
Nie wiadomo dokładnie skąd pochodzi ten chłopak.Jego korzenie podobno sięgają Stanów lub Francji.
23'letni mężczyzna rozpoczął dorosłe życie w Los Santos.
Kto wie czy był to dobry wybór.Spokojne, bezpieczne miasto czy jednak życie na krawędzi?
Antoine Graves.
I - Dzieciństwo
Mało wiedziałem o swoim dzieciństwie. Rodzice chowali przede mną jakiekolwiek ślady mojego pochodzenia. Dlaczego? Sam nie wiem. Mimo wszystko bardziej zachwyca mnie Francja niż Stany Zjednoczone. Wracając...Moje życie za dzieciaka nie było czymś wyjątkowym. Tak jak większość małolatów stawiałem domki z piasku, kopałem piłkę o ścianę czy rzucałem samolocikami w przechodzące babcie. Nigdy nie było ze mną większych problemów, dostawałem wysokie stopnie w szkole i nikomu nie wadziłem. A zostając przy uczelni...Z początku zbytnio nie interesowałem się dziewczynami. Bardziej obchodzili mnie kumple i wspólne odpały poza szkołą. Jednak pewnego dnia, gdy koledzy się wykruszyli i siedziałem samotnie w ławce...Zauważyłem Vivianne. Pierwszy raz od sporego czasu zwróciłem na nią uwagę. Pomyślałem, że może dziewczyny też mogą być w porządku. Nie mając nic do stracenia podszedłem, zagadałem, przedstawiłem się...Okazało się, że słusznie myślałem. Szybko znaleźliśmy sporo tematów do rozmowy, dużo śmiechu. W taki sam sposób poznałem Lenę, jednak charaktery obu dziewczyn sporo się różniły.Od tamtego momentu zacząłem oglądać się za koleżankami i to...Aż za bardzo. Byłem jak ten typowy alvaro, tą rzuciłem, tamtą olałem...I żyło mi się w sumie dobrze - do czasu. Pewnego dnia dziewczyn zaczęło ubywać, każda parskała na mnie śmiechem czy odpychała mnie z pogardą...Wtedy dałem sobie do myślenia, że czas się zmienić. Po ukończonej nauce i szkole teatralnej wyleciałem do Los Santos pozostawiony tylko i wyłącznie na samego siebie .Dam radę się odnaleźć? Może znajdę kogoś znajomego? Cholera, obym tylko znów nie wpadł w jakieś tarapaty.

II - Los Santos
Los Santos...Wypowiedziałem te słowa pełną piersią na lotnisku. Na pierwszy rzut oka miasto wydawało się być piękne, cudowne, wspaniałe i...Wiele by wymieniać. W końcu dorosłe życie, swój świat. Po kilku dniach spędzonych w LS uświadomiłem sobie, że jednak nie do końca. Ciągły głos piszczących opon, zapach unoszących się spalin i cholernie wredni ludzie. By przetrwać w Santos trzeba patrzeć tylko na siebie i na własną kieszeń. Wykończony podróżą udałem się na molo. Rozejrzałem się kilka razy, wziąłem wdech i wydech...Następnie zauważyłem Lenę. Tą samą dziewczynkę z uczelni w ławce obok. Nie wiedziałem właściwie jak się zachować, ucieszyłem się po prostu. Do spotkania doszło wieczorem. Wymieniliśmy się przeżyciami, wspomnieniami...No i także numerami. Widywaliśmy się niemal codziennie, tak często aż zawiązaliśmy przyjaźń. Oprócz tego dorobiłem się własnego majątku, czyli jakiegoś auta, pokoju i pracy. No i tak się to ciągnęło, monotonnie. Jednego dnia zadzwonił mój telefon. Szybko przyłożyłem komórkę do ucha. Był to Kazuhiro, stary znajomy.No i...Od tamtego telefonu sporo zmieniło się moje życie. Zacząłem bawić się w przestępczość, strzelanie do ludzi jak do kaczek czy inne przekręty. Postanowiłem jednak z tym skończyć i się tego trzymam. Pewnego wieczoru przysiadłem na ławce w parku czegoś oczekując ale...Sam nie wiedziałem czego, serce przyciągnęło mnie pod urząd. Posiedziałem kilkanaście minut, pooglądałem przyrodę i w końcu...Ktoś się pojawił - była to Vivianne. Prawie spadłem na trawę gdy ją ujrzałem. Zmieniła się bardzo, całkiem inaczej wygląda. Mimo wszystko przywitaliśmy się ponownie prowadząc rozmowę. Potrzebne nam było tylko kilka dni by się na nowo zaprzyjaźnić, ale niestety...Tak jak wyjechała na szkolenie tak nie dawała znaku życia. Nie wiem co się z nią dzieje, może powiedziałem coś głupiego...Zraniłem ją w jakiś sposób...Albo coś się jej stało. Nie wiem, na prawdę nie wiem. W tym czasie zdołałem poznać jeszcze wiele, wiele osób. Jedną z nich była stara, dobra kuzynka Cheyanne. Szybko umówiliśmy się na jakąś kawę by powspominać stare czasy. Cieszy mnie jej wsparcie, jednak ciągle biję się z myślami dotyczącymi Viv', oby ta zagadka się szybko rozwiązała.

III - Powrót czy odejście?
W końcu wszystko się wyjaśniło. Moje złe przeczucia odeszły w zapomnienie. Pewnego dnia zupełnie zdezorientowany wpadłem na Vivianne.Szczerze? Myślałem, że już nigdy jej nie spotkam. Na szczęście wróciła cała i zdrowa. Właściwie co drugi wieczór spędzamy razem. Przyjaźń trzyma się na twardym fundamencie i nie zapowiada się by coś miało go złamać. Takie...Dziwne uczucie mi towarzyszy...Sam nie wiem co to, ale chyba to znak, że w końcu trafiłem na wierną przyjaciółkę. Właśnie! Co do przyjaciół...Kontakt z Leną zmniejszył się do minimum. Widujemy się przelotem, służbowo...Strasznie tego nie lubię, nie wiem czy to moja wina. Zresztą...Ona ma inne sprawy na głowie, o wiele poważniejsze. Żyć z człowiekiem, który za wszelką cenę chce uzależnić ją od swojego życia nie jest łatwe. Kto wie jak daleko to zajdzie...Oprócz tego znowu zamieniłem auto. Teraz na krawężniku stoi nowe, odpicowane Sabre, które jest moim oczkiem w głowie. Wracając...Wiele osób pojawiło się w moim życiu, za chwilę zniknęło...Ale taka jest chyba kolej rzeczy - fałszywi odchodzą, a prawdziwi zostają.

IV - Przełomowy moment?
Moje życie wreszcie nabrało barw. Po dłuższym czasie spotkałem się z Leną, w sumie przypadkowo. Porozmawialiśmy sobie znowu jak przyjaciele, odzyskałem świadomość, że jednak nasza przyjaźń dalej istnieje i ma się dobrze. Kolejną, niemniej ważną sprawą jest wczorajsze spotkanie z Vivianne - jak dla mnie przełomowe. W końcu przestałem stać przy niej jak słup soli tylko ruszając ustami i coś tam mówiąc. Przełożyłem w końcu moje uczucia w praktyce. Zacząłem nieśmiało od pytania czy nie przeszkadza jej gdy ją...Najzwyczajniej przytulę. Jej odpowiedź zrzuciła mi kamień z serca, według mnie weszliśmy na kolejny, ważny etap naszej przyjaźni. Głupio mi było stać bezczynnie i co jakiś czas tylko kiwać głową. To prawdziwa przyjaźń, nie ma co się krępować - Viv' mi to uświadomiła. Przesiedzieliśmy cały wieczór wtuleni w siebie, co jakiś czas tylko zmienialiśmy miejsce, hah. Czułem jej dotyk przez następne kilka godzin, wyraźnie ten uścisk odbił swoje piętno na moich uczuciach. Kolejny dzień był podobny, padło kilka ważnych dla mnie słów. Może warto się przełamać i wydusić wszystko z siebie? Sam trochę boję się moich emocji i odczuć co do niej .Nie wiem czy kiedykolwiek pęknie ta bańka. To wszystko zależy już tylko ode mnie i Vivianne. Czas pokaże jak się to wszystko potoczy.

V - To koniec...
Wszystko się...Do cholery...Kończy.Myślę o tym z łzami w oczach przełykając resztki alkoholu.Podupadłem psychicznie...Nie mogę pojąć tego, że Vivianne wyjechała. Ktoś mi to wytłumaczy? Nie wiem czy jestem ostatnim chamem i ją zraniłem...? Nie...Przecież nie mogłem tego zrobić, mój charakter by na to nie pozwolił. Przeanalizowałem sobie ostatni miesiąc mojego życia, jak mogę to podsumować? Niewielki, bezbronny ptak wzniósł się wysoko w niebo - anielska dusza nauczyła go znowu latać.Po krótkim czasie wędrówki po raju zorientował się, że nie ma dla kogo frunąć.Zaczął spadać...Spadać...Spadać...I nadal spada.To idealne przedstawienie najważniejszego miesiąca w moim nędznym życiu. Jedyną osobą, która mimo wszystko próbowała mnie podnieść z tej przepaści był Ethan. Został moją braterską duszą bardzo szybko, tak jak Vivianne - tylko, że ona była kobietą i to nie pierwszą lepszą. Jej dotyk z pewnością będę czuł do dzisiaj, o jej wzroku będę pamiętał po kres, bo był...Był jak głęboki ocean, na którego dno miałem chęć schodzić każdego dnia. A reszta? Reszta pozostanie dla mnie tylko wielką komnatą tajemnic, do której klucza nie zdążyłem dostać lub na niego nie zasługiwałem. Czy zamydliła mi oczy? Z pewnością, jednak nie żałuję tego. Dzięki niej poczułem, że w końcu nie jestem tylko zwykłym, szarym człowiekiem. Miałem osobę, której mogłem się w stu procentach otworzyć. Ta przyjaźń...Ta przyjaźń wychodziła poza granicę stereotypowej przyjaźni. Łamaliśmy wszelkie bariery i czyniliśmy ją wspólnie wielką. Teraz...? Teraz nie mam chęci iść do przodu, Viv' zniknęła - tak jak z czasem zniknie sens mojego życia. Każdy mój dzień będzie wyglądał podobnie do jakiegoś mężczyzny zamkniętego w psychiatryku. Zamknięty w czterech ścianach będę sączył alkohol przelewając przy tym litry łez za naszą przyjaźń. Szczerze mówiąc oczekiwałem tego momentu aż ta znajomość nabierze szybszego tempa i nie będą to tylko zwykłe słowa przeplatane przytulasem. Miałem w planach pomalować to wszystko ciepłymi barwami i...Ciepłymi uczuciami. Gdzieś głęboko w środku mam nadzieję, że ona czuła to samo co ja. Dzisiaj...Dzisiaj zostaje mi niewiele, po tej przygodzie nie otworzę się do żadnej kobiety, nikt nie zdobędzie tyle, ile zdobyła ona. Nie wiem jaki był cel jej wyjazdu, jednak może zostać dobrym strzelcem. Trafiła idealnie w moje serce, które niestety nie jest tylko zwykłą planszą. Vivianne...Wiem, że tego nie usłyszysz, ale wiedz, że odmieniłaś moje życie. Nie wiem co dalej z nim zrobię, z dnia na dzień przez moją głowę przechodzi coraz więcej myśli samobójczych, chyba jedna z nich będzie realna...
Użytkownik KataloN edytował ten post 07/01/2017 - 17:26


