
28.10.2016
Jeszcze dzień i zostanę najszczęśliwszą osobą na świecie, stanę przed ołtarzem, chwilę po tym przybierając nazwisko mojego ukochanego. Mowa oczywiście o Thomasie, którego poznałam kilka miesięcy temu przez moją macochę, Ileanę. Niby było to przypadkowe spotkanie, które okazało się najlepszym co mogło mnie spotkać. Zaczęło się od kilku spotkań, w zasadzie to dość szybko zaczęło coś nas do siebie ciągnąć, mimo, że nie wszystkim się to podobało. Chwilę później, zostaliśmy oficjalnie parą. Jak to w każdym związku, były wzloty i upadki, chociaż u nas było więcej tych upadków, to i tak nie kończyliśmy dnia bez zgody. Dzień zapowiadał się jak co dzień, dostałam telefon od Brayana – a propos, to trochę dziwne, bo nie jest moim ojcem, a i tak traktujemy się jak rodzina. W sumie to dobrze, brakuje mi takiej osoby, która zawsze będzie ze mną, bez względu jakiej decyzji bym nie podjęła. Hans, mój biologiczny ojciec zginął w wypadku samochodowym w Zurych, właśnie dlatego przyjechałam tutaj, by poinformować jego byłą żonę o pogrzebie i zostałam już na stałe. Wracając, pojechałam do Dillimore, do mieszkania Jacka – kuzyna Brayana. Z nim też, łączyło mnie coś, czego nie potrafię wyjaśnić słowami. Był dla mnie ważny mimo, że byłam zaręczona i zaraz miało dojść do ślubu, to nie mogłabym z niego zrezygnować. Oczywiście, że Thomas był moim oczkiem w głowie, nie potrafiłabym go zdradzić, to oczywiste, jednak te całe spotkanie z nim, skończyło się pocałunkiem z jego strony – o czym za chwilę. Weszłam do środka, zamykając za sobą pośpiesznie drzwi. Jak zawsze, rozejrzałam się po wnętrzu skupiając wzrok na Jacku, który siedział załamany na sofie. Nie wiedziałam co się stało, więc od razu przerzuciłam wzrok na mojego ‘ojca’ chcąc dowiedzieć co się stało. Po chwili dowiedziałam się, że był załamany faktem ślubu z Thomasem, ale co ja mogłam zrobić? Może i źle zrobiłam, bo powinnam powiedzieć mu o tym wcześniej, ale jakoś nie potrafiłam… Spojrzałam jedynie wymownie na Jacka, podnosząc zaproszenie z stolika i przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w nie, nie potrafiąc nic więcej powiedzieć. Po wymianie kilku, krótkich słów, nie dałam rady i wyszłam zapalić mimo, że tego nie robię. Wyszedł za mną Brayan i porozmawiałam z nim, zawsze był dla mnie oparciem i nie chciałabym go stracić mimo, że rozwiódł się z Ileaną, więc mógłby traktować mnie jak obcą osobę. Chwilę później pojechał do pracy, więc wróciłam do środka i usiadłam obok niego, chcąc porozmawiać. Nie trwało to zbyt długo, zaraz również dostał wezwanie do pracy, więc jedynie poprosiłam go aby nie robił nic głupiego. Po chwili, weszły do środka dwie kobiety popędzając go, aby kończył te spotkanie i pojechał z nimi… Jak to on, spławił je i wstał szybko, nie dając mi nic powiedzieć. Podszedł do mnie, zamykając mi usta pocałunkiem po czym pożegnał się i poszedł. Cholera, nie wiedziałam co zrobić, przez to, byłam w gorszym rozdarciu i miałam kompletny mętlik w głowie. Ba, nawet przeszła mi myśl przez głowę, czy dobrze robię z tym ślubem. Musiałam się otrząsnąć, to i tak nic nie znaczyło, tylko Thomasa kochałam najbardziej… Wróciłam do domu, w trakcie drogi wymieniając jeszcze kilka smsów z Jackiem o tej sytuacji. Zbliżał się wieczór, więc spotkałam się z Charlotte, moją najlepszą przyjaciółką i usiadłyśmy przy drinku, opowiadając o tym całym dniu. Jak to my, na jednym drinku się nie skończyło. Finalnie, chyba wypiłam zbyt dużo, bo obudziłam się w łóżku przykryta kocem. Ostatnio mam kłopoty ze snem, więc przebudziłam się szukając wzrokiem Thomasa, ale nie byłam u siebie, więc znalazłam jedynie ją obok siebie. Nie cierpię spać sama, więc wtuliłam się w nią i przymknęłam powoli oczy, chcąc zapomnieć o tamtej sytuacji która miała miejsce.
„Są takie skrzydła, które wyrastają z naszych cierpień”

29.10.2016
Obudziłam się z bólem głowy, cicho sycząc i widząc puste łóżko, owinęłam się kocem przecierając dłonią oczy. Powędrowałam pośpiesznie do kuchni i uniosłam mimowolnie kąciki ust ku górze, widząc Charlotte krzątającą się przy kuchni. Usiadłam przy stoliku, pochwycając w dłoń tosta, którym zaczęłam się zajadać rozglądając się po jej mieszkaniu. Brzmi to śmiesznie, ale rzadko u niej bywam, większość czasu spędzałyśmy u mnie bądź poza miastem. Zjadłam więc śniadanie i pożegnałam się, wracając do domu. Roztworzyłam drzwi kluczem, ale zastałam jedynie puste mieszkanie. Nie ukrywając, trochę się rozczarowałam, bo chciałam ujrzeć mojego przyszłego męża, zanim nadejdzie wieczór. Było południe, a ceremonię mieliśmy zaplanowaną na później, więc trochę czasu jeszcze miałam. Pozałatwiałam swoje sprawy, czas zleciał mi nieubłaganie szybko więc w międzyczasie, Thomas zjawił się w domu. Tak bardzo brakowało mi jego dotyku, w sumie, to nie widziałam go kilka dni, zawsze jakoś się mijaliśmy. Po tym, jak się przywitaliśmy, pojechaliśmy do klubu po klucze na wieczór, jakoś wypadło nam to wcześniej z głowy. Później, poprosiłam go aby odwiózł mnie do Jacka, bo nie skończyłam wczoraj z nim rozmowy. Zgodził się. Wcześniej stwierdził, że skończy się ta cała szopka z jego strony. Bywał o niego chorobliwie zazdrosny i z tego powodu, wynikło kilka nieprzyjemnych sytuacji, ale zawsze mu wybaczałam, bo go kochałam. Więc pojechaliśmy, zostawił mnie i kazał dzwonić, jak będzie po wszystkim. Weszłam do jego mieszkania, znów zastałam go na kanapie. Usiadłam, jak zwykle, chwilę porozmawialiśmy i wróciłam do domu. Tym razem, obyło się bez żadnych scenek z jego strony, ani z mojej. Szybko stał się wieczór, czekałam zestresowana na przyjazd Thomasa abyśmy mogli pojechać do katedry. O dziwo, byliśmy na miejscu przed burmistrzem, więc jeszcze mieliśmy chwilę dla siebie. Chwilę później, pojawiła się Charlotte, którą wybrałam na swoją świadkową wraz z jakimś facetem, który później przedstawił się jako Lexus. Szkoda, myślałam, że zjawi się z Maxem, czy jak on teraz się nazywa. Spotkali się wielokrotnie, dzięki mnie i Thomasowi – bo w sumie, my ich zapoznaliśmy, ale jak widać miał ważniejsze rzeczy na głowie, bo wcale się nie pojawił. Drugim świadkiem był Brayan, cieszyłam się w duchu, że to był on, a nie ktoś inny. Tylko on to wszystko rozumie, w jakiej sytuacji teraz jestem. Wszystko przebiegło bez zakłóceń, bałam się, że Jack w trakcie ceremonii wbiegnie mówiąc, że jest przeciwny temu. Ufff, stało się, w końcu! Stałam się jego żoną, czy mogłoby być lepiej? Wbrew wszystkiemu, było jeszcze gorzej, choć nikt z nas, nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Pojechaliśmy do lokalu, mało było osób, ale nie chodzi o to. Był czas na pierwszy taniec, lecz gdy nagle zobaczyłam Jacka u progu drzwi, zastygłam i przestałam tańczyć. Spojrzałam na niego, po czym mój mąż powędrował wzrokiem wraz ze mną. Nie pasowało mu, że zachowałam się w taki sposób, tak jakby był dla mnie ważniejszy od niego, chociaż tak nie było. Nie wiem czemu, ale gdy byłam w jego pobliżu zachowywałam się inaczej, jakbym odchodziła od zmysłów. Nie kochałam go, był po prostu, na swój sposób dla mnie ważny. Podeszłam więc do niego, a Thomas wręcz kipiał ze złości i chwilę później, podszedł również. Wpadł w jakąś furię, zaczął mu się wygrażać i kazał opuścić lokal mimo, że wcześniej zapewniał mnie, że ta jego zazdrość minie… Poczułam się okropnie, nie wiedziałam po czyjej stronie stać, więc jedynie kazałam się im uspokoić, ale tak się nie stało. Pociągnęłam więc Jacka za ramię i wyciągnęłam na zewnątrz. Wszyscy poszli za nami, tam dopiero zaczęło się istne piekło. Nie wytrzymałam, pękło coś we mnie i powiedziałam do Thomasa, że nie wiem czy dobrze zrobiłam, składając przysięgę przed ołtarzem, miałam ochotę umrzeć. Odeszłam pośpiesznie w bok zalewając się łzami, jak zawsze, Charlotte poszła za mną, namawiając mnie do powrotu, więc tak zrobiłam. Ale było jeszcze gorzej, finalnie Thomas nie wytrzymując, postrzelił Jacka i odjechał mówiąc, że to wszystko już nie ma sensu.. Dobrze, że nie było słychać, jak moje serce roztrzaskało się na elementarne cząsteczki, bo wtedy zagłuszyłoby to cały świat. Podbiegłam od razu do niego chcąc zatamować krew. Przyjechała policja, pogotowie, pamiętam to wszystko jakby to było w jakimś filmie, a nie w dniu, który miał być moim najcudowniejszym. Zeznałam, że nic nie wiem, bo mimo wszystko, przecież wciąż go kochałam. Odjechałam z piskiem opon, zabierając ze sobą Charlotte wraz z Lexusem. Pojechaliśmy do domu, próbując dodzwonić się do Brayana, który nie był na ‘imprezie’ bo wolał pojechać z jakąś kobieta gdzieś tam. Wkurzyłam się, bo nie odbierał, a tak bardzo potrzebowałam jego pomocy. Rozmawiałam chwilę z Thomasem przez telefon i wiem, że nie chce już mnie znać, chociaż ja nic takiego nie zrobiłam. W sumie chyba powinnam się przyzwyczaić, że jestem zawsze tą najgorszą. Wracając do niego, po czasie oddzwonił i przyjechał, a ja opowiedziałam mu o wszystkim. Odparł, żebym nikomu nie otwierała oraz że pomoże mi go znaleźć. Szybko wyszedł, ale mimo wszystko, nie mogłam tego tak zostawić. Charlotte przetarła mi krew z twarzy, na którą nawet nie zwracałam uwagi, bo miałam ją niemalże wszędzie. Wybiegłam z domu, ona za mną, więc wręczyłam jej kluczyki, bo nie byłabym w stanie prowadzić, mogłabym nas najzwyczajniej zabić. Mimo wszystko, ona też chyba była roztrzęsiona, bo chcąc skręcić na drodze, po prostu z niej wyleciała… Przebudziłam się po dłuższym czasie. Niewiele pamiętam, czuję do tej pory ten ból, którzy przeszywał moją prawą dłoń. Odłamki szkła, powbijały mi się w twarz oraz dłonie. Byłam ledwo przytomna, po chwili zauważyłam blask syren, przypuszczam, że była to karetka która przetransportowała nas do szpitala. Opatrzyli nas i wypisałyśmy się na własne żądanie. Nie byłabym w stanie tam wysiedzieć. I tak czułam się okropnie, to przez te leki… Szkoda, że nie czułam jedynie bólu fizycznego, bo psychiczny dobijał mnie bardziej. Chcąc czy nie, musiałam wrócić do domu, nie miałam już sił. Położyłyśmy się i wzięłam telefon do rąk, patrząc na nieodebrane połączenia. Sporo było od Jacka, więc oddzwoniłam do niego mówiąc, że jestem już w domu. Przyjechał i porozmawialiśmy, tym razem trwało to kilka minut, bo na dalszą rozmowę nie byłam w stanie. Stwierdziłam, że jestem zmęczona więc rozstałam się z nim i pojechał. Pisałam też do mojego…męża, ale nie zobaczę go, dopóki to wszystko nie ucichnie. Szukają go teraz, wszędzie. Mimo wszystko, nie potrafię w to uwierzyć, że osoba z którą planowałam spędzić resztę swojego życia postąpiła w taki sposób. Nie wiem, czy będę w stanie mu to wybaczyć, jednak zaledwie po kilku godzinach, już odczuwam jego pustkę.
„Kto wiele otrzymał, oddać powinien więcej.”
30.10.2016
Jest coraz gorzej, nie mogę zapomnieć o tym, co się stało. Teraz dopiero dociera to do mnie, że go tracę i nic nie mogę z tym zrobić. Budziłam się w nocy na zmianę płacząc. Jednak szybko nastał ranek, więc ogarnęłam się i pojechałyśmy z Charlotte na jakąś tam imprezę, która odbyła się w San Fierro. Muszę przebywać w towarzystwie ludzi. Jeśli byłabym sama, to powróciłyby do mnie wspomnienia i nie poradziłabym sobie już wcale, a tego nie chciałam. Na miejscu spotkałam się z Brayanem i jego nową…partnerką? Choć on twierdził inaczej, to i tak zachowują się w inny sposób niż normalni ‘znajomi’. Nazywa się Roxie, wydawała się miła, chociaż coś mnie od niej odpychało. Chyba bardziej widziałam go z Ileaną. Nieważne. Wymieniliśmy parę słów i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Skontaktowałam się z Jackiem, który pojawił się kilka chwil później na całym tym wydarzeniu. Nie byliśmy tam zbyt długo, nie mogłam wytrzymać. Myślami powracałam do tego co było. Patrząc na te wszystkie auta, miałam przed oczami jedynie pisk opon, który zapamiętam na dość długo. Po powrocie do domu, od razu skierowałam się w stronę łóżka i poszłam spać. Mogłabym robić to ciągle, patrząc na to, co mnie spotkało. Przespałam kilka godzin, kolejno doprowadziłam się do jakiegoś stanu i pojechałam z nią do pracy. Muszę zająć czymś myśli, bo inaczej byłoby źle. Muszę się w czymś pochłonąć, tak abym nie miała chwili dla siebie. Wracając do domu, przejechałyśmy obok blokowiska na Idlewood – przy torach. Zobaczyłam natłok radiowozów i helikopter. Pierwsza myśl, jaka nasunęła mi się do głowy to to, że go złapali. Nie myliłam się, Jack rozwiał moje wątpliwości. Wybiegłam z auta, nie patrząc co mam na drodze. Chciałam po prostu zobaczyć go i zobaczyłam. Widok Thomasa, wychodzącego w kajdankach i prowadzonego przez JACKA był dla mnie okropny. Czułam, że powoli uginają mi się nogi i tracę w nich czucie. Byłam bliska omdlenia, jednak dałam radę wsiąść do auta. Pojechałyśmy szybko pod siedzibę Gang Unit, gdzie Jack opowiedział mi o tym co się stało. Słysząc jego ostatnie słowa, że Thomas siedział w środku z jakąś kobietą i to na kanapie obok siebie, myślałam, że stracę nad sobą kontrolę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, więc wciągnęłam głośno powietrze nie chcąc pokazać, że to co powiedział zabolało mnie najbardziej. Znów odnosiłam wrażenie, że zemdleję. Odeszłam, robiąc kilka kroków w tył i nie dowierzając jego słowom pobiegłam do auta. Charlotte widziała, że nie jest ze mną najlepiej, więc roztworzyła mi maksymalnie okno i zaczęła jeździć bez celu, abym się uspokoiła. Zaczęłam myśleć, że może to ja, nie popełniłam nigdzie błędu. Może specjalnie zrobił to, by na spokojnie związać się z inną kobietą, a ja wzięła to na siebie i żyła z poczuciem winy? Byłam głupia, byłam gotowa wskoczyć za nim w ogień. Nie był idealny, bo nikt w zasadzie nie jest. Sama nie wiem, co ja w nim widziałam. Żałuję, że byłam w stanie oddać za niego wszystko, mimo, że on nie zrobiłby tego samego wobec mnie. Ileana ostrzegała mnie przed nim, jednak byłam naiwna i wierzyłam, że to nie prawda. Teraz po czasie widzę, że jednak miała rację. Pewna część mnie mówiła mi, że go kocham, a druga, że nienawidzę i nie chcę go widzieć na oczy. Finalnie, ta pierwsza, ponownie przezwyciężyła i uległam. Poprosiłam Jacka o to, aby załatwił mi z nim widzenie. Chciałam zobaczyć go przed tym, jak go zamkną. Oczywiście, wszystko przebiegło po mojej myśli, więc szybko przybyłyśmy na miejsce. Jak już dotarłam do sali przesłuchań, zachowywałam się z początku spokojnie. Później raczej była to burzliwa wymiana zdań, w czym zaczął wszystko mi zarzucać, nawet obrażać w obecności moich bliskich. Nie potrafiłam uwierzyć, że stało mu się to obojętne. Gdzie podział się człowiek, którego tak mocno kochałam? Miał gdzieś fakt, że stawałam na głowie tylko aby mu pomóc. Twierdził, że nie chciał żadnej z nas w to mieszać. Szkoda, że jakoś potrafił spotkać się z tamtą kobietą zamiast ze swoją własną żoną… Nie potrafiłam uwierzyć, że przestałam tak nagle być dla niego ważna. Mieliśmy wspólne plany, które jak widać, okazały się pustymi słowami, no i jak przypuszczam, większość jego słów taka była. Życzyłam mu szczęścia z jego nową Panną – choć i tak się wypierał, że nic ich nie łączy, to ja po prostu to czułam. Mówiłam też, aby przyjęła go z otwartymi rękoma, jak skończy się tylko ta cała maskarada. Przed wyjściem stamtąd uderzyłam go w twarz. To i tak mniejszy ból w porównaniu z tym, przez który ja przeszłam. Pod koniec dnia była rozprawa, w której oczywiście próbował zrobić z siebie ofiarę losu, tłumacząc tak swoje zachowanie. Jednak na nic, został skazany. Nie będę musiała przejmować się chociaż tym, czy nic mu się nie stanie. Nienawidzę siebie, że dałam wciągnąć się w to wszystko. Mieliśmy być jednością, ale okazało się, że najwidoczniej będzie lepiej nam bez siebie.
,,Śpiączka to miły stan. Dobrze w niego zapaść, kiedy nie można się zdecydować: żyć czy umierać. "

31.10.2016
Choć minęło zaledwie parę dni, to czuję, że powoli akceptuję fakt, że już go nie będzie. Mieszkanie, które tętniło życiem przez jego osobę, również będzie puste. Nie zobaczę już go, ani on nie zobaczy mnie, gdy będę rano krzątać się po mieszkaniu bez makijażu, w przydużej jego koszuli. Odnoszę wrażenie, że powoli wszystko ode mnie odchodzi, wraz z uczuciami. Staram się już nie przywiązywać do czegokolwiek. Nie chcę już cierpieć, bo kto by chciał. Wątpię, że znajdę szybko kogoś, w kim będę potrafiła się ponownie zakochać. Nie ukrywając, jestem jeszcze młoda i wiele przede mną, więc muszę ruszyć do przodu. Staram zachowywać się jak zawsze, jakby nic się nie stało i moje życie wyglądało normalnie. Dziś wstałam, obudziłam się po raz kolejny obok Charlotte, bo wprowadziła się pod jego nieobecność. Widząc, że jeszcze śpi, pojechałam zrobić zakupy i tym razem przygotować jej śniadanie. Jak wróciłam obudziła się już i porozmawiałyśmy. Straciłam jednak ochotę na gotowanie, więc w drodze do pracy zajechałyśmy do pobliskiej knajpy, aby coś zjeść. Stojąc w kolejce zaczepił mnie pewien gość, witając mnie tak, jakbyśmy się znali i to dość długo. Było mi głupio, bo kompletnie go nie rozpoznawałam, więc powiedziałam wprost, że raczej mnie z kimś pomylił. Miał rację, znaliśmy się, to był mój były przyjaciel Andy, z którym znałam się prawie od dziecka, ale każdy z nas po czasie poszedł swoją drogą. Porozmawiałyśmy z nim chwilę przy stoliku i pożegnałyśmy się, bo musiałyśmy jechać do pracy. Gdy Charlotte wyszła na przerwę, zjawił się jakiś człowiek, z którym o dziwo szybko załapałam kontakt i wydawał się być miły. Rozmawialiśmy, choć trochę to wydawało się być dziwne. Zaczął nam komplementować, jakie to my nie jesteśmy. Nie ukrywając, było to w zasadzie miłe, jednak pewne słowa nie znaczą już tyle samo, póki nie wypowie je pewna osoba. Muszę zapomnieć, otworzyć się na innych. Tak więc robiłam, a przynajmniej próbowałam. Uśmiechałam się, choć czasem nie miałam na to kompletnie ochoty. Nie mogłam pokazać, że to wciąż mnie w jakimś stopniu boli. Szybko minął nam czas, finalnie więc spławiłyśmy go wracając do domu. Włączyłyśmy jakiś film, zajadając się przy tym lodami. Po filmie poszłyśmy na spacer, gdy przypomniało mi się, że ignorowałam wiadomości od Jacka. Było mi głupio, więc postanowiłam mu odpisać. Dziwne, bo dostałam jedynie od niego wiadomość, zawierającą masę błędów, jakby chciał mi coś przekazać, a nie mógł. Pomyślałam, że znów się upił. Wcześniej, zanim się jeszcze tak dobrze nie znaliśmy, to potrafiliśmy spotykać się bez powodu i kończyć wieczór nie tylko jedną lampką wina. Czułam, że coś może jest nie tak, więc wzięłam taksówkę i pojechałam do niego. Miałam rację, nie było z nim dobrze. Widząc Jacka na trawniku przed jego domem, przyprawiło mnie o dreszcze. Pobili go… Podbiegłam od razu do niego, odrzucając wszystko co miałam w dłoni. Czułam się bezsilna, nie wiedziałam w jaki sposób mogę mu pomóc. Złapałam go i zaprowadziłam do domu. W międzyczasie, zadzwoniła jeszcze Charlotte pytając, czy coś się stało. Byłam zła, więc uniosłam nieco ton przy rozmowie z nią. Gdy byliśmy już w środku, położyłam go na kanapie i podbiegłam do kuchni po apteczkę. Wróciłam z nią do niego i opatrzyłam mu jakoś te rany. Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Czułam, że to moja wina, że to Thomas kogoś nasłał na niego, aby mu to zrobili. Na pewno nie był to przypadek, a z tego co wiem, telefonu mu nie zabrali, więc mógł nawiązać kontakt z kimkolwiek. W idealnym momencie, zjawiła się Charlotte, boże… tyle jej zawdzięczam, gdyby nie ona, to nie poradziłabym sobie. Uspokoiła mnie, tak jak robiła to zawsze. Otarłam łzy i podniosłam się z kanapy, nie wiedząc co robić dalej. Zaproponowała, że zostaniemy u niego na noc. Myślę, że był to dobry pomysł, bałam się zostawić go samego. Nie wybaczyłabym sobie tego, jeśli po raz kolejny coś by mu się stało, z mojej winy. Zaprowadziłam go na górę, po czym usadowiłam na łóżku i pocałowałam w czoło, zamykając chwilę po tym drzwi. Wróciłam na dół, układając się obok niej. Wpadłyśmy na pomysł, co możemy z tym zrobić. Nie wiem, jak to się skończy. Nie jestem w stanie tego przewidzieć, ale wiem jedno. Niezależnie od człowieka i tego co zrobił, karma zawsze wraca…
„Tęsknota to przypadłość ludzi wrażliwych, egoiści zapełniają tę przestrzeń pustką.”

03.11.2016
Każdy dzień, praktycznie wygląda tak samo. Pusty, jedynie otaczający mnie ludźmi, dla których coś znaczę. Jednak ja, chciałabym mieć go przy sobie. Mówili, abym zapomniała o tym co się stało. To nie jest tak, że pstryknięciem palca, wymażę to z głowy. Poprzednie dwa dni, były całkiem przyjemne. Jedyne co utkwiło mi w pamięci na dłużej to to, że pomogłyśmy pewnemu bezdomnemu, którego napotkałyśmy w pracy. Oddałam mu swoją wodę i chciałam dać trochę pieniędzy, jednak odmówił. Zwrócił mi je. Charlotte zaproponowała więc, aby przyszedł kolejnego dnia do nas na obiad. Zgodził się, żegnając się po krótkim czasie z nami, wyszedł. Jednak po chwili wrócił, wręczając nam kwiaty za pomoc. Mówił też, że mało jest teraz takich osób, które mają w sobie choć trochę empatii i potrafią pomóc. Zrobiło mi się ciepło w duchu, że choć jednej osobie potrafiłam pomóc. Bo samej sobie niezbyt potrafię. W sumie, taka chyba kolej rzeczy, że w każdej chwili pomogę każdemu, lecz sobie już nie do końca… Dostałyśmy się też na akademię medyczną i już mamy kilka zajęć za sobą. Wczorajszy dzień skończył się wieczorem z Charlotte i dwojga jej znajomymi. Jak to my, było miejsce na żarty i chyba trochę za bardzo dałam się temu ponieść. Wyszłam z nimi przed dom, gdzie zauważyłam ją w aucie z Thomasem… Wcześniej, mówiła nam, że wychodzi na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza, więc czemu miałabym jej nie wierzyć? Chyba wgłębi chciałam zrobić mu na złość, więc śmiałam się i rozmawiałam z nimi w najlepsze. Nagle zaczęło się. Zwrócił jednemu z nich uwagę, że jest cisza nocna i zaczęli się kłócić. Nie wyszło to na dobre, prawie po raz kolejny by stracił nad sobą kontrolę… Chcąc tego uniknąć, zabrałam auto i odstawiłam ich tam gdzie chcieli. Wróciłam po tym do domu, gdzie wróciła również Charlotte i poszła spać tłumacząc się zmęczeniem. Wszedł też Thomas, zaczynając rozmowę od pretensji o to, co miało miejsce kilka minut wcześniej. Zaczęłam rozumieć, że dzieję się ze mną cos złego i jedyne o czym marzę, to to, aby rzucić mu się w ramiona i zacząć wszystko od nowa. Jednak jest jeszcze coś, co mnie blokuje. Mimo to, prędko chciał wyjść i wrócić do rozmowy kolejnego dnia, na spokojnie. Nie chciałam aby wyszedł tak szybko. Zatrzymałam go, prosząc o to, aby obiecał mi, że mnie nie zostawi. Odruchowo, przysiadł obok mnie i od tego się zaczęło… Poczułam, że może być jak kiedyś, że znów będziemy dla siebie ważni. W pewnym momencie, musnęłam delikatnie jego usta i odsunęłam się, bojąc się jego dalszej reakcji. Nie musiałam długo czekać na dalszy rozwój sytuacji. Odwzajemnił pocałunek, lądując chwilę później ze mną na kanapie. Przeprosiliśmy się wzajemnie, ale obydwoje wiemy, że odbudowa tego będzie dla nas ciężka. Prędko zasnęliśmy, jednak już w swoich objęciach. Dzisiejszy dzień zapowiadał się być tym lepszym, od kilku dni. Ruszyłam na wykład, gdzie Roxie siedziała obok mnie i przeprosiłam ją, za swoje dziwaczne wcześniej zachowanie. Miałam swoje humorki, nie ukrywając, ale nie musiałam przekładać tego na innych. Ku mojemu zdziwieniu, szybko udało nam się złapać wspólny język. Nagle ciszę na sali, przerwał mój dzwoniący telefon. Nieco zakłopotana, wyciągnęłam go z torby i wpatrzyłam się w wyświetlacz. Był to Jack. Nie odebrałam, bo nie mogłam. Wykładowca – a był nim Tou’, zwrócił mi uwagę, pytając ironicznie, czy to dzwoni Thomas. Odparłam kąśliwie, że nie, ale być może Ileana. Choć siedziałam dość daleko od niego, to widziałam, że te słowa w pewnym stopniu go zabolały. Powiedział, że jej nie ma i już nie wróci do miasta. Zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego chociażby nie zjawiła się na naszym ślubie, bądź nie pożegnała się. Może i nie miałam z nią ostatnio, dobrego kontaktu, ale jednak wcześniej traktowałam ją jak własną matkę, mimo małej różnicy wieku. Wykład skończył się dość szybko, po czym wyszłam rozmawiając jeszcze chwilę z Roxie – kobietą Brayana. Chcąc iść do auta, zatrzymał mnie jeszcze Toushirou, więc zaczęliśmy rozmawiać. Trochę o Thomasie, kończąc na Ileanie. Wymieniliśmy się finalnie numerami, jakby potrzebował jakiejkolwiek pomocy, to mógł na mnie liczyć. Jeśli dla Ileany on był ważny, to dla mnie na swój sposób powinien też. Po rozmowie zadzwoniłam do Jacka. Pojechałam do niego do domu, gdzie na spokojnie porozmawialiśmy. Wręczył mi istotną dla mnie rzecz, za co mu podziękowałam zamierzając wyjść już stamtąd. Jednak zatrzymał mnie mówiąc, że jest coś jeszcze. Powiedział, że dowiedział się od pewnej osoby, że Thomas z tą… Nicolą? Jakoś tak się nazywała, są parą. Zamarłam, odwracając się pośpiesznie i wychodząc. Otworzyłam trzęsącą się dłonią drzwiczki od samochodu. Wsiadłam, opierając głowę o kierownicę, zapierając również na niej dłonie. Zaczęłam głośno oddychać, chcąc się uspokoić, aby nie spowodować żadnego wypadku na drodze. Wróciłam do domu, gdzie chwilę później pojawił się Jack mówiąc, żebym nie zrobiła nic głupiego. Chciał również zostać, lecz nie chciałam aby tego robił, więc spławiłam go wracając do mieszkania. Położyłam się, wpatrując przez dłuższą chwilę w sufit. Jedyne o czym marzyłam, to aby Thomas wrócił i zobaczyć jak zachowa się po tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy.
„Czasami zmiany, dają więcej złego niż dobrego, ale trzeba ich spróbować by przekonać się o skutkach."

04-05.11.2016
Obudził mnie chłód. Przebudziłam się w nocy, widząc, że zasnęłam czekając na jego powrót. Nie zrobił tego, więc przekręciłam się na drugi bok, zamykając wcześniej otwarte okno, przez które mieszkanie wypełniło się zimnem. Wstałam i rozejrzałam się po ścianach. Dostrzegając zegar uświadomiłam sobie, że przespałam większość dnia i było już późne popołudnie. Nie zrobiłam zbyt wiele, starałam się spędzić resztę dnia poza domem. Wróciłam po dłuższym czasie, gdy było już ciemno na zewnątrz. Stałam na środku salonu, gdy nagle wszedł on – Thomas. Zdziwił się, że jeszcze nie śpię, więc wzruszyłam jedynie ramionami nic nie odpowiadając. Zaczął przeglądać mieszkania, co przyuważyłam kierując się do łóżka. Pamiętam, że przed ślubem wspominałam mu, że chciałabym poszukać czegoś większego. Wymieniliśmy parę słów, gdy nagle podeszłam w jego stronę, wyrzucając małą karteczkę na stolik przed nim. Oczywiście chciałam się dowiedzieć, kim jest dla niego ta cała kobieta, z którą się spotyka. Zaczął na mnie naskakiwać, że spotyka się z nią bo znają się spory czas oraz, że pomogła mu gdy tego potrzebował i teraz spotyka się z nią z wdzięczności. Nie chciałam w to wierzyć, nie potrafiłam. Znów zabrałam swoją torbę, do której wsunęłam chaotycznie kilka ciuszków finalnie ją zasuwając. Wyszłam z domu, a on za mną. Chciał mnie podwieźć, lecz odmówiłam. Pojechałam szybko na lotnisko, sprawdzając pierwszy lot do Zurych. W drodze napisałam jeszcze do niego, że go kocham, nawet jeśli bym już nie wróciła. Widziałam, że te słowa go zabolały bo nie zdążyłam się rozejrzeć, a on od razu się pojawił. Widziałam również w jego oczach, że zależy mu na tym małżeństwie i nie chciał abym poleciała. Próbował mnie zatrzymać, lecz na marne. Nie dałam za wygraną, udawałam, że wszystko jest mi obojętne i wyrwałam mu bilet z jego rąk, podnosząc torbę i odchodząc. Przeszłam wszystkie kontrole bezpieczeństwa i szybko znalazłam się w samolocie. Włożyłam słuchawki do uszu, chcąc mieć lot za sobą i znaleźć się na miejscu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Chciałam skontaktować się z matką, lecz pomyślałam, że być może zdążyła ułożyć sobie życie pod moją nieobecność. Nie chciałam tego psuć, więc zadzwoniłam do Jaydy – mojej przyjaciółki, budząc ją. Nie miała mi tego za złe, na szczęście. Poprosiła abym przyjechała, więc tak zrobiłam. Przywitałyśmy się i przy kubku gorącej herbaty, opowiedziałam jej o wszystkim. Była zdziwiona, przez co przeszłam i ile z siebie dałam, by to ratować, choć dla innych było to skazane na porażkę. Powiedziała też, że ucieczka niczego nie naprawi i miała rację. Nie wiem co myślałam, zostawiając to. Dawno się nie widziałyśmy, więc zaproponowałam jej, aby wróciła ze mną do Santos, zgodziła się. Pierwszą rzeczą która była, po powrocie, to przyjazd do domu. Widząc w nim Charlotte, porozmawiałyśmy i pojechałyśmy wszystkie do centrum, by coś zjeść. Stałyśmy na światłach, gdy nagle ujrzałam w odbiciu auto Thomasa. Chciałam obrócić głowę w jego stronę i uśmiechnąć się, lecz zobaczyłam, że nie był sam. Znów, po raz kolejny widziałam go z tamtą kobietą, której imienia wolę nie wymieniać. Odjechał z piskiem opon, jakby nie chciał nas wtedy widzieć. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego raz potrafił być dla mnie kochający, łagodny, a jeszcze kolejnego dnia, traktował jak obcą osobę. Również odjechałyśmy, przy czym dziewczyny jeszcze starały się mnie uspokoić. Było późno, odstawiłyśmy Jaydę i pojechałyśmy na zajęcia. Szybko się z nich urwałam, słysząc o jakiejś ceremonii w parku. Dostałam zgodę, więc opuściłam akademik jadąc tam na miejsce. Zauważyłam Roxie, która również pojechała, więc poszłyśmy tam razem. Spotkałyśmy Thomasa, który oczywiście był w towarzystwie tamtej kobiety. W pewnym momencie podszedł do mnie szepcząc, że mogę sobie myśleć co chcę, lecz to nie tak. Nie wiedziałam co myśleć, w międzyczasie wymieniłam kilka smsów z Brayanem, pisząc o późniejszym spotkaniu, na którym mi zależało. Nagle Roxie korzystając z okazji, że stała sama – podeszła do niej, rozpoczynając tą rozmowę dość niemiłym akcentem. Zaczęła się tłumaczyć, że ona i Thomas są przyjaciółmi od dziecka i nie interesuje ją to, co dzieję się między nami. Niby spotykała się z kimś, co według mnie było bujdą. Roxie szybko odeszła, wracając do mnie. Podszedł do nas Brayan, którego szybko musiałyśmy spławić bo zajęcia prawie dobiegały końca. Później wybrałam się z Jaydą na drinka. Przejeżdżając obok stacji na Mulholland, zobaczyłyśmy czyjeś wesele, na którym był Thomas oczywiście z tamtą. Nie mogłam na to patrzeć, więc odjechałam stamtąd tak szybko jak się pojawiłam. Wróciłyśmy do klubu, nie zdążyłam nawet usiąść, gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Odebrałam. Był to Brayan, prosił o spotkanie. Powiedziałam gdzie jestem i zjawił się szybko na miejscu. Przeprosiłam Jaydę i wyszliśmy na zewnątrz, by na spokojnie porozmawiać ponieważ tam było zbyt tłoczno. Powiedział mi, że słyszał jak Thomas w obecności innych, przedstawiał Nicolle jako swoją ukochaną. Próbowałam udawać, że to mnie nie rusza, jednak wgłębi czułam, jak po raz kolejny łamie mi się serce. Wróciliśmy do niej, gdzie chwilę później dołączyła do nas Charlotte wraz z Jackiem. Dziwnie się czułam widząc, jak świetnie sobie radził z tym co się działo. Wcale go to nie ruszało, że stracił mnie, chociaż wcześniej zapewniał mnie o czymś kompletnie innym. Wypiłyśmy kilka drinków z Charlotte i udaliśmy się wszyscy do wyjścia. Wzięłam jej telefon i poprosiłam o kluczyki od auta Brayana, by oni mogli zabrać się razem Huntleyem, a ja mogła jechać załatwić pewną sprawę. Jack z Braynem nie chcieli, abym prowadziła, bo wcześniej odrobinę wypiłam. Nie dali za wygraną, więc Brayan odwiózł mnie do domu, a oni zostali na miejscu. Napisałam do Thomasa, że ma pięć minut by przyjechać do domu, albo zacznę wyrzucać jego rzeczy. Zaczęłam to robić, rozrzucając je po całym mieszkaniu. Niespostrzeżenie, Brayan na chwilę wyszedł i już nie wrócił. Korzystając z okazji, porozrzucałam również wszystkie rzeczy które miałam pod ręką, tworząc niezły chaos. Usłyszałam roztwierające się drzwi, więc pochwyciłam za młotek i skierowałam go w stronę telewizora, rozbijając go tym samym. Musiałam jakoś wyładować tą całą złość, która mnie opętała. Nagle do środka weszli Jack z Charlotte. Jack starał się mnie odciągnąć, gdy nagle wparowało dwóch zamaskowanych osobników. Niewiele pamiętam, odnoszę wrażenie jakby to wszystko działo się we śnie. Oddali strzały w naszą stronę. Osunęłam się na ziemię czując, że pocisk trafił w moje ramię. Gdy zrobili co mieli, wybiegli. Dziwnym zbiegiem okoliczności, zjawił się Thomas udając, że się tym przejął. Nie wierzyłam, że on nie ma nic z tym wspólnego. Chwilę później, zjawiła się policja, zajmując się nami. Zabrali mnie na przesłuchanie, gdzie spędziłam większość czasu. Nie miałam ochoty tłumaczyć tego wszystkiego, jednak nie miałam wyjścia. Byli dociekliwi, musiałam mówić również o wcześniejszych sytuacjach, które miały miejsce. Byłam już wykończona, tym bardziej psychicznie. Opuściłam szybko budynek udając się do auta i wróciłam do domu. Nie czuję się już w nim bezpiecznie. Nie mogłam zasnąć, więc rozmyślałam co nim kierowało, że zachowywał się w taki sposób, narażając w tym mnie na niebezpieczeństwo. Nawet jeśli, miał jakieś problemy to doskonale wiedział, ze mógł na mnie liczyć. Ale po co? Lepiej w mgnieniu oka, rozwalić coś, co było budowane przez dłuższy czas, nie zaważając na to jakim kosztem.
"Ktoś kiedyś powiedział, że w chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kochasz kogoś, przestałeś go już kochać na zawsze."

04.12.2016
Minęły prawie dwa tygodnie odkąd wróciłam do miasta. Czuję, że jestem kompletnie inną osobą. Wiem, co jest dla mnie ważne i o co nigdy nie powinnam walczyć - a do tego, zaliczało się między innymi moje małżeństwo. Byłam głupia, walcząc o coś mimo, że wiele miałam przy sobie i to zaniedbywałam. Pierwszą prawie rzeczą po powrocie do miasta było powrócenie do akademii medycznej. Udało się, niespostrzeżenie czas szybko minął i wstąpiłam w ich szeregi. Kilka dni temu dowiedziałam się, że Thomas był przez ten czas na terapii i z nikim się nie kontaktował. Mnie też nie było, ale nikt się nie dowie gdzie byłam przez ten czas. Ostatnio rozmawialiśmy, nawet chyba doszliśmy do porozumienia, bo chcąc czy nie finalnie się całowaliśmy - po raz kolejny, czego nienawidzę. Zmienił się, przynajmniej ja to widziałam jak i wiele osób z mojego otoczenia, w tym Brayan, z którym liczę się najbardziej. Wierząc, że się zmienił działałam pod wpływem impulsu i strachem przed jego utratą? Nie wiem co ja wyprawiam, powoli dałam się prawie w to wciągnąć, mimo, że i tak już dawno go straciłam i odzyskanie go jest nawet nieopłacalne. Niedawno też, widziałam się z Hamiltonem, którego nie widziałam dłuższy czas. Jejku, trochę za nim tęskniłam. Znamy się dość długo, będzie już z pięć lat. Widok jego twarzy, na której zawsze praktycznie gościł uśmiech był dla mnie jakby ukojeniem w tych gorszych chwilach. Mimo wszystko dziwnie się czułam, spotykając się z kimś innym dalej będąc formalnie związana z Thomasem. Chociaż odnoszę wrażenie, że to kwestia może nie tylko czasu, ale kilku jeszcze innych czynników i powrócę do mojego nazwiska - Eisenhower - a każde z nas, pójdzie swoją drogą. Dziś się nam skończył remont w mieszkaniu, który wyszedł z mojej inicjatywy. Szczerze - nie wiem dlaczego w ogóle wpadłam na ten pomysł, skoro na dniach wyprowadzam się od niego i skorzystam z propozycji pewnej osoby. Poznałam też Rosaurę, kobietę Brayana - a raczej już narzeczoną! Cieszę się jego szczęściem cholernie. Jednak z drugiej strony boję się, że kolejna osoba go zrani. Modlę się w duchu by jednak tak się nie stało. Myśląc o pracy kojarzy mi się Diaz; mój opiekun, powoli chyba nawet dobry znajomy. Dziś po służbie wpadliśmy do domku i wypiliśmy drinka z chwilową obecnością Charlotte, która niebawem nas opuściła. Jakby nie patrzeć, wszystko układa się według mojej myśli. Myślę, że każdemu należy się taka przerwa, aby zrozumieć co w życiu jest najważniejsze i na czym warto się skupić, zamiast tracić czas na coś, przez co może nawet nie byliśmy tak do końca szczęśliwi. Czasem mając już coś, o co walczyliśmy długi czas zdaje się nam, że osiągnęliśmy wszystko i nie może być lepiej. Tak naprawdę, chyba było to złudne szczęście i dopiero przez pryzmat tego wszystkiego to dostrzegłam.
Użytkownik Aniia edytował ten post 05/12/2016 - 22:44



