
Hmm... od czego by tu zacząć, chyba najlepiej będzie od początku nie? Jestem Anthony Valenti, mam dwadzieścia trzy lata i pochodzę z Mediolanu, urodziłem się dnia 22 sierpnia 1992 roku w szpitalu San Raffaele di Milano w Lombardi, pięknie miasto. Mam trzech braci, lecz jestem najstarszy z nich, miłe uczucie. Mieszkałem z rodzicami na przedmieściach w dosyć sporym domu. Ojciec z zawodu był funkcjonariuszem Włoskiej policji, lubiłem kiedy opowiadał o swojej pracy, moich braci to nie interesowało, lecz mnie to bardzo ciekawiło, dzieci w takim wieku praktycznie często marzą o pracy jako policjant, natomiast matka zajmowała się domem, dzieciństwo miałem świetne do czasu moich szóstych urodzin... tego dnia wszystko się zmieniło. Mój kochany ojciec który najbardziej mnie rozumiał, wspierał, pomagał, zrobił mi niespodziankę, zrobił sobie dzień wolny specjalnie dla mnie by zabrać mnie do wesołego miasteczka. Bawiłem się tam ponad trzy godziny! Byłem zadowolony i przez pół drogi mu dziękowałem, gdy podeszliśmy do budki z lodami, ojciec powiedział bym sobie wybrał jaki smak chce, więc wybrałem, ojciec też sobie wziął, gdy płacił podjechał ciemny samochód, nagle szyba się otworzyła, jakiś facet w kominiarce wyjął pistolet i oddał dwa strzały w plecy, on upadł a ja w płacz bo nie wiedziałem co się dzieje, facet od lodów zadzwonił po karetkę oraz policję lecz było za późno... zmarł mi na rękach, ostatnie słowa jakie wydusił brzmiały... "Synu, spełnij moją ostatnią wolę ... wstąp do Policji i pamiętaj że obserwuje cię" po tych słowach po prostu umarł, wpadłem w wielki płacz ... nie mogłem w to uwierzyć...
Kilka dni po tym całym zajściu odbył się jego honorowy pogrzeb, był komendant miejscowej policji w której pracował mój ojciec, cała nasza rodzina oraz cały oddział policji. Łzy mi leciały przez całą ceremonie, to był ciężki okres dla mnie jak i mojej matki, po tych przeżyciach musiałem chodzić dwa lata do psychiatry, przez tą całą akcję zamknąłem się w sobie, byłem małomówny i prawie do nikogo się nie odzywałem. Po zakończonej terapii normalnie już żyłem, lecz pamiętałem o ostatniej woli mego ojca i wstąpiłem do szkoły policyjnej, później udałem się na studia i wszystko ukończyłem z świetnym wynikiem! Ale co dalej?

Godzinę po wylądowaniu zacząłem zwiedzać miasto, już mi się tu spodobało! Ale zwiedzanie długo nie trwało, musiałem ogarnąć sobie jakiś nocleg, po półgodzinnym poszukiwań znalazłem hotel który miał wolne pokoje, podałem dane w recepcji i odebrałem klucz i poszedłem do pokoju, pokój nie był pierwsza klasa, ale jak na dobry początek było nieźle! Postawiłem walizkę, rozebrałem się po czym zgasiłem światło i poszedłem spać. Następnego dnia po codziennych porannych czynnościach postanowiłem znaleźć pracę, znalazłem ogłoszenie w gazecie że na pobliskiej stacji benzynowej szukają pomocy, z racji tego że lubiłem grzebać przy samochodach zgłosiłem się tam i po krótkiej rozmowie kwalifikacyjnej dostałem pracę, początek niezły!
Po miesiącu pracy na stacji, powiedziałem dość! To nie była zbyt ambitna praca dla mnie, oddałem klucze szefowi wieczorem i powiedziałem że odchodzę. Następnego dnia, gdy siedziałem w kawiarence internetowej, natknąłem się na ogłoszenie dotyczące Los Santos Police Academy. Tak to jest to, spełnienie moich marzeń oraz ostatnia wola mojego ojca, przez trzy dni siedziałem w domu i pisałem aplikacje, po tych trzech dniach skończyłem podanie, poszedłem na pocztę i wysłałem list na podany adres, po kilku dniach dostałem odpowiedź zwrotną, moje podanie zostało akceptowane! Tak bardzo się cieszyłem że skakałem z radości! Postanowiłem zadzwonić do mamy i jej o tym powiedzieć, cieszyła się z tego, mówiła że ojciec byłby ze mnie dumny, też tak uważam, nie miałem nikomu innemu tego powiedzieć niż rodzinie, w dawnej pracy mało znałem ludzi, szybko odchodzili. Kilka dni później spakowałem się, oddałem klucz do recepcji, wezwałem taxi i pojechałem na miejsce akademii do małej wioski obok Los Santos o nazwie Dillimore, cicha i spokojna okolica, gdy dojechałem, spotkałem już kilku ludzi którzy stali pod akademikiem. Bez zbędnego pierdzielenia się podeszłem do nich, miło się przedstawiłem, podałem wszystkim rękę, okazali się być spoko kumplami, po piętnastu minutach pojawił się komendant Akademii, imienia nie pamiętam ale na nazwisko miał Hart, zaprosił nas do środka i zaczęło się, amerykański sen! Dostaliśmy mundury, kluczę do pokoi i poszliśmy, dzieliłem pokój z dobrymi przyjaciółmi których miło wspominam do dziś - Mike'iem Ramsey'em oraz Joshuą Walkersem, pozytywni ludzie! Po dwóch tygodniach udało się nam! Zdaliśmy akademię i dostaliśmy się do departamentu, przez cały okres pracy w departamencie czyli jakieś osiem miesięcy, poznałem wielu ludzi, w Grudniu 2014 roku poznałem pewną dziewczynę, wtedy jeszcze tego nie wiedziałem że będzie moją żoną, nazywała się Katharine Forbes, jest piękną kobietą, jesteśmy już razem od 25 grudnia 2014 roku, najlepsza data, poza pracą w departamencie, resztę czasu spędzałem na spotkaniach z nią, w przeciągu od grudnia do lutego już nowego roku, dużo się zmieniło, 1 lutego załamałem się, zostałem wydalony z departamentu, to był dla mnie szok i gorycz porażki, kumple mnie pocieszali i moja dziewczyna Katharine też, zastanawiałem się co źle zrobiłem, tydzień później wziąłem ślub z Katharine, to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu! Założyliśmy swoją ochronę, jeździliśmy na wycieczki, robiliśmy wszystko razem, przez pięć miesięcy i dalej to robimy! Jest nam dobrze!. Jaron... Jaron Clark, o nim też wspomne, on mi pomógł w trudnej sytuacji w LSPD, ale i tak najwięcej w policji pomógł mi Kolby King, pozytywny facet z niego, za dużo pije, no ale, co poradzić... Zawdzięczam też wiele mojemu przyjacielowi Dalyn'owi, oraz Dylan'owi!! On też mi pomógł i ja jemu również,u niego wynająłem dom i do tej pory mieszkam tam.
Tak krótko podsumowując to wszystko, dziś prowadzę z Jaronem restauracje w centrum miasta oraz poznałem bardzo miłą dziewczynę - Rosalie, poznałem ją pod akademikiem Los Santos Police Academy, tak po prostu chciałem powspominać czasy akademii, dlaczego? Bo mija rok od kiedy dostałem się na akademie, i spotkałem ją tam, porozmawialiśmy, bardzo miła osoba, polubiłem ją, mijają również cztery miesiące od kiedy wywalono mnie z departamentu oraz niedługo mija mi pół roku z Katharine, ciesze się z tego bardzo! Może to jest odpowiedni czas by wrócić do pracy którą bardzo uwielbiam, raczej tak, to jest ten czas! Wracam tam gdzie moje miejsce...
Anthony, 07.06.2015
Oczywiście temat będę aktualizował, wszystko w swoim czasie, miłego czytania!
Aktualizacja: 12.06.2015
Użytkownik Boxidro edytował ten post 13/06/2015 - 06:44



