się kleiła. Spotkaliśmy się może jeszcze z jeden raz no i znowu kontakt upadł. Coraz bardziej zaczyna mi się podobać to znikanie ludzi. Jedyną osobą z którą mam kontakt to jest mój szef. Hah, tak to bym chyba z nikim tu nie gadała.
Dziś w pracy odbyło się losowanie w sumie późną godziną. Spotkałam tam Mike'a. Dowiedziałam się od niego, że Thick jest w mieście. Nie wiem co poczułam, ale chyba się ucieszyłam. Z jakiegoś względu brakowało mi Go. Po dłuższym czasie, spotkałam Go. Nie wiem czemu, ale wsiadłam do auta wraz z nim, Mike'iem i jakimś kolesiem. Zabrali mnie nie gdzieś daleko od miasta.. Poczułam się okropnie, chociaż był ze mną Thick. Nalegał, abym wysiadła, ale doprowadziłam do tego, aby pod mój dom podjechali. W czasie gdy Oni byli zajęci rozmową, czmychnęłam się do mieszkania tak aby nikt mnie nie zauważył. Po chwili, miałam dzwonić po taksówkę i pojechać, ale Thick przyszedł. Porozmawialiśmy chwilę i w pewnym momencie mnie przytulił - to było miłe. Po czym zabrał mnie na miasto - oczywiście Mike po nas przyjechał. Pojechaliśmy do jednego z lokali w centrum. I tam zostaliśmy. Z jakąś laską grałam sobie w kostkę, a później dołączyłam do Thicka. Był on w towarzystwie pewnego mężczyzny. Chwilę tam się udzielałam w rozmowie, lecz bardziej słuchałam o czym rozmawiali. Wyszło tak, że towarzystwo ucichło i w tym czasie poznałam się z Nim. Nazywał się Thomas dość długo rozmawialiśmy. Później Thick poszedł w głąb lokalu a ja zostałam. Rozmowa toczyła się aż do momentu zaproponowania wspólnego wyjścia w bardziej ciche miejsce - było tak głośno, że ciężko było poukładać swoje myśli. No i pojechaliśmy do Niego - również nie wiem czemu się zgodziłam. Może był jakoś przekonywujący? Nie wiem. Rozmawialiśmy prawie do godziny 4:00. Czas płynął bardzo spokojnie - tak mi się wydawało. I nawet nie czułam większego zmęczenia. Po całej miłej rozmowie odwiózł mnie pod mieszkanie. I tam nasze drogi się rozeszły.
Szczęście zapisane gdzieś wysoko.
Tyle osób wróciło! Jak bym sobie to wyobraziła a to się spełniło. Przyjemne uczucie, ale jednak mam szczęście. Mogłam stracić wszystko, lecz los nie zabrał mi niczego.
Dziś spotkałam również Thicka - zdaję mi się, że zostanie On na dłużej - wyglądał na obrażonego. I niestety przez to też, rozmowa się nie kleiła. Po pracy jeździłam sobie po Centrum i zaatakowało mnie dwóch mężczyzn. Nie wiem dlaczego, no ale jakoś pchnęłam ich i niefortunnie upadli i poszłam.. Może przeżyli a ja nie wiem? Czuje się z tym strasznie, ale spanikowałam i odjechałam. Pierwszy raz mi się takie coś zdarzyło. Całą noc spać nie mogłam. Nie wiedziałam co zrobić.
Wieczorem poczułam się na siłach aby wyjść z domu i jak najszybciej skontaktowałam się z Mikel'em. Oczywiście nie odsunął się tylko pomógł. Porozmawialiśmy, powiedziałam mu wszystko i zgodziłam się pojechać na komendę, aby dowiedzieć się jak moja sprawa wygląda. Mieliśmy wypadek z radiowozem. W sumie nic nie pamiętam z tego zdarzenia tyle, że zobaczyłam radiowóz na przeciw nas i później dopiero jak przyjechała karetka, więc Mikel za mnie zaczął z nim rozmawiać i sprawdził mi moje akta. Jak powiedział, że mam tylko coś za brawurową jazdę czy jakoś tak to nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Po tym wszystkim pojechaliśmy coś zjeść no i do pracy. Tak się bałam, że spojrzę na świat zza krat.
Myślę, że dni będą płynęły lepiej. W sumie czuje, że to może i dobry czas na to aby się otworzyć na ludzi i spróbować im zaufać. Thomas gdy ze mną rozmawiał chciał mi w tym pomóc, lecz ja jednak potrzebowałam paru dni na przemyślenie tego i też się cieszę, że spotkałam kogoś takiego jak On. Ku mojemu zdziwieniu Thick niby się nie obraził na mnie normalnie dziś ze mną rozmawiał. Nawet zabrał mnie w jedno z moich ulubionych miejsc i rozmawialiśmy. Czuje, ze chyba brakowało mi Go. Już nie myślę o jakimś idealnym związku, lecz o samej jego obecności. Po takim czasie jaki spędziliśmy razem ufam Mu i czuje się bardziej bezpieczna.
Wewnętrzna blokada.
Gdy poznałam Thomas'a rozmawialiśmy o mnie i o tym, że nie umiem otworzyć się na nowe bliskie znajomości. Po prostu blokuje mnie coś, lecz po tej rozmowie zrozumiałam, że nie mogę naprawdę żyć tak jak do tej pory. Muszę zacząć żyć i korzystać z tego życia jak najlepiej.
Przyjechał do mnie Thick, byłam zdziwiona jego obecnością. Oczywiście wróciłam do domu aby pójść spać, lecz przecież go nie wyrzucę z domu. Zapytał się czy może u mnie zostać, bo nie chciało mu wracać do siebie. Oczywiście zgodziłam się a ten od razu zaprowadził mnie do sypialni. Grzecznie idąc spać. Rano oczywiście już go nie było. Gdy sobie pracowałam niespodziewanie przyszedł Thomas. Rozmowa zaczęła się tak szybko jak i skończyła. Poczuczłam jego dotyk na swoim ciele. Poczułam się przyjemnie, lecz jednocześnie trochę nie swojo. Zobaczyłam w nim Korbina, który był również bardzo śmiałym chłopakiem. Może gdybym więcej czasu z nim spędzała, może i bym się tak nie czuła lecz również mam dziwne odczucie, że ta znajomość chce zakończyć się jednorazowo. W sumie sama nie wiem co myśleć. Jakoś wyszło, ze dzisiaj wyszłam z domu dużo wcześniej niż zwykle. Oczywiście zostałam napadnięta przez wytatuowanego mężczyznę w miejscu pracy. Zadzwoniłam na policje, zebrał ode mnie informacje i pojechał. A ten mężczyzna uszedł z tym wszystkim na sucho. Znając naszą policję nie pofatygują się aby go znaleźć. Chcąc nie chcąc pojechałam coś zjeść do baru i oczywiście trafiłam na Pana Thomasa, a że musiał iść wymieniliśmy się tylko numerami telefonu i poszedł. Udało mi się złapać Thicka jak był bez kolegów. Chciałam z nim porozmawiać, lecz nie wiem czy ta rozmowa poszła po mojej myśli. Była dziwna, prowadziła do kłótni. Burza nad nami wisiała. Długi czas prosiłam już go, żeby jechać, to nie chciał wsiąść i prosił kolegów aby po niego przyjechali. Po długich prośbach udało się i pojechaliśmy do centrum. Nagle zaczął się przytulać i stał się milutki. On to mnie zadziwia. Przez chwilę widziałam, że może jestem w stanie do niego wrócić ale teraz już nie czuje ani nie widzę tego. Zrozumiałam, że Thickowi chyba już nie zależy na odnowieniu tego wszystkiego co było kiedyś, więc odpuszczę sobie. Chcę go mieć jako przyjaciela. Po nocy spędzonej przy oglądaniu filmów poszłam do pracy - jak co dnia. O dziwo dostałam od Mikel'a kwiaty - ładne nawet już w wazonie stoją. Miłe to z jego strony. Bardzo fajny facet, lecz strasznie zapracowany - On chyba nie widzi nic po za pracą. Ostatnim czasem zaczęłam otwierać się na nowe znajomości, rozmawiać z ludźmi.
Poznałam również Patricka - prawie o Nim zapomniałam - pracuję razem z nim w Porschce. Naprawdę fajny chłopak taki energiczny i wesoły. Miło się z nim rozmawia, ogólnie kogo bym nie poznała to mam o tej osobie prawie takie same zdanie.
Już nie jestem taka bezduszna jak wcześniej - naprawdę rozmowa z Thomasem mi dużo dała.
W końcu przespałam noc i udało mi się szybko zasnąć, aż sama jestem w szoku. Cały dzień czytałam książkę - tak jakoś mnie wzięło na jakieś romansidła. Wieczorkiem wyszłam do pracy. Popracowałam - nawet premie dostałam! - później poszłam do OSK - do biura. Mikel się wycwanił i zrobił swój własny tor aby klienci mogli zdawać na miejscu. Wieczorem spotkałam się z Thomasem - oczywiście u niego - spędziliśmy chwilę czasu na rozmowie. Dalsza część wieczoru była chora. Miało być spontanicznie a wyszło baaardzo spontanicznie. Pierwszy raz byłam, aż tak blisko jakiegokolwiek mężczyzny. Zostałam u niego na noc, lecz nic między nami nie było. Rano wróciłam do domu i nawet jakoś zmęczona nie byłam więc pojechałam się przejechać tak w samotności. Wróciłam i pojechałam do pracy spotkałam tam Lee w fitnessie. Hah.. zamykałam go w biurze. W tym samym czasie poznałam Luce, widywałam go również w Avangardzie w sumie fajny facet. Poznałam również Dominika - wbił sobie do Mobile, wariacko pytając czy ktoś jedzie się przejechać - oczywiście ja się zgodziłam, bo co będę ciągle w pracy robić. Wypad oczywiście się udał. Sama sobie się dziwię, że jestem zdolna do nowych znajomości tak jak i nawet do zbliżeń.
Stara nowa rzeczywistość
Jak poczułam, że z Thickiem nic nie wyjdzie szybko sobie odpuściłam. Za to wrócił ktoś kogo poznałam bardzo dawno i dawno nie widziałam.
Ostatnim czasem poznałam parę osób w tym jednego z pracowników, który podwiózł mnie pod mieszkanie. Ethan - miły chłopak i dobry pracownik i krupier - to nic, że u niego więcej niż jeden raz nie mogłam wygrać. Późnym wieczorem pojechałam do domu byłam nieziemsko zmęczona. Kolejny dzień był dziwny - Thick się na mnie obraził, źle mnie zrozumiał. Jest dla mnie ważny jako przyjaciel, po prostu jest mi bliski. Stwierdził, że nie mam czasu dla rodziny, a ja rodziny nie mam! I wyszło, że On jakby się uważał za moją rodzinę i mnie ponownie olał. Wróciwszy do czasu przed rozmową z Thickiem poznałam czarnucha Marshall'a - tak się przedstawił. Kozaczył się trochę taki typowy cwaniak, a że ja się trochę boję takich osób to byłam miła tak samo jak i zgodziłam się pójść z nim coś zjeść. Oczywiście zaczął coś do Thick'a sapać, więc wyszłam a On za mną. Chwilę porozmawialiśmy i poprosiłam Go, aby pojechać gdzieś w bardziej zaciszne miejsce - nie lubię z nikim rozmawiać jak dużo osób koło mnie się kręci. Miło mi się z nim rozmawiało, był mniej narwany. Dostałam od niego łańcuszek z krzyżykiem, aby mi o nim przypominał. To było miłe z jego strony. Wróciliśmy do miasta po czym nasze drogi się rozdzieliły a ja poszłam spać. Za dużo wrażeń jak na dziś. No i pięknie to wychwytywanie mnie się nigdy nie skończy. Vaughn - pisałam o nim na początku - wrócił do miasta. SZOK! Myślałam, że zapomniał o mnie a On tylko nie wierzył, że mnie spotkał. Od razu pojechaliśmy do mnie, byłam zła na niego a jednocześnie szczęśliwa, że w końcu będę miała komu się zwierzyć się i z kim porozmawiać. Rozmawialiśmy jakiś czas o wszystkim, aż w końcu pojechał do domu. Jak co dzień wyjechałam z mieszkania - szczęśliwa i z myślą, że znowu spotkam się z Vaughnem - po dojechaniu do miejsca pracy zobaczyłam Ethana i aż zaniemówiłam. Chłopak mało co siedzi w Los Santos, dopiero się zadomawia tu a ma już ładniutką pcj'tkę i jakieś auto. To ja nie umiem się tak dorobić. Wracając, chłopak poprosił abym dotrzymała mu towarzystwa przy sprawdzeniu pojazdu i oczywiście po tym wróciłam do pracy. Późnym wieczorem napisałam do Vaughna czy nie ma może ochoty się spotkać. Oczywiście nie odmówił, lecz spotkaliśmy się poza miastem. Oczywiście musiałam po niego wyjechać, bo biedny nie mógł trafić tam gdzie ja byłam. Odstawiłam wtedy swoją pcj'tkę i wsiadłam z nim do jego autka. Pojechaliśmy w miejsce które jest mi nieznane. Podejrzewam, że to gdzieś poza Los Santos. Droczył się ze mną przez pół drogi. Chciałam, żeby zapiął pas bezpieczeństwa - w razie wypadku czy czegoś mi by się nic nie stało, ale jemu już owszem. Po pewnym czasie proszenia Go wpadłam na pomysł, że będę taka jak On. Odpięłam wtedy pas i się wygodnie rozsiadłam - poprosił mnie parę razy, żebym się zapięła, a że ja umiem być uparta to moja odpowiedź brzmiała 'NIE' i wtedy momentalnie zahamował, zgasił silnik i zapiął mój pas, a następnie z wielkim ale zapiął swój. Gdy dojechaliśmy zaczął sobie śmieszkować - nie znałam Go z tej strony. Zdawało mi się zawsze, że On to bardzo poważny człowiek - Oczywiście ja poszłam sobie od razu obczaić teren. Było tam bardzo ładnie. Śmieszkowaliśmy chwilę, aż w pewnym momencie posadził mnie na poręczy i chciał wrzucić. Oczywiście tego nie zrobił, lecz zaproponował, abym się do niego wprowadziła. Jego argumentem było to, że nie będę płacić. Jak dojechaliśmy do Niego to wyjął zapasowe kluczyki i mi dał. Po czym stwierdził, że idzie spać. Więc rozgościłam się wybrałam sobie jeden z pokoi i również poszłam spać. Rano pojechałam oddać kluczyki od starego mieszkania. I pojechałam do Porsche. Spotkałam tam Ethana, który szukał warsztatu i jakiegoś mechanika. Oczywiście zawsze pomocna ja, zadzwoniłam do jednego z warsztatów z zapytaniem czy kogoś zastanę. Oczywiście wszystko poszło pozytywnie od razu złożyłam CV które szybko rozpatrzyli i podpisałam umowę. Następnie pojechałam z nim i zamontowałam mu części. Skontaktowałam się z Thickiem bo pamiętałam, że On chyba miał grać. Miałam wpaść zobaczyć jak przebiega gra, lecz słabo się poczułam i poszłam spać. Gdy wstałam, wyjechałam się przejechać po okolicy po czym wróciłam pod dom. Gdzie już stał Vaughn. Chwila rozmowy i pojechaliśmy pod komisariat - musiał jakąś sprawę załatwić - oczywiście, nikt nie raczył przyjechać. Oczywiście tym razem ja miałam zaproponować miejsce, gdzie pojedziemy, lecz jak to ja nigdy nie mam pomysłów. Denerwuje mnie to, że On o siebie nie dba. Przez ten czas nauczyłam się, że bezpieczeństwo ponad wszystko, ale On chyba nie docenia tego i nie widzi, że chce dla Niego jak najlepiej. Pojechaliśmy pod biały dom - chyba - i rozmawialiśmy. Rozmowa przebiegła strasznie, powiedziałabym nawet, że nerwowo. Gdy wyjechaliśmy jak zawsze prosiłam Go, aby zapiął pasy. Oczywiście, po złości odpięłam pasy a On momentalnie się zatrzymał i kazał mi te pasy zapiąć. Po chwili odmowy z mojej strony wysiadł z samochodu i stwierdził, że pójdzie dalej pieszo. Zatrzymałam Go, lecz rozmowa przeszła w małą sprzeczkę. Do samego domu jechaliśmy w napiętej atmosferze. Gdy dotarliśmy atmosfera była dalej napięta i On poszedł spać, a ja pojechałam na miasto. Spotkałam tam Jagger'a, Eastona i Ethana chcieli gdzieś pojechać, to pojechałam z nimi.. Byli tak nawaleni, że to szok! Zostawiłam ich na chwilę i zabrałam Ethana do centrum.. i po może 5 minutach wróciłam. Jak dojechałam na miejsce ich nie było. Jeździłam w okolicach domku aż, zobaczyłam dziwne wejście.. i weszłam tam. I całe szczęście Oni tam byli. Zjebałam ich od góry do dołu. Zaczęłam zabierać ich pod domek zdążyłam zabrać Ethana i Jaggera, no i Easton. Szukałam go z też dobre 5 minut, aż w końcu zobaczyłam go jak ledwo szedł - spadł i uderzył się w głowę tracąc na chwilę przytomność. Oczywiście zabrałam go i koło domku go opatrzyłam. Chłopaki lekko wytrzeźwieli to pojechali autem a Easton pojechał ze mną. Zostawiłam go w centrum i wróciłam do siebie do domku.
Użytkownik Katharina edytował ten post 16/06/2018 - 19:19


