**przeglądając różne blogi możesz trafić na biografię pewnej młodej kobiety opisującej swoje życie od dzieciaka, po dorosłą kobiete**

--23.11.1992r.--
Dwudziestego trzeciego listopada w mieście San Antonio w stanie San Antonio przyszła na świat dziewczyna, której rodzice nadali imię Laura. Rodzice byli dumni z niej już od początku narodzin. - Wierzyli że będzie to utalentowana dziewczyna, posiadająca ambicję jak i charakter. - Rodzice mi to powtarzali od zawsze. Dodam że, wszystkie daty zapisywałam sobie w pamiętniku który dalej prowadzę, także daty nie są przypadkowe.
--15.04.1997r.--
Swoje dzieciństwo spędziłam głównie na przebywaniu na podwórku niedaleko domu. Wraz ze swoją przyjaciółką Amy', bawiłyśmy się wtedy w zapasy. - Nie wiem czemu, nie pytajcie mnie o to. Amy; była to w sumie jak ja w tamtych czasach młodą dziewczynką o bujnych włosach i pięknych niebieskich oczach. Tak mi mijało błogie dzieciństwo. Szkoła, dwór, szkoła, dwór i nic innego się nie liczyło. Mogę powiedzieć, że już od małego moi koledzy się dziwnie na mnie patrzyli, ale to już później opiszę dlaczego. - W sumie, teraz mam już 23 lata i dalej się to ciągnie za mną.
--25.08.2001r.--
Nienawidzę tej daty.. Moi rodzice oświadczyli mi że się wyprowadzamy do Nowego Yorku. Byłam załamana. Musiałam zostawić swoją ulubioną szkołę, swoją przyjaciółkę Amy' oraz resztę swojego podwórka które teraz serdecznie pozdrawiam. Na pewno się jeszcze kiedyś spotkamy. A wracając do sedna sprawy, stanowczo się oburzyłam rodzicom, ale że byłam mała, nie miałam nic do gadania. 30.08.2001r. wczesnym rankiem, wyjechaliśmy z San Antonio do Nowego Yorku. Wieczorem już byliśmy na Manhattanie. Spojrzałam na nasz dom. - Był cudowny, a zarazem oszałamiający. Był ze zdobionej cegły która błyszczała. Pierwsza wbiegłam do domu, i rozejrzałam się. Jak to w Ameryce bywa, może wiedzieliście że, nasze meble ze starego domu już stały w nowym. Rodzice pobiegli za mną i powiedzieli: "Laura, poddasze jest całe twoje" Nie wiedziałam co mam wtedy powiedzieć. Pobiegłam na górę i zobaczyłam że do dyspozycji miałam 2 pokoje, w tym mój ze swoimi mebelkami, oraz drugi który był już taki młodzieżowy dla typowej nastolatki, dodatkowo miałam własną łazienkę z wielką wanną gdzie zmieszczą się nawet 3 osoby! Po dwugodzinnej ekscytacji z tego co dostałam do rodziców, zeszłam na dół i obejrzałam resztę domu. Rodzice mieli również dwa pokoje i aż dwie łazienki! - Takim to dobrze, pomyślałam, ale zarobili sobie na to więc mogą sobie pozwolić.. Aaa! nie wspomniałam wam o moich rodzicach? Mark i Tiffany. Moi rodzice byli małżeństwem od 2 lat, kiedy się urodziłam. Mój tata był Policjantem, a mama asystentką w dziale handlu i marketingu. - Głównie przeprowadziliśmy się tam ze względu na lepszą posadę ojca. Moi rodzice byli naturalni. Nie wyróżniało ich nic. Jedynie wyróżniała ich miłość do siebie, bo potrafili nawet wszystko ze sobą robić! Nawet się myć! Może wydaję się to śmieszne, ale kiedyś ich przyłapałam na wspólnym myciu! Wtedy to było dla mnie dziwne, dziś już nie... Od czasu kiedy się wprowadziliśmy do Nowego Yorku, moje życie diametralnie się zmieniło.. Inny klimat, inni ludzie, inna atmosfera.. - po prostu inny świat.. Jednak od września wszystko legło w gruzach.. I to dosłownie..
--11.09.2001r.--
Dzień jak co dzień.. Miał taki być, a nie był. Pamiętam widziałam rano mamę. Zrobiła mi kanapki, pocałowała w czółko, wsiadła do auta i odjechała do pracy. Ja wzięłam te kanapki, ubrałam się, spakowałam i ruszałam na autobus który miał lada moment na mojej ulicy. Byłam wtedy w szkole, pamiętam. Miałam lekcję matematyki. Szkołę wtedy miałam na przedmieściach Nowego Yorku, gdzie była cisza i spokój. Kumplowałam się wtedy z dwoma osobami. Erickiem oraz Tiną. Erick był to obcokrajowiec, pochodzący z Niemiec, a Tina była afro-amerykanką.. Była czarnoskóra. Jak co lekcję, siedzieliśmy i się nudziliśmy. - Nienawidzę matematyki do tej pory, jednak jest potrzebna, w życiu codziennym. - To szczera prawda. Nagle do sali wbiega woźny, po czym krzyczy że mamy się pakować wszyscy i uciekać ze szkoły. Wraz z tym zaczął piszczeć alarm. Nie wiedziałam o co chodzi, szybko wrzuciłam swój zeszyt i długopis do plecaka i wybiegłam z sali. Kierowali nas do wyjścia ewakuacyjnego. Pomyślałam że może się pali.. Gdy już wybiegliśmy poza szkołę, kilka naszych nauczycieli płakało.. Nie wiedziałam wraz z Erickiem i Tiną o co chodzi.. A co ja gadam! Żaden z dzieciaków nie wiedział o co chodzi. Wtedy jeszcze takich gadżetów jak telefony z androidem, IOS'ami itp + transfery danych i inne nie było, a jak były to mieli nieliczni! Nawet w Ameryce! Nagle usłyszałam że był wypadek.. w centrum Nowego Yorku. Podobno palą się dwie wieże World Trade Center. Nagle moje życie stanęło na moment. Pomyślałam, tam moja mama pracuję!! Wykrzyczałam to na głos, pobiegłam do pani od matematyki, rozpłakałam się i przytuliłam się do niej. Pani Houston, bo tak się nazywała powtarzała że będzie dobrze, że mama jest pewno cała i zdrowa. Po chwili, wzięła telefon i zadzwoniła do niej. Jeden raz, drugi,trzeci.. Dziesiąty.. Nie odbierała.. Powiedziała że może teraz nie może, dała mi pani do zrozumienia że jest tam za poważnie ciężko żeby teraz rozmawiać.. Nagle przyjechał po nas autokar. - Odwiózł wszystkie dzieci do domu.. Rozpłakana wbiegłam do domu, nie widziałam co mam robić, kręciłam się, wierciłam i ryczałam nagle ktoś zapukał do drzwi.. Otworzyłam cała rozpłakana, a to był kolega taty z Policji. - Powiedział mi że, przyjechał tu aby mnie stąd zabrać. Wzięłam wszystkie swoje rzeczy, zamknęłam drzwi na klucz i poszliśmy w stronę radiowozu. Początkowo bałam się, jednak wiedziała że Clark jest bardzo dobrym kolegą taty i będę z nim bezpieczna. Zapytałam się Clark'a gdzie jest Tata. Odpowiedział mi, że ciężko pracuję nie może teraz być z tobą Laura.. Gdy będzie mógł na pewno przyjdzie do ciebie.. A mama? -zapytałam. Odpowiedział mi, że mama jest bezpieczna i jest okej.. - Uspokoiłam się chwilowo, po czym przestałam powoli płakać. Zapytałam się co się stało z tymi dwiema wieżami. Pan odpowiedział mi że jest pożar i jest ciężko, nagle z radia ktoś krzyczy: "Wali się, Wali! Jezus święty.." "Co się kurwa dzieje:" momentalnie pan Clark, przyspieszył, zamruczał coś pod nosem i przyciszył radio.. Nie wiedziałam o co chodzi, a bałam się zapytać bo pan Clark był jakiś nie w humorze.. Po 15 minutach zajechaliśmy na komisariat. Było tam istne wariatkowo. - każdy biegał jak najęty, były telefony, wielki huk, wielki krzyk, płacz kilku osób. Pan Clark mnie zaprowadził do pokoju, gdzie była cisza.. Jak się później okazało on był wyłożony taką specjalną pianką wyciszającą. Siedziałam tam dobre kilka godzin oglądając bajki.. Chciałam przełączyć kanał jednak, nie mogłam bo pilot został zablokowany. - Może dlatego że to pan Clark zrobił. Kazał mi tylko czekać.. Zaczęłam się nudzić. Nie chciałam już oglądać bajek. Chciałam widzieć mamę oraz tatę. Momentalnie, nie wiem jakim cudem zasnęłam. Obudziłam się, patrzę na zegarek godzina 19:37. Pan Clark siedzi na przeciwko mnie i czeka aż się obudzę. Szybko się podniosłam, i zapytałam: Gdzie mama i tata? Na to mi pan Clark odpowiedział.. Dzisiaj Laura, pojedziesz do mnie.. Do mojego domu. - Tam przenocujesz.. Zapytałam, a zarazem wykrzyczałam: Ja chcę do mamy i taty! Oddaj mi ich! Na to pan Clark do mnie podbiegł, przytulił i powiedział. Rodzice przyjadą po ciebie.. Jutro. Nie bój się.. Tata kazał mi przekazać to dla ciebie. - Wówczas Clark wyciągnął ze swojej kieszeni karteczkę zabrudzoną z napisem: "Laura! Idź z panem Clarkiem do jego domu, jutro po ciebie przyjadę wieczorem. Jest wszystko okej. Muszę zostać w pracy. Kocham cię, twój tata." - Poznałam jego pismo. To był on. Lekko się uspokoiłam i zapytałam: a mama? Na to pan Clark mi odpowiedział: Pomaga tacie, nie martw się. - Powiedział to dość dziwnym głosem, jednak nie mogłam tego wyczuć.. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem..
Pojechałam z panem Clarkiem do jego domu, który znajdował się na przedmieściach. Tam czekała jego narzeczona z kolacją dla mnie. Pan Clark tylko powiedział: "Bądź grzeczna i słuchaj się mojej narzeczonej. Lubi dzieci, więc się z nią dogadasz. Ja muszę lecieć do pracy!" Weszłam do kuchni, przerażona, zasiadłam do stołu. Zapomniałam o manierach. Siedziałam z plecakiem na plecach, oraz w butach. Momentalnie ściągnęłam i plecak i buty z siebie. Zawstydziłam się i przeprosiłam na to mi pani odpowiedziała: "Spokojnie. Jestem Britney. Możesz mi mówić Briti'. Dzisiaj zostaniesz u nas, a jutro odbiorą cię rodzice. Mają dziś ciężki dzień, bo wiesz.. Stało się coś złego.. Wieża się zaw.. Zepsuła i zapaliła się i tata musi ją gasić z kolegami z pracy, w tym z Clarkiem, a twoja mama pomaga tacie, i jest tam dodatkową pomocą. Jutro już będą po ciebie" Słysząc te słowa momentalnie się uspokoiłam, zjadłam kanapki które miałam przyszykowane, poszłam się myć i w przepoconej koszulce, oraz samych majtkach poszłam spać. - Zasnęłam momentalnie. Byłam małym dzieckiem. Lubiłam wtedy spać. Nie śniło mi się nic..
--12.09.2001r.--
Obudziłam się i szybko zerwałam się z łóżka. Pani Britney, spoglądała na miasto stojąc z kubkiem w ręku. Podeszłam do niej i zapytałam: Kiedy przyjadą po mnie rodzice? Odpowiedziała mi że, wieczorem.. Zapytałam o pana Clarka. Odpowiedziała mi że wróci niebawem. Nie była w humorze.. Przestraszyłam się, i wróciłam do łóżka gdzie leżałam jeszcze przez kilka godzin nic nie robiąc i gapiąc się w ścianę. Nagle ktoś dzwoni do drzwi! Wyjrzałam za ściany, patrzę a tam pan Clark z moim tatą! Od razu wybiegłam do taty, i go przytuliłam. Mój tata się ucieszył widząc mnie, przytulił mnie również. Pomijam to że był cały brudny i śmierdziało od niego na kilometr. To nie było istotne wtedy. Ważne że był. Nagle mój tata zaczął płakać, gdy mnie tylko przytulił. Zapytałam się co się stało i gdzie jest mama. Na to mi odpowiedział.. Laura musimy porozmawiać.. Nie przychodziło mi wtedy na myśl że mogło się stać to co, zaraz wam napiszę. Mój tata zabrał mnie i moje rzeczy i zeszliśmy na dół.. Byłam ciekawa i pytałam i pytałam a mój tata milczał. Na dole czekał na nas radiowóz. Wsiedliśmy w niego i ktoś nas odwiózł do naszego domu.. Nie znałam tamtych panów jednak byli bardzo poważni, a zarazem coś ich tłamsiło. - gdy zajechaliśmy mój tata im podziękował, wysiedliśmy z radiowozu, i ruszyliśmy w stronę w drzwi.. Trzymałam tatę za rękę i zapytałam: Tato, czemu jesteś taki brudny? Odpowiedział mi: Wiesz córciu.. Ratowałem tą wieżę co ci mówił pan Clark.. Ja na to mu odpowiedziałam: a Mama? Gdzie jest? Kiedy wróci? Na to, tata odpowiedział mi: Niebawem córciu, niebawem.. Weszliśmy do domu. Tata mi kazał usiąść w salonie i czekać. On poszedł do łazienki. Po półgodzinach wyszedł i mi powiedział prawdę.. Pamiętam te słowa jak dziś. "Laura.. Mama.. Wtedy się rozpłakał i wykrztusił to z siebie: Nie wróci.. Ona nie żyje.." Zapytałam: Ale jak? Co się stało i momentalnie się rozpłakałam. Ryczałam ciągle, nie mogłam przestać, tata przytulił mnie mocno i powiedział że poradzimy sobie, i damy radę. Dodał że muszę być teraz dzielna i się pogodzić z tym co się stało.. Dopiero wieczorem przestałam na chwilę płakać. Tata mi opowiedział że niedobrzy ludzie napadli na obie wieże i je zniszczyli.. Rozpadły się obie. Nie ma już ich na mapie Nowego Yorku. Byłam wtedy, już jako dziecko na skraju wyczerpania psychicznego. Rozpłakałam się znowu.. Dopóki nie zasnęłam. To było moje najcięższe przeżycie...
--20.12.2007r.--
Hej pamiętniku! Dawno tu nie zaglądałam, a dokładnie sześć lat. Od śmierci matki działo się wiele, i to bardzo. Ukończyłam gimnazjum, zaczęłam studia farmaceutyczne, dobrze mi idzie i na razie jest okej. Szkoda że mojej mamy tu nie ma.. Na pewno jest dumna ze mnie dumna. W końcu ma taką córkę jaką chciała. Ambitną. Przez te sześć lat odkryłam w sobie wiele twarzy. Jestem bardzo ciekawa świata, uwielbiam gotować, nauczyłam się ładnie rysować a nawet wygrałam konkurs piosenkarski w szkole! To jest dopiero osiągniecie! Tata był ze mnie dumny. Miał już swoje lata, jednak był przy mnie jak tylko mógł. Do tej pory nie ma nowej kobiety, obiecał że będzie jej wierny aż do śmierci, i tak zostaje, mimo że już ich nie łączy związek małżeński. Dalej mieszkam w Nowym Yorku. Zmieniłam się i to diametralnie. Podrosłam jak cholera, mam długie brązowe włosy oraz jeszcze ciemniejsze brązowe oczy! Pha! Jak to mój tata mówi takie oszałamiające! Kocham go za to! Żebym nie zapomniała wam powiedzieć.. Mam chłopaka już od 2 lat. Ma na imię Anton. Jest ode mnie o 3 lata starszy, bardzo dojrzały. Jest przystojnym blondynem o niebieskich oczach. Jest bardzo wysoki, i ma niezłe ciało! Gdzie takiego dorwałam? A no w szkole go poznałam! On dba o siebie. Chodzi na siłownie, biega, gra w piłkę nożną, a dla niego jestem księżniczką piękną i z idealnym ciałem! Choć ja tak nie uważam, on zaś tak uważa. Zresztą macie moje zdjęcie na samej górze blogu, więc możecie mnie ocenić jak wyglądam teraz. Nie wiele się zmieniłam od tamtej pory. No może jedynie mam dłuższe włosy, i pełniejsze usta. Aktualnie w życiu mi się bardzo powodzi. W szkole jestem uważana za porządną uczennicę, a mój przyjaciel Erick jest moim najlepszym przyjacielem, co nie podoba się Antoniowi, bo jest o mnie cholernie zazdrosny.. Przyznam że Erick jest teraz też niezłe ciacho, jednak jest obcokrajowcem i to mnie odpycha, poza tym kocham Antona i to bardzo. Co z Amy i Tiną? z Amy nie mam kontaktu, żadnego. Mój kolega mieszka niedaleko jej domu, ale jak się dowiedziałam wyprowadziła się, a on nie ma z nią kontaktu. Może przyjdzie taki czas że kiedyś się spotkamy. Chciałabym. Tina? Mieszka teraz w San Antonio gdzie ja mieszkałam przed przeprowadzką tu. Od tamtej tragedii gdzie zginęli jej rodzice, przygarnęła ją babcia i się nią opiekuje. Mam z nią kontakt, piszemy sporadycznie bo mamy swoje życie.
Ostatnimi czasy popadłam w hazard.. Obstawiam zakłady bukmacherskie na mecze piłki nożnej w europie.. Mój chłopak mnie w to wciągnął.. W sumie jest to spoko, gdyby nie to że straciłam już $300! Jednak zarabiam więc mogę sobie na to pozwolić. A, i znowu bym zapomniała. Głupia ja. Jestem na dość dobrym płatnie stażu w Bayer Pharmacy. Dostaję miesięcznie aż $950! Może to nie dużo jednak jak dla mnie dość sporo na swoje wydatki, choć mam wszystko co chcę, ponieważ tata stara mi się dawać wszystko, czasami po prostu nie chcę czegoś bo jest mi głupio, ale on i tak mi kupi bo chce żebym miała to i nie traciła swoich pieniędzy.. Kocham go za wszystko co robi dla mnie, ale jest mi głupio jak mi tak wszystko kupuje.. No nic pamiętniczku. Spadam zaraz na uczelnie. Odezwę się tu, jak będę mogła!
--05.05.2013r.--
Nie chcę pisać, ale muszę znowu zapomniałam o tym.. Cholera! Moje życie nie ma sensu. Wszystko się pieprzy! Wkurwia mnie to już powoli. Straciłam chłopaka 3 lata temu.. Zdradził mnie.. Z jakąś wymalowaną cizią, która daje na lewo i prawo w pobliskim klubie! Myślałam że jestem warta bycia z nim, a on ze mną jednak.. Myliłam się. Dupek zasrany.. Właśnie siedzę w San Fierro. Skąd taki przypływ i dlaczego tu jestem? Od marca 2010 roku tu jestem. Dostałam tu pracę, w korporacji gdzie badamy różne kosmetyki, i prowadzimy wielkie eksperymenty. Poza tym w Nowym Yorku, nie było co robić. Nudno już tam było. Mój tato, jest tam ciągle. Pracuję w Policji, dobrze mu tam. Wpadam do niego na święta. Dzwonimy do siebie co 3 dni. Na razie nie mam nikogo. Mieszkam sama, jest mi dobrze tak. Od ostatniego związku podchodzę z dystansem do facetów. Kiedy ja trafię na porządnego faceta który będzie mi wierny i będzie mnie kochał zawsze? Ohh! Miłość.. Pamiętniczku, zwijam się. Mam dość. Jeszcze tak mnie boli brzuch. Pieprzony okres.. Do zobaczenia pamiętniczku idę spać.
--16.07.2015r.--
No cześć! Przeprowadziłam się do Los Santos! Miasta pełnego emocji i wrażeń! Uwielbiam to miejsce! Wspaniały klimat i ludzie! I to morze! Jest cudowne! Pracuję teraz w aptece. Nie narzekam. Dobrze zarabiam. Jestem kierowniczką. Kilka dni temu zdałam prawo jazdy. Niedługo planuję kupić sobie jakieś autko.. Podoba mi się Admiral.. Może na to się skuszę? Z Tatą mam kontakty jakie miałam. Dobrze się czuję, zdrowie ma jak koń! I dobrze bo to najważniejsze. Nic się nie dzieje. Prowadzę nudne, szare życie. Dalej jestem sama. Na razie mi tak dobrze, choć powoli mnie to przybija. Chciałabym się do kogoś przytulić i mieć dla kogo poświęcać czas, bo na razie to czas poświęcam dla samej siebie i dla swojego kundelka Pipcia którego przygarnęłam kilka dni temu ze schroniska. Słodki jest. Ma 3 latka. Może znajdzie się tu jakiś facet który się mną zainteresuję. Aż taka brzydka to chyba nie jestem, a i charakter mam całkiem spoko. Mam nadzieje że znajdę tu swoje szczęście. No nic pamiętniczku. Gdy coś się wydarzy zanotuję to tutaj! Papa!
Proszę o wyrozumiałość. To moja pierwsza biografia. Mam nadzieję że się podoba.
Użytkownik PolandPower edytował ten post 20/07/2015 - 00:02


