**Surfując po internecie, można zauważyc nowo powstałą stronę internetową „Los Santos-city of dream”, prowadzoną przez znanego pismaka, redaktora miejscowej radiostacji-Kelvin’a Fernandez.Na stronie również ukazał się pierwszy wpis:**
Każde miasto ma swoją historie, każde miasto ma swoją tradycje, a my spróbujemy Wam ją przybliżyc. Natchnienia szukamy przegrzebując stare strychy, piwnice czy opuszczone szopy.Znajdujemy rzeczy, które przedstawiają Los Santos, w świetle w jakim nikt go nie widział. Zatajniane dokumenty organizacji przestępczych, akta donosicieli, zaginione dokumenty departamentu. Gdy kolekcja naszych „skarbów” rozrosła się do gigantycznych rozmiarów postanowiliśmy, podac temat do opini publicznej.Zaczynamy więc od pierwszego znaleziska. A było to podczas lata 2012roku, gdy miałem w planach złożyc mojego Forda Coupe, postanowiłem wziąśc udział w licytacji, starego garażu w którym stał drugi niekompletny przedwojenny model Forda. Ale oprócz pięknego Hot Roda, było tam coś jeszcze, stare dokumenty, fotografie dotyczące jednego z symboli wolnej ameryki XX’wieku. Mianowicie Riders Club in ElCorona’.
Marzec 1981.
Derrick Marshall, szef wielkiej korporacji buckmaherskiej działającej na terenie San Andreas, oraz przemytnik narkotyków Piter Mocco zawiązali współprace przemytniczą. Piter zajmował się rozprowadzaniem dragów w lokalach Derrick’a, zaś Derrick, trzymał w garści odurzonych klientów salonów, kontrolując tym samym całe przez nich obstawione pieniądze. Niestety, klienci byli również agresywni, w lokalach Pana Marshalla były częste bójki, gwałty a nawet morderstwa. Znany Buckmaher zorganizował własną ochronę złożoną z mężczyzn potężnej postury, z licznymi dziarami na rękach, ryk ich głośnych Harleyów-Davidsonów budził postrach w całym LS.
Lato 1986.
Ridersi od kilku lat prowadzili niewielki bar na ElCoronie, serwujący głównie piwo i mięsne dania. 19.VII w tajemniczych okolicznościach został zamordowany Piter Mocco, tym samym zakłady Derrick’a straciły wiele gotówki. Ochrona również była niepotrzebna. Motocykliści zostawili starego naciągacza. Wtedy Ridersi na własną rękę zaczeli napadac na obywateli, okradac przydrożne bary i stacje benzynowe. Na ich czele stanął starszy właściciel warsztatu usytuowanego w pobliżu baru. Bobby Morris, zwany dziadkiem planował napady, organizował ucieczki, naprawiał motocykle, dbał o bezpieczeństwo chłopców. Akcje przez nich przeprowadzane były bezbłędne, z obław policyjnych wychodzili bez szwanku, Każdy się ich bał- nikt nie mógł im nic zrobic. Stary Bobby, miał kreta w sądzie przez co jego ludzie z każdych tarapatów wychodzili obronną ręką.
Styczeń 1989.
Dziadek zmarł na rozległy atak serca, organizacja pogrążyła się w rozpaczy, na pogrzebie starca zorganizowano olbrzymi konwój przez ulice Los Santos. Ale czas było stanąc na nogi ponownie. Liderem organizacji został Morgan Presle’y, wprowadził żelazne rządy, wyraźnie podkreślał swoją wyższośc nad innymi Riderami, w klubie zostało już niewielu jego zwolenników. Większośc z nich odeszła, lub została zatrzymana przez Departament podczas niebezpieczniejszych akcji,
jakie zlecał Presle’y. Zwykłe napady na okoliczne sklepy i bary, przestały go kręcic, lider zajął się handlem bronią na szeroką skale. Przemycali bronie droga morską a już na miejscu jego ludzie wyrabiali fałszywe licencje i inne dokumenty broni. Motocykliści którzy odeszli od rodziny, bardzo tego żałowali. Perspaktywa szmalu była bardzo kusząca. Wszystko szło świetnie, Presle’y kupił pokaźną rezydencję na Richman, ogromny jacht i garaż pełen starych i nowych Davidsonów.
Listopad 1991
Riders Club stawał się coraz bogatszy, zdobywali nowych współpracowników, ale jak to przy tego typu biznesach, jeszcze więcej wrogów. Na ich transporty często wpadały wrogo nastawione organizacje, zazdroszczące im pokaźnych zysków. Każdy miał dosyc, członkowie klubu zostali tajemnie mordowani przez innych mafiozo, gwałcono im żony, porywano dzieci. Siedemnastego listopada klub na EC został doszczędnie spalony, zginęło w nim kilkanaście osób. Po kilku dniach ukrywania się Morgan wraz z rodziną i pozostałymi przyjaciółmi postanowił uciec do Europy, udali się więc na Santa Maria skąd wyruszyli prywatnym jachtem Presley’a. Niestety po kilkunastu godzinach rejsu, statek wyleciał w powietrze. Do dziś niewiadomo kto stał za tym zamachem.


