Skocz do zawartości

net4game

Największy polski serwer RolePlay w GTA: San Andreas Multiplayer

Zdjęcie
* * * * * 2 głosy

Shaylee Harvey


  • Please log in to reply
18 odpowiedzi w tym temacie

#1 Exodes — 62 13/03/2016 - 14:12

Exodes
  • Gracz

*
Popularny

Shaylee Harvey
"Wycierpiałam więcej, niż byłam w stanie znieść."

 

                                           

dQMfqHY.jpg


 Zawsze poważna i nieśmiała, taka byłam od dziecka i taka pozostałam do dzisiejszego dnia. Mama i tata od najmłodszych lat kładli nacisk na dobre wychowanie o czym świadczyły nienagannie dobrane stroje czy wysoka jak u dziecka kultura osobista. Kto by pomyślał, że rozpieszczana przez rodziców córeczka, której w latach szkolnych największym marzeniem było zostanie parlamentarzystką, zmieni się tak diametralnie, że sama siebie nie będzie w stanie poznać. Życie bywa złudne i bolesne, trzeba mieć silną wolę, żeby przetrwać w tym mechanizmie, sama boleśnie się o tym przekonałam...

11 styczeń 2008r.
"...niedostateczna wiedza bywa groźniejsza od braku wiedzy."
Rodzice zawsze wpajali, mi do głowy, że kluczem do osiągnięcia sukcesu jest wiedza i wykształcenie. Po ukończeniu szkoły średniej i ponad dziesięciu kursów językowych z hiszpańskiego pod wpływem namowy rodziców, zdecydowałam się złożyć dokumenty do Universidad de la Laguna na Teneryfie. Byłam przerażona, pierwszy raz przyszło mi podjąć decyzję, która miała oddalić mnie na kilka lat od domu, który do tej pory był dla mnie całym światem, najbezpieczniejszym miejscem na ziemi.

20 styczeń 2008r.
"Szczęście należy sobie wypracować, a nie wymarzyć. "
Obudziłam się bardzo wcześnie, nie potrafię wytłumaczyć uczucia, które mnie ogarniało tamtego dnia. Otwierając oczy czułam, jakby wkrótce wszystko miało się zmienić, jakby moje dotychczasowe życie miało przestać istnieć... Moje ciało przeszły dreszcze, kiedy wsuwałam na siebie szlafrok i schodziłam do kuchni na wspólne śniadanie z rodzicami. Kiedy przekroczyłam próg, dostrzegłam stojących przy stole rodziców, jakby mnie wyczekiwali. Było to nadzwyczaj dziwne, zwracając uwagę na fakt, że mama co rano pogrążona była przyrządzaniem śniadania, a tata czytaniem porannej prasy. Oboje stali, trzymając się pod rękę, wskazali na stół, na którym leżała duża biała koperta. Zamarłam, to przeczucie okazało się prawdą, dzisiaj wszystko się zmieni, byłam niemal pewna tego, że przejdę pozytywnie proces rekrutacyjny. Drżącą dłonią sięgnęłam po kopertę i niezdarnie ją rozerwałam, wysuwając ze środka zawartość. Czytając list, ogarnęła mnie fala gorąca, moim ciałem wstrząsnęły spazmy płaczu, sama nie potrafię wytłumaczyć czy płakałam wtedy ze szczęścia, że dostałam się na wymarzoną uczelnię, czy ze smutku, że przyszło mi opuścić rodzinny dom.

30 wrzesień 2008r.
"Poprawa wiąże się ze zmianami, doskonałość wiąże się z częstymi zmianami."
Przyszedł ten długo wyczekiwany dzień, kiedy ze spakowanymi bagażami w eskorcie rodziców, udałam się na lotnisko. Tego dnia dnia miałam dokładnie dwadzieścia dwa lata i trzy miesiące, więc w świetle prawa byłam już dawno dojrzałą, dorosłą osobą, nijak się to jednak miało do rzeczywistości. Tak naprawdę, to właśnie w ten pamiętny dzień przyszło mi odciąć pępowinę i ruszyć w świat, całkowicie sama, bez jakiegokolwiek wsparcia. Nowe doświadczenie, prosta decyzja.... Też mi farsa! Byłam dorosłą kobietą, a w głębi duszy czułam się przerażona jak małe dziecko.
Nie odwracając się, zalana łzami chwyciłam za bagaż podręczny i udałam się do samolotu. Po zajęciu miejsca, zasłoniłam błyskawicznie okno, w uszy wsunęłam słuchawki i zamknęłam oczy wyobrażając sobie, że tak naprawdę nadal jestem w domu z moimi ukochanymi rodzicami.

1 października 2008r.
"Jesteś urodzony, by zwyciężać, jednakże, aby być zwycięzcą, musisz zaplanować zwycięstwo, przygotować się do zwycięstwa i oczekiwać zwycięstwa."
Tego dnia zaczynał się rok akademicki, więc wszyscy studenci - ci obecni i ci przyszli, biegali w popłochu po korytarzach akademika, przygotowując się do ceremonii rozpoczęcia roku. Czułam się osamotniona, nie znałam tutaj kompletnie nikogo i nawet znajomość języka nie dodała mi odwagi by odezwać się do kogokolwiek, pozostałam zdana sama na siebie. Do uczelni, miałam zaledwie kilka metrów, więc dotarłam tam w kilka minut. Zdziwiło mnie to jak łatwo się tam odnalazłam i zaaklimatyzowałam. To tego dnia poznałam Maddie, dziewczynę która przyleciała tutaj z Waszyngtonu i jako jedyna, postanowiła wyciągnąć do mnie przyjacielską dłoń.

20 listopada 2011r.
"Nie dokonuje odkrycia, kto nie bada niemożliwości."
Czas mijał bardzo szybko, lata akademickie wydawały się brnąć naprzód z prędkością światła. Od trzech lat, byłam w domu może zaledwie trzy miesiące, podczas przerw świątecznych w grudniu. Szczerze? Przestało mi tak desperacko brakować rodziców i domu. Przez trzy lata rozłąki, zdążyłam się z tym pogodzić. Odnalazłam swoje miejsce na obczyźnie, nawiązałam nowe znajomości. Zmieniłam się, byłam wtedy taka dumna z tego, że otworzyłam się na świat, że zburzyłam mury swojego maleńkiego świata, w którym odseparowałam się od reszty!

31 czerwiec 2013r.
"Zawsze miej oczy, szeroko otwarte."
W całej tej historii, to jednak ten dzień okazał się dla mnie tym, który tak naprawdę wywrócił moje życie do góry nogami. Po odebraniu dyplomów ukończenia studiów i powrocie do akademika w szampańskim nastroju, postanowiłyśmy razem z Maddie udać się na wspólną, całonocną imprezę na dyskotece, aby uczcić zaliczenie wszystkich egzaminów.
Tak też się stało, wypacykowane i pełne energii pod osłoną nocy ruszyłyśmy do pobliskiego klubu. Pierwszy raz w życiu tak świetnie się bawiłam, czułam że żyje! Chciałam chłonąć swoim ciałem, każdą sekundkę, każdą minutę i godzinę tego wieczoru, jak gdyby już nigdy nic podobnego nie miało się wydarzyć. Razem z Maddie, byłyśmy tak podekscytowane, że nawet nie zwracałyśmy szczególnej uwagi na kręcących się przy nas, dwóch młodych mężczyzn, wyglądających na tubylców, co podkreślała ich opalenizna i typowa dla Hiszpanów uroda. Wymęczone harcami na parkiecie, wróciłyśmy do stolika, ugasić pragnienie drinkami, które pozostawiłyśmy tam wcześniej. Po paru minutach, poczułam że strasznie wiruje mi w głowę, nawet zażartowałam do Maddie, że chyba przesadziłam z alkoholem, ona czuła się podobnie. Nasilające się zawroty głowy i uczucie znużenia, zmusiły nas obie do powrotu do akademika. Jednak, gdy opuszczałyśmy klub, wydarzyło się coś niecodziennego. Drogę zaszło nam dwóch mężczyzn, początkowo nie skojarzyłam, że to własnie oni kręcili się przy nas na dyskotece. Zawroty głowy i znużenie, nasiliły się tak bardzo, że nogi się pode mną ugięły, czułam że mimowolnie zapadam w sen. Straciłam kontrolę nad ciałem, a chwilę później straciłam świadomość.

Nieznany dzień, 2013r.
"Twój los zależy od Twojej siły woli."
Obudziłam się cała obolała i zmęczona, jakbym nie spała przez co najmniej tydzień. Chciałam się przeciągnąć myśląc, że jestem w akademiku, jednak coś było nie tak. Ruchy uniemożliwiła mi... lina, to była lina na nadgarstkach i na nogach.
Chwila, co tu się dzieje! Zaczęłam się szamotać, otworzyłam oczy i zaczęłam się błyskawicznie rozglądać. Byłam w jakiejś szopie, przez szpary w deskach przebijały się promienie słońca, więc to był już dzień w powietrzu unosiły się drobinki kurzu. Dostrzegłam, że przy moich stopach leży Maddie, całkowicie naga i posiniaczona, nos miała ubrudzony od zaschniętej krwi, nie ruszała się. Przeraziłam się, to wszystko mnie przytłaczało. Miałam ochotę obudzić się, wyrwać się z tego przerażającego snu, chciałam poczuć się znów bezpiecznie. To jednak nie był sen i bardzo szybko się o tym przekonałam. Drzwi do szopy zaskrzypiały i otworzyły się, wpuszczając do środka oślepiająco jasne, promienie słońca. Ujrzałam sylwetki dwóch mężczyzn, którzy bez słowa wyciągnęli nas z szopy i zaciągnęli do domu z bali, stojącego tuż obok. Usadzili nas na twardych, drewnianych krzesłach i uderzali po twarzach i tułowiu za każdy, chociażby najmniejszy pisk czy szloch.
Maddie się poruszała, dostrzegłam to, gdy podczas uderzenia, odrzuciło moją głowę w prawą stronę, więc jednak żyła, dzięki Bogu!
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna, który tak po prostu, jak gdyby nigdy nic oznajmił spokojnym tonem, oczywiście po hiszpańsku, że od tej pory należymy do niego i albo w pełni podporządkujemy się jego decyzją i będziemy dla niego pracować, aż spłacimy same siebie, albo nas zabije...
Nasze milczenie, było dla niego swoistą odpowiedzią.

16 listopad 2013r.
"Aby marzenie mogło się spełnić, najpierw musisz zacząć marzyć."
Moja ciocia przez cały życie powtarzała - aby marzenie mogło się spełnić, najpierw musisz zacząć marzyć. Wspominałam jej słowa od początku tego koszmaru, marzyłam o powrocie do domu. Jak dziecko łudziłam się, że mądrość życiowa cioci, naprawdę się spełni. Minęło już ponad pięć miesięcy, od naszego porwania. Codziennie przeżywałyśmy koszmar, wywieźli nas do jakiegoś starego budynku, gdzie dostałyśmy we dwójkę pokój. Zdążyłyśmy się też dowiedzieć, że osoby które nas porwały współpracują z jakąś hiszpańską mafią. Dzień po dniu, zmuszano nas do prostytucji, a każdy sprzeciw surowo karano. Katowali nas do nieprzytomności w takim stopniu, że przez następne kilka tygodni nie byłyśmy zdolne do odpracowywania zobowiązań wobec mężczyzny, który nazywał siebie - "Tatą". Z każdym dniem niezdolności, nasz "dług" wobec Taty wzrastał.

21 marzec 2014r.
"Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko."
Tego dnia w całym budynku panowało niemałe zamieszanie. Na podwórze znajdujące się na tyłach domu, wjeżdżały samochody dostawcze Przez uszczerbioną szybę okna, które oklejone było czarną taśmą, zdołałam dostrzec, że do tych samochodów wprowadzają inne dziewczyny, które znalazły się tutaj w taki sam sposób jak my. Wiedziałyśmy, że i na nas przyjdzie kolej, to była nasza szansa. Szansa na ucieczkę i powrót do domu, mogłyśmy raz na zawsze wyrwać się z tego koszmaru. Kiedy wyprowadzali nas z pokojów, na korytarzu panowało spore zamieszanie, znałam ten budynek bardzo dokładnie i wiedziałam, którędy możemy się wymknąć, tym bardziej że nikt teraz tych miejsc nie pilnował. Kiedy jeden z mężczyzn odwrócił się zaniepokojony odgłosami niosącymi się ze szczytu schodów, skorzystałyśmy z okazji. Wciągnęłam Maddie do otwartych drzwi, które prowadziły do piwnicy, w piwnicy było boczne wyjście, po tej stronie domu nikogo nie było, wszyscy skupili się na załadunku. Wymknęłyśmy się. Całkowicie zdezorientowane, biegłyśmy przed siebie ile sił w nogach, szukałyśmy czegokolwiek, flagi, symbolu czy napisów, które wskazywałyby na odnalezienie komisariatu czy jakiejkolwiek pomocy. Był środek nocy, więc na ulicach niemal nikogo nie było, jednak po takim czasie, szczęścia się do nas uśmiechnęło. Wycieńczone dobiegłyśmy do miejsca, które okazało się szpitalem, moje płuca płonęły żywym ogniem, kiedy zatrzymała mnie jedna z pielęgniarek.
Największy koszmar mojego życia dobiegł końca.

16 maj 2014r.
"Idę wolno, ale nie cofam się nigdy".
Szum w prasie i telewizji powoli ucichał. Coraz mniej wspominano o tej sprawie i bardzo mnie to cieszyło. Współczujące spojrzenia ludzi i gromkie brawa tłumu wszędzie, gdziekolwiek Cię rozpoznali stawało się przytłaczające. Po wielu sesjach u psychologa i psychiatry, moje życie powoli zaczęło wracać do normalności. Rodzice bardzo się o mnie troszczyli odkąd wróciłam do domu i wiernie mi towarzyszyli na każdym kroku. Płonął we mnie ogień do walki i dalszego życia, tylko dzięki temu zdołałam zbiec z tamtego piekła. Bywały dni, kiedy robiłam dobrą minę do złej gry i mimo, że w nocy budziły mnie koszmary, związane z tamtym porwaniem, nikomu o tym nie wspominałam. Poradziłam sobie, będąc zdana sama na siebie więc poradzę sobie teraz, jestem kobietą więc jestem silna.

15 września 2015r.
"Każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci."
Wiadomości niemal od samego rana trąbiły o ślubie generała tutejszej jednostki. Przed urzędem można było dostrzec staranne przygotowania. Urzędnicy przygotowujący limuzynę, funkcjonariusze sprawdzający budynek pod względem bezpieczeństwa. Istna farsa - pomyślałam sobie, przyglądając się przygotowaniom z okna domu. Nie miałam w planach iść na ślub, na który wszystkich tak gorąco zapraszano, czekał mnie dyżur w Los Santos Medical Center więc wydawało mi się to ważniejszym obowiązkiem. Zresztą jako urzędnik państwowy, co chwilę oglądałam zza biurka szczęśliwe pary, które opuszczały Urząd Stanu Cywilnego, przywykłam już do tego wyglądu.
Ubrałam mundur z elementami odblaskowymi, wciągnęła na nogi buty i udałam się do szpitala. Tego dnia, wyjątkowo nie było żadnych wezwań, ludzie w cudowny sposób postanowili w magiczny sposób nie chorować, więc siedziałam pogrążona w dokumentacji. Do pokoju wszedł Frank Figueroa - mój przełożony - kręcąc głową, jedynie się zaśmiał i zwolnił mnie szybciej do domu. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, siedzenie w domu nie wydawało się atrakcyjnym pomysłem. Do ślubu Generała zostało zaledwie kilka minut, więc błyskawicznie się przebrałam i ruszyłam do urzędu obstawionego już przez kilkanaście radiowozów i funkcjonariuszy departamentu, o wojskowych nie wspominając. W pewnej chwili padły strzały, wybuchło spore zamieszanie, mężczyzna przechodzący ulicą padł na pasach, więc musiał oberwać. Cholera! Zaklęłam pod nosem i postukując szpilkami, ruszyłam biegiem do rannego. Przewróciłam go na plecy, miał ranę postrzałową na ramieniu. Nie byłam przygotowana, więc przy pomocy apteczki z radiowozu i pomocy funkcjonariusza prowizorycznie odkaziłam ranę i założyłam opatrunek. Wezwałam Winifred'a, błyskawicznie podjechał ambulansem i zabrał rannego do szpitala.
Cóż to był za widok, kiedy pojawiłam się pod urzędem, cała we krwi z potarganymi włosami i porwanymi rajstopami!
To chyba właśnie ten niecodzienny widok, przyciągnął do mnie Alexandra... Tak to właśnie tego dnia, poznałam swojego przyszłego męża. W całym umundurowaniu widziałam jedynie jego cudowne oczy i szeroki zawadiacki uśmiech, wyczuwałam aurę tajemniczości nie mogąc dostrzec jego twarzy.

20 września 2015r.
"Bądź dobrej myśli, bo po co być złej."
Raz się, żyje! To właśnie te słowa wykrzyczałam, stając przed lustrem z samego rana. Od paru dni, głośno było o trwającym naborze do jednostki US Army. Nie byłam typem kobiety biegającej z bronią w ciężkim umundurowaniu i zabawiającą się w wojenki, jednak czułam że to jedyna szansa, aby być razem z Alex'em. Wysłałam wszystkie dokumenty wraz z podaniem i jeszcze tego samego dnia otrzymałam pozytywną odpowiedź! Dostałam się na szkolenie, które zdałam jeszcze tego samego dnia, kiedy tam przyjechałam. Żebyście widzieli minę Alexandra, kiedy zobaczył mnie w jednostce! Niewinne spotkania i rozmowy, przerodziły się w coś więcej. Tylko ten mężczyzna pokazał mi, że można szczerze kochać i być szczęśliwym bez względu na wszystko.

18 październik 2015r.
"Szczęście jest przyjemnością wolną od wyrzutów sumienia."
Poranna służba i patrole przy granicy nie zapowiadały, że ten dzień zmieni moje życie jeszcze bardziej. Alex tak naprawdę nigdy mi się nie oświadczył, więc nie spodziewałam się, że tego dnia, tak po prostu bez żadnych planów na przyszłość weźmiemy... ŚLUB! Tak właśnie się stało, niczego nie nie planowaliśmy, zdążyliśmy się jedynie przebrać i pojechać do urzędu. Rose i Lucas Hetfield zgodzili się zostać naszymi świadkami, więc kiedy przybyliśmy do urzędu, oni już mieli wszystko przygotowane i czekali na nasz przyjazd. Ceremonia ślubna przebiegła tak szybko, że nawet nie zdążyłam się porządnie zestresować, to wszystko było takie spontaniczne, ale zarazem takie szczere i prawdziwe. Wesela nie wyprawialiśmy, chcieliśmy spędzić czas jedynie we dwójkę... Resztę zachowam jedynie dla siebie, w końcu to był mój dzień!

24 październik 2015r.
"Rozczarowania trzeba palić, a nie balsamować."
Dzień jak co dzień, dzień po dniu... Wstałam wcześnie rano, wskakując w mój mundur i pobiegłam na poranny apel wojskowy. Resztę dnia spędziłam na patrolach, cały dzień nie widziałam Alex'a, co było dość niepokojące. Kiedy przed samym wieczorem, wróciłam do koszar i już przygotowałam się do spania, dostrzegłam że na moim łóżku leży jakaś kartka papieru. Co to mogło być i dlaczego leży na moim łóżku? Taka właśnie naszła mnie myśl, kiedy chwytałam kartkę i unosiłam, aby zaznajomić się z jej treścią.
Odszedł... Po prostu odszedł i napisał jedynie list, w którym nawet nie wytłumaczył dlaczego to robi. Dlaczego kiedy moje życie nabiera rozpędu i wydaje się, że osiągnęłam już wszystko co tylko byłam w stanie osiągnąć, nagle popada w ruinę! Przecież byłam w ciąży, miałam mu o tym powiedzieć! Myślę, że tego dnia chwyciłabym za broń i bez wahania przystawiłabym ją sobie do skroni, pociągając za spust. Zrobiłabym to gdyby nie wsparcie kilku osób - Rose Ping, Liam Cali i Derek Shepherd znali mnie niestety z tej gorszej strony, dla nich byłam stanowczą i wymagającą Panią Kapral, czasami złośliwą i wredną, jednak mimo to wyciągnęli do mnie pomocną dłoń, kiedy zdawało mi się, że upadłam już na dno. Kto by pomyślał, że osoby, które miały ze mną styczność w tylu nieprzyjemnych sytuacjach zachowają się tak wspaniale.

28 październik 2015r.
"Nie odwracaj się plecami do wroga."
O mojej ciąży nikt nie wiedział, byłam dopiero w trzecim tygodniu, więc nic po moim wyglądzie na to nie wskazywało. Pamiętam doskonale, jak tego dnia zatrzymano pewnego rapera. Nazywał się bodajże Lamar, nie wiem czy dobrze pamiętam. Był dość specyficzny, każde wypowiadane przez niego zdanie wydawało się być rapem, potrafił wpływać na ludzi i skupiać na sobie ich uwagę. Podczas jego zatrzymania, byłam pogrążona w spisywaniu zaległych raportów, więc gdy osadzono go w celi za ścianą, strasznie drażniły mnie jego krzyki. Odłożyłam długopis i chwyciłam za broń, którą zarzuciłam na plecy, żwawym krokiem ruszyłam w kierunku celi, wchodząc do niej bez chwili zastanowienia - to był błąd. Po uciszeniu Lamara, odwróciłam się do niego plecami i przez tą chwile nieuwagi straciłam czujność, dałam się podejść. Generał zawsze powtarzał, aby nie odwracać się do wroga plecami, ja to uczyniłam więc straciłam pole przewagi nad Lamarem. Zwinnie zadał mi cios w tył głowy, a następnie kolejne po brzuchu, straciłam przytomność. Ocknęłam się obok celi, stał nade mną jakiś żołnierz, który wyciągnął mnie ze środka i jak dostrzegłam kątem oka, nauczył Lamara kultury. Byłam poobijana, więc początkowo sądziłam, że bóle brzucha jest czymś naturalnym, jednak po godzinie bóle brzucha niepokojąco się nasiliły. Gdyby nie pomocne ramię Liam'a, najpewniej zsunęłabym się po schodach wieży wartowniczej. Derek był naszym medykiem, Rose się od niego uczyła i wiernie asystowała mu na każdym kroku - w końcu byli parą - to jemu pierwszemu wyznałam, że jestem w ciąży i opowiedziałam o zajściu w celi. Bez chwili zastanowienia, wsadzili mnie w trójkę do patriota i zawieźli do szpitala. Wszystko działo się tak szybko, że meldunek o wjeździe na jurysdykcję LSPD, zameldowaliśmy dopiero w Los Santos. Orzeczenie lekarskie było jasne - poronienie na skutek odniesionych obrażeń tułowia.

29 październik 2015r.
"Broń, gdzie jest moja broń!"
Liam domyślił się, że strata dziecka będzie dla mnie ogromnym ciosem. Wiedząc, że jeszcze nie pozbierałam się po stracie męża, mogę zrobić coś, czego wszyscy będą żałować do końca życia. Zniknął cały mój osprzęt, wszystkie naboje, noże bojowe i broń, Liam zadbał o to, żebym nie miała przy sobie niebezpiecznych przedmiotów. W pewnej chwili do sypialni w koszarach, wbiegł jeden z żołnierzy, rzucając pospiesznie - Pani Kapral! Melduje, że pod bramą, oczekuje jakiś mężczyzna na Pani przybycie. - mężczyzna? Przy pomocy Rose, Dereka i Liama, wsunęłam na siebie umundurowanie i udałam się przed bramę, gdzie już stała żona generała, Cate. Snajperzy ubezpieczający teren z wieżyczek wartowniczych, mierzyli do czarnoskórego mężczyzny z dredami, który trzymał w dłoni dwa bukiety kwiatów. Podchodząc do Pani Generał, zasalutowałam dość niezdarnie na powitanie - w końcu byłam świeżo po zabiegu i jeszcze nie nabrałam do końca sił. Cate nakazała reszcie wojskowych powrócić na teren jednostki, piorunując wzrokiem stojącego z kwiatami Lamara. Większego szczytu chamstwa nigdy nie spotkałam, stał przede mną mężczyzna, przez którego straciłam dziecko i wręczał mi i Pani Generał kwiaty w geście przeprosin. Było w tym człowieku jednak coś nienaturalnego. Był tak samo silny jak ja, doskonale wiedział że zbliżenie się do terenu wojskowego grozi śmiercią, mimo to dotarł do samej bramy i miał na tyle odwagi, aby spojrzeć nam w oczy i przeprosić za czyny przez, które został zatrzymany. Mogę, darzyć go nienawiścią, ale muszę przyznać, facet ma jaja.

31 październik 2015r.
"End of Watch."
Mój osprzęt i umundurowanie spakowałam do worka. Pospiesznie udałam się do Generała, gdzie złożyłam wniosek o zwolnienie ze służby i zdałam wszystkie rzeczy należące do jednostki. Tego samego dnia, w gabinecie Generała złożyłam swój ostatni meldunek, chwytając za radio, zameldowałam jedynie - End of Watch.
Chciałam pożegnać się z Liamem, jednak ubiegł mnie Generał i zabrał go na patrol. Tego samego dnia, opuściłam jednostkę i wyjechałam z Los Santos. Pojechałam do Francji, gdzie w Paryżu zamieszkałam u cioci. Musiałam sobie poukładać wiele spraw, potrzebowałam na to czasu i przemyśleń.

05 marzec 2016r.
"Portez-vous bien. "
Portez-vous bien - to jedyne słowa jakie usłyszałam od cioci na lotnisku, gdy wsiadałam do samolotu lecącego do Los Santos. Znaczą one tyle samo, co - uważaj na siebie. Po przylocie do miasta, nie chciałam na powrót zamieszkać z rodzicami. Musiałam się usamodzielnić i nauczyć się radzić sobie z życiowymi problemami. Wycierpiałam tak wiele, a kto wie ile cierpienia jeszcze przede mną. Rodzice odwieźli mnie do centrum miasta. Przekonanie ich, że sama znajdę sobie jakiś pokój do wynajęcia, graniczyło z cudem. W końcu postanowili mi zaufać i pozostawili mnie samą, przed odjazdem dodali jedynie, że w domu zawsze jest miejsce dla mnie. Całkowicie przypadkiem, spotkałam nieopodal parkingu Rose. Jak zawsze pomocna, pod tym względem się nie zmieniła. Wynajęła mi u siebie za bezcen mały pokoik i pomogła przewieźć wszystkie rzeczy. Tego samego dnia wróciłam do pracy w Los Santos Government, spokojna praca bez stresu i zagrożenia to idealny start.

06 marzec 2016r.
"Słuchaj głosu serca."
Mama zawsze powtarzała, że każdą chorobę można wyleczyć miłością, trzeba tylko szczerze kochać i wierzyć w to. Mimo odpoczynku u ciociu w Paryżu, nadal czułam się niepewnie krocząc ulicami Los Santos. Tego dnia zmierzałam z mieszkania Rose na Idlewood do centrum miasta, w końcu zbliżał się czas mojej służby w urzędzie. Przechodząc ulicami Commerce, w połowie pasów zatrzymał mnie przystojny Amerykanin, delikatnie zaokrąglony brzuszek, przy pasie kabura. Niedaleko był komisariat, więc nie problem było się domyślić, że jest to funkcjonariusz departamentu. Wyjątkowo czarujący zawadiaka - zaśmiałam się w myślach, spoglądając na niego z błyskiem w oku. Zaproponował mi przejażdżkę i tak się wszystko zaczęło. Po tym wszystkim co przeżyłam nie powinnam wsiadać do samochodu z obcym mężczyzną, jednak w nim było coś wyjątkowego. Sama jego obecność sprawiała, że czułam się tak bezpiecznie jak nigdy dotąd, dałam się ponieść głosowi serca i nie żałuje tego!

11 marzec 2016r.
"Należy tak zorganizować życie, aby każda chwila była ważna."
Mijało już kilka dni, odkąd wspólnie z Timem postanowiliśmy zamieszkać razem na Commerce. Tego dnia, Timothy odbywał służbę, więc nie było go w domu od samego rana. Wczesnym popołudniem zadzwonił pytając, gdzie jestem... Wstyd się przyznać, ale połowę dnia przeleżałam w łóżku i obudził mnie dopiero jego telefon. Zdążyłam wciągnąć na siebie, swoją ulubioną lawendową sukienkę, kiedy do pokoju wkroczył Tim z partnerem. Mundurowi w domu, kiedy dopiero wstałaś z łóżka i nawet nie zdążyłaś się przygotować - co za wstyd! Nigdy nie pomyślałabym, że tak bardzo będzie brakowało mi jego uścisku, więc gdy otulił mnie ramionami na powitanie, ogarnęła mnie ochota, aby zatrzymać na zawsze czas. Gdy wychodzili, Tim oznajmił abym była przygotowana na dzisiejszy dzień, co szykował, wydawało mi się w tamtej chwili wielką tajemnicą.
Ten wieczór, był najpiękniejszym w moim życiu to po nim, w końcu pogodziłam się ze wszystkimi przykrościami, które mnie spotkały. Mój ideał - pomyślałam, gdy spojrzał na mnie z wyraźnym zmęczeniem na twarzy. Tim ma niespotykane oczy, przez całe życie widywałam przeróżnych ludzi o bardziej lub mniej urodziwych twarzach, jednak Tim wyróżnia się z nich wszystkich. Starannie przystrzyżona broda, jego niepewność kiedy opuszcza głowę to wszystko wydaję się być takie wyjątkowe. Nawet zmęczenie nie było w stanie, zmyć z jego twarzy tego cienia wyjątkowości.

 

kwht58t.png

OOC - słów kilka


To pierwsza biografia jaką kiedykolwiek pisałem, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli odbiega poziomem czy też składnią o reszty prac w tym dziale.
Początek biografii jest jedynie wyimaginowaną historią mojej postaci i opisuje wydarzenia, które uwarunkowały obecny charakter Shaylee i jej nastawienie do życia. Cała reszta, od momentu jej powrotu z Hiszpanii do Los Santos jest prawdą, a opisane wydarzenia miały miejsce na serwerze.
Oczywiście oczekuje na wszelkie uwagi i wskazówki z pewnością pomoże mi to w przyszłych modernizacjach biografii.
 

 

Aktualizacje treści:
13.03.2016r.


Użytkownik Exodes edytował ten post 16/03/2016 - 14:33

  • Do góry
    • 17

#2 Mateuu — 38 13/03/2016 - 14:14

Mateuu
  • Gracz

FIRST.

Ładna widać oraz długa.Ładnie napisane


  • Do góry
    • 2

#3 Damage1234PL — 127 13/03/2016 - 14:20

Damage1234PL
  • Gracz

Mi się też podoba :D To chyba ty kiedys mnie w urzędzie o prace pytałas jak zaczynałas na postaci :D


  • Do góry
    • 1

#4 Cwalk — 32 13/03/2016 - 14:40

Cwalk
  • Gracz

Fajna spójna historia, przyjemnie się czyta.  


  • Do góry
    • 1

#5 Ten Bartek — 72 13/03/2016 - 14:41

Ten Bartek
  • Gracz

Wszystko ładnie opisane, ciekawe i przede wszystkim fajnie się czyta. Nice! ;)


  • Do góry
    • -44

#6 KeRRamp — 725 13/03/2016 - 16:18

KeRRamp
  • Gracz

Pięknie. Na początku byłem zaskoczony, że tak dużo tego, ale nie było problemu z przeczytaniem, gdyż ta biografia wciąga do czytania już na wstępie. 


  • Do góry
    • 1

#7 KeRRamp — 725 15/03/2016 - 19:36

KeRRamp
  • Gracz

A co Ty na to, aby wrzucać jeszcze jakieś zdjęcia do każdego dnia w biografii? Takie w małym formacie, aby ładnie wyglądały. 


Użytkownik Kathor edytował ten post 15/03/2016 - 19:37

  • Do góry
    • 1

#8 Tysiaa — 283 15/03/2016 - 20:39

Tysiaa
  • Gracz

*
Popularny

Świetna robota! :)


  • Do góry
    • 4

#9 Błażejowyy — 870 15/03/2016 - 20:44

Błażejowyy
  • Gracz

*
Popularny

O proszę, nawet o Hetfieldach się znalazła notka. :P 


  • Do góry
    • 3

#10 Megii — 751 15/03/2016 - 20:48

Megii
  • Gracz

Nawet wzmianka o Pani Generał byla. :)

Świetnie się czyta, żal tylko wspominać chwile ze wspólnej gry bo aż serce się kraja. 

 

Biografia świetna, czekam na dalsze losy Shaylee :)


  • Do góry
    • 1

#11 szafranus — 26 15/03/2016 - 22:58

szafranus
  • Gracz

No ładnie, props.


  • Do góry
    • 1

#12 Exodes — 62 16/03/2016 - 14:38

Exodes
  • Gracz

Nawet wzmianka o Pani Generał byla. :)

Świetnie się czyta, żal tylko wspominać chwile ze wspólnej gry bo aż serce się kraja. 

 

Biografia świetna, czekam na dalsze losy Shaylee :)

Dokładnie, tyle ciekawych akcji wychodziło w trakcie, a ilu ludzi się poznało w jednostce :D
US Army nie ma, ale sentyment pozostał i to może nie tyle co do samej frakcji, ale do osób, z którymi się grało.

 

A co Ty na to, aby wrzucać jeszcze jakieś zdjęcia do każdego dnia w biografii? Takie w małym formacie, aby ładnie wyglądały. 

Dobry pomysł, będę pamiętać o tym przy następnej aktualizacji :)

 

O proszę, nawet o Hetfieldach się znalazła notka. :P

Nie można pominąć, świadków. Zabrakło tylko wspomnienia z Waszego odnowienia ślubu, kiedy to my byliśmy Waszymi świadkami. Będzie trzeba zaktualizować :D


  • Do góry
    • 2

#13 Błażejowyy — 870 16/03/2016 - 16:12

Błażejowyy
  • Gracz

Dokładnie, tyle ciekawych akcji wychodziło w trakcie, a ilu ludzi się poznało w jednostce :D
US Army nie ma, ale sentyment pozostał i to może nie tyle co do samej frakcji, ale do osób, z którymi się grało.

 

Dobry pomysł, będę pamiętać o tym przy następnej aktualizacji :)

 

Nie można pominąć, świadków. Zabrakło tylko wspomnienia z Waszego odnowienia ślubu, kiedy to my byliśmy Waszymi świadkami. Będzie trzeba zaktualizować :D

No to wspomnij, wspomnij, hehe. :D


  • Do góry
    • 2

#14 Piotr Nycz — 10 16/03/2016 - 17:34

Piotr Nycz
  • Gracz

Przyjemnie się czyta, aż zazdroszczę tak udanej, spójnej historii! Oby tak dalej!


  • Do góry
    • 1

#15 Cytrynian Potasu — 1956 17/03/2016 - 02:27

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Szkoda, że dopiero teraz tu zajrzałem, ale powiem, że zajebiste. Mi też takie napisz ;P


  • Do góry
    • 1

#16 Marteł — 1809 20/03/2016 - 17:48

Marteł
  • Gracz
Wciągające. Początek przypomina mi jakiś film, ale i tak jest super. Nieprzesadzone, przyjemne w czytaniu.
  • Do góry
    • 1

#17 Cukroholik — 339 26/04/2016 - 11:02

Cukroholik
  • Gracz

fajnie się czytało.


  • Do góry
    • 1

#18 Sudikoff — 357 26/04/2016 - 11:31

Sudikoff
  • Gracz

Gitesik, czekam na jakieś aktualizacje!


  • Do góry
    • 1

#19 Maafiozo — 270 27/06/2016 - 17:44

Maafiozo
  • Gracz

Wzruszyłem się  >.< Nie dobry facet z tego Alexandra  B) Props za biografie.


  • Do góry
    • 1


Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych