
Gold Gangstaz Formation
Set powszechnie znanej grupy przestępczej Vice Lords zajmujący się sprzedażą amunicji na całym South Central. Słyną z dotrzymywania obietnic i doprowadzania spraw do końca. Nie mają problemu z porwaniami czy wyłudzeniami. Członkowie tego gangu są bezlitośni i ich głównym kierunkiem działań jest zyskanie szacunku u swoich braci. Każdy pełnoprawny członek gangu jest odpowiednio wyposażony i w każdej chwili gotowy stanąć twarzą w twarz ze swoim katem. Nierzadko mieszkańcy South Central mają możliwość napotkania pojazdu wypełnionego czarnuchami i latynosami z bandaną na mordzie i automatami wychylonymi przez szybę.

(nie znany autor pamiętnika)
Rok 2014, czerwiec - ranek.
To było ciepło dobre lato. Dostałem nowe mieszkanko na ulicy Xoomer - ta, tam przy myjni CarWash. Po obiadku podbiłem do okna, w nim zobaczyłem, że jakieś czarnuchy z bandanmi osiedlują tą dzielnice - to było coś w moim stylu - postanowiłem podbić, he. W ciągu dziesięciu minut byłem już na ich ośce, tam mnie totalnie zatkało i nie wiedziałem jak do nich zagadać. Po kilku minutach jakiś czarnuch do mnie podbija - nie pamiętam twarzy, ale wtedy dostałem od niego wpierdol, bo coś mu zapysknąłem, ha! Chwile leżałem na glebie nie wiedząc o co chodzi; po jakiś czas doszedłem do siebie, otrząsłem się, i zobaczyłem jak mnie woła do baru. Podbiłem tam i zobaczyłem, że coś wyciąga z kiermany - zawołał mnie, i zaczął mi oferować handlowanie dla niego; czaicie? Trochę się zająknąłem i odpowiedziałem mu, że tak - że się zgadzam. Drugi dzień wbiłem do siłki, tam poznałem kilku czarnuchów - ale bez bandan. Po dłużej rozmowę wszedł jakiś latynos i spytał się czy ktoś mia towar - nikt inny nie miał, to ja się zaoferowałem - że mam. Dobiliśmy interes, a po chwili wpada duży napakowany skurwiel z bandaną - spytał się, czy był tu latynos i czy mu ktoś opierdolił towar - ja nie ogarnąłem sytuacji, i powiedziałem, że ja mu dałem - kurwa, ale dostałem wpierdol...
17.06.2014 - wieczór.
To był już siódmy dzień jak latałem z towarem na Xoomer', przy tym zapoznałem kilku dobrych czarnuchów - nie będę wymieniał. Siedzieliśmy wtedy na ośce, podjechała wtedy niebieska glendala, w niej gruby czarnuch z bandaną- krzyknął po nas, żebyśmy wpakowali się do auta; wjebaliśmy się, bez skrupułów. Po jakieś czasie dojechaliśmy na miejsce - kurwa, to był wtedy jakiś las, dookoła było tyle krzaków marihuany, że samym zapachem już się dobrze upierdoliłeś, skurwielu! Wysiedliśmy z samochodu, dał każdemu po czarnym worku, i po nożycach. To było do zrozumienia, że mamy wpakować w nie krzaki. Po kilku minutach zebraliśmy plon w worki, wpakowaliśmy do bagażnika - i podbiliśmy do czarnucha; na miejscu skręcił pacana, tsa - mój pierwszy joint od kilu dobrych lat..Gadka dobrze się kleiła, każdy coś nawijał, ogólnie dobre czasy. Po chwili czarnuch z bandaną zastackował jakiś znak, i powiedział - nawijajcie do mnie BIG'L; my oczywiście też się przedstawiliśmy. Po dobrych godzinach wróciliśmy na ośkę, od razu poszedłem spać do chawiry, pha.
Rok 2014, ciepły czerwiec - południe.
Siedziałem wtedy w siłce, robiłem trening - a tu nagle wpierdoliło się do środka dwóch czarnuchów, podbili do mnie i zaczęli mnie okładać. Założyli mi worek na łeb, i zwinęli bodajże do bagażnika - pewnie tak. Czas się dłużył w tym bagażniku, kurwa , nareszcie dojechaliśmy - odpowiedziałem. Po chwili słyszę jak ktoś otwiera bagażnika, nagle ktoś mnie złapał, chyba podniósł mnie i rzucił o ziemie. Zdjęli mnie worek z głowy, a ja ujrzałem most, a wokól rzeka...Czarnuchy chcieli mnie wpierdolić w coś, czego nie zrobiłem - dobrze, że się do niczego nie przyznałem, bo bym się wjebał...Po kilku minutach dręczenia, obijania mi mordy - podbił bliżej do mnie czarnuch z czarną bandaną, którą mi założył na szyi. Byłem szczęśliwszy od kolesia, który wygrał w ruletkę o grubą stawkę, pha-ha! Wróciliśmy na dzielnie, tam pochwaliłem się, poznałem też nowych czarnuchów z rodziny, dobre czasy. Pamiętam jeszcze, że tego samego dnia co dostałem bandanę mieliśmy akcje przy granicy - federalni złapali naszych jak przewozili towar. Kupiłem szybko gnata i pojechaliśmy odbić naszych. Dojechaliśmy na miejsce, tam doszło do poważnych strzałów; my kilku z departamentu zraniliśmy, a oni naszych. Doszło do takiego momentu, że nikt od nas nie miał amunicji; zaczęła się łapanka ze strony federalnych. Każdych z nas spierdalał z miejsca zdarzenia - do ośki było daleko, ciężko było, paru od nas złapali, mnie akurat się udało i jakoś wróciłem na dzielnie. Przekazaliśmy dalej, co się zdarzyło - na ośce nagle zrobiło się pusto, a departament nam zrobił porządny wjazd - tak, że trzepali nawet nasze biznesy, domy co nie którym - gruba akcja.
Rok 2014, czerwiec - wieczór.
Minął kolejny tydzień od siedzenia na ośce z bandaną na mordzie - to był dzień jak co dzień, siedzenie na ośce, gadane, palone, nawet jakieś mniejsze bijatyki. Podjechał wtedy Glock' z BIG'L - we złotej savannie. Zgarnęli mnie, i młodą laskę - pojechaliśmy na kanały, każdy wysiadł, ja z każdy z bandaną na ryju, laska nie. Glock' kazał jej się odwrócić plecami od nas; w tym czasie wyjął ciężkiego gnata - bo aż m4. Nie spodziewając się niczego co chce z nią zrobić, podał mi i powiedział, że mam jej wpakować kulkę w łeb. Wtedy Glock' zaszeptał Big'L, że będę idiotą jak jej odjebie. Ja jako kumaty czarnuch wiedziałem, że laska nic nie zrobiła, a jedna z wielu zasad Lorda mówi - szanuj kobiety. Zatem oddał strzał - ale nie w nią, tylko obok. Glock' szybko mi zabrał gnata z rąk, zabrał czarną bandanę, a po chwili obwiązuje mi szyje czarną-złotą bandaną...Laska też wtedy miała dostać swoją pierwszą bandanę - ale stwierdzili, że jeszcze nie jej pora. Jak zawsze po akcji, wróciliśmy na ośke - tam jeszcze się pobłąkałem i nagle dostałem cynk, że poszły strzały z rodzin BLOODS/LORDS - nasza wojna trwała od początku, do końca - nie było skrupułów podczas starcia tych rodzin. Przygotowałem gnata, wcześniej pojechałem po niego do chawiry i również uczestniczyłem w tym ostrzałach; w tym dniu dużo poszło krwi z obu rodzin, krwawa wojna.
Rok 2014, pod koniec lipca - wieczór.
To był już drugi miesiąc jak byłem w rodzinie. Właśnie kończył się miesiąc, każdy z nas myślał, że skończy się tak jak zawsze...ale jednak tak nie było. To był upalny wieczór, kilku siedziało na ośce, reszta w biznesach chlejąc browara, czy przy paleniu zielska. Nagle któryś rozesłał po ośce, że rodzina z Jefferson - BLOODS, wyzywała nas o nasz własny teren przy Myjni. Wszystko z niczego się nie wzięło, nasza wojna trwała do końca, nawet czasami były z obu stron porwania, grożenia, haracze. Każdy z nas odebrał tą wiadomość i przyjęliśmy wyzwanie. Z tego wszystkiego wyszło tak, że przegraliśmy walkę o własny teren - wróciliśmy na Xoomer', lecz nie było już tak samo jak wcześniej. Nie daliśmy rady dalej i połowa rodziny wyjechała z miasta, reszta gdzieś zamieszkała na South Central.
Rok 2015, czerwiec - południe.
W tym czasie Phil' przejął nad tym wszystkim władze i osiedlił bloki za Xoomer - na Flores. Ten set też zaliczał się do udanych, spora aktywność ludzi na osiedlu - ogólnie, dobrze było. Po jakimś czasie departament usiadł nam na ogonie, ich węszenie stało się tak zauważalne, że czasami z dachów robili każdemu zdjęcia, skurwysyny - chyba nie mają swoje życia prywatnego, pha! Pewnego dnia zwoziliśmy towar, amunicje - lecz kryminalni dostali cynka, że będziemy o tej godzinie w tym miejscu zwozić. Otoczyli nas, znaleźli wszystko - pięćdziesiąt sztuk amunicji do m4, sporo co? Każdy poszedł za kraty, ale wiadomo - kiedyś się wychodzi z nich. Po wyjściu zebraliśmy się z rodziną by omówić kilka sprawy rodzinnych, postanowiliśmy zrobić składkę po kilka stówek - a na co? Zaraz o tym nawinę. Mieliśmy dość FBI, nie dawali nam spokoju, a co za tym idzie - musieliśmy ich osłabić. Cała kasa ze składek poszła na trucizne, nie chcieliśmy się pierdolić, postanowiliśmy postawić wszystko na jedną kartę. Zrobiliśmy tygodniową opserwację na vice lidera FBI - Ryan'a Hawakiss'a
. Bez mózg miał całym dniami otwartą chałupę - jeszcze umieścił w ogłoszeniu, że ma kwadraty na wynajem - pha-ha! Nie mieliśmy problemów znalezieniem jego miejsca zamieszkania - nawet któregoś dnia włamaliśmy się do niego, przyznam - na bogato żył. Gdy już mieliśmy wszystko gotowe, to wreszcie nadszedł dzień na który każdy czekał - bez wątpienia, należał do najważniejszego dnia życia, od tego dnia zależało wszystko - kto jest silniejszy, kto ma lepszą władzę.
Kilka dni później...
To było ciepłe po południe, każdy z nas był zestresowany tym wszystkim, nikt nie wiedział jak się ten dzień potoczy; czy w ogóle spotkamy tego skurwiela na S'C - to było pytanie...Nagle Phil' dostał cynk, że ten skurwiel jeździ po kanałach sam, i coś węszy - w końcu to federalny. Zebraliśmy ekipe, która była odpowiedzialna za tą akcje i wybraliśmy się na kanały - tam go bez problemów znaleźliśmy, od razu przeszliśmy do ostrzału; zawinięcie go do bagażnika nie było problemem, bo tak się zdarzyło, że żaden patrol w tym czasie nie przyjechał. Gdy już odjeżdżaliśmy z miejsca porwania, wleciał na sygnałach wypakowany patrol, ja wtedy siedziałem na motorze z TEC9 w ręku - bez zastanowienia oddałem ostrzał w ich stronę; do końca nie pamiętam tej sytuacji - ale wiem, że daliśmy rade przetrasportować się na koniec miasta Las Venturas - tam na nas czekała łódka z czarnuchem; już nie będę wymieniał kto uczestniczył w tej akcji. Pamiętam, że zrobiliśmy w chuj kilometrów na morzu; po to żebyśmy mieli czas na wjebanie mu trucizny do organizmu. Nie wiadomo jak, ale namierzyli nasz pobyt - nie było czasu, helikopter już był nad nami, tak ostro oddaliśmy ostrzał w jego kierunku, że był zmuszony zawrócić - wtedy jeden od nas wpierdolił mu truciznę, wiecie jakie to było uczucie widząc jak ten skurwiel zdycha? Nie do opisania. Dalej poszło już trochę gorzej, a nawet nie trochę...Nie daliśmy rady uciec przed całym departament, który nas szukał. Zdążyliśmy dopłynąć do brzegu, a tam już na nas czekali; zgarneli wszystkich, to było bez wątpienia. Godzinne przesłuchania, ostry wpierdol dostał każdy z nas na komisariacie. W końcu przydzielili nas do celi, tam przespałem noc, która nie miała końca. Rano dowiedziałem się, że brat Phil' dostał kare śmierci - nie mogłem w to uwierzyć, ale poszło coś za coś - my im Hawakiss'a, oni nam Phil'a...Po wyjściu z puchy wróciłem na ośkę gdzie nie było już niczego, nie miał się kto tym zająć, zbyt bolesny cios dostaliśmy w samo serce żeby to dalej ciągnąć...I znowu połowa ludzi wyjechała do Chicago, reszta gdzieś się błąkała po kątach - ja tak samo jak inni wyjechałem z miasta...
Tego samego roku, grudzień.
Dostałem cynk od ludzi z Santos, że Glock' powraca na stare śmieci i chce całą rodzine ściągnąć na Xoomer - tak jak dawniej. W tym secie poznałem młodego Phil'a - Wizzy'ego; był podobny do niego, charakter mieli ten sam - przejde do szczegółów. Ten set nie należał do udanych, nasz pobyt nie był długi. Wojna z BLOODS' dalej trwała, a krew z obu stron dalej się lała, końca nie było widać. Nie pamiętam całej sytuacji, ale coś mi świta, że siedzieliśmy wtedy na ośce, albo i pojechaliśmy obić komuś morde - nie pamiętam. Wiem tyle, że poszedł sygnał, że rodzina z Jefferson porwała Glock'a - czyżby kolejny BOSS poszedł do piachu? O tej akcji nie wiedzieliśmy nic, wiedzieliśmy tylko jedno - że BLOODS ma jakiegoś asa w rękawie. Tym asem była strzykawka z trucizną - którą wjebali GLOCK'OWI! Kolejny z bosów poszedł w piach...Set upadł, a ludzie znów wyjechali.
Rok 2016, marzec.
Postanowiłem odłożyć pamiętnik na bok, nie miałem na niego czasu, a przez te półtora roku dość sporo się zdarzyło. Nie zabrakło nowych setów w mieście; Latrell'a, Franklina, Wizzy'ego, Ryśka - dużo tego było, żeby opowiadać. Tego dnia dostałem cynk, że niejaki Dwayne Hall zwany jako Kesh' podjął się władzy nad złotą rodziną - nawet nie wiem skąd ten typ się wziął, ale ktoś musiał mu zaufać. Czarnuch od razu zaczął źle, w nienawiści do rodziny Jamajki postanowił skłócić rodzine z Xoomer z Jamajką, nie wiedząc o całej historii obu rodzin. Sprawy zaszły tak daleko, że obie drużyny nawet do siebie strzelały - co Green'a bardzo zdenerwowało. Blais' w porę ogarnął wszystkie sprawy i postanowił przyjechać na parking na Xoomer przy którym się osiedlili. Rozmowa potoczyła się w barze - Kesh'a. Skończyło się tak, że Blaise Green' postanowił przejąć pałeczkę po nim. Pierwszym krokiem do zmian było pojechania na małą Jamajkę porozmawiać o powrocie do starego stosunku rodzin. Kesh' tak namieszał, że Jamajczycy nie chcieli gadać o dobrym kontakcie - i to zrobił w przeciągu tygodnia, pha. Uzgodnili jednak, że będzie pomiędzy rodzinami kontakt neutralny; nie wchodzą w sobie w drogę. Drugiego dnia zebraliśmy się z ekipą i pojechaliśmy na Jefferson - do rodziny BLOODS. Tam po krótkiej rozmowie uzgodniliśmy tak samo jak z Jamajką - kontakt neutralny. Trzecim posunięciem do przodu było zmienienie kwadratu z parkingu na górne FLORES - tam gdzie swoje sety prowadzili świętej pamięci Phil', Wizzy' - i żyjący nadal Latrell. Szybko ogarneliśmy wszystkie sprawy, w przeciągu kilku godzin mieliśmy już na ośce biznesy, nawet już przejeliśmy teren. Teraz możesz nas spotkać właśnie tam - uważaj skurwielu, bo mogę ci wpakować kule w łeb, PHA-HA! Do zobaczenia!




Czarna Bandana
Obiekt pożądania prawdopodobnie każdego. Dowód tego, że osoba nosząca takową bandanę zaistniała w oczach tamtejszej ludności. Symbol zdania testu i przynależności do zorganizowanej grupy przestępczej. Świeża krew zasilająca szeregi.

Czarno-Złota Bandana
Bandanę o takich barwach otrzymuje osoba ,która przeżyła w rodzinie dość spory kawał czasu i wykazała się jeszcze bardziej. Oznaka całkowitej przynależności. Wraz z otrzymaniem takowego przedmiotu stajesz się osobą szanowaną.

Czarno - Czerwona Bandana
Kolor, który jest używany okazjonalnie przez prawdziwych żołnierzy złotej rodziny w czasie jakiś konfliktów. Te barwy oznaczają wrogość przejawianą w stronę przeciwnika Lordów; oraz te kolory związane są z przelaną krwią przez LORDÓW. Ta bandana jest symbolem walki dla Lordów.

Pięcioramienna gwiazda
Najważniejszy symbol, oznaczający miłość, prawdę, pokój, wolność i sprawiedliwość.

Znak DOLLARA
Symbol „robienia” forsy poprzez nielegalną działalność taką jak handel narkotykami lub bronią, napady, włamania, kradzieże.

Sylwetka króliczka Playboya
Symbol pojawiąjący się często na murach South Central. Oznacza potęgę Vice Lords.

Stackowanie
Gangsterzy często w ramach gestu powitalnego stackują „VL”, prostując i unosząc kciuk, palec wskazujący oraz palec środkowy.

Ich głównie stosowane kolory to czarny/złoty, oraz czarny/czerwony. Ta druga kombinacja może oznaczać wystrój "bojowy".
Z ww. powodów, członkowie ubierają się w bluzy profesjonalnego zespołu baseballowego Pittsburgh Pirates oraz analogicznego futbolu amerykańskiego Pittsburgh Stellers. Litera "P" na czapeczkach Pirates odnosi się do sojuszu People Nation. Koszulki koszykarza Chicago Michaela Jordana są popularne z uwagi na ich czarno/czerwone barwy i numer, "23": 2 plus 3 daje 5, co oddaje 5-ramienną.
Gangsterzy ci używają gestu powitalnego w postaci wyprostowanych: kciuka, palca wskazującego i palca środkowego, pokazanych uniesioną dłonią, całość przybierającą kształt: "VL"


LOS FLORES
Ośka zamieszkiwana przez czarnoskórą oraz latynoską ludność utożsamiającą się z gangiem Almighty Vice Lords Nation. Bijatyki, kradzieże, strzelaniny - to wszystko jest tutaj codziennością. Jeśli nie przystosujesz się do warunków panujących tutaj to ulica pochłonie cie, nie zostawiając po tobie śladu.


http://www.speedysha...ORDS-by-P-K.zip

Syndykat/Indoor:
Moja pierwsza org, którą będę trzymał Ja. Ostatnio mam więcej czasu, więc postanowiłem zrobić własną organizacje. Będę chciał utrzymać stary klimat Vice Lords. Do zobaczenia w grze.
Credits:
Grafika - rainy
Aplikacja -
Użytkownik Syndykat edytował ten post 01/04/2016 - 16:59

Temat jest zamknięty
