
"Nie ważne skąd pochodzisz, ani czym jeździsz. Ważne kim jesteś" ~ Cedric Davis
"DOMO KUN to postać z kreskówki, która została przyjęta jako przedstawiciel japońskiej subkultury- jednocześnie reprezentując JDM"
(TUTAJ POJAWI SIĘ NIEDŁUGO PROMO)

PROLOGUE
Wczesne wrześniowe południe w mieście San Francisco, na ulicy skwar, który dopieka ludziom jadącym z pracy, do pracy- niech szlag, gdziekolwiek gdzie jadą. Na suburbiach ulokowany jest pomniejszy college, taki sam jak każdy inny. Duże boisko zapełnione mięśniakami popisującymi się przed czilliderkami, średniej wielkości park będący przed szkołą, gdzie siedzą uczniowie wypoczywający przed wykładami i… wielki parking. Dużo aut, kolesi flirtujących ze skąpo ubranymi laskami, naturalna postać rzeczy, każdy był w szkole i wie jak wygląda takie zjawisko. Spośród tłumu jednak wyróżnia się postać mężczyzny, a raczej chłopaka średniej postury, ubranego w koszulę w kratę podwinięta do łokci, starte jeansy oraz trampki, na głowie natomiast zarzucony snapback Warriorsów. Nie było by nic dziwnego, poza tym, że tuż za nim podąża wielki mięśniak widocznie wkurzony na chłopaka.
- EY, dzieciaczku. Nie uciekaj, jak się coś Ciebie kurwa pytam to masz odpowiedzieć grzecznie **Cały czas podążając za chłopakiem w koszuli bluźni na prawo i lewo, trącając barkami mijających go ludzi.
- Masz czelność podrywać moją dziewczynę?! Pokaż, że masz jaja pieprzony pozerze! **Chłopak tylko obejrzał się przez ramię i… wpadł na kogoś, kto złapał go za kołnierz zatrzymując. Mężczyzna był chudy z dość dużym afro na głowie.
Czarnoskóry rozejrzał się dookoła i dodał:
- EYO!! Jimi Jim wrócił na parking! Widzę, że macie problem chłopaki, zróbcie to jak robiło się to w tej szkole dziesięć, pięć lat temu i robi się teraz, co?!
Cała zgromadzona publiczność zaskandowała: JIM! JIM!
Według zasady ustalonej nie wiadomo przez kogo, jeżeli ktoś miał problem to rozwiązywał go na jezdni. Stawały dwa auta równolegle do siebie ustawione i na znak zrzuconego stanika startowały.
- Spytałem się jej tylko o to, czy to jej wózek. Odpuść nie mam zamiaru robić sobie kłopotów przez jakąś pustą **Chłopak nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ mięśniak wyskoczył w jego stronę, oczywiście ktoś z publiczności zatrzymał go i dodał: MACIE PIĘTNAŚCIE MINUT, SPOTYKAMY SIĘ NA RAMBITT STREET.
Już po dziesięciu minutach obydwa auta stały na ulicy wcześniej ustalonej. Jedno było całkowicie czarne, Nissan GTR Nismo od którego dźwięku świszczącej turbiny aż włos się jeży, był otoczony przez ‘chłopaków’ z drużyny footballowej z college, nie zabrakło również czilliderek, które aż śliniły się na widok kierowcy. Wracając do auta- doskonała robota na 21 calowych matowo-czarnych felgach stanęła po prawej stronie jezdni, paląc gumę i popisując się mocą auta.
Drugie to stara Honda CRX, która już po dźwięku silnika odstraszała, nie mówiąc już o wyglądzie. Lakier, jasno zielony był w opłakanym stanie- stary i starty. Felgi złapała korozja i brud, natomiast dźwięk jaki z siebie wydawała przypominał niektórym miałczenie katowanego kota. Nie trudno się domyśleć w którym aucie siedział nasz wcześniejszy bohater. Obok niego stał tylko jeden gość- azjata o charakterystycznej szramie na twarzy przecinającą ją od czoła, idąc przez oko do górnej wargi.
Po krótkiej naradzie na sam środek, to znaczy między auta wyszło kobieta w samym staniku i jeansowych szortach- było na czym zawiesić wzrok. Jak się później okazało była to kobieta mięśniaka, ale o tym później. Publiczność rozeszła się na krawężniki by nie przeszkodzić w wystartowaniu. Laska zgrabnie przesunęła rękę w stronę rozpięcia od stanika i krzyknęła głośno:
- Jedziecie na ½ mili, tym razem przez teren zabudowany więc będzie liczyć się refleks kierowcy, na mecie będzie stał JIM z ziomkami i ja. Pamiętajcie to jest rywalizacja, GOTOWI?!
Po chwili machnęła rękoma, tym samym wypuszczając stanik z uścisku dłoni- który samorzutnie poleciał na asfalt, auta ruszyły.
Można było się tego spodziewać, w końcu obydwa auta to japońskie wytwory- start był bardzo efektowny. Silniki wkraczające na wysokie obroty, to jest coś co każdy prawdziwy facet kocha. Obydwa auta zebrały się bardzo szybko, wydzielając spod opon kłęby dymu i smród palonej gumy. Mimo tego, że CRX wyglądał o wiele gorzej od GTRa to niemniej jednak trzymał mu się przy tyłku. Sprzęgło, drugi bieg, trzeci! Widać było, że chłopak wie co robi i że potrafi jeździć autem ponieważ już był około dwóch metrów przed szarżującym Nissanem. Pod wyrównaniu się mięśniak lekko otarł się o drzwi Hondy i lekko pchnął w bok przez co Honda zaczęła ocierać kołem o krawężnik, który w bardzo szybkim tempie zaczął ją zwalniać. Nissan wyszedł na prowadzenie mieli już za sobą połowę trasy, gdy na skrzyżowanie zaczął wyjeżdżać tir z Burgershota w ślimaczym tempie przekraczając jezdnię. Obydwa auta ponownie stanęły na równi. Redukcja, bieg, gaz i hamulec. Znowu od początku- start, sprzęgło, bieg! Szli łeb w łeb kolejny odcinek trasy, skupiając się na drodze, zaciskając ręce na kierownicy. Prosta w pewnym momencie szła pod górkę, więc nie było widać oczywistego zakończenia trasy, tuż przed zakończeniem pagórka Nissan spanikował i uderzył ponownie nadwoziem w swojego rywala, przez co przepchnął go na chodnik, który zaś go wybił i zaczął dachowanie. Przez ułamek sekundy obydwoje zauważyli, że przekroczyli linię mety jednak z taką różnicą, że Nissan wjechał kołami, natomiast CRX ‘wleciał’ bokiem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na szczęście chłopakowi nic się nie stało, zamontowana klatka bezpieczeństwa nie pozwoliła zgnieść budy, jednak auto praktycznie się rozleciało. Do auta podbiegło paru mężczyzn sprawdzając stan kierowcy, gdy nagle któryś z nich krzyknął:
-ŻYJE! WYGRAŁ TO! WLECIAŁ PIERWSZY!-
Dźwięk rozwalanego auta był dość rozległy, dlatego tez nie wiadomo skąd nagle pojawiły się gliny otaczające teren, nikomu nie udało się uciec. Ktoś pomógł wydostać się chłopakowi z rozwalonej fury, podszedł chwiejnym krokiem do kobiety z który przedtem rozmawiał a teraz startowała wyścig i dodał na ucho -Jesteś moja kotku- po czym uśmiechnął się szeroko ukazując okrwawione zęby, delikatnie klepnął ją dłonią w tyłek i zaśmiał. Auta odholowane a zbiorowisko aresztowane i zabrane na przesłuchanie. Tak właśnie skończyła się zabawa na drodze Rambit Street.
Jakieś 3 godziny później na komendzie policji…
… nie trzeba by wchodzić do środka, żeby wyczuć panującą w środku atmosferę. Budynek jest średniej wielkości, a mieści się tuż przy centrum miasta. W poczekalni siedzą tłumy czekających rodziców, dziadków na swoje ‘pociechy’, które widocznie coś przeskrobały. W jednej z sali przesłuchań nasz bohater z Hondy, jego cała twarz jest obita, rozcięty łuk brwiowy nad prawym okiem. Naprzeciw niego stoi jakiś oficer wydziału do spraw nielegalnych wyścigów. W pomieszczeniu śmierdzi potem, jedyną wentylacją jest mały wiatraczek kręcący się na biurku, po dłuższej chwili milczenia chłopak zaczyna mówić
- …jechałem za nim, bo zostawił komórkę na parkingu, to mój kumpel ze szkoły. Nigdy nie miałem do czynienia z żadnymi wyścigami, nigdy nie złamałem prawa, możecie sprawdzić w aktach.
Oficer wyciągnął wspomniane akta, jednak mężczyzna mówił prawdę w środku nie było żadnych papierków dotyczących łamania prawa. Zagryzł wargę, na jego twarzy zagościł brzydki grymas.
-Kłamiesz, nie wciskaj mi kitu, że takimi furami wozi się pizzę. Ścigaliście się, posłuchaj mnie… Jeżeli mi powiesz kto wam to zorganizował to wypuszczę Cię tylko z mandatem za przejechanie na czerwonym.-
- Żadnego wyścigu nie było, nie mam nic więcej do powiedzenia-
Dyktafon został wyłączony, odłożony do biurka. Chłopaka złapał inny z funkcjonariuszy, skuł i wyprowadził agresywnie przed salę, gdzie czekała już na niego matka. Na widok syna w kajdankach z rozbitą twarzą, na jej twarzy pojawiły się łzy, ktoś z recepcji krzyknął: Wpłacono kaucję, puśćcie go!
Wychodząc z budynku minęli się z laską z parkingu, mrugnęli sobie nawzajem i… zapomnieli bo więcej już nie mieli okazji się spotkać.
Pod wieczór w rodzinnym domu chłopaka.
[…]dostałeś nakaz opuszczenia miasta, nie ze względu na prawo, ale ze względu na Ciebie. Musisz odciąć się od tego świata- kupiłam Ci już bilet do Los Santos, tam mieszka brat Twojego ojca. Prowadzi bar, a raczej pizzerię więc nie będziesz miał problemu z zarobkiem, załatwi Ci również dach nad głową i miejsce do spania. Spakuj się, jutro rano masz samolot.
Matka, której imienia nie zdradzę w między czasie podeszła do syna i mocno go przytuliła, jej skronie wówczas sperliły kropelki potu, a na policzkach pojawiły się łzy. Chłopak próbował walczyć z decyzją matki, jednak wszystko już zostało zainicjowane. Na następny dzień wyjechał taksówką na lotnisko, wcześniej całując matkę w czoło i żegnając gorąco.
PART I
Duszne wrześniowe popołudnie, siedemnasta minut pięć.
Z głównego hangaru lotniska wychodzi postać na pozór młodego chłopaka w szerokich dresowych spodniach i luźnej bluzie Rocketsów, w ręce torba podróżna. Rozglądając się po tłumie, który razem z nimi wysypał się z budynku. Wyjmując komórkę, wybrał pierwszy z zauważonych numerów taksówkarzy i po chwili już toczyła się rozmowa.
-Witam, dodzwoniłem się do firmy taksówkarskiej?-
-Witam, tak tylko jest pewien problem.. A właściwie- nie, nie ma problemu. Gdzie podjechać?-
- Lotnisko, dolny poziom z tego co mi się zdaje-
- Proszę dać mi minutę-
Po dosłownie minucie, na ulicę przed lotniskiem ‘wleciała’ bokiem Mazda 323 GTX efektownie rozpędzając pobliski tabun biegnących do przodu ludzi. Zatrzymała się przed chłopakiem z piskiem opon, szyba opuściła się, a w środku pojawiła się postać na oko 20 latka w dobrej formie w czarnych okularach, odezwał się:
- Będziesz tak stał czy wsiadasz?-
Bez zastanowienia chłopak wszedł do środka Maździaka, środek był okrojony, klatka bezpieczeństwa i fotele kubełkowe mówiły same za siebie.
- Gdzie mam zawieść? A i jest sprawa, kasa do ręki potrzebuję kasy a szef nie jest zbyt hojny-
- Jak dojedziesz szybko to zapłacę podwójnie, ale na miejscu bo nie mam forsy przy sobie-
Auto w równie efektowny sposób ruszyło jak się zatrzymało, puściło dym z opon- pisk. Kierowca nie był jednym z tych staruszków jeżdżących po mieście, on znał się na swojej gablocie. Biegi zmieniał w idealnym momencie, nie było nawet czuć lekkiego szarpnięcia. Mijali lampy, kolejne ulice, auta…
-Tak właściwie, gdzie mam Cię zawieść? **Śmiech kierowcy, auto lekko zboczyło z drogi, ocierając o krawężnik**
- Na Grappe Street, uważaj! **Wrzasnął łapiąc się za rurkę spod dachu**
Po około 10 minutach byli na miejscu, na osiedlu domków z ciekawą elewacją, rozejrzeli się dookoła jednak nie było widać żadnego klubu, czy baru. Mieli jednak wielkiego farta, spotkawszy czarnucha z czerwoną bandaną przy nadgarstku, pokierowano ich na pizzerię na Idlewood. Tam właśnie chłopak wysiadł, wszedł wolnym krokiem do środka przez otwarte na oścież drzwi. Za lad
ą stał starzy wiekiem latynos w fartuchu z logiem pizzeri, na widok chłopaka krzyknął:
- Twoja matka mówiła, że przyjedziesz nierobie. Masz tu pare dolców i znajdź sobie miejsce do spania. Jutro od 6 zaczynasz robotę na zmywaku więc masz się nie spóźnić w innym przypadku po prostu Cię wyleję. **Wyciągnął z kieszenie zwitek dolarów i podał chłopakowi skinając na drzwi dodał jeszcze:** Jak przychodzisz tu to ubieraj się chociaż schludnie, odstraszasz mi klientów-
Wychodząc z pizzeri, dyskretnie przeliczył świeżo dostarczony pieniądz, odliczył jakieś 30 dolarów i odniósł je wciąż czekającemu taksówkarzowi.
- Tyle powinno wystarczyć, mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę- nie znam okolicy, dałbyś radę mnie wieczorem oprowadzić?-
-Nie ma problemu, daj mi swój numer**Po chwili obydwoje mieli już swoje numery wpisane na komórkach**
-Przy okazji, jestem Kenny**Uśmiechnął się chłopak w luźnej bluzie**
- Spoko, ja po prostu Jurguc. Do później.
Auto odjechało wlatując bokiem w pobliski zakręt, Kenny zaś zniknął gdzieś w tłumie przechodzących latynosów.
Wieczór jak i następny dzień minął bardzo szybko i… to był dobrze wykorzystany czas. Jurguc mało tego, że pokazał Kennemu okolicę, ale też załatwił zezłomowaną Hondę CRX. Jak można się domyśleć hajs na spanie gdzieś znikł więc chłopak został skazany na spanie w aucie. Tak właśnie wyglądało jego życie przez najbliższe kilka dni. Robota, grzebanie w CRX’ie razem z Jurgucem, spanie w aucie i tak na okrągło aż do pewnego momentu… Któregoś wieczoru, jak zawsze siedząc przed Pizzerią razem z ziomkiem, podjechała kobieta w takiej samej Hondzie jak Kennyego. Wychodząc z gabloty, zrobiła nie małe wrażenie, była ubrana w lateksowe legginsy i koszulkę z dość dużym dekoltem. Zażyczyła sobie odebranie zamówienia, które złożyła dwa dni wcześniej. Po wymianie spojrzeń chłopak ruszył się do kuchni chwili wrócił z dużą torbą z jedzeniem, dodał:
- Miło Panią poznać, to zamówienie i przepraszamy za opóźnienie-
- Nic się nie stało, jestem Ellie. Widzę, że grzebiecie przy aucie, jak wam się będzie nudzić dajcie znać**Wówczas delikatnie podała wizytowkę Kennyemu, wsuwając ją mu do ręki. Szybko wsiadła i odjechała**
- Dzięki jestem Kenny.
I tak nie usłyszała, ponieważ już była w aucie przecznicę dalej.
Następny dzień przyniósł kolejne niespodzianki.
Z samego rana, wchodząc do pizzeri zauważył mężczyznę siedzącego przy stoliku, czytającego gazetę. Zauważając chłopaka machnął ręką w geście poproszenia do stolika. Po realizacji zamówienia przysiadł się do klienta i zaczeła się wymiana zdań:
- Powiedział Pan, że ciekawe czy ta zapiekanka będzie smakować inaczej niż u ‘was’-
- Tak, pochodzę z Francisco. Tam są specyficzne zapiekanki- bardzo okropne-
- A co Pana sprowadziło do tego miasta, bo jeżeli chęć zarobku to naprawdę odradzam tą dziurę kłopotów i syfu.-
- Przestańmy **Wówczas wystawił rękę w stronę chłopaka i dodał* Jestem Carson. A sprowadziło mnie… sam nie wiem, chęć przygody? Chyba tak. **Chyba gdzieś Cię widziałem, pomyślał w głowie Carson**
- Kenny Oczywiście odwzajemnił gest** Mnie tak jakby… Zmusiły sprawy rodzinne.
- Ten CRX stojący na parkingu jest Twój?-
- Mhm-
- Posłuchaj jak chcesz coś dorobić, mam czasami wyjątkowe okazje-
- Nie ścigam się, nie chcę do tego wró**Przerwał** I tak już za dużo powiedziałem-
- Widziałem kiedyś taki wyścig w Francisco, gdzie Honda wygrała z Nissanem dachując na metę. To było pierdolone widowisko, o tak. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego kierowcy-
- Nie wątpie w to, musiało to być bardzo widowiskowe zjawisko, roztrzaskujący się kierowca na samej mecie, zepchnięty przez rywala. Pewnie nie przeżył-
Po chwili milczenia Carson zakończył ciszę, mówiąc pociągłym głosem:
- Przecież siedzi tutaj, od razu Cię poznałem. Też chodziłem tam do szkoły-
Gadka toczyła się o mniej ważnych rzeczach, laskach z collegu, drużynach NBA… Tego samego dnia Kenny poznał również zwariowanego, starszego człowieka o zapaleniu motoryzacyjnym, który pomógł mu nieco w ‘operacji’ silnika. Staruszek miał na imię Takeru i mimo swoich lat był krzepki i rześki.
Kolejny dzień przyniósł następnego kumpla, który nazywał się ‘kozakiem’, który miał przyjemność pracować u jakiegoś Japońca, który podobno bardzo dobrze poruszał się Nissanem GTR. Czarnoskóry mężczyzna kazał wołać na siebie Smoke, pod bar również przyjechał takim samym cackiem co Ellie. Auta prawie nie różniące się- tworzyły wspaniałą atrakcję dla dzieciaków latających po okolicy. W sumie to dzięki niemu, Kenny znalazł miejsce do spania. Pierwszy raz od dłuższego czasu miał przyjemność położyć się do miękkiego łóżka, wykąpany. Cały dotychczasowo zarobiony pieniądz doprowadzał do porządku auto, kupował paliwo, jadł i tak kręciło się jego życie.
Jak można się domyśleć zebrana ‘paczka’, zaczęła regularnie spotykać się w barze, gdzie rozmawiali, jedli, pracowali, żyli. Między nimi z pewnością powstała pewnego rodzaju więź rodzinna. Wypady na miasto były tym co lubili robić najbardziej, śmiganie Hondami po mieście uzupełniało ich pustkę w życiu.
PART II
Słońce jeszcze nie wstało, zza horyzontu widać dopiero pierwsze promienie wynurzającej się świetlistej kuli. Kenny i Smoke już siedzieli przy porannej kawie, praktycznie już gotowi do wyruszenia do roboty, gdy nagle do jednego z nich przyszedł SMS od Carsona:
Siemano, dostałem info o jakiejś imprezie, chcieliście wiedzieć jak coś się będzie działo- możemy wpaść w parę osób.**Po smsie, przyszło zdjęcie w MMSie**
„Stawka rośnie w górę, kierowców przybywa, a Ty nie możesz przecież przepuścić takiej szansy! Wsiadaj do fury, bierz 500 dolców. Wpadaj na 20” ** Na zdjęciu widać parking przed białym domem.
- Daj znać Ellie i Jurgucowi, żeby wpadli pod bar o dziewiętnastej trzydzieści. Nie musimy się przecież ścigać, możemy chwilę się pośmiać, popatrzeć i zwinąć **Ken popijając ostatki rozpuszczalnej kawy wciągnął telefon i podał drugiemu dwa numery, do których miał zadzwonić**
- Jasne, tylko jest pewien problem… Dzisiaj pozbyłem się auta na rzecz, można powiedzieć pewnej inwestycji i tak jakby ja odpadam.-
- I tak wpadnij, wsiądziesz do kogoś-
Po krótkiej pogawędce obydwoje wyszli z domu, rozchodząc się w dwie różne strony udając się do roboty. Dzień mijał jak każdy inny, między czasie Jurguc i Ellie dowiedzieli się o planach ekipy.
- Siemanko tu Smoke, ten czarnuch od Kennyego- pamiętasz mnie? Nie, no to trudno słuchaj. Planujemy dzisiaj się spotkać o dziewiętnastej trzydzieści po**Głos mu przerwał**
- Już słyszałem o imprezie, wpadnę nie bój się **W tle słychać piski opon oraz… bardzo podekscytowaną kobietę**
- No, no dobra cwaniaku. Widzimy się pod, elo!-
Pomiędzy telefonami czarnuch spalił może z dwie szlugi, jakoś specjalnie nie pałał miłością do kobiety do której miał teraz zadzwonić więc wolał się ‘wyczilować’.
- Halo? Ellie, wpadnij w pół do ósmej pod bar.-
- Czy Ty zapraszasz mnie teraz na randkę?-
- NIE, skądże! Wpadaj i nie pytaj po co, umyj tylko gablotę.
Połączenie urwało się, a w tym samym momencie ktoś przyłożył Smoke’owi w potylicę jakąś miotłą. Krzyknął coś o tym, że się rozleniwił, nie robi nic i że go wyleje jak tak dalej będzie. – Skończyła mu się najzwyczajniej przerwa pomiędzy godzinami pracy. Już dosłownie po pięciu minutach znowu stał ubrany w robocze, upaprane olejem odzienie mechanika.
Już pod wieczór, gdy KEN stał przy swoim czarno matowym CRX’ie pod Pizzerią wuja, podjechała nie wiadomo skąd śnieżno biała Impala na fabrycznych felgach, które można było spotkać w rocznikach z 65-72. Silnik auta warczał, wydawał dźwięk jak… nie wiem do czego można porównać ten ciężki ‘głos’ silnika. Zajeżdżając na parking, stając obok Hondy wydawałoby się, że jest dwa razy dłuższa. Z auta pociągłym ruchem wyszedł czarnuch może niski, ale nie za chudy- średniej budowy. Przywitał się, okazało się, że zainteresował się autem naszego bohatera; Kena.
- A co masz pod maską, nie wygląda jakby jeździł nią dostawca pizzy, nie?-
- Vtec ze 180 koniami, wolę nie mówić za dużo- podobno w okolicy łatwo stracić auto.
- Przynajmniej ja ze swoim nie mam takich ekscesów. Impalka to dobre auto, dużo pali, ale zajedzie na sam koniec świata, części nie są drogie no… i dużo ich tu jest, więc nie kradną tak często. Pochodzę z tych rejonów, znam parę osób więc o to się też nie boję.-
Kenny spojrzał na zegarek, wybiła 19;30- chwilę później na parking zajechała niebiesko-szara Honda CRX z charakterystycznym wlotem na dachu. Była tylko jedna osoba, która miała takie cacko- Ellie. Kobieta wysiadając przyciągnęła wzrok niejednego przechodnia. Ubrana była w obcisłą koszulkę podkreślającym jej kształty, krótką ‘szkolną’ spódniczkę w kratkę, pończochy i buty na platformie.
- Tak właściwie to jestem Danny-
- Ken, Danny masz teraz trochę czasu, co?-
Przed momentem poznany mężczyzna chwilę pogawędził jeszcze z zebranymi, po czym chwilę przed godziną ósmą wyjechali w szyku. Ken prowadził, za nim jechała Ellie i na końcu Danny.
Po uporaniu się z zygzakiem prowadzącym pod górkę, do białego domu cała trójka zajechała na średnio zapełniony parking. Na miejscu była masa kolorowych, błyszczących fur. Zaczynając od Hond, przez Impale, Camaro kończąc na Nissanie i Evo. Każdy jak ustawiony w zegarku stał przy swoim aucie czekając na wywołanie. Gość z granatowego Nissana wykręcił kółko na głównej części placu, zajechał pod zgromadzonych i krzyknął. Ustawcie się na starcie! Wyglądało to w taki sposób, jakby krzyknął w stronę Kena, Ellie i… Jurguca, który przed momentem spóźniony przyjechał na miejsce spotkania. Wszyscy wyjechali na linię, która wyrysowana była kredą, czarnuch w czerwonym kapeluszem podszedł do nich spokojnym krokiem i wrzasnął:
- Wywołałem was?! Jeszcze jeden taki numer i spierdalacie z imprezy! Czekajcie na waszą kolej.
Minęło dosłownie 30 sekund i na tych samych miejscach stały trzy fury, różowa i biała Impala oraz ciemno zielone Camaro. Startujący machnął ręką i auta ruszyły- w tym samym momencie machnął do grupki wcześniej zgonionej z linii. Ponownie krzyknął, jego postura ciała i ten śmieszny czerwony kapelusik chodź były komiczne to głos, jakim się wyrażał naprawdę budował atmosferę i nakazywał utrzymywanie respektu do tego człowieka. Coś mówiło, że może być on kimś ważnym w machinie ulicznych wyścigów.
- Słuchajcie, jedziecie we trójkę, to jest ulica a nie sport. Pięć setek od głowy trafia do mnie, wygrany zgarnia… Sami zobaczycie ile.
Mimo że, niektórzy niechętnie oddali swoją część to i tak po chwili mężczyzna stał już przed nimi z podniesionymi rękami. Cały ten moment, gdy je opuszczał zdawałoby się, że trwał godzinami. Serce zatrzymało się, adrenalina przycisnęła je do samego gardła. Ken słyszał jak głowa rozwala go od środka i nagle… BUM! Wrzucił bieg i ruszył, zwinnie zbierając się ze startu- jechał z początku łeb w łeb z Ellie, tuż za nim, na ogonie był Jurguc. Pokonanie zygzaka, z górki trwało to jakieś pięć sekund nie zmieniło zbytnio ich pozycji, jednak kobieta wysunęła się znacznie do przodu finalnie myląc zakręt. Zmyliła również swoich rywali, więc po nawrocie sytuacja całkowicie się zmieniła. Pierwszy jechał Jurguc, obok niego- na przeciwnym pasie cięła Honda Ellie i nagle zakręt! Ellie agresywnie wchodząc w zakręt uderzyła bokiem auta o nadkole Jurguca tym samym go spowalniając i prawie spychając na pobliski słup, podtrzymujący autostradę. Kenny wykorzystał to i nadgonił do reszty, tym samym zrównując się z bardzo dobrym graczem w te klocki; Jurgucem. Wyścig nie miał przez jakiś czas jakiś większych zmian, jeden doganiał drugiego, potem odchodził mu, aż nagle… W odpowiednim miejscu Kenny wjechał na chodnik- obniżony wjazd na lotnisko pomógł mu w tym zdecydowanie, to było właśnie to.. Dzięki tej decyzji na najbliższym zakręcie nadrobił do rywali jakieś dwie sekundy. GPS pokazywał, że jest to ostatnia prosta, jednak wszyscy nadal próbowali dać z siebie wszystko. W koncentracji i milczeniu mijali kolejne lampy, słupki i tunelu przy Marina Beach. Luz, piątka, gaz! Wyjeżdżając z tunelu, zobaczyli tą samą grupkę ludzi, którzy stali wcześniej na parkingu białego domu. Tam właśnie była linia, to była coś co w momencie przekroczenia pękało. Adrenalina opadała, ręce zaczynały się trząść. Wszyscy zajechali na wolne miejsca i wyszli z aut, zgromadzeni wcześniej milczący ludzie zaczęli głośno się śmiać, rozmawiać z innymi. Do Kena podszedł czarnuch, który startował wyścig i dodał:
- Dobrze zrobiłeś tego cwaniaka, który zaklinał się, że jest najlepszym kierowcą w mieście. Daj mi swój numer, będę miał dla Ciebie robotę. Jeszcze raz gratulacje, Twoja wygana… Masz jakąś ksywę?-
- Kenny, ewentualnie Sayain-
- Zapamiętam, Sayain-
Podał Kenowi parę zwiniętych w rulonik dolarów, ten natomiast zapisany już na kartce numer. Zdążyli się rozejrzeć dookoła i zaraz już się coś działo.
- To nie prawda! Rozwiążcie to jak mężczyźni, nie na jakiejś pieprzonej ulicy! **Krzyknęła jakaś głupia laska, stojąca w samym staniku**
- Zamknij się dziwko, a Ty cyganie uspokój laskę- To były słowa gościa w czerwonym kapeluszu, już siedzącego w Nissanie.
- Cyganie? To nie ja mam ksywę ROME **Powiedział jakiś gościu w czapce, tam na górze, jego tam nie było.
Czarnuch schylił się na chwilę i wyciągnął karabinek automatyczny typu MP5 i zaczął ładować w stronę gościa, który przed chwilą nazwał go ‘ROME. Nagle wszyscy zaczęli się rozjeżdżać w popłochu. Ken jadąc razem z Dannym minęli jadący już na sygnale radiowóz, zdaje się że jadący na wezwanie.
W pizzeri zawiązała się jeszcze ciekawa rozmowa tych dwóch osobników.
- Pierwszy raz takie coś miałem okazję zobaczyć, stary mieszkam tu już od… urodzenia i nigdy nie wiedziałem, że w tym biednym i nudnym mieście dzieją się takie rzeczy. Jeszcze można na takim czymś coś zarobić? Musiałem wziąć udział.
- Danny, tak właściwie który dojechałeś?-
- Drugi, ten White podobno dobry jest w te klocki, a trzymałem mu się na tyłku. Dwa razy miałem okazję go wyprzedzić, ale tego nie wykorzystałem.
- Nie jest źle, jak nudzi Ci się wieczorami to wpadaj, a zapomniałem. Jak chcesz dorobić to powiedz, mogę Ci załatwić robotę na zmywaku tutaj. Zmiana zaczyna się o siódmej do szesnastej, przysługuje Ci posiłek więc nie jest źle.
- Jasne, widzimy się o siódmej-
Obydwoje zbili piątkę, wymienili się jeszcze numerami i rozeszli przed drzwiami. Dochodziła godzina 22, zadzwonił Smoke i kazał wpaść na Doki do garażu numer 53. Po dojechaniu na miejsce, brama garażowa była otwarta, ze środka usłyszeć można było dobry oldschoolowy rap. Po wjechaniu do środka okazało się, że był to warsztat, a w nim siedział SMOKE.
- Siemano, to jest moja inwestycja. Kupiłem to tanio w dodatku właściciel dorzucił kilka części i narzędzi więc nie jest źle.
- Dobrze się składa, muszę troszkę naprostować zderzak, dasz radę się tym zająć?
Nie trzeba się domyślać co było dalej, ziomeczki zajęły się naprawą aut, po tym zamknęli warsztat i udali się do chaty w której mieszkali. Grzechem było by pominąć fakt, że po drodze zahaczyli o klub w którym dwie piękne tancerki pokręciły im tyłkami. Kenny za wygraną podczas wyścigu naprawił furę, zapłacił dziewczyną za robotę i tak właściwie.. rozpłynęły się pieniądze.
Ciąg dalszy nastąpi…

1. Zamysł z jakim tworzona jest organizacja:
Chcemy stworzyć coś, czego zdecydowanie brakuje na serwerze już od dłuższego czasu. Co mam na myśli? ŚCIGANTÓW, nie gang zmotoryzowany. Co chwilę można ujrzeć powstające projekty ścigantów, którzy po nadepnięciu na odcisk zaczynają jeździć na strzelaniny tylko po to by dopiec rywalom. Jestem ‘ścigantem’ ze starszych ekip i doszedłem do wniosku, że lepiej zlepić organizację z zielonych ludzi, dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nowym graczom bardziej zależy na ciekawej rozgrywce, a usiąść dwie godzinki z kilkoma osobami i wytłumaczyć im na czym polega gra to nie jest dużo Brakuje mi rodzinnego klimatu, grupki ludzi których łączy ich zajawa. Auto-maniacy siedzący godzinami przy furach, wpadający na wyścigi dla czystej rozrywki to jest to co mnie jara i to jara moją ekipę. Zawsze mówione jest: „Chcemy klimatu, nie hajsu- nie jesteśmy statsami”. Nie oszukujmy się, gramy tych ścigantów, ścigamy się po to, żeby się szybko dorobić. Nikt nie będzie nam mówił, że jesteśmy statsami tylko dlatego, że tak kreujemy sobie postać. Jest pełno takich stereotypów, które krążą po serwerze, odejdziemy od nich.
2. Struktura:
Jak już napisałem rodzinka, więc struktura nie jest zbytnio skomplikowana. Opieramy się na obmyślanej przeze mnie hierarchii, która była wykorzystywana wcześniej do wyłonienia najszybszych z najszybszych, czyli black listy. Ci którym dane jest wiedzieć o co mi chodzi, niech się cieszą- że nie żyją w niewiedzy! ;D Tak samo jak reszta tego typu organizacji nie będę wyjawiał dokładnej struktury na forum z przyczyn oczywistych- chcemy troszkę pograć.
3. Drive In’y, czyli współczesne Housing Projecty.
Już mogę powiedzieć że, ciężko będzie się dostać w nasze wyselekcjonowane grono, już tłumaczę dlaczego. Podanie na forum będzie standardowe, jednak weryfikacja gry IC będzie bardzo rygorystyczna. Do ‘ekipy’ będą wchodzić najlepsi z najlepszych. Wiadomo do rodziny nie wpuszcza się wszystkich. Tutaj mała podpowiedź dla przyszłych chętnych, jeżeli wasza gra będzie powalać- możecie szybko dostać się w nasze szeregi. Jeżeli będzie trzeba nad Tobą popracować, może to trwać miesiąc! Reasumując, droga będzie ciężka, ale jak zwykle opłacalna dla obydwóch stron. Zapraszam do tematu z rekrutacją, który pojawi się niedługo
4. Cele organizacyjne:
Po części wytłumaczyłem to w podpunkcie 1. ale w tym pragnę to nieco rozwinąć. W naszym przypadku będzie funkcjonowała zasada 2 tygodnie = 1 rok z życia postaci. Chcę, żeby wszystko zataczało koło, zmieniali się ludzie. MG, nie ukrywam że sam lubię usiąść razem z ekipom na skype czy mumble i wspólnie się pośmiać, ale podczas akcji, gry IC absolutnie od tego odchodzimy. Chcemy postawić organizację, która mam nadzieję troszkę potrzyma się na tafli wody, nie utonie przez naszą własną głupotę. Od kiedy pamiętam, dobrą przyszłość wróżyła interakcja z innymi organizacjami, będę starał się ciągle wszczynać nowe, takie wywołujące pozytywne uczucia i te negatywne- przecież rywalizacja też się przyda i między innymi liczę na Czarnucha i Młodego, którzy kręcą tam coś swojego Pozdro ziomy. Na wyścigach będziemy próbowali zwiększać stale stawkę, co uzgodnimy z innymi tego typu organizacjami. Mam również nadzieję, że w końcu uda nam się w współpracy z Czarnym utworzyć siatkę kontaktów, która niegdyś wspaniale funkcjonowała
5. Słowo na koniec ode mnie:
Jedni mnie znają, drudzy nie- nie zależy mi na sławie ani na dziwkach! Oczywiście żartuję, raczej można było mnie spotkać w Adrenaline Unleashed, XXX, Unleash A Hell, FBI- to główne grupy w których grałem i zasiadłem tam na dłużej. Miałem przyjemność prowadzić już kilka organizacji, kilka wspomagać więc nie będzie problemu z moim liderowaniem. Od dłuższego czasu aktywnie wspomagam serwer tworząc lub współtworząc liczne eventy i wydarzenia. Myślę ‘na czasie’ więc spróbuję dostosować się do czasów, które nastały na serwerze- dla jednych są one lepsze dla drugich gorsze. Wrócimy klimat, modernizując tą gre nieco. Moim mottem jest kreatywność, innowacja i konstruktywność! Ekipa, która zebrałem jest dla mnie najważniejsza, ponieważ chcę udowodnić ‘starszym’ graczom, że nowych raz, że idzie wyuczyć a dwa nie są gorsi, a nawet lepsi. Zależy im bardziej na grze. Myślę, że przedstawiłem krótko i zwięźle moją wizję organizacji. Zachęcam do częstego odwiedzania tematu i śledzenia poczynań naszych bohaterów, których opisuję w historii
Credits:
Cała aplikacja jest w pełni moim dziełem
Użytkownik LordSokół edytował ten post 14/05/2015 - 20:34

Temat jest zamknięty













