** Był piękny, spokojny dzień, pewien starszy góral, który kiedyś pracował jako ratownik medyczny w górach...
miał syna, Richarda. Wiadomo, każdy ojciec chcę, aby jego syn robił, to, co on, a dwa lata wcześniej służby pracujące nad bezpieczeństwem górskim zniknęły, do wezwań docierały niewykwalifikowane jednostki. Żona ojca Richarda podróżowała po górach, obok chatki, gdy jeden z agresywnych zwierząt zaatakował ją, ugryzł ją w nogę, noga zaczęła obficie krwawić, momentalnie z domu wyleciał Richard, który przeładował strzelbę i oddał celny strzał do zwierzęcia, które padło na ziemie...**
Moja mama!! Ratujcie ją!! - krzyczał do telefonu.
Zrozumiałam, wysyłam do państwa jednostkę ratownictwa medycznego, proszę się nie rozłączać...
71-S, zgłoście się. ((Centrala))
71-S, zgłaszam się. ((Jednostka))
Starsza kobieta ugryziona przez zwierzę, obficie krwawi, wysyłam wam GPS, odbiór. ((Centrala))
71-S, zrozumiałem, eta 10 mikes, bez odbioru. ((Jednostka))
** Około dziesięć minut póżniej... **
Ostin, sprzęt. ((Lekarz))
Dzień dobry, nazywam się Szymon, jestem lekarzem, gdzie została pani ugryziona? ((Lekarz))
** Kobieta niechętnie podciągnęła nogawkę, oczom Szymona ukazała się rana, która nie wymagała pilnej interwencji... **
Hmmm.. Proszę się nie ruszać. ** Złapał za zamek torby FIRST-AID pociągnął go do dołu palcem wskazującym, rozszerzył jedną ręką wnętrze torby, wsunął drogą do środka, po chwili szperania wyjął opakowanie z rękawiczkami jednorazowymi, rozerwał górną część opakowania dwoma palcami, wsunął dwa palce do środka, wyjmując dwie rękawiczki jednorazowe. Delikatnie rozszerzył rękawiczki, wsuwając dłonie - słychać charakterystyczny dżwięk lateksu, dociągając po nadgarstki. Chwycił za spray dezynfekujący, złapał za pokrywkę, zdjął ją i położył obok, przyłożył spray do rany, wciskając palcem wskazującym dozownik, kilka razy. Następnie odłożył spray, złapał za pokrywkę i nałożył ją, chwycił za opakowanie z gazą jałową, rozerwał je i dwoma palcami wyjął ze środka gazę, którą delikatnie przetarł ranę, wyrzucając ją do małej foliowej torebeczki na odpadki medyczne. Złapał za opakowanie z bandażem, rozerwał je, wsadził dwa palce do środka, łapiąc za bandaż, jedną ręką złapał za rozwijającą się końcówkę, drugą za bandaż, przyłożył go do rany, owijając ją, mocno pociągnął na końcu, złapał za końcówki dwoma palcami i rozerwał je zawiązując na ranie... **
Oh, dziękuje wam bardzo panowie, spójrz tylko jacy są dzielni.
Szkoda jedynie, że tak długo dojeżdżaliście, ale no w sumie, nasi dzielni ratownicy zawiesili działalność, i teraz musimy czekać na miastową pomoc.
Ale wiecie, co? Mój syn pragnie zostać ratownikiem, może mógłbym porozmawiać z kimś, kto byłby w stanie nam pomóc? (( Starszy pan, ojciec Richarda ))
Hmm... mógłby pan się do mnie wieczorkiem zgłosić do biura. (( Szymon ))
** Minęło pare godzin, Szymon kończąc swoją służbę, wracając do bazy, spoglądając na kupkę papierów, chwycił za długopis i z oczekiwaniem na starszego pana, zaczął je uzupełniać... **
** Minęła godzina, w końcu do drzwi gabinetu ktoś zapukał... **
Proszę! (( Szymon ))
Dobry wieczór, my byliśmy umówieni. (( Ojciec Richarda ))
Tak, tak, zapraszam, może pan spocznie? (( Szymon ))
Z przyjemnością.
No więc tak... ((Ojciec Richarda)) ** podał teczuszkę, złapał za dwa uchwyty, pociągnął je do góry, otwierając teczuszkę, wyjął z niej kolejną stertę dokumentów, które wręczył Szymonowi **
Pragnąłbym, aby pomoc do nas docierała szybciej, zapewne nie macie doświadczenia w poszukiwaniach zaginionych ludzi i tego typu sprawach, zgadza się? ((Ojciec Richarda ))
Proszę mówić. (( Szymon ))
** Minęły dwie godziny, starszy mężczyzna wyjaśnił wszyściutko Szymonowi, po czym wyszedł, Szymon zaczął powoli zapoznawać się z dokumentami, umowami, warunkami i wnioskami, które koleino pieczętował swoim podpisem **
** Tydzień póżniej... **
Dobra, to panowie sprawdzą stan techniczny ambulansu i wozu strażackiego, a potem ruszamy na patrol.
** I tak od niedawna działa SAR... **